Maj 1985
data:30 marca 2020     Redaktor: GKut


W maju 1985 r. – po czterech latach starań o paszport - opuszczałem PRL, ale nie Polskę, albowiem zamierzałem służyć Jej na emigracji.

 

Paszport dostałem dzięki włoskiej nagrodzie Circe Sabaudia, którą przyznano mi w Rzymie za przekłady włoskich poetów ( Eugenio Montale, Umberto Saba, Giuseppe Ungaretti ). Stan wojenny zniesiono w r.1983, a zatem junta jaruzelska nie mogła już blokować mi paszportu na wyjazd związany z odebraniem międzynarodowej nagrody. Kiedy wylądowałem na rzymskim  lotnisku ustąpiły nerwobóle brzucha jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Wolności musiałem szukać poza granicami Ojczyzny. Oto wiersz, który może najlepiej wyraża motywy mojej decyzji, pisany w Madrycie na przełomie 1986/7, a wydany w Sydney w tomiku „Serce i pięść” ( PCA, 1987).  


                                                                                                      * * *

 

Opuściłem brzegi tamtej rzeki.

płynącej we mnie od pierwszego dnia

światła i płaczu ( rację miał Seneka,

że złą wróżbą krzyk nowonarodzonych ),

odszedłem, by poczuć się wolnym

od współczesnych kanonów niewolnictwa,

które narzucił mojej ojczyźnie

Weltgeist, dyktując – ustami Szatana –

pakt między Arymanem a Ormuzdem.

Nigdy nie podpisałem tego cyrografu,

nie mogę więc przyjąć jego skutków

za credo istnienia.

Odszedłem, by szukać ulic wolnych

od szpiclów i patroli,

i by znaleźć chleb, który żywi duszę.

Dzisiaj moje ciało z nasyconym duchem

dryfuje po oceanie samotności,

nie znając mapy gwiazd, ani siły sztormu.

Otacza mnie jednak żywioł czysty, niepokorny.

Utożsamiam się z morzem – jedyną mocą,

której  nie ujarzmił Welgeist

oblegający triumfalnie naszą planetę.

Morskie fale biorę niekiedy za łąki,

gdzie słońce wschodzi na wysokość trawy.

Tam, nad rzeką, w moim starym domu

są schody wiodące do głosów dzieciństwa,

do ogrodu za średniowiecznym murem,

gdy pocieszaliśmy się wróżbą Wernyhory.

Ojczyzna była wówczas piękną złudą,

nosząc maskę bogini Dobra,

zanim pokazała nam zęby.

Dziś wstępuję po schodach cudzych domów

i w kieszeni noszę cudze klucze,

lecz wszystkie moje myśli i słowa są moje,

niepodległe i czyste

wibrują w żywiole niepokornym.

                                                                                                                 Madryt, 1986/87


Były i inne motywy, bo przemyciłem na Zachód esej antymarksistowski i chciałem spokojnie skończyć rozpoczętą w Krakowie powieść o stanie wojennym. Ukazała się w Sydney w r.1992, a potem nakładem wydawnictwa Solidarnych w roku 2017. Nie wiem czy będę miał tyle szczęścia, by przeżyć inwazję wirusa, więc już dzisiaj dziękuję Solidarnym 2010 za to, że w tych ostatnich latach miałem – właśnie dzięki Solidarnym ( też dzięki Arcanom i czasem Wpisowi ) – głębszy kontakt z utraconą Ojczyzną.

                                                                                 Marek Baterowicz, Sydney 24 marca 2020 AD

 

P.S.  Żółta zaraza o mało nie pozbawiła nas wyborów prezydenckich, na szczęście rebelia wściekłej opozycji spaliła na panewce mimo intryg z UE, Senatu i Gazety Wyborczej. I mimo histerycznych krzyków byłej czerwonej zarazy ( dziś SLD), tu szczególnie  wygłupił się Czarzasty wołając – „Bandyci przejmują nasz kraj!”  Trzeba ogromnego tupetu, by faktyczni bandyci ( tzn. ex-komuniści ) nazywali tak ministrów obecnego rządu! A przejąć kraj to chcą nieustannie skorumpowane elitki dawnej koalicji PO-PSL i michnikoidy, marzy im się powrót do koryta. Nie mogą przeżyć swej klęski z r.2015 i tego, że PiS przejmując kraj oddał go natychmiast obywatelom i nie stoi po stronie oligarchów. Ci jednak dalej spadają na cztery łapy ( i to Senat jest preferowanym przez nich miejscem spadania!), albowiem reformę Temidy przerwały PiS-owi złe moce i rusza ona ponownie dopiero teraz, choć PRL upadł już 31 lat temu!  Po oczyszczeniu sądów i prokuratury powstanie wreszcie III RP, a demokracja przestanie być pustym słowem. Lepiej później niż wcale, ale dlaczego  straciliśmy 31 lat ?    

                                                                                                                         M.B.  ( dopisek 7 maja 2020)

 

                      

Od redakcji:

Zachęcamy do nabycia wydanej przez nasze stowarzyszenie książki Marka Baterowicza - opowieści o"wojnie jaruzelskiej"- ZIARNO WSCHODZI W RANIE

 
 
Marek Baterowicz, ur.1944) jako poeta debiutował na łamach „Tygodnika Powszechnego” i „Studenta” (1971). Debiut książkowy - „Wersety do świtu” (W-wa,1976); tytuł był aluzją do nocy PRL-u. W 1981 r. wydał poza cenzurą zbiór wierszy pt. „Łamiąc gałęzie ciszy”. Od 1985 roku na emigracji, od 1987 w Australii. Autor kilku tytulów prozy(M.in "Ziarno wschodzi w ranie"-1992 w Sydney i 2017 w Warszawie) oraz wielu zbiorów poezji, jak np. „Serce i pięść” (Sydney, 1987), „Z tamtej strony drzewa” (Melbourne, 1992 – wiersze zebrane), „Miejsce w atlasie” (Sydney, 1996), „Cierń i cień” (Sydney,2003), „Na smyczy słońca” (Sydney, 2008). W 2010 r. we Włoszech ukazał się wybór wierszy - „Canti del pianeta”, następnie "Status quo" (Toronto, 2014), zbiór opowiadań – „Jeu de masques” (Nantes,2014),"Nad wielką wodą" (Sydney,2015) oraz e-book jego powieści marynistycznej, osadzonej w XVI wieku „Aux vents conjurés”.(www.polskacanada.com/aux-vents-conjures-par-marek-batter

                                

 






Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.