Bożena Ratter: "Czarna legenda" NSZ po 75 latach - video
data:12 sierpnia 2019     Redaktor: Redakcja

"Łączy nas dzisiaj pamięć i wdzięczność wobec czynu zbrojnego Narodowych Sił Zbrojnych  i Brygady Świętokrzyskiej NSZ. Ta uroczystość jest właściwie dopełnieniem wydarzenia z 2017 roku, gdy Sejm Rzeczypospolitej Polskiej przez aklamację, jednogłośnie, bez żadnych protestów, przyjął uchwałę, w której stwierdzał wyraźnie, iż NSZ były formacją, która dobrze zasłużyła się Ojczyźnie – minister Jan Józef Kasprzyk przywitał  żołnierzy NSZ, rodziny, wolontariuszy, organizacje oraz gości przybyłych na plac Marszałka Józefa Piłsudskiego z okazji 75. rocznicy powstania Brygady Świętokrzyskiej NSZ.



Wy, Żołnierze Narodowych Sił Zbrojnych od początku wiedzieliście, i wiedział o tym naród, że Polska w tej wojnie ma dwóch wrogów, Niemców i sowietów. Warto wspomnieć, kto był jednym z twórców „czarnej legendy” Narodowych Sił Zbrojnych. Jednym z twórców tej „czarnej legendy” był osławiony po wojnie szef Bezpieki, człowiek, który przeprowadził ohydne, antysemickie czystki w latach 60., Mieczysław Moczar. To on Was pierwszy opluwał! Czy Ci, którzy opluwają Was dzisiaj, podpisują się pod tym,co pisał Mieczysław Moczar?

Dokładnie 75 lat temu na ziemi świętokrzyskiej, w niewielkim majątku Lasocice przed kilkuset żołnierzami, którzy od wielu lat prowadzili walkę z okupantem niemieckim i z komunistycznymi bojówkami, stanął pan pułkownik Antoni Szacki ps. "Bohun" i powiedział w tym pierwszym rozkazie do żołnierzy Brygady Świętokrzyskiej: wybraliśmy drogę czystą i prostą, ale drogę trudną i ciężką - przypomniał genezę Brygady Świętokrzyskiej prezes Instytutu Pamięci Narodowej dr Jarosław Szarek.
Jeden z komunistycznych propagandzistów pisał: po zaaresztowaniu przywódców Narodowych Sił Zbrojnych oczekujemy najbardziej surowego wyroku śmierci, dla Kasznicy , dla Neumana. Obu skazano wkrótce na karę śmierci.

Wojskowy Sąd Rejonowy  w Warszawie 2 marca 1948 roku uznał winnymi współpracy z gestapo, organizowania sądów kapturowych, antysemityzmu  i dezercji Stanisława Kasznicę, Lecha Neymana, Andrzeja Jastrzębskiego, Mieczysława Paszkiewicza, Wandę Salską  i Stefanię Sokołowską-Żelazowską.
Stanisława Kasznicę i Lecha Neymana skazano na śmierć. Konieczność stania lub siedzenia w wypełnionej lodowatą wodą celi doprowadziła do gruźlicy, od bicia komendant Stanisław Kasznica miał  na twarzy szramy, a na głowie ślady po wyrywanych kępami włosach, wybite zęby.
Urodzony we Lwowie, potomek posła Antoniego Trębickiego,  syn Stanisława Wincentego Antoniego Kasznicy, profesora i dwukrotnie rektora Uniwersytetu Poznańskiego w II RP, odmówił pułkownikowi Różańskiemu ( Józefowi Goldbergowi) składania fałszywych zeznań za cenę ocalenia życia. Po fizycznych torturach w więzieniu na Mokotowie, po procesie na Koszykowej skazującym go na śmierć, utratę praw obywatelskich i honorowych, wyprowadzony z budynku więzienia szedł wyprostowany w stronę stojącej budy. Wtedy otrzymał strzał w tył głowy. Kopniakiem został wepchnięty do budy. Jego ciało wrzucono do papierowego worka.

O obecności Kaszniców w Małopolsce świadczy nagrobek na cmentarzu kościelnym w Makowie Podhalańskim, na którym widnieje napis w języku niemieckim ”Freiherr Kaschnitz von Weinberg”. O wysokiej pozycji społecznej  rodziny świadczy dokument z 1628 roku, mówiący o radnym Tadeuszu von Kaschnitz, rycerzu czeskim, legitymującym się listem herbowym Palatynatu.
Stanisław Kasznica senior (ps. Łużycki) został dwukrotnie wybrany rektorem UAM w Poznaniu w II RP. Wydane w 1943 roku jego opracowanie „Prawo administracyjne” było po wojnie podręcznikiem akademickim. O ówczesnym prestiżu uczelni świadczy fakt, że odwiedzali ją wybitni przedstawiciele świata naukowego m.in. z Lyonu, Florencji, Brna, Rzymu. Wieloletniej pracy dydaktycznej towarzyszyło wielkie poczucie misji, chęć wykształcenia młodego pokolenia i przygotowania go do roli godnych obywateli w każdych okolicznościach. Wykształcił w swoich studentach poczucie, że rola prawnika w dziedzinie prawa administracyjnego jest odpowiedzialna i trudna, podkreślał wagę wysokich kwalifikacji, jakie powinni nabyć w trakcie nauki. Uczulał na to, by punktem odniesienia było dobro innych ludzi, czym sam się kierował.
Poczucie odpowiedzialności za uniwersytet, do którego rozwoju znacznie się przyczynił spowodowało, że już w pierwszych dniach po powrocie do Poznania z wojennej tułaczki stawił się  do pracy. Był to okres najtrudniejszy, „na ruinach, kiedy trzeba było wszystko odtwarzać, a częściowo od nowa tworzyć”.
„Jakże można było oprzeć się urokowi tej wielkiej, silnej osobowości, gdy z pełnym zrozumienia uśmiechem wysłuchiwał każdego zdania, prostował sądy? Człowiekowi, który wymagając wiele od innych, najwięcej wymagał od siebie i który zawsze gotów był do każdej usługi i ofiary, wszystko, co czynił, czynił zawsze z najgłębszego przekonania. Nic więc dziwnego, że był nam przywódcą i autorytetem moralnym” - to słowa wygłoszone po śmierci Stanisława Kasznicy przez profesora Mariana Zimmermanna.

Fascynująca osoba profesora wywarła wielki wpływ również na rodzinę, która w jego życiu zajmowała pierwsze miejsce.   Pięcioro dzieci profesora otrzymało staranne wykształcenie i wychowanie na miarę talentu ojca, odziedziczyło również wspaniałe cechy charakteru.
„Ogromnie Ci jestem wdzięczny za mszalik. On i książki z czytelni więziennej wypełniaj mi czas. Skoro córeńka już pisze, może by napisała parę słów do tatusia. Chciałbym zobaczyć literki przez  nią skreślone…Czy masz już jakąś pracę ? To stała moja troska…Stale i dużo myślę o wszystkich moich najbliższych i bliskich. Niech to zastąpi dłuższe rozpisywanie się. Całuję z całego serca was wszystkich, szczególnie zaś Ciebie Mateńko, Zosieczkę i Ojca” - list syna, ostatniego komendanta NSZ miesiąc przed bestialskim mordem. (Stanisław Wincenty Kasznica „Druga wojna światowa. Wspomnienia spisane na podstawie codziennych notatek”).

Rodzina Kaszniców  przez wiele lat podejmowała próby publicznego zwrócenia honoru Stanisławowi. Orzeczenie Sądu Warszawskiego okręgu wojskowego dopiero 30 września 1992 roku uznało wyrok śmierci za nieważny. Wdowa po Stanisławie przez długi czas nie mogła znaleźć pracy, przez lata borykała się z córką z problemami materialnymi, a także szykanami stosowanymi z uwagi na działalność ojca i męża. Aresztowania syna wpłynęło również na uniwersytecką karierę profesora. Dość nieoczekiwanie został przeniesiony na emeryturę dekretem Ministerstwa Oświaty z 9 września 1947 r.

Poniżej fragment książki pt.  Generał „Nil” fakty, dokumenty, relacje (Maria Fieldorf , Leszek Zachuta)
Sąd udał się na naradę. Po powrocie do sali Przewodnicząca Sądu Maria Gurowska, ogłosiła sporządzoną na piśmie sentencję wyroku:
„Fieldorfa Augusta-Emila uznać winnym czynów zarzucanych mu aktem oskarżenia i za to na zasadzie art. 1 pkt. 1 Dekretu z 31 sierpnia 1944 o wymiarze kary dla faszystowsko hitlerowskich zbrodniarzy skazać go na karę śmierci. Na zasadzie art. 1 cytowanego dekretu orzec utratę praw publicznych i obywatelskich praw honorowych na zawsze, oraz przepadek całego mienia. Kosztami postępowania w sprawie i opłatami sądowymi obciążyć Skarb Państwa. Następnie Przewodnicząca Sądu omówiła najważniejsze powody wyroku i wskazała stronom sposób i termin odwołania. Rozprawę zamknięto o godzinie 20.30.
Następnego dnia Fieldorf napisał do Sądu Wojewódzkiego prośbę o przysłanie mu uzasadnienia wyroku, w celu wniesienia rewizji. Otrzymał je 21 maja. Napisano w nim między innymi:
Oskarżony wydawał rozkazy instrukcje i wytyczne podległym sobie, jako szefowi »Kedywu« Komendy Głównej] AK, jednostkom mordowania partyzantów radzieckich, lewicowych podziemnych ugrupowań niepodległościowych i poszczególnych działaczy PPR, Gwardii i Armii Ludowej. Działalność ta dokonywana była w interesie rodzimej reakcji i hitlerowskiego państwa  niemieckiego, osłabiała bowiem w znacznym stopniu siłę prawdziwie rewolucyjnych organizacji walczących z wrogiem”.

Komuniści realizując wytyczne marksistowskiej  ideologii  w najohydniejszych czasach stalinizmu mordowali oskarżając o „faszyzm” i „kolaborację z Niemcami” polską inteligencję walczącą dla nas o wolną, niepodległą Polskę z Niemcami i Rosjanami. To samo czynił Stalin z żołnierzami armii czerwonej wracającymi z niewoli niemieckiej.
Pamiętajmy  o milionach naszych rodaków , którzy zostali zamordowani, wyniszczeni fizycznie i psychicznie, zesłani na nieludzką ziemię i rozproszeni po świecie, odsunięci na margines życia nie tylko w Polsce. To była zbrodnia w imię  „równości, wolności, sprawiedliwości, szczęścia” głoszonych  haseł przez marksistowską, ludobójczą ideologię. Marksistowski aparat represji oddziaływał niestety na niektórych naszych rodaków.  Ich umysły skutecznie zostały zniewolone  przez ludobójczą ideologię, zabijała ona ciała, zabijała duszę, zabijała zdolność samodzielnego myślenia, zabijała pamięć o tych wspaniałych Rodakach, którzy zmobilizowani do walki z agresorami, przysięgi nie złamali, i którzy stanowiliby dzisiaj elitę dbającą o naród i silne państwo.
Pamiętajmy o „dzieciach” bandytów, bo tak przewrotnie aparat represji nazywał potomków  przedwojennych wojskowych, leśników, policjantów, rolników, robotników, chłopów, naukowców, polityków, artystów, rzemieślników, ziemian, przemysłowców, handlowców nie skażonych komunizmem. Aparat represji skazywał rodziny na hańbę i nędzę,  okradał z własności prywatnej, odmawiał prawa do pracy, nauki, ta akcja trwa do dzisiaj.

Dziwne, niby czerwonej zarazy nie ma, jednak jej wpływ na mentalność niektórych z nas wciąż widoczny.
Na Placu Marszałka Piłsudskiego i dzisiaj pojawiła się „bojówka" z hasłem „stop zdrajcom”. Są wśród nas potomkowie i klakierzy wyznawców marksistowskiej ideologii. Występują w nowej odsłonie neomarksizmu kulturowego.  Szkoda, iż odrzucają nadal samodzielne myślenie, nie korzystają z dostępnej wiedzy, lecz wciąż z przekazu potomków „komunistycznych propagandzistów”.

W celi śmierci, czyli w celi 24, Fieldorf z miejsca zaszył się w roczniki czasopisma »Nowe Drogi«. Była to jedyna publikacja, która docierała do naszej celi. Nie wiedzieliśmy prawie nic, co się dzieje na szerokim świecie, bo i te »Nowe Drogi« docierały do nas z ogromnym opóźnieniem." Książek też nie było dużo. Prawie że sama bibuła propagandowa. Jedyną wartościową rzeczą to był traktat "O szczęściu" Tatarkiewicza. Nigdzie ta książka, prawdopodobnie, nie miała tak wielkiego powodzenia, jak w celi śmierci na Mokotowie. Sam osobiście znałem prawie całą na pamięć, bo przesiedziało się w tym ponurym przybytku prawie dwa lata. Ja nie byłem jedynym , którym ta książka pozwoliła przeżyć mnóstwo pogodnych godzin. Ktoś z administracji więziennej zakpił sobie z ofiar bezprawia bermanowskiego, udostępniając im Tatarkiewicza. Pomylił się na korzyść tych ofiar, chociaż pragnął im dokuczyć. (Maria Fieldorf Leszek Zachuta)

Jacek Kuroń skutecznie wpłynął na usunięcie profesora Władysława Tatarkiewicza z uniwersytetu, co nie zmienia faktu, iż wciąż uważany jest za „guru”, i to nie tylko w Polsce. Nie tylko debata „Jacek Kuroń i Ukraina” , w której  udział wzięli tacy "znawcy tematu" jak Bogumiła Berdychowska, Martyna Bogaczyk, Iza Chruślińska, Seweryn Blumsztajn, Sławomir Sierakowski, Paweł Smoleński, Piotr Tyma, ale i tablica, i skwer jego imienia we Lwowie ( nie wspominając o Warszawie).

Bożena Ratter
Zdjęcia do artykułu :
Zdjęcia do artykułu :





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.