Bożena Ratter. Zagniewani wolnością Polski jako prowokacyą Niemców
data:04 lutego 2020     Redaktor: Anna

Minęło prawie 150 lat od założenia w Czerniowcach na Bukowinie przez Klemensa Kołakowskiego czasopisma polskiego pod nazwą  „Gazeta Polska". I nadal jednych rodaków gniewają media, które mają odwagę mówić prawdę o zagrożeniu naszej suwerenności, wolności, niszczeniu demokratycznie wybranej przez nas władzy, naszej narodowej i państwowej tożsamości i dyskryminowaniu naszej potrzeby życia zgodnie z naturalnym prawem niezbywalnym w cywilizacji łacińskiej.


Inaczej myślących dyskryminują terminami narzuconymi już 100 lat temu przez  ideologię  obecnie neo marksistowską jak faszyzm, nacjonalizm, konserwatyzm, brak tolerancji itp.  a dopominanie się o moją wolność sumienia nazywają  p r o w o k a c y ą Unii Europejskiej.   

Klemens Kołakowski nie tylko pochodził z rodu szlacheckiego herbu Kościesza, który od setek lat służył interesowi Polski, był człowiekiem wykształconym i utalentowanym, politykiem, dziennikarzem ale i poetą, realizował wspaniałe projekty zrównoważonego rozwoju naszego narodu tworząc z rozmachem wielkie organizacje społeczne, które dały mi wolność a Państwo chcecie mi ją zabrać.  
Polska elita zabiegała skutecznie o tożsamość narodową Polski jeszcze w czasie zaboru. Liczne petycje pisane do rządu austriackiego, audiencje w Wiedniu, prywatne dyplomatyczne zabiegi przedstawicieli polskiej magnaterii, duchowieństwa, ziemiaństwa czy stanowiska w rządzie monarchii austro-węgierskiej,  (np. wielkiego podkomorzego, na które cesarz mianował 14 lutego 1914 r. hr Karola Lanckorońskiego)  nie stanowiły spisku przeciwko suwerenności, wolności narodu polskiego  pod hasłem „ obrony zagrożonej wolności” , nie były wezwaniem do wsparcia rokoszu ale broniły Polski, jej dziedzictwa i tożsamości narodowej  i doprowadziły do uzyskania przez Polskę niepodległości po 123 latach niewoli. Jestem im za to wdzięczna.
 
W Zapisku Informacyjnym Odrodzonej Dzielnicy w 1903 roku Klemens Kołakowski pisał:  Przed 21 latami założyłem w Czerniowcach na Bukowinie czasopismo polskie pod nazwą „Gazeta Polska”. Pismo to wychodzi nieprzerwanie pod mojem naczelnem kierownictwem do tej chwili .
Kiedy zakładałem polskie czasopismo w Czerniowcach, przyświecał mi przykład wiekopomnej pamięci Piotra Stalmacha, założyciela i długoletniego redaktora „Gwiazdki Cieszyńskiej”. Analogia, nie tylko co do celu wydawnictw obu, ale także, co do stosunków obu kresowych krain była najzupełniejszą.
(…) Z chwilą odłączenia Bukowiny od Galicyi, polskość upadła tam dziwnie rychło.
Taki był stan rzeczy, kiedy w r. 1882. pojawił się pierwszy numer „Gazety Polskiej", jednych rodaków dziwiąc, drugich gniewając, jako -
„ p r o w o k a c y a” Niemców , Rumunów i Rusinów ".
 
 
Minęło prawie 150 lat i nadal jednych rodaków gniewają media, które mają odwagę mówić prawdę o zagrożeniu naszej suwerenności, wolności, niszczeniu demokratycznie wybranej przez nas władzy, naszej narodowej i państwowej tożsamości i dyskryminowaniu naszej potrzeby życia zgodnie z naturalnym prawem niezbywalnym w cywilizacji łacińskiej.
Inaczej myślących dyskryminują terminami narzuconymi już 100 lat temu przez ideologię obecnie neo marksistowską jak faszyzm, nacjonalizm, konserwatyzm, brak tolerancji itp. a dopominanie się o moją wolność sumienia nazywają p r o w o k a c y ą Uni Europejskiej.
 
 
Jaki był dalszy los Gazety Polskiej po 1882 roku?
Dopiero po paromiesięcznym , regularnym wychodzeniu, znalazła „ Gazeta Polska" jednego odważnego rodaka, który ośmielił się zaprenumerować polskie pismo. Był nim urzędnik bukowińskiej Kasy oszczędności, śp. Karol Dołega Witkowicki, i za ten śmiały krok - stracił posadę.
Przyniósł mianowicie egzemplarz gazety do biura i położył na biurku. Ujrzał to ówczesny dyrektor, Prusak z przekonania, a protestant z wyznania i w najwyższym gniewie, poskoczywszy ku Witkowickiemu, obrzucił go wysoce obelżywemi wyrazy za to, że ośmielił się mieć polskie pismo. Pan dyrektor użył przytem pod adresem urzędnika przezwiska P o l n i s ch e r S c h w e i n .
W Polaku krew zakipiała. Chwycił ogromny kałamarz z atramentem i śmignął nim w policzek dyrektora, który się zachwiał i fatalnie obryzgany umknął. Witkowickiego, dzięki wstawiennictw u przyjaciół - spensyonowano .
Z osiemdziesięciu trzech prenumeratorów , którzy zgłosili się do końca pierwszego roku było –jak wskazuje przechowana przeze mnie księga –21 takich, co polecili zapisać się pod pseudonimami „ażeby rząd, przy ewentualnej rewizyi w redakcyi nie dowiedział się, iż czytają polską gazetę".
Brzmi to, jak baśń, ale jam to przeżył.
Położenie polskiej ludności było prawdziwie rozpaczliwe. O nauce polskiego języka wszak nie było mowy, dzieci katolickie, polskie uczyły się religii św. w języku niemieckim. Polacy nie posiadali zgoła żadnych praw narodowych i politycznych, żadnej też reprezentacyi w życiu publicznem . Sami oni z wyjątkiem przezacnych rodzin obywateli ormiańskich na prowincji i kilkudziesięciu osób , przeważnie z Galicyi osiadłych, lub urzędujących w Czerniowcach, sami oni: drobni urzędnicy, przemysłowcy i rękodzielnicy stali bezczynni, zupełnie obojętni, prawie wynarodowieni. Językiem ich rodzin był niemal bez wyjątku język niemiecki.
Dzielnica, którą ongi przyłączył do Polski król Kazimierz Wielki, kraina, jeżąca się ruinami polskich zamków (Cecyna, zamek Sobieskiego w Suczawie, okopy Panny Maryi i inne) pełna na każdym kroku wspomnień i ducha polskiej tradycyi, co po dziś dzień żyje w niektórych rodach niepolskich, ta obronna stanica południowa i targowica ożywionego niegdyś handlu Rzeczypospolitej ze Wschodem, - stała, oto, senna i - zapomniana. A stała tak w chwili, kiedy na kolebnej ziemi wielkopolskiej wróg zażarcie począł rwać glebę z pod stóp polskich, i z własnej wyżeniać świetlicy tysiącletnich dziedziców.
Samo powstanie i istnienie pisma polskiego obudziło ruch narodowy.
Nie czas i miejsce na opis jego przebiegu; dość wskazać stan dzisiejszy. Ludność polska na Bukowinie wzrosła w tym 22-letnim okresie w takim stosunku, jakiego nie wykazuje przyrost żadnego kraju koronnego w Austryi. W szkołach , do których uczęszczają dzieci polskie, udzielaną bywa nauka języka polskiego ; są nawet w osadach polskich szkoły ludowe wyłącznie polskie. Dla nadzoru nauki polskiej kreowana jest posada osobnego inspektora, który objeżdża odnośne zakłady, udziela wskazówki i informuje władze wyższe o brakach (prof. dr. A. Halban ) . W stolicy i w kraju istnieją polskie organizacye oświatowe. (Klemens Kołakowski)
 
 
Polska elita zabiegała skutecznie o tożsamość narodową Polski jeszcze w czasie zaboru. Liczne petycje pisane do rządu austriackiego, audiencje w Wiedniu, prywatne dyplomatyczne zabiegi przedstawicieli polskiej magnaterii, duchowieństwa, ziemiaństwa czy stanowiska w rządzie monarchii austro-węgierskiej, (np. wielkiego podkomorzego, na które cesarz mianował 14 lutego 1914 r. hr Karola Lanckorońskiego) nie stanowiły spisku przeciwko suwerenności, wolności narodu polskiego pod hasłem „ obrony zagrożonej wolności” , nie były wezwaniem do wsparcia rokoszu ale broniły Polski, jej dziedzictwa i tożsamości narodowej i doprowadziły do uzyskania przez Polskę niepodległości po 123 latach niewoli. Jestem im za to wdzięczna.
 
 
Klemens Kołakowski był nie tylko dziennikarzem i założycielem Gazety Polskiej oraz Towarzystwa gimnastycznego Sokół w Czerniowcach, był również poetą. Jest autorem słów do Ballady na jeden głos z fortepianem Na Sybir i wiersza napisanego na 25. rocznicę śmierci Adama Mickiewicza, poniżej ostatnia zwrotka:
 
 
Ojczyzny śnieżną szatę niewinności
Biada kto plami Kainów zbrodniami,
O biada temu kto w duchu niskości
Z hydrą niezgody staje między nami!
O nie uwierzym zdradliwemu słowu,
Pochodnia Wieszcza niech nam świeci w mgle,
A znów powstaniem i odżyjem znowu-
Lecz zgodni bądźmy - lecz kochajmy się!
 
 
Czy zachowamy się jak nasi przodkowie na Bukowinie : drobni urzędnicy, przemysłowcy i rękodzielnicy stali bezczynni, zupełnie obojętni, prawie wynarodowieni czy potrafimy zaprotestować przeciw naszemu zniewoleniu? Czy przekonamy już prawie wynarodowionych rodaków, że musimy wspólnie utrzymać dany nam przez wspaniałych przodków wolny kraj?
 
 
8 lutego o godz. 12 przed Trybunałem Konstytucyjnym w Warszawie komitet "Suwerenni" oraz Kluby "Gazety Polskiej" organizują demonstrację w obronie państwa prawa, suwerenności, konstytucji oraz za realną reformą wymiaru sprawiedliwości.
 
 
W nawiązaniu do prezentowanego w TV Info serialu Kasta przypomnę przykłady postępowania urzędników niemieckich sprzed 150 lat.
 
 
Pewien obywatel zamożny z obwodu jasielskiego zapłacił słono rządowi austryackiemu za koncesyę (zezwolenie) na zakład wyrobów bawełnianych, a otrzymawszy po długich staraniach i wielu przykrościach tę koncesyę, zbudował wielkim kosztem fabrykę w dobrach Nawsie i puścił tę fabrykę doskonale urządzoną w ruch. Urzędnicy niemieccy nie przeszkadzali mu wcale dopóki fabrykował, ale skoro począł sprzedawać, zabronili mu tego, odwołując się na jakieś stare zarządzenia i kazali mu wszystkie wyroby jego fabryki przed sprzedażą posyłać do Wiednia do ostemplowania. Każdy to zrozumie, że koszt podwójnej przesyłki towaru (do Wiednia i z Wiednia) musiał przewyższać wszelki zysk fabryczny i właściciel nie miał nic lepszego do zrobienia, jak fabrykę zamknąć.
W Załościach w Galicyi wschodniej inny obywatel, kupiwszy także od rządu pozwolenie, założył wielką fabrykę sukna. Sprowadził maszyny i robotników, a przygotowawszy cały zakład, doniósł władzom, że go ma wkrótce otworzyć. W odpowiedzi odebrał rozkaz płacenia od fabryki prócz podatków 10.000 guldenów. Po obrachowaniu okazało się, iż fabryka przy najświetniejszemu powodzeniu nie może przynieść tak wielkiego zysku; nie otworzono nawet wcale zakładu. (Rządy niemieckie w Galicyi, J.Sierpniak)
Brzmi to jak współczesna baśń.
 
Bożena Ratter
Zdjęcie: net





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.