Centrum Życia i Rodziny, Paweł Ozdoba. Garść refleksji przed Dniem Ojca
data:22 czerwca 2020     Redaktor: Anna

Zdaję sobie sprawę, że Dzień Ojca jest poniekąd „świętem sztucznym”, jednym z wielu „nowoczesnych” świąt laickich, tych tworzonych jakby na siłę, by odebrać Kościołowi katolickiemu monopol na świętowanie. W Polsce wprowadzono go w latach 60, ustalając datę na 23 czerwca. Lecz co kraj, to inna data – moim zdaniem najsensowniej (a i paradoksalnie) wybrano we Francji, Hiszpanii, Portugalii i Włoszech, gdzie szczególne podziękowania tatusiom składa się w liturgiczną uroczystość św. Józefa. Mimo całej tej wątpliwej otoczki, warto się na chwilę zatrzymać nad tematem ojcostwa.
 
Czemu? Bo jaki ojciec, taki syn. I szerzej: jakie ojcostwo, takie społeczeństwo. Silni i mądrzy ojcowie – silne i poukładane społeczeństwo. Słabi i niemoralni ojcowie – słabe i niemoralne społeczeństwo.

Ta zależność wynika z faktu, że – jak zauważa dr Jacek Pulikowski w artykule napisanym do naszego pisma „Przyjaciel Rodziny” – podstawową rolą mężczyzny jest zapewnienie warunków rozwoju wszystkim członkom rodziny. A prawdziwym rozwojem człowieka jest zmierzanie do wolności wewnętrznej, czyli do nauczenia wybierania dobra i odrzucania zła. Tego ma pilnować mężczyzna i czyni to na cztery sposoby.
 
Odpowiedzialność za życie poczęte
 
Dokonuje się ona przede wszystkim poprzez panowanie nad własnym popędem seksualnym i nakierowaniem go na płodność. A jest to trudne w obliczu kultury, która zewsząd zachęca do egoistycznego zaspokojenia. „Nowoczesna” męskość to przede wszystkim wyćwiczona sylwetka, połączona z nieograniczoną aktywnością seksualną.
 
Oczywiście, mężczyzna powinien być sprężysty i sprawny fizycznie. Ale rozwój mięśni powinien iść w parze z właściwie ukierunkowanym rozwojem wewnętrznym. Niestety, obserwujemy wzrost liczby wysportowanych mężczyzn przy równoczesnym wzroście „kalek” w zakresie odpowiedzialności za innych ludzi.
 
Co do panowania nad sobą, napiszę tylko jedno. Stwierdzenie „facet ma prawo się zaspokoić” leży u podstaw wielu różnorakich wynaturzeń seksualnych, a przede wszystkim zdrad i rozwodów.
 
Udział w wychowywaniu dzieci
 
Dziecko wychowywane bez ojca lub wychowywane przez niemoralnego ojca, to dziecko zranione. I to na całe życie.
 
Nie da się ukryć, że toczymy ogromną walkę z ideologią LGBT. Ale gdzieś na jej dnie tkwi człowiek, który pozostawiony lub skrzywdzony przez ojca, nie potrafił we właściwy sposób nadać kierunku swojemu życiu i którego nikt nie nauczył zasad, a przede wszystkim nie nauczył kochać. Myślę, że nie muszę bardziej wyjaśniać roli ojca w tej kwestii.
 
Dziecko chłonie ojca jak gąbka wodę – jego myślenie, działania, zachowania. Patrzy i naśladuje, bo to ojciec jest jego wzorem i bohaterem. Dlatego tamą, której nie sforsuje żadna ideologia czy inne zło, jest głęboka relacja z dojrzałym i dobrym ojcem. Gdy ojca nie ma – dziecko jest niemalże bezbronne.
 
Praca zawodowa służąca rodzinie
 
Niestety, wielu mężczyzn rozumie siebie jako tego, który przynosi do domu pieniądze i na tym kończą się jego obowiązki. Dlatego ojciec może być wykształcony i przedsiębiorczy, ale jeśli swoją rolę w domu sprowadzi wyłącznie do żywiciela rodziny, wtedy istnieje zasadna wątpliwość, czy dzieci „odziedziczą” po nim te cnoty.
 
Dla wielu mężczyzn praca staje się albo miejscem ucieczki od domowego harmidru, albo bożkiem, celem i sensem życia… Ale jest i druga strona medalu. Współczesny system pracy niejako wyrywa ojców z domów. Myślę tu i o czasie spędzanym w pracy, i o „braniu roboty do domu” i częstych wyjazdach służbowych.
 
Dojrzała postawa chrześcijańska
 
Wielu sprowadza to do widoku ojca na klęczniku. Tak, to jest podstawa, ale mężczyzna równocześnie powinien nieustannie ćwiczyć się w cnotach. Bo został stworzony do bycia głową, do rządzenia. Ale coraz częściej obserwujemy dwa wypaczenia tej funkcji.
 
Po pierwsze: nadużywanie. Mężczyzna, zwłaszcza ten świetnie zarabiający, czuje się panem wszystkiego: swojego życia, żony, dzieci, rzeczy materialnych. Nie przyjmuje niczyich uwag, ma zawsze rację, wszystko wie najlepiej. W rzeczywistości blisko mu do kata, który z hukiem wywraca się na najdrobniejszych przeszkodach.
 
W tym kontekście spotkałem się z utożsamieniem męskości z byciem cholerykiem. Tak, dobry gniew jest narzędziem ojców, ale rozhuśtany charakter do niczego dobrego nie doprowadzi.
 
Po drugie: rezygnacja. Mężczyźni po prostu oddają władzę, a kobiety dość ochoczo ją przyjmują. Łatwiej jest żyć tylko przynosząc pieniądze, nie musząc brać odpowiedzialności o nic więcej. I tylko potem zostają mało śmieszne żarty, że przecież głową kreci szyja.
 
Dojrzały ojciec to ojciec, który kocha Boga i swoją rodzinę.
 
Który rozpoznaje, co jest dobre nie tylko dla niego, ale również dla jego najbliższych.
 
Który nie boi się decydować o losach rodziny – on wyznacza ramy i zasady funkcjonowania domu, ustala co, gdzie, kiedy i jak. Bierze pełną odpowiedzialność.
 
Który w trudnym momencie pokrzepi, podniesie i przytuli, ale jak trzeba – użyje zdecydowanych środków wychowawczych.
 
Życzę panom, w tym także i sobie, by stawali się takimi ojcami, a paniom, by pomagały swoim mężom takimi się stawać.
 
Serdecznie pozdrawiam
 
Paweł Ozdoba
Prezes Centrum Życia i Rodziny





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.