Poniżej przykłady, o których warto pamiętać.
POLSKIE BIURO PODRÓŻY ORBIS październik –listopad 1934
DO PALESTYNY — EGIPTU — SYRJI TURCJ I — GRECJ I — RUMUNJ I
Po przeprowadzeniu fachowych prac przygotowawczych w krajach Bliskiego Wschodu, uruchomił obecnie ORBIS specjalny dział, którego zadaniem będzie organizowanie zbiorowych wycieczek na Bliski Wschód, ze szczególnem uwzględnieniem Palestyny, Egiptu, Syrji, Turcji i Grecji. Na miesiące październik i listopad 1934 przygotowaliśmy 6 doskonale opracowanych programów podróży, z krótszymi i dłuższymi pobytami w poszczególnych krajach. Liczba uczestników ograniczona do 50 osób.
Program Nr. 1. 17-dniowa wycieczka, obejmująca 5 dni pobytu w Palestynie, 1 dzień w Konstantynopolu, 1 dzień w Atenach, 1 dzień w Bukareszcie. Czas trwania wycieczki od 10. X. do 26.X. wł. 1934. r.
1 dzień, Środa, 10 października: Godz. 16.40 wyjazd ze Lwowa. Specjalni nasi konduktorzy przyjadą z uczestnikami z Warszawy, Krakowa i Katowic.
2 dzień, Czwartek, 11 października: Godz. 9.15 przyjazd do Bukaresztu. Zwiedzenie miasta autokarami; według programu podanego na str. 21. Godz. 18.05 odjazd z Bukaresztu. Godz. 22.05 przyjazd do Konstancy. Zaokrętowanie. Odjazd okrętem „P0L0NIA“ (15.000 ton) Linji Polsko-Palestyńskiej.
3 dzień, Piątek, 12 października: Godz. 13-ta przyjazd do Konstantynopola po przejeździe Bosforu. Godz. 16-ta odjazd z Konstantynopola.
4 dzień, Sobota, 13 października: Na morzu.
5 dzień, Niedziela, 14 października: Na morzu.
6 dzień, Poniedziałek, 15 października: Godz. 6-ta przyjazd do Jaffy. Wylądowanie. Przejazd autami do TEL-AWIWU. Rozmieszczenie w hotelach. Popołudniu zwiedzanie miasta według szczegółowego programu. Gimnazjum im. Herzla, Rolnicza Stacja Doświadczalna, Dom Achad-Haama, Muzeum produktów krajowych, Stacja elektryczna Rutenberga-, Szkoła Tachkemoni itd.
Wspomnienia Kazimierza Leskiego
Urodzony w Warszawie Kazimierz Leski ukończywszy w 1936 r. Wydział Mechaniczny Państwowej Wyższej Szkoły Budowy Maszyn i Elektrotechniki im. H. Wawelberga i S. Rotwanda zamierzał pójść drogą konstruktora-wynalazcy. Bezpośrednio po studiach wyjechał do Holandii, gdzie pracował przy budowie okrętów jednocześnie studiując na Politechnice w Delft. Drugą pasją był sport i turystyka, wspinaczka, żeglarstwo, pilotaż i to już od dzieciństwa.
Ten młody, świetnie zapowiadający się inżynier-konstruktor, erudyta, poliglota był zarazem wyśmienitym sportowcem, człowiekiem wyrabiającym w sobie odwagę, hart ducha, umiejętność pokonywania przeszkód, dawania sobie rady w trudnych warunkach, podejmowania szybkich decyzji.
Pozbawiony praw obywatelskich i oskarżony o faszyzm przez polskojęzycznych komunistów przebywał w ubeckiej katowni do 1955r.
1936 rok: Pracując w stoczni „De Schelde" zarabiałem już dość dobrze. Mogłem więc pozwalać sobie na wykorzystywanie urlopów zgodnie z moimi upodobaniami, a w życiu zawsze ciągnęło mnie w góry. Tym bardziej ckniło mi się bez nich w płaskiej i prawie w całości równinnej Holandii. Każdą więc okazję wykorzystywałem na wypady w góry. Na niedziele często wyskakiwałem sam lub z Maxem Wehrlinem na parę choćby godzin wspinaczki w Ardenach, po której można było popływać w wartkiej i fantastycznie meandrującej rzece Ourthe.
Jeszcze lepiej było, gdy trafiały się odbiory urządzeń dla budowanych przez nas jednostek. Jechało się np. do Baden w Szwajcarii (firma Brown-Boveri), do Winterthur (firma Sulzer) itp. kombinując tak, żeby data oficjalnego pobytu zazębiała się z dniem świątecznym, który można było spędzić w Alpach. Urlopy czy to w lecie, czy też w zimie spędzałem z reguły także w Alpach.( Życie niewłaściwie urozmaicone - wspomnienia oficera wywiadu AK Kazimierza Leskiego).
Na nartach jeździłem, a właściwie chodziłem i podbiegałem jeszcze jako dziecko w Zakopanem na stokach Antałowki. W wieku szkolnym zapisałem się do AZS. Zbyt mało mogłem poświęcić czasu na trening: przede wszystkim trzeba było pracować zarobkowo i uczyć się. Szczytowym moim osiągnięciem było reprezentowanie barw AZS w biegach na 800 i 1500 m. Narty to była przede wszystkim turystyka i radość włóczenia się po górach. Oczywiście musieliśmy się stale douczać wykonywania ewolucji: wchodziły wtedy nowe techniki jazdy, do których dostęp mieli stosunkowo nieliczni na szkoleniach. Staraliśmy się podpatrzyć jazdę Austriaka Wolfganga, przyjaźnie douczali nas Bronek Czech , Witek Wojna Orlewicz. Poza tym nasze krótkie wakacje staraliśmy się wykorzystywać na włóczęgę po górach.
Turystykę Polacy uprawiali od wieków zsyłani na Syberię przez cara i bolszewików lub uciekający przed nimi w świat ścigani za odwagę walki o wolność. Co prawda nie była to dobrowolna turystyka i dłuższa niż wynika z lekcyjnej definicji (turystyka to pobyt nie dłuższy niż rok).Pod przymusem ale jakich dokonywali odkryć, badań, opracowań razem z tymi, którzy dobrowolnie świat zwiedzali!
Benedykt Dybowski badacz Bajkału, Kamczatki, Sachalina, Bronisław Piłsudski etnograf, badacz ludów Sachalinu, Krzysztof Arciszewski zdobywca Brazylii, Henryk Arctowski badacz polarny, Benedykt Polak w 1246 dotarł do Mongolii, Michał Boim pierwszy sporządził mapę Chin, Chodźko Józef pierwszy wszedł na szczyt Araratu a kobieta pierwsza na tym szczycie to Julia Młokosiewiczówna, Jan Czerski badacz jaskiń na Syberii i twórca mapy, Antoni Dobrowolski podróżnik do bieguna południowego, Ignacy Domeyko, Mieczysław Fularski podróżnik po Paragwaju, Argentynie, Boliwii, Walery Goetel przeszedł Afrykę w 1929 roku, Kazimierz Nowak przejechał ją na rowerze, Leon Hryniewiecki przeszedł Nową Ziemię jako pierwszy europejczyk, Antoni Jakubski samotny zdobywca Kilimandżaro w 1910r. , Kluger Władysław, hr Strzelecki odkrywca najwyższego szczytu Australii i dziesiątki innych.
Pierwszą kobietą, która weszła na Clarence Peak w zatoce Biafryjskiej była pisarka Helena Rogozińska.
Monika Rogozińska współczesna polska turystka, założycielka Oddziału Polskiego The Explorers Club pisząc książkę o zimowej wyprawie na Nanga Parbat (8125 m) w Pakistanie zaświadczyła, że można połączyć pasję turystyczną z miłością do kraju: tę prawdziwą opowieść zapisałam, by ocalić od zapomnienia losy rodaków wiernych dewizie: Bóg, Honor, Ojczyzna".
Wspomnienia Karol Olgierd Borcharda:Niestety, na nabrzeżu widać było tylko przykryty brezentami ładunek, czekający na „Kościuszkę”, oraz pasażerów. Największą ich grupę stanowili polskiego pochodzenia studenci i studentki uniwersytetów kanadyjskich. Jechali odwiedzić ojczyznę swych rodziców.
Postawiono trap. Z nabrzeża weszli urzędnicy i po błyskawicznej odprawie pozwolili na komunikację z lądem. Zjawił się agent ze swymi pracownikami i z miejsca udał się do kapitana. Za chwilę wezwano tam i pierwszego oficera. Bizony! — pomyślał „pierwszy” i nie omylił się.
- KochAAAny mój! — miłość kapitana Eustazego Borkowskiego spłynęła na starszego oficera razem z włożoną na jego barki odpowiedzialnością. - Zajmiesz się załadowaniem czterech bizonów w klatkach. Są one darem Polonii kanadyjskiej dla prezydenta Rzeczypospolitej. Studentki i studenci stanowią w pewnym stopniu honorową eskortę tego daru. Czynię cię odpowiedzialnym za załadowanie zwierząt, ich całość na pokładzie i za „lądowanie” w Gdyni. .. Konwojent okazał się studentem uniwersytetu w Toronto i synem prezesa Polonii kanadyjskiej, głównego inicjatora ofiarowania Polsce bizonów dla ratowania kompletnie wyniszczonego pogłowia żubrów.
Działo się to w listopadzie 1934 roku a zapisał z innymi morskimi opowieściami Karol Olgierd Borchard.
Takich mieliśmy pracowników dyplomatycznych w czasach przez komunistów wypieranych z naszej pamięci.
Przed czasem naszej socjalistycznej szczęśliwości była uprawiana „turystyka religijna”, przez tych, którzy nie dysponowali opieką medyczną a zwłaszcza zdrowiem jak choćby twórcy misji katolickich: Maria Ledóchowska (matka misji afrykańskich) czy św. Maksymilian Kolbe, który w pierwszym miesiącu pobytu w Japonii (do której płynął 3 miesiące) wydał w języku japońskim 10 tys. ciętych ręcznie egzemplarzy Rycerza Niepokalanej.
Bożena Ratter