Marek Baterowicz: Dopalanie Narodu
data:08 sierpnia 2020     Redaktor: GKut

z daleka lepiej widać....

 

Prawdą jest, że podczas rozbiorów wiara utrzymała naród w niezależności ducha, mowy i tradycji, ale to ocalenie zawdzięczamy w równym stopniu i naszej historycznej pamięci, którą przekazywano w domach rodzinnych przez 123 lata niewoli, lecz nigdy zniewolenia. Umysły i duch trwały nieujarzmione. Nowe pokolenia wzrastały zapatrzone w heroiczne dzieje I Rzeczpospolitej i w rozmach jej dokonań, w umiłowanie bohaterów i idei, które stworzyły rozległe królestwo wolności i tolerancji, kiedy zachodnią Europą wstrząsały wojny religijne.  Dzięki tym rodzinnym przekazom młodzi Polacy wzrastali w szacunku i w nostalgii za utraconą niepodległością Ojczyzny. Hołubili ją w swej historycznej pamięci i to potężne paliwo stało za naszym zwycięstwem w r.1920.

Po roku 1945 prawdziwą historię Polski poznawaliśmy też w domach rodzinnych, choć zasięg tych „lekcji” skurczył się częściowo wskutek atmosfery strachu w ustroju totalitarnym i represji reżimu. Był jednak jeszcze znaczny, duch narodu nie marniał zatem, a postać nieugiętego i więzionego prymasa Wyszyńskiego ( non possumus ) dodawała skrzydeł, podobnie wzór takich biskupów jak Czesław Kaczmarek, zamęczony torturami na UB, do końca też nieugięty.

Niestety, zwyczaj tych domowych lekcji historii powoli zanika we współczesności już to przez inwazję internetu absorbującą dzieci i młodzież, już to przez zmęczenie rodziców codziennością, a czasem i wskutek nałogu alkoholizmu, tą plagą przeniesioną z PRL-u, a która była kiedyś plastrem na rany zadane obywatelom przez komunizm. Dzisiaj pijaństwo bywa przyczyną wielu tragedii, w domach rodzinnych i na drogach. Tradycja owych domowych lekcji historii zatem przygasa, a szkoły nie uczą prawdziwych dziejów Polski, ośmieszanych w dodatku przez  tzw. politykę wstydu wylansowaną w antypolskiej „Gazecie Wyborczej”. W tych okolicznościach obserwujemy zjawisko dopalania się narodu także w sensie dosłownym, gdyż młodzi zamiast doszukiwać się własnych korzeni,  gustują w dopalaczach i narkotykach, zaś resztę czasu zabiera im internet. Rosną więc pokolenia z amputowaną wiedzą o historii Ojczyzny. Nie wystarczy zabrać delegację młodzieży na polski cmentarz w Monte Cassino jak zrobił to prezydent Duda, bo to dotyczy tylko XX wieku, a  dzieje naszego narodu to tysiąc lat z okładem i w każdym stuleciu spotykamy wydarzenia dla podniesienia serc albo służące za nauczkę. Do roku 2015 program historii w szkołach ulegał takim tendencjom jakby układało go jakieś antypolskie lobby, podobnie było z trzebieniem lektur szkolnych. Czy w naszym kraju nie można przypominać i promować polskości ? A zatem repolonizacja szkolnych programów jest priorytetem, może nawet bardziej palącym niż repolonizacja mediów. Bo dorośli potrafią w końcu odróżnić ziarno od plew, a dzieciom od początku należy ukazać panoramę naszej historii, okaleczonej w programach szkół peerelowskich. Dlatego prof. Ryszard Legutko pisał w „Eseju o duszy polskiej” ( Kraków, 2008), że przyszło mu żyć w „.Polsce zerwanej ciągłości”. Chodzi tu oczywiście o zerwanie ciągłości w sensie poczucia historii, tradycji a także instytucji państwowych. I dodaje, że „...od 70 lat Polacy są wyłącznie przedmiotem, w znikomym zaś stopniu podmiotem historii” ( str.8). Przypomina też, że w czasie wojny odcięto niemal połowę Polski, a ludność tam mieszkającą wymordowano, wywieziono lub zniewolono: „Zabiegowi amputacji towarzyszył zabieg równie gigantycznego przeszczepu” ( str.10). Legutko podkreśla też, że Polska stała się ofiarą gwałtu, okrutnego i wielokrotnego. Po utracie Kresów, Lwowa i Wilna ojczyzna symboliczna Polaków – znajduje się jego zdaniem – poza obecną ojczyzną geograficzną ( str.12). A w rozdziale piątym „Zbir i cham” pisze o komunistycznym terrorze, rozpętanym za sowieckiej okupacji. Nowa władza narzuciła ogólne schamienie i barbaryzację życia, co widać jeszcze dziś w awanturach wzniecanych przez peerelczyków podczas posiedzeń Sejmu. Ten, jakby alternatywny „naród” peerelczyków wyhodowany w PRL-u, a panoszący się jeszcze w III RP, stanowi przecież trzon totalnej opozycji. Kiedyś Sowieci instalowali u nas rządy mniejszości, dziś owi peerelczycy sądzą, że w III RP nadal należy im się władza. Rok 1989 był niestety datą dwuznaczną:  niby to kres reżimu PZPR, a zarazem gruba kreska i ocalenie nomenklatury PRL-u, która mnożąc kadry i wpływy dzięki finansom z afer jest nieustannie źródłem kłopotów dla III RP, a wspiera ją nadzwyczajna kasta. Wymowny rozdział cytowanej książki Legutki – „Nowy ład i jego strażnicy” – mówi o akuszerach tzw. III RP i „autorytetach” związanych z obozem Michnika, ale i ze służbami Kiszczaka i Jaruzelskiego. Tacy strażnicy „transformacji” demokrację najchętniej widzieli bez demosu! Oskarżali też naród polski o szowinizm, megalomanię, nietolerancję wobec obcych, zaściankowość (!) i inne rzekome przywary, a oskarżenia te kolportowano w mediach zachodnich, aby przypiąć nam łatkę anachronizmu. W tych kalumniach była metoda - łatwiej jest bowiem zniewolić naród, któremu przyprawiono gębę ciemnogrodu, a w tej propagandzie celowała „Gazeta Wyborcza”. Pasowało im, by ośmieszani Polacy stali się historycznymi analfabetami, a nawet nie pamiętali własnej martyrologii. Fakt, że jakaś „elita” strażników/akuszerów uzurpowała sobie prawo do...cywilizowania Polaków zakrawa na kolejne szyderstwo polskich dziejów. Legutko pisze o tym w rozdziale „Rzeczpospolita kibiców”, bo tylko taką rolę przypisały Polakom „elity”: Polacy mieliby być tylko kibicami transformacji w ich Kraju, a nie podmiotami historii. Autor zauważa też, że „po roku 1989 pojawiła się szeroka  fala agresywnego prostactwa i w wolnej Polsce doszło do degradacji wzorców. Język zamiast pięknieć brzydł, choć brzydł inaczej niż w komunizmie” ( str.108/9). I konkluduje: „...w wolnej Polsce prostak niszczył resztki decorum, jakie po komunistycznej dewastacji pozostały” ( str.111).  Dodajmy, że np. pisanina Masłowskiej jest dowodem degradacji i literatury. Tacy celebryci i takie „elity” niosły zalew pospolitości, o czym Legutko pisze w rozdziale „Skrócona perspektywa”. Nowe podejście do dzieł klasyków, a nawet usuwanie ich z programu edukacji prowadzi do skrócenia perspektywy. To samo dotyczy selektywnego kursu historii w szkołach, a oderwanie Polaków od historii narodu powoduje radykalne skrócenie perspektywy ( str.127). A zatem kultura wyższa cofa się przed niższą, pomijanie wielu wydarzeń i zjawisk w naszych dziejach rozmywa tożsamość narodową. Antypolskie spektakle teatralne ośmieszają naszych bohaterów, szydzą z religii i patriotyzmu. Nie ulega wątpliwości, że reżyserami tych spektakli są wrogowie Polski, dziwnie tolerowani w kraju rzekomo słynącym z nietolerancji! Czy to normalne, że w 30 lat po upadku komunizmu peerelczycy nadal tyranizują Polaków i mącą świadomość nowych pokoleń ?  Nic dziwnego, że młodzi zatruci antypisowskim jadem, sączonym przez doktorów „matczaków” albo profesorów „cześników”, głosują potem na opiekuna aferzystów, Trzaskowskiego. Ci młodzieńcy powinni zapoznać się z  książką prof. Legutki, sięgnąć do biografii naszych bohaterów jak np. hetman Stefan Czarniecki, który  mawiał, że „ludzie są śmiertelni, ale Rzeczpospolita jest wieczną”. Zatem to Jej powinniśmy służyć, a nie sitwom oligarchom! Służyć konstytucji, nie korupcji!

   Niestety, łatwiej było wyjść z potopu szwedzkiego, natomiast potop sowiecki pozostawił peerelczyków – ich kadry i służby – świetnie zorganizowane i majętne, które utrudniają prawdziwe wyzwolenie. Aby obudzić młode pokolenia, oszukane sofizmatami peerelczyków, trzeba pracować nad repolonizacją ducha młodzieży, skołowanej demagogią platformy „obywatelskiej”. W przeciwnym razie nie ugasimy dopalania narodu i w następnych wyborach – zamiast szampana - dostaniemy miseczkę popiołu.

                                                                                                                           

                                                                                                                              Marek Baterowicz

Od redakcji:

Zachęcamy do nabycia wydanej przez nasze stowarzyszenie książki Marka Baterowicza - opowieści o"wojnie jaruzelskiej"- ZIARNO WSCHODZI W RANIE

 





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.