Dzisiaj wystarczy decyzja trwania w tradycji swojego narodu. Dzisiaj nie trzeba składać ofiary z życia, ale trzeba mieć świadomość, że jesteśmy na wojnie – Bogu jesteśmy potrzebni. Bóg bez nas może przegrać. Zdanie powyższe brzmi jak żart, prawda?
Być może młodzi mężczyźni stracili zmysły (rozum), dla zmysłu przyjemności. Być może osoby starsze również „maczały” w tym procederze i procesie odchodzenia od Boga, swoje przesadnie „opiekuńcze” dłonie i serca. Nie potrafili włączyć hamulców w dynamicznie rozwijających się konsu-mentach. Nikt z nas nie jest bez winy.
Święta Bożego Narodzenia, w ramach najpiękniejszych tradycji narodu polskiego, skłoniło setki tysięcy Polaków do schylenia karku w konfesjonale, aby prosić o rozgrzeszenie z win codziennego życia – z grzechu niedomyśleń i z grzechów zaniechania oraz braku osobistej odpowiedzialności za własne wybory. Niekiedy za pasywność – za brak umiejętności ukazania duchowości człowieka wierzącego Jezusowi Chrystusowi.
Nie rozgrzeszy nas historia, gdy stracimy w wojnie cywilizacji chrześcijańskiej i liberalnej prawo do bycia normalnymi ludźmi. Osobami stworzonymi na obraz i podobieństwo Jezusa Chrystusa. Wyznawcami nadziei, że życie doczesne jest jedynie zapowiedzią życia Wiecznego.
Tej Tajemniczej szansy, jaką daje nam Wiara, Nadzieja i Miłość nie chcą uszanować osoby spod fałszywej tęczy. Prawdziwa tęcza łączy Niebo i Ziemię a dziwnie mało rozumni liberałowie, nawet nie chcą uszanować naszego myślenia.
Zostaje nam dołączyć odważnie do tych, którzy już walczą na frontach wojny hybrydowej.
Przecież nie chcemy cywilizacji z jedynie przyjemnościowym logo na czole.
Bądźmy wierni sobie, swemu sumieniu i tym młodzieńcom sprzed stu lat.
Jerzy Binkowski