BOLI MNIE KRZYŻ
data:26 czerwca 2020     Redaktor: GKut

Jerzy Binkowski na niedzielę

 

Dwunastu

lat nie miał gdy jechał na jawie

trzymając w pół z tylnego siedzenia

stryja w drodze z Rzadkowa do Wielunia

coraz bliżej Częstochowy w początku

lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku

aby posłuchać fanfar hymnu na odsłonięcie

obrazu Kobiety z dwiema szramami na twarzy

 

Patrzyła na uwijającego się chłopca w komży

od Introibo ad altare Dei … poprzez przeniesienie

mszału z prawej na lewą stronę i podanie ampułek

oraz polanie wody po palcach stryja Suscipiat Dominus

sacrificium de manibus tuis ad laudem et gloriam nominis sui

ad utilitatem quoque nostram totiusque Ecclesiae suae sanctae

po końcowe Dominus vobiscum Et cum spiritutuo Ite missa est

a wszystko w zapachu aniołów piwonii i floksów

 

Droga do Niepokalanej w Niepokalanowie na jawie

kończyła się przed bratem Gabrielem furtianem

który pamiętał brata Maksymiliana z brodą i w okularkach

speca także od straży pożarnej z dzwonem na górze auta

ale najjaskrawiej został w nozdrzach chłopca zapach pokostu

który snuł się jak dym spalonych ciał i nie pozwalał zasnąć

a potem już nic pamiętał z rannego biegania po Niepokalanowie

gdzie powinna mu się ukazać Niepokalana z dwiema koronami

 

Warszawę na jawie pokonali  z poczuciem cudu że przejechali

kierując się na wschód w stronę przedwojennych Baranowicz

jednak wcześniej dotarli do białego strzelistego kościoła Rocha

w Białymstoku przy ulicy Lipowej stała kopulasta świątynia

którą miał nazywać w przyszłości cerkwią świętego Mikołaja

z białą jak biały bez brodą pop zaprosił przejezdnych do wnętrza

ileż tam było złota a ikony rozjaśniały zmęczoną twarz chłopca

patrzącego na inny kształt krzyża świętego i odmienne żegnanie

 

Trudno opowiedzieć chłopcu jak dojechali do Białowieży

a potem już była granica tego co polskie i tego co dalej

gdzie zostały Baranowicze z kapitanem Kołodziejczukiem

mężem cioci Melanii o którym nawet nie wiadomo że zginął

w Kuropatach czy Katyniu tylko wiadomo że go nie ma

więc chłopiec modlił się w polskim kościele w Białowieży

za tych zamordowanych daleko i blisko na wschodzie

aby już nigdy pycha nie była macochą nienawiści

 

Jak wrócili do kościoła Matki Boskiej Anielskiej w Rzadkowie

chłopiec nie pamiętał czy to jawa była a może sen tylko

jedno jest pewne że dzisiaj jadąc samochodem odmawia różaniec

a stryjowi szepcze dotąd na ucho jakby z tylnego siedzenia jawy

 

– Wuja – boli mnie krzyż

                                                                               Jerzy Binkowski

 

 






Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.