Święty Karol Boromeusz. Kapłan w czasach zarazy - pch24.pl
data:13 marca 2020     Redaktor: Redakcja

Heroizm jakim św. Karol Boromeusz wykazał się podczas epidemii trawiącej Mediolan w 1577 r. sprawił, że okres ten nazwano „epidemią św. Karola”. Świadkowie tamtych wydarzeń wspominali – nieustraszeni ludzie Kościoła nieśli chorym i umierającym miłość nieporównywalną z niczym innym.


Epidemię trawiącą Mediolan w 1577 r. nazwano „epidemią św. Karola” nie dlatego, że przyszły święty w jakiś sposób przyczynił się do jej rozprzestrzenia, ale wręcz przeciwnie – jego cnoty najmocniej uzewnętrzniły się podczas pomocy cierpiącym i umierającym. Kiedy wszyscy inni uciekli, to właśnie on wraz z posługującymi z jego nadania kapłanami, otaczali chorych miłością, profesjonalną – jak na ówczesne czasy – opieką medyczną, dawali nadzieję i pocieszenie. Dla mediolańskiego metropolity było oczywiste – to właśnie chorzy i umierający najbardziej potrzebowali Sakramentów, a Kościół był od tego by im je zapewnić.

Przykład dla innych

Święty Karol Boromeusz doskonale zdawał sobie sprawę z konieczności niesienia pomocy nie tylko duchowej, ale i medycznej. Jako świetny organizator zarządził lokowanie chorych w specjalnie wybudowanych w tym celu lazaretach, do stolicy Lombardii sprowadził najlepszych ówczesnych lekarzy, a z prywatnej kasy sfinansował remont szpitala. Przeznaczał też środki na poprawienie warunków sanitarnych. Za jego przykładem poszedł senat Mediolanu i za pieniądze z miejskiej kasy żywiono około 50 tysięcy chorych wraz z rodzinami.
Sam święty zasięgał rady specjalistów, opatrzył się w dzieła medyczne, propagował higienę osobistą i działania profilaktyczne. Zalecał – zgodne z ówczesną wiedzą medyczną – unikać oddechu chorego, dezynfekować dłonie octem, często zmieniać ubrania czy spożywać odpowiednie przyprawy korzenne. Dając przykład innym ludziom Kościoła, sam osobiście odwiedzał chorych; tam gdzie się pojawiał momentalnie u ludzi wzrastała nadzieja – z niecierpliwością wyczekiwali jego przybycia.

Konflikt z władzami

Jeszcze na rok przed rozprzestrzenieniem zarazy – dzisiaj uczeni wskazują, że najprawdopodobniej chodziło o ospę – miasto nakazało zaprzestanie uroczystości jubileuszowych, jakie odbywały się w mediolańskiej katedrze Bożego miłosierdzia. Kardynał Boromeusz podporządkował się miejskim zaleceniom i zakończył uroczystości. Ci sami urzędnicy jednak, kilka miesięcy później zorganizowali huczny festyn ludowy na cześć przyjazdu Juana de Austrii, zwycięzcy z pod Lepanto. Całe miasto świętowało, zapominając o zarazie. Kiedy sytuacja stała się groźna, niektórzy zarządcy miejscy opuścili Mediolan.
Pierwszym, który otwarcie wypomniał władzom niekonsekwencje, głupotę i narażenie życia innych był właśnie święty Karol. Mimo, że w momencie wybuchu zarazy przebywał w Lodi, szybko wrócił do zagrożonego miasta. Zarządcy miejscy na początku zupełnie nie zgadzali się na kontakt duchownych z zarażonymi – widząc jednak upór kardynała i jego poświęcenie, dali za wygraną.

To co najważniejsze

Karol Boromeusz wiedział czego chorzy i umierający potrzebują najbardziej.

Read more: http://www.pch24.pl/swiety-karol-boromeusz--kaplan-w-czasach-zarazy,74585,i.html#ixzz6GaloWbzs





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.