Bożena Ratter: Przedmioty wydobyte z dołów śmierci
data:25 października 2019     Redaktor: Redakcja

"Przedmioty wydobyte z dołów śmierci nie są typowymi zabytkami choć odnajdują je archeolodzy. Nie są też zwykłymi przedmiotami choć są wśród nich szczoteczki do zębów, obuwie, papierośnice, odzież, dewocjonalia, skrawki papieru, wizytówki, zdjęcia.

Z chwilą gdy z martwymi ciałami trafiły do bezimiennych grobów nabrały nowego znaczenia zatraciwszy swoją dotychczasową funkcję, stały się dowodami zbrodni. Określane są czasami również mianem relikwii.
 
Są prawdziwymi przyjaciółmi niedoli. Niektóre z nich pozwalały zapomnieć o tych okrutnych chwilach przywołując miłe wspomnienia o bliskich, ulubionych miejscach i wolności, przez każdego tak bardzo umiłowanej. Dawały nadzieję, zawsze były blisko. Były blisko także w chwilach śmierci.
 
Dziesiątki lat cierpliwie czekały zasypane ziemią, aż je ktoś odnajdzie, aż będą mogły zaświadczyć o zbrodni. Aż będą mogły przypomnieć o osobach, do których kiedyś należały, aż będą mogły upomnieć się o sprawiedliwość dla ofiar i o ich upamiętnienie. Dziś gdy z takim trudem są odkrywane, a ofiary nie mogą przemówić we własnej sprawie, to one przejmują głos.
 
Odnajdywane są w różnych miejscach, na różnych stanowiskach, czasami o zupełnie odmiennej specyfice. Konserwacja przedmiotów ze zbiorowych mogił jest dla konserwatora  zabytków archeologicznych całkowicie nowym doświadczeniem i zawodowym wyzwaniem, ponieważ na studiach nikt nas nie nauczył  i przygotował jak konserwować przedmioty zabrudzone cuchnąca masą woskowo tłuszczową, nadpalone, zniszczone wapnem czy poprzerastane korzeniami, jak oczyszczać przedmioty, w które głęboko wniknęły resztki ludzkiego ciała. Dlatego opracowaliśmy dla tej kategorii zabytków nowe metody konserwacji.
 
Przez 4 lata poddaliśmy konserwacji 4500 przedmiotów z Charkowa, 324 skórzane obiekty - pasy, buty, raportówki, 257 fragmentów tkanin- mundury, czapki, sutanny, koszule,bielizna, 1078 przedmiotów drewnianych -papierośnice, fajki, pojemniki, szachy, warcaby, 1516 fragmentów papieru - bibułki, karty pocztowe, listy, pamiętniki, 450 przedmiotów z tworzyw-szczoteczki, okulary, grzebienie, 1300 przedmiotów metalowych - nieśmiertelniki, naboje , łuski, menażki, medaliki...
 
Podczas oczyszczania przedmiotów z Charkowa udało nam się odczytać 400 nazwisk, które były zapisane na różnych przedmiotach, menażkach, nieśmiertelnikach, wydrapane na drewnianych papierośnicach i wojskowych pasach, bibułkach, dokumentach. Odczytywaliśmy imiona z pierścionków, obrączek, inicjały z papierośnic.
 
Na obiektach z Łączki tylu informacji, niestety, dla nas nie zapisano. Udało mi się odnaleźć i odczytać tylko imiona: Halina Amelia i Wacek, wydrapane na złotym, małym medaliku... Mimo, że zabezpieczałam tysiące przedmiotów, to jednak pamiętam o nich i o osobach, do których należały. Niektóre z nich zapadają w pamięć w sposób szczególny...złoty medalik Wacława Walickiego, dzielnego żołnierza niezłomnego, który w kilku wydrapanych w metalu słowach zawarł całą miłość do swojej rodziny, której już nigdy miał nie zobaczyć "-
zapis fragmentu wzruszającej opowieści pani prof. Anny Drążkowskiej z UMK w Toruniu o  pracy konserwatorskiej przedmiotów pochodzących z Charkowa i Łączki, podczas konferencji IPN „Ślady Zbrodni – Oblicza Pamięci. Katyń – Łączka – Ravensbruck”.
 
Ktoś kto nie zna historii Łączki, nie zna historii Polski – powiedział prof. Krzysztof Szwagrzyk. Łączka przez wiele lat była w Polsce symbolem, była pragnieniem, wyrażeniem tęsknoty ludzi, którzy utracili swoich bliskich z rąk komuny. Było to miejsce znane i nieznane, znane dla rodzin, dla więźniów, którzy tę nazwę w tajemnicy sobie przekazywali. Od początku, gdy w 2012 rozpoczęliśmy prace archeologiczne, pracowaliśmy w atmosferze niezrozumienia, dla części urzędów i urzędników  warszawskich nasze działania były poza prawem. Konieczność spełniania dziesiątków zarządzeń, przepisów -  jeden z nich mówił, iż każde drzewko i każdy korzeń na Łączce wymaga specjalnej ochrony. Nasza praca przez pierwsze dni polegała na tym, że każdego ranka i wieczoru nawilżaliśmy i owijaliśmy  korzenie.
 
Tak jakby wilgoć dla korzeni była czymś ważniejszym niż odnalezienie szczątków naszych bohaterów.
 
Obecność tych samych tajnych służb, które w latach 90. w skuteczny, inteligentny sposób tak działały, aby tych szczątków nie ujawnić?  Na Łączce, na szczątkach zamordowanych, w latach 80. zbudowano kwatery dla zasłużonych dla władzy ludowej, funkcjonariuszy bezpieczeństwa, sędziów wydających wyroki śmierci.
Kto wydawał wyroki w latach 1945-1953?
 
Wydaje mi się, że to, co się działo w polskim sądownictwie jest jakimś zatrważającym ewenementem w historii prawa. Każą tak myśleć zarówno tryb orzekania kar, jak i liczba wydanych wyroków śmierci. A były to czasy pokoju…Nie wszystkich stać było intelektualnie, by wątpić w praworządność państwa, skoro wszystkie atrybuty sądownictwa skutecznie przysłaniały bolszewicką treść…Po 1948 r. nie ma już zorganizowanego, mocnego podziemia antykomunistycznego. Zostało przez komunistów skutecznie rozbite. Nie ma legalnych partii opozycyjnych. Przyszedł czas na rozprawę z Kościołem. Władze posiadały już skuteczniejsze i atrakcyjniejsze dla części społeczeństwa argumenty legitymizujące ich władzę, na przykład awans społeczny…Po 1948 r. ludzie o pochodzeniu robotniczym, aktywiści partyjni koniecznie popierani przez młodzieżowe organizacje polityczne albo PPR. Chodziło o to, aby tego młodego człowieka, przyszłego prawnika całkowicie związać z nowym ustrojem. I to się władzy ludowej udało, ci ludzie zawdzięczali jej wszystko. Często było tak, że po szkole powszechnej albo po szkole zawodowej zostawali oficerami. Młody  człowiek świeżo po awansie z głową nabitą propagandą o rzekomym zagrożeniu wewnętrznym, o zaostrzającej się walce klasowej i konieczności wykazywania pryncypialnej postawy w walce z wrogiem z dnia na dzień stawał się kimś bardzo ważnym, decydującym o czyimś życiu lub śmierci (IPN).
 
Minęło 70 lat od 1948r., a  młodzi (i starzy) aktywiści  neomarksistowscy świeżo po  społecznym awansie, wyedukowani do narzucania nam neomarksistowskiej ideologii czyli  „antykultury”, sponsorowani przez jej  krzewicieli, popierani przez młodzieżowe organizacje neomarksistowskie dopominające się pod hasłem  „wolność, równość , tolerancja”  uśmiercenia cywilizacji łacińskiej, okazujący brak tolerancji dla inaczej myślących , a zwłaszcza samodzielnie myślących, z głową nabitą propagandą o rzekomym zagrożeniu wewnętrznym ze strony tradycji, narodu, rodziny, kościoła, religii  (ale tylko rzymskokatolickiej!! synagoga, meczet, cerkiew, pagoda  mają być otoczone szczególną czcią, tak jak judaizm, islam, buddyzm) i konieczności wykazywania pryncypialnej postawy w walce z wrogiem,  z dnia na dzień w prostacki, agresywny,  wulgarny sposób niosą tęczową zarazę, narzucają marksistowską wizję świata, z dnia na dzień stają się kimś bardzo ważnym decydującym o czyimś życiu i śmierci i  nijak mieszcząc się  w konwencji rozumu, kultury, rozsądku.
 
"Przeszukiwał martwe kłody, te naturalnie próchniejące i te ścięte,  i szukał larw Zgniotka. Liczył je. Inwentaryzował larwy i wyniki zapisywał w zeszycie zatytułowanym: „Rozmieszczenie w Lasach Hrabstwa Kłodzkiego wybranych gatunków chrząszczy saproksylicznych, będących na listach załączników II i IV Dyrektywy siedliskowej Unii Europejskiej, oraz propozycje ich ochrony. Projekt”. Przeczytałam tytuł bardzo dokładnie, co zwolniło mnie z konieczności zajrzenia do środka.
Kazał mi sobie wyobrazić, że Lasy Państwowe nie mają w ogóle żadnej świadomości, iż artykuł 12. Dyrektywy zobowiązuje państwo członkowskie do ustanowienia systemu ścisłej ochrony siedlisk rozrodu i zapobiegania ich niszczeniu. Pozwalają wywozić drzewo, w którym Owady składają jaja i z których później wylęgają się larwy. Larwy jadą do tartaków i do zakładów przerobu drewna. Nie zostaje po nich ślad. Giną i nawet nikt tego nie zauważa. Więc jakby nikt nie jest winny.
— Tu, w tym lesie każda kłoda jest pełna larw zgniotka — powiedział. — Przy wyrębie lasu część gałęzi się pali. Wrzucają do ognia gałęzie pełne larw.
Pomyślałam wtedy, że każdej niesprawiedliwie zadanej śmierci należy się jednak jakaś jawność. Nawet owadziej. Śmierć, której nikt nie zauważył, staje się podwójnym skandalem.
… kłody pozwoliły odsłonić przed moimi oczami swoje tajemnice. Zwykłe pnie drzew okazały się całymi królestwami Stworzeń, które drążyły korytarze, komory, przejścia i składały tam swoje drogie jaja. Larwy może nie były zbyt piękne, ale wzruszała mnie ich ufność - powierzały swoje życie drzewom, nie przypuszczając, że te ogromne nieruchome Stworzenia są w istocie tak kruche i na dodatek całkowicie zależne od woli ludzi. Trudno było sobie wyobrazić, że larwy giną w ogniu.
… Najpierw opowiadał mi o wszelkich możliwych świństwach i nadużyciach Lasów Państwowych, ale potem trochę się rozluźnił. Trudno mi go było zrozumieć, bo jak można mieć tak bardzo emocjonalny stosunek do czegoś, co się nazywa Lasy Państwowe.
… kiedy się z kimś mieszka. I jak bardzo jest to krępujące. Jak bardzo wytrąca z własnych myśli i rozprasza. Jak drugi Człowiek zaczyna drażnić nawet nie tym, że robi coś denerwującego, lecz tylko tym, że po prostu jest. I kiedy wychodził rankiem do lasu, błogosławiłam moją piękną samotność. Jak to możliwe, myślałam, że ludzie żyją dziesiątki lat razem na niedużej przestrzeni. Ze śpią w jednym łóżku, chuchając na siebie i trącając się niechcąco przez sen. Nie mówię, że i mnie się to nie zdarzyło. Przez jakiś czas sypiałam z jednym Katolikiem w tym samym łóżku i nie wyszło z tego nic dobrego – zapis fragmentu nagrodzonej Noblem książki Olgi Tokarczuk.
 
Śmierć larwy kornika jest skandalem. Czy śmierć dziecka podczas aborcji jest podwójnym skandalem, dzieci w łonie matki  są w istocie tak kruche i na dodatek całkowicie zależne od woli ludzi? A co z  tłokiem w mrowisku, te pożyteczne  owady tak ciasno do siebie przylegają, tak na siebie dmuchają. A co z mrówką rudnicą, która głównie żywi się owadami i ich larwami?
Można zabić dziecko, można je zdeprawować, można je wynaturzyć, można zwierzę w hierarchii wartości umieścić wyżej  człowieka, dlatego  trzeba zniszczyć Boga, dla którego najważniejszy jest człowiek.
 
Propaganda bolszewicka we współczesnej wersji - staniesz się kimś ważnym gdy wypowiesz  walkę kościołowi,  etyce, moralności , inteligencji, nauce, oświacie, i to wszystko pod hasłem walki o "tolerancję, równość, mniejszości, emigrantów, walki z faszyzmem (ulubione hasło komunistów), walkę z dyskryminacją - wszystko to czynisz  dyskryminując katolika, duchownego (nie popa, nie ojca, nie rabina...), związki  rodzinne, małżeństwo kobiety i mężczyzny i ich dzieci. W imię tolerancji i równości  krzywdzisz myślącego inaczej, donosisz na niego. Uczył tego 100 lat temu czekista Dzierżyński.
 
Spotkanie z Olgą Tokarczuk we Wrocławiu wywołało taki sam aplauz , jak  wystąpienie  Zygmunta Baumana podczas Kongresu Kultury w 2017 r. Zygmunt Bauman wykazał w latach 1945 -1953 pryncypialną postawę w walce z wrogiem działając w KBW, specjalnym oddziale wojskowym tropiącym bohaterów podziemia niepodległościowego, odpowiedniku sowieckiej NKWD oraz jako agent Informacji Wojskowej.  Wszak służą tej samej totalitarnej ideologii.
 
Minęło 70 lat, tropienie wrogów i  grafomańska propaganda trwa. Literacko wystąpienie pani prof. Anny Drążkowskiej wyżej sobie cenię, jak i sens poszukiwania martwych przedmiotów, o których z taką tkliwością mówiła.
 
Bożena Ratter
Zobacz równiez:





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.