Bożena Ratter: Różnica między polskim a niemieckim właścicielem majątku
data:04 października 2019     Redaktor: Redakcja

Jaki cel przyświecał Prezesowi  TVP Historia, by ten film pokazać bez stosownego komentarza? Czy mamy rozgrzeszać Niemców, uwierzyć, że nie wiedzieli, co knuje Hitler,  podziwiać ich, współczuć im, czy raczej domagać się odszkodowania za bilionowe straty, które ponieśliśmy wskutek zbrodniczej, antypolskiej ideologii?

W 80. rocznicę napaści Niemiec na Polskę  TVP Historia pokazała film z 2004 r., w którym  potomek niemieckiej rodziny von Johnston’ów, właścicieli majątku pod Wrocławiem, wspomina dziecięce lata 1938-1939.  
"To był wielki majątek z dużym domem, w którym mieszkało dużo ludzi. Mieszkała moja babcia i było wciąż mnóstwo gości, przyjeżdżali nie tylko z Berlina, przyjeżdżali z Anglii i Francji. Była też w majątku zatrudniona cała rzesza pracowników. To było piękne dzieciństwo – wspomina von Johnston w 2004 r.
Mój ojciec służył w Luftwaffe, z Berlina przyjeżdżał na Śląsk do majątku w końcówce tygodnia. Wyglądamy z mamą  niecierpliwe, bo może w teczce niesie coś, na co od miesiąca czekamy. Raz w miesiącu, prosto z Berlina przesyłają ojcu kronikę miesięczną. Dzięki kronice możemy wiedzieć, co dzieje się na świecie. Małe pomarańczowe pudełko z kawałkiem filmowej taśmy, na której komuś udało się zamknąć czas. A wszystko zaczęło się od zakupu projektora, ojciec jest amatorem filmowcem, mamy kamery filmowe i nakręcamy wszystkie nasze rodzinne uroczystości. Filmy zrobione przez moją ciotkę pokazują wiele scen z jesiennych polowań, które przypominam sobie bardzo dokładnie.  Na polowania zapraszane były ważne osobistości z Berlina (1938-1939), przyjeżdżali również goście z Anglii i Francji. Gdy zauważyłem, że zniknął sprzedawca Rapaport ze sklepu fotograficznego rodzice powiedzieli, że wyjechał. Znikało wtedy wielu naszych sąsiadów".
 
Narracji towarzyszą  sielankowe filmy z archiwum domowego von Johnston’ów:  Zabawy młodych von Johnston’ów – późna jesień 1938, Przyjazd gości na polowanie - późna jesień 1938, Celne strzały do bażantów – późna jesień 1938, Odpoczynek po długim dniu w salonie  –wiosna 1939, Gospodarska wizyta w majątku - żniwa 1939 , Dożynki - sierpień 1939 .
"Przyjeżdżający do nas goście, jak i oficerowie byli umundurowani, wtedy przyjeżdżało do nas wielu wojskowych, zwłaszcza w dożynki 1939.  Dla tych,  którzy posiadali majątki  na Śląsku były to czasy szczególnie skomplikowane politycznie. Ani ojciec ani nasza rodzina nie byli narodowymi socjalistami, ojciec był zwolennikiem narodu niemieckiego,jak większość właścicieli majątków ziemskich na Śląsku, byli patriotami, ale nie byli nazistami".
 
Jaki cel przyświecał Prezesowi  TVP Historia, by ten film pokazać bez stosownego komentarza? Czy mamy rozgrzeszać Niemców, uwierzyć, że nie wiedzieli, co knuje Hitler,  podziwiać ich, współczuć im, czy raczej domagać się odszkodowania za bilionowe straty, które ponieśliśmy wskutek zbrodniczej, antypolskiej ideologii? Ludobójstwo dokonane przez Niemców na 23 narodach w tym na narodzie polskim (Szymon Wiesenthal) to były „niemieckie dożynki”.
Film został nakręcony w 2004 roku, trwała grabież Polski, sprzedaż naszego wspólnego majątku narodowego przez miłościwie panującą komunistyczną  partię SLD właśnie Niemcom, trzeba było ich wizerunek ocieplić .
 
Zabrakło w filmie istotnej informacji, rodzina von Johnston’ów posiadała swój wielki majątek i dom przez czas władzy Niemiec do 1945 roku. Nic jej w czasie tej wojny nie groziło, była na terenie państwa niemieckiego, a gdy Niemcy wojnę przegrywali, mogła wywieźć  majątek łącznie z prezentowanym w 2004 roku archiwum rodzinnym. A jak było z polskimi właścicielami majątków, z polskimi patriotami?
 
Ród Dzieduszyckich zaliczany jest  do znaczących polskich rodzin historycznych o udokumentowanej przeszłości sięgającej początków XV wieku. Po rozbiorach większość Dzieduszyckich stała się poddanymi Habsburgów, w chwili agresji sowieckiej, 17 września 1939 r ziemia uprawna i lasy ordynacji zostały zagarnięte przez bolszewików. Jedynie siedziba ordynata w Zarzeczu pozostała po stronie polskiej i chwalebnie zapisała się w okresie okupacji 1939. Tam przyjmowano wygnańców z Wielkopolski, odbywało się tajne nauczanie, ordynat zatrudniał niewspółmiernie do potrzeb ludzi, ratując ich od wywiezienia na roboty do Niemiec. Po wojnie ordynację zlikwidowano, Dzieduszyckich wypędzono z pałacu. Prócz tego, że utracono hektary lasów i ziem, utracono także Muzeum Przyrodnicze im Dzieduszyckich we Lwowie oraz bibliotekę poturzycką.
Jeśli mówimy  o stratach rodzin historycznych, mocno rozgałęzionych i bogatych, to są straty w sensie osobowym – życia ludzkiego , materialnym i przede wszystkim kultury, bo te rodziny wnosiły w polską (europejską) kulturę na wschodnich terenach Rzeczypospolitej ogromnie wiele. I wraz z końcem istnienia tych rodzin na tych  terenach ta kultura zanikała, albo była niszczona albo zapominana. To są straty trudno policzalne. Muzeum Przyrodnicze pozostawione przez Dzieduszyckich we Lwowie to pierwsze w Europie prywatne muzeum przyrodnicze na taką skalę w XIX wieku, założone przez ordynata Włodzimierza Dzieduszyckiego i podarowane krajowi. Zbudowane  i utrzymywane przez jedną rodzinę do wybuchu II wojny światowej ( ordynacja została w założona dla utrzymania muzeum). Drugie dziedzictwo to fantastyczna biblioteka poturzycka tworzona przez Dzieduszyckich od pierwszej połowy XIX wieku, jedna z największych bibliotek we Lwowie. Ona dzisiaj nie istnieje. Nieliczne starodruki z pieczęcią JD lub JWD można znaleźć w pleśniejących zbiorach lwowskiego (polskiego) Ossolineum.  Znaczna część zbiorów, rzadkie książki, starodruki, była przekazywana podczas wojny (1939-1941) Ukraińcom na opał za samogon przynoszony przez nich. To są wymierne straty, które poniosła nasza kultura i rodzina Dzieduszyckich. Brat ordynata, Stanisław, miał majątek k. Stryja. Uprzemysłowione, znakomicie prosperujące  gospodarstwo rybne i bardzo dobre szkółki ogrodnicze, z którymi Dzieduszycki jeździł po wystawach. W Poznaniu uzyskał nagrody na ogólnopolskiej wystawie – dzisiaj nie ma śladu po Sokołowie, wszystko zostało zniszczone. Całe miasteczko spalone w czasie wojny, a Ukraińcy z okolicznych wsi wynieśli z pałacu, co dało się,  nie pozostał kamień na kamieniu. Okrutny los spotkał Dzieduszyckich z innego, małego majątku - zamordowani przez bandy ukraińskie. Dzieduszycki był nie tylko zamordowany, on był obdzierany ze skóry, ćwiartowany, resztki jego ciała wieszano na drzewach w lesie.  Dzieci jakaś Ukrainka wpuściła do studni, przetrwały, ale nie miały możliwości wyjechania, żyły w kołchozie. Jedną z córek przewodniczący kołchozu wziął za kochankę – bardzo tragiczny los tych ludzi.
 
W jednym z numerów Kuriera Wnet Paweł Rakowski pisząc o wspaniałych działaniach Polaków pod zaborem w Wielkopolsce na rzecz niepodległości ( zgadzam się z tym całkowicie) napisał  o wędrówce po Poznaniu:... "spacer w poszukiwaniu rynku przedłużył się. Po drodze minąłem Pomnik Powstańców Wielkopolskich, Hipolita Cegielskiego czy Marcinkowskiego. To  mi się podoba, odpowiednie pomniki dla odpowiednich ludzi. Mam nadzieję, że kiedyś gorliwi noszący  koszulki z Żołnierzami Wyklętymi będą zakładać ekskluzywne marynarki dla menedżerów polskiego biznesu z Hipolitem Cegielskim w klapie".
 
No cóż, gdyby było dane przeżyć i wrócić do swoich doskonale zarządzanych majątków rolnych, fabryk, banków itp.  Pileckiemu, Dzieduszyckiemu, Potockiemu, Krasickiemu, Czackiemu, i tysiącom innych, mielibyśmy menedżerów polskiego biznesu z Dzieduszyckim, Pileckim itp. w klapie, nie byłoby Żołnierzy Wyklętych, najwyżej byliby w czasie wojny Żołnierzami Niezłomnymi, czyli zwykłymi Polakami , którzy chcieli żyć w wolnej, suwerennej Polsce. I postawilibyśmy im pomniki na ziemiach, na których tak twórczo działali.
 
Jaka jest jeszcze różnica między przedwojennymi właścicielami majątków polskimi i niemieckimi?
Pałac w Łomnicy jest obecnie  w posiadaniu niemieckiego małżeństwa von Küsterów, przedwojennych właścicieli i jako taki uznany został za „Pomnik Historii Prezydenta RP" przez Bronisława Komorowskiego, i występuje  pod nazwą "Pałace i parki krajobrazowe Kotliny Jeleniogórskiej".
 
Bożena Ratter
 
{foto NAC: Opis obrazu: Wojewódzki zjazd gospodarczy w Tarnopolu. Od lewej na pierwszym planie: Antoni Janowski, Maria Bałabanówna, Przytocki, Jan Klich, Krzysztof Siedlecki, Władysław Kosydarski, Jan Choiński - Dzieduszycki oraz Tadeusz Wierzbicki]





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.