Zaproszenie Marka Dyżewskiego na koncert - 2 maja godz. 13.45 TVP Kultura
data:02 maja 2020     Redaktor: Redakcja

Drodzy Przyjaciele, 2 maja godz. 13.45 TVP Kultura zaprezentuje cudowne "Nieszpory" Józefa Zeidlera.
Będzie to odtworzenie zarejestrowanego przez TV koncertu, jaki 5.10.2019 r. odbył się w Bazylice Księży Filipinów w Gostyniu w ramach festiwalu Musica Sacromontana. Do płyty CD z tym nagraniem, która ukaże się w najbliższych tygodniach, napisałem tekst, który pozwalam sobie załączyć. Bezpośrednio po tym programie TVP Kultura odtworzy występ utalentowanej młodziutkiej skrzypaczki, Gabrysi Balcerek. Rok temu DUX wydał jej płytę, na której cykl wirtuozowskich utworów gra ona z orkiestrą. Mój towarzyszący tej płycie tekst również pozwalam sobie dołączyć. Serdecznie zachęcam do wysłuchania tych audycji.- Marek Dyżewski

Całym Cię sercem chwalić będę Panie
 
Niniejsza płyta jest czternastym ogniwem serii Musica Sacromontana demon-strującej muzykę, jaka w XVIII i XIX wieku rozbrzmiewała w bazylice księży Fili-pinów na Świętej Górze w Gostyniu.
Chlubą tej świątyni była kapela, w której obok świetnie wyszkolonych śpiewaków i instrumentalistów działali kompozytorzy. Jednym z nich był Józef Zeidler (1744-1806). W dwusetną rocznicę jego śmierci, na pierwszym Międzyna-rodowym Festiwalu Muzyki Sakralnej, wykonano w gostyńskiej bazylice cztery jego dzieła. W ich świetle ów zapomniany i nieobecny w życiu koncertowym mistrz ukazał się jako twórca rangi europejskiej. Polski Mozart? Za tego rodzaju porównaniem przemawiał styl i kaliber Zeidlerowskich kompozycji, a także fakt, że powstały one między rokiem 1786 a 1791, a więc w pięcioleciu stanowiącym szczytowy i ostatni okres twórczości Mozarta.
Siłą rzeczy Zeidler stał się niejako patronem wspomnianego festiwalu, któ-ry dzięki swej formule jest zjawiskiem wyjątkowym. Do ponownego życia przy-woływane są tu dzieła, które opromieniały niegdyś sprawowaną w tutejszej świą-tyni liturgię. Tu przeżywały swe prawykonania. Tu spoczywają w podziemnych kryptach ich twórcy. I stąd za pośrednictwem radia, telewizji i płytowych nagrań niesie się w świat Dobra Nowina przyobleczona w pieśń gostyńskich mistrzów.
Szkoda tylko, że tak mało dziś o nich wiemy. Trudne losy polskiej kultury tłumaczą fakt, że z przekazów pozwalających nakreślić ich biografię zachowały się okruchy. Dotyczy to też Zeidlera. Wiemy przynajmniej kiedy żył. Możemy więc skonfrontować „jego czas” z czasem życia współczesnych mu wielkich mu-zyków. Dwanaście lat był młodszy od Haydna i tyle samo starszy od Mozarta. Przeżył go o piętnaście lat. Gdy jego życie dobiegło końca, Beethoven miał lat trzydzieści sześć. Trwała już epoka burzy i naporu, którą wyraża Beethovenowska Eroica.
Zeidler jest klasykiem. Formując swój język dźwiękowy we wczesnej fazie tego stylu, stał się twórcą muzyki, którą rozświetla wiosenne słońce klasycyzmu. Do naszych czasów przetrwało trzydzieści kilka jego dzieł. Stanowią tylko część całego oeuvre, lecz nawet w tej ilości dają przykład niezwykłego kunsztu. Szesna-ście z nich zabrzmiało już na gostyńskim festiwalu. Były to msze, litanie, antyfo-ny maryjne, pieśni oraz requiem. Siedemnastym w tej serii dziełem są Nieszpory na głosy solowe, chór i orkiestrę, których nutowy zapis zachował się w archiwum Katedry Gnieźnieńskiej. Jako główny punkt festiwalowego programu zostały wykonane 5 października 2019 roku. I wtedy właśnie powstało ich niniejsze na-granie.
 
Św. Tomasz z Akwinu: Psalterium continet totam scripturam – W Psałterzu za-wiera się całe Pismo Święte. Rozwijając sens tych słów kardynał Robert Bellarmin pisał: Księga Psalmów jest jakby streszczeniem i jądrem całego Starego Testamentu. Cokol-wiek bowiem Mojżesz czy to w historii podał czy w prawie polecił, cokolwiek prorocy inni na-pisali, to wszystko w Psalmach Dawidowych krótko jest zawarte.
Dawał więc Psałterz naukę dwojakiego rodzaju: historyczną, bo ukazywał historię zbawienia, i moralną, bo uczył jak iść przez życie w zgodzie z Prawem Bożym. Ale nie tylko nauka stanowiła o tym, co wynosiło Psałterz ponad inne księgi Biblii. Zdaniem Ojców Kościoła Psalmy niosą też w sobie dar łaski. To z nich człowiek czerpać może siłę do kształtowania w sobie głównych cnót. Św. Augustyn twierdził więc, że nic nie ma bardziej od nich pożytecznego, aby wiara uducho-wioną została więcej, nadzieja wzniosła się wyżej, miłość zapaliła się goręcej.
Obcowanie z Psałterzem tak było częste niegdyś i tak powszechne, iż wy-kroczywszy poza przestrzeń świątyń nadawał barwę wszystkim formom życia codziennego. Zapewne prawdą było to, co w swym liście do Marceli pisał św. Hieronim: Dokądkolwiek się zwrócisz oracz pług trzymając Alleluja wyśpiewuje, żeniec potem zlany psalmami się nawołuje, winogrodnik krzywym sierpem winną latorośl ścinając coś Dawidowego śpiewa. Takie są u nas hymny, takie popularne miłosne piosenki, takie pasterzy gwizdanie, taki oręż oracza.
Psalmy są chlebem powszednim w życiu Kościoła. One współtworzą li-turgię słowa w mszy świętej. One w przekładach natchnionych poetów żyją w postaci pieśni – tak bodaj licznych jak gwiazdy na niebie. I one wpisały się w wieczorne nabożeństwo, jakim są Nieszpory. Nieszporne psalmy to wielki skarb dla człowieka wiary. Wgłębianie się w ich treść daje odpowiedź na pytania wiel-kiej wagi: Kim my – istoty ludzkie – jesteśmy wobec Boga? Jak – wsłuchując się w Jego głos – mamy z Nim rozmawiać? Jak więc mamy się modlić? „Módlcie się na różną nutę” – zdaje się mówić psalmista – „lecz pierwszą niechaj będzie nuta uwielbienia”.
 
Rozbrzmiewa nią Psalm 111
Confitebor Tibi Domine in toto corde meo.
Całym cię sercem chwalić będę Panie.
 
A także Psalm 113
Laudate pueri Dominum,
Laudate nomen Domini.
Chwalcie, o dziatki, Najwyższego Pana,
Niech Mu jednemu cześć będzie śpiewana.
Niech Imię Pańskie przebłogosławione
Na wszystkie wieki będzie pochwalone.
Gdzie wschodzi słońce i kędy zapada,
Niechaj świat Boską chwałę opowiada.
 
Laudate – Chwalcie. Ten imperatyw wyrażony w liczbie mnogiej wskazuje, że uwielbienie Stwórcy jest powinnością całej rodziny ludzkiej.
Laudate Dominum omnes gentes,
Laudate eum omnes populi. (Ps 117)
Boga naszego chwalcie wszystkie ziemie,
Daj Mu cześć winną całe ludzkie plemię.
 
Psalm jest też wołaniem do Ojca Niebieskiego o pomoc, wsparcie i obro-nę w trudnych chwilach. Rozbrzmiewa ono przecież już na wstępie nieszpornego nabożeństwa.
Deus in adiutorium meum intende.
Domine ad adiuvandum me festina. (Ps 70)
Boże wejrzyj ku wspomożeniu memu,
Panie pośpiesz ku ratunkowi memu.
 
Nieszporny psalm również uczy, by wszystko co czynimy składać w ręce Pana. Bo jeśli On nie błogosławi marny jest nasz trud.
Nisi Dominus aedificaverit domum
in vanum laboraverunt qui aedificant aeam. (Ps 127)
 
Jeżeli domu sam Pan nie zbuduje,
Daremnie nad nim rzemieślnik pracuje.
Jeżeli miasta Pan nie strzeże z góry,
Próżno straż czujna opasuje mury.
O wy, co chlebem nędzy swej żyjecie,
Spiesząc do pracy, jak tylko spoczniecie,
Jeżeli Pańskiej nie macie pomocy
Na nic się przyda wstawać o północy.
 
Psallite Deo nostro psallite. Psallite sapienter – Śpiewajcie Bogu, śpiewajcie. Śpiewajcie Mu tak pięknie, jak tylko potraficie. (Ps 47). W kilku zaledwie słowach zawarł psal-mista konstytucję muzyki sakralnej. Tak też rozumiał ich sens apostoł Rzymu, święty Filip Neri (1515-1595). Dlatego w kulcie Bożym wyznaczył muzyce miej-sce wyjątkowe. Jej twórców, tych wielkich z jego kręgu, jak Giovanni Pierluigi da Palestrina, i tych działających później w stworzonej przez niego kongregacji, pro-sił: „Wskazujcie wiernym drogę do nieba pięknem waszej muzyki. I by w jej bla-sku mogły jaśnieć Prawdy Boże, niech będzie to piękno najwyższej próby ”.
„Niech emanuje też radością, jaka przystoi przeżywaniu wiary”. Sam św. Filip był wszak uosobieniem radości. W niej właśnie widział esencję życia i formę doświadczania Bożej obecności. Uczył więc: Im więcej w nas radości, tym bliżej nam do świętości. Pamiętał słowa psalmisty: Służcie Panu z radością, przed Jego oblicze idźcie z weselem (Ps. 100). I znał wagę słów, które skierował do apostołów sam Chry-stus: To wam powiedziałem, aby radość moja w was była, i aby radość wasza była pełna (Jan, 15.11).
PULCHRUM ET GAUDIUM – PIĘKNO I RADOŚĆ. Te dwa czynniki są znakiem rozpoznawczym muzyki Józefa Zeidlera. Polskiego Mozarta. Lecz przede wszystkim – dziedzica duchowej tradycji św. Filipa Nereusza.
 
Marek Dyżewski
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
 

Cantabile Gabrysi Balcerek

            Na koncercie XI Festiwalu Muzyki Oratoryjnej Musica Sacromontana (2016) w bazylice Ojców Filipinów na Świętej Górze w Gostyniu zabrzmiało Andante cantabile Alfonsa Szczerbińskiego (1858-1895). Jego muzyka fortepianowa w stylu późnego romantyzmu, dotąd niesłusznie zapomniana, za sprawą pierwszej poświęconej mu płyty (2012) rozpoczęła powrót do życia.

            Wspomniane dzieło Szczerbińskiego zabrzmiało jednak nie na fortepianie, lecz w transkrypcji na skrzypce z orkiestrą. Jej autor, Tomasz Radziwonowicz, był też jej współwykonawcą, prowadząc od dyrygenckiego pulpitu jego zespół orkiestrowy Sinfonia Viva.

            Partię solową wykonała trzynastoletnia skrzypaczka Gabrysia Balcerek. Swą grą wprawiła w zdumienie i od samego początku olśniła zgromadzonych w bazylice słuchaczy. Jej rówieśnice, uczennice szóstej klasy szkoły muzycznej pierwszego stopnia, muszą się jeszcze bardzo wiele uczyć, by w grze na skrzypcach wznieść się na poziom profesjonalizmu. Gabrysia zaś wzruszała wszystkich grą najszlachetniejszej próby, nieznającą problemów związanych z oporem materii i – jak modlitwa – płynącą wprost z głębi serca.

            Bo nie jest światło, by pod korcem stało – mówi w Promethidionie wielki Norwid. I mówi też: Bo piękno na to jest, by zachwycało... Myśląc podobnie, animatorzy gostyńskiego festiwalu postanowili ukazać grę Gabrysi szerszemu gronu słuchaczy w postaci nagrania płytowego.

            Pierwsza w jej życiu płyta (2018), obok utworów Henryka Wieniawskiego, Fritza Kreislera, Pabla Sarassatego i wspomnianego Alfonsa Szczerbińskiego, zawiera też Alcuni pezzi piu leggeri – kilka drobiazgów w lżejszym stylu (Banjo and fiddle i Hullamazo Ballaton). Jednak dzieła komponowane na skrzypce z fortepianem (lub na sam fortepian) tu, dzięki opracowaniu przez Tomasza Radziwonowicza na skrzypce z orkiestrą, jawią się w zupełnie nowym, nieznanym dotąd wcieleniu, co oczywiście podnosi atrakcyjność owej płyty.

            Słuchając jej, wyobraź sobie, Drogi Słuchaczu, osobę, która przemawia do Ciebie dźwiękiem skrzypiec. Drobnej budowy, wewnętrznie wyciszona, z całą pokorą oddana jest muzyce, której prawdy głosi. I ma piętnaście lat. Nagranie to zaświadczy kiedyś, kim była na wstępnym etapie jej artystycznej drogi. Bo że czas rozkwitu jej talentu ma jeszcze przed sobą, to nie ulega wątpliwości.

Już dziś jednak jej grę, wolną od jakichkolwiek skaz, usterek, technicznych trudności, cechuje piękno dźwięku, nieskazitelna intonacja, biegłość w realizacji szybkich figuracji, pasaży, skoków, dwudźwięków i najróżniejszych modi artykulacyjnych. A niewątpliwie walorem najcenniejszym jest stanowiące probierz wiolinistycznego kunsztu  cantabile.

            We wszystkich sprawach muzyki śpiew niechaj będzie fundamentem. Jeśli więc komponujesz, uczyń śpiew pierwszym dzieła elementem, a jeśli grasz – śpiewaj, śpiewaj instrumentem. Ten właśnie imperatyw Georga Telemanna w grze Gabrysi znajduje urzeczywistnienie. Młoda skrzypaczka śpiewa swą pieśń dźwiękiem soczystym, jakby rozświetlonym. Jest też w jej śpiewie oddech, giętkość frazy i dozowane z właściwą miarą rubato, czyli subtelne odchylanie się od równomiernego pulsu, czyniące grę podobną do mowy (Liebesleid  F. Kreislera).

            O losie przyszłego artysty rozstrzyga w stopniu zasadniczym kompetencja i talent jego pedagoga. Dziecko, nawet z wybitnym potencjałem pasji i uzdolnień, nie ma przed sobą przyszłości w świecie muzyki, jeżeli jego nauczyciel nie był wybitnym pedagogiem.

            O ile dawniej najważniejszym etapem edukacji muzyka był w naszym kraju etap trzeci, realizowany w wyższej uczelni, o tyle dziś poziom artyzmu, jaki osiągają muzycy kilkunastoletni, unaocznia wagę niższych etapów kształcenia – przypisanych do szkoły średniej i szkoły pierwszego stopnia. Kto tego nie jest świadom, chyba nie słyszał, że Konstanty Kulka, Piotr Janowski, Bartłomiej Nizioł, Piotr Pławner i Krystian Zimerman – zwyciężyli w wielkich konkursach jako uczniowie muzycznego liceum.

            Wiadomo też, iż mistrzostwa zwieńczonego laurem konkursu nie osiągnęli z dnia na dzień. Już wcześniej– mając lat 13, 14, 15 – grali po mistrzowsku. Grali tak, bo tego nauczył ich pedagog. To on stworzył w nich perfekcyjnie działający aparat gry, on kształcił ich muzyczną intuicję, on w nich rozwijał wyobraźnię, kreatywność i zmysł piękna, on dał im wzór rzetelnej pracy, on wreszcie pokazał im, jak mogą kochać sztukę i odnajdywać w niej sens życia.

            A jeśli jest inaczej? Jeśli już pierwszy nauczyciel nie sprostał wyzwaniu, jakie stanowił dla niego jego uczeń? Jeśli metoda, jaką w pracy z nim się posługiwał, była niewłaściwa? Jeśli technika gry, w jaką go wyposażył, ma wady i jest hamulcem wobec jego wrodzonej muzykalności? Jeśli tak jest rzeczywiście, to szanse, by uczeń ów stał się profesjonalnym muzykiem, maleją niemal do zera. Błędy nabyte w pierwszym okresie kształcenia ciążą na nim, jak niesiony na plecach worek kamieni. Pozbycie się ich w kolejnych fazach edukacji jest niebywale trudne, a zwykle okazuje się niemożliwe.

            Korekta techniki gry w szkole muzycznej drugiego stopnia, a nawet w akademii? Owszem, tego rodzaju próby się podejmuje. Lecz wbrew nakładom pracy ich owoce są wątpliwe. Dlaczego? Bo zgodnie z rzymską maksymą: Consuetudo altera natura („Przyzwyczajenie drugą naturą”) każda wada „wdrukowana” w ucznia w pierwszych latach nauki stała się jego „naturą”, i – jak się u nas powiada – „weszła mu w krew”.

            Nie zawsze zdarza się, że utalentowany uczeń trafia do równie utalentowanego pedagoga. W przypadku Gabrysi Balcerek tak się jednak szczęśliwie zdarzyło, że zarówno jej pierwszy pedagog, prof. Agata Falkiewicz, prowadząca ją przez pierwsze cztery lata w Szkole Muzycznej w Ostrowie Wielkopolskim, jak i prof. Karina Gidaszewska, kształcąca ją w poznańskich szkołach muzycznych (najpierw I stopnia, im. Tadeusza Szeligowskiego, a obecnie II stopnia, im. Mieczysława Karłowicza) okazały się pedagogami, którym ich podopieczna zawdzięcza tak niezwykły rozkwit.

            Powiedzmy wprost: pedagodzy takiej miary to wyjątkowy dar. Dar Nieba.

Marek Dyżewski

Zobacz równiez:





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.