Rzeź Wołyńska - Historia cz.3
data:09 lipca 2019     Redaktor: Redakcja

Z okazji Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II Rzeczypospolitej Polskiej obchodzonego 11 lipca redakcja portalu przygotowała  kompendium wiedzy oraz materiałów literackich i muzycznych związanych z tematem ludobójstwa na Wołyniu.
Polecamy lekturę czterech części kompendium, propagowanie oraz wykorzystywanie tych materiałów, szczególnie ważnych w pracy nauczycieli i wychowawców.

Ludobójstwo dokonane przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II Rzeczypospolitej Polskiej  w latach 1939 -1947.
 
Znaczenie  "Rzezi Wołyńskiej" w Ludobójstwie Polaków dokonanym  przez ukraińskich nacjonalistów na ludności polskiej w latach 1939-1947r. na Kresach Południowo-Wschodnich i Lubelszczyźnie.

"Rzeź Wołyńska" w 1943 r. była bez żadnych wątpliwości zbrodnią "Ludobójstwa". Wołyń w 1943 r. stał się poligonem doświadczalnym dla OUN-B (Bandery),  nie tylko dla sposobów mordowania Polaków, ale i unicestwienia własnych  przeciwników politycznych. Decyzja o wywołaniu powstania na Wołyniu zapadła na III konferencji, która odbyła się od 17 do 23 lutego 1943 r. Tam zapadł wyrok na Wołyń, gdzie Polacy nie posiadali żadnych oddziałów partyzanckich do obrony i przeprowadzenie "Rzezi" było bardzo łatwe.
W trakcie "Rzezi" OUN-B tworzyła swoje zbrojne ramię, poczynając od  Wojskowych Oddziałów OUN -SD  ( Samostijnikiw Derżawnikiw - koniec roku 1942)), przez UAW ( Ukraińska Armia Powstańcza- luty 1943 r.)   do przejęcia nazwy UPA na przełomie kwietnia i maja 1943r. Apogeum  ludobójczej akcji  na Wołyniu  nastąpiło 11 lipca 1943 r., w dniu ukraińskiego święta Piotra i Pawła. Tego dnia ukraińscy nacjonaliści i miejscowa ludność zaatakowali polskich mieszkańców równocześnie w ponad stu wsiach i 12 lipca atakując następnych ok. 50 polskich osad.
Ludobójstwo na obywatelach polskich zamieszkałych na Ziemiach Wschodnich II RP dokonane w latach 1939 – 1947 przez nacjonalistów ukraińskich, objęło nie tylko Wołyń (woj. wołyńskie) , ale również województwa lwowskie, tarnopolskie i stanisławowskie – czyli Małopolskę Wschodnią, w tym część województw graniczących z Wołyniem: Lubelszczyzna (woj. lubelskie) (od zachodu) i Polesia (woj. poleskie)  (od północy). Sprawcy Ludobójstwa na obywatelach polskich II RP (w tym Zbrodni Wołyńskiej 1943 )– struktury Organizacji Nacjonalistów Ukraińskich frakcji Stepana Bandery (OUN-B) oraz jej zbrojne ramię Ukraińska Armia Powstańcza (UPA) we własnych dokumentach planową eksterminację ludności polskiej określali mianem „akcji antypolskiej”.
Ideologia nacjonalistyczna na Ukrainie została zaadoptowana i zaszczepiona przez OUN podczas jej kongresu od 28 stycznia do 3 lutego 1929 r. w Wiedniu. Punktem wyjścia w rozważaniach uczestników kongresu była teza o wieczności i wyższości narodu ukraińskiego. Na kongresie omawiano sposoby rozpowszechniania i propagowania idei nacjonalistycznej wielkiej Ukrainy. Za jednego z głównych ideologów integralnego nacjonalizmu ukraińskiego uważa się Dmytro Doncowa, autora publikacji  Nacjonalizm, w której przedstawił dekalog „Ukraińskiego Nacjonalisty” czyli wykładnię poglądów na państwo i naród.
Dekalog ukraińskiego nacjonalisty (Dziesięcioro przykazań ukraińskiego nacjonalisty) - broszura opracowana przez Stepana Łenkawskiego w 1929 r.  
Ja - Duch odwiecznego żywiołu, który uchronił Ciebie od potopu tatarskiego i postawił między dwoma światami, abyś tworzył nowe życie:
1. Zdobędziesz państwo ukraińskie albo zginiesz walcząc o nie.
2. Nie pozwolisz nikomu plamić sławy ani czci Twego Narodu.
3. Pamiętaj o wielkich dniach naszej walki wyzwoleńczej.
4. Bądź dumny z tego, że jesteś spadkobiercą walki o chwałę Trójzęba Włodzimierzowego.
5. Pomścij śmierć Wielkich Rycerzy.
6. O sprawie nie rozmawiaj z kim można, ale z tym, kim trzeba.
7. Nie zawahasz się spełnić największej zbrodni, kiedy tego wymaga dobro sprawy.
8. Nienawiścią oraz podstępem będziesz przyjmował wrogów Twego Narodu.
9. Ani prośby, ani groźby, tortury, ani śmierć nie zmuszą Cię do wyjawienia tajemnic.
10. Będziesz dążył do rozszerzenia siły, sławy, bogactwa i obszaru państwa ukraińskiego nawet drogą ujarzmienia cudzoziemców.
 
Propaganda OUN przedstawiała obywateli polskich, Polaków (również Ormian, Czechów, Słowaków, Węgrów, Żydów)  jako naturalnych wrogów narodu ukraińskiego. Potwierdzają to słowa popularnej wśród działaczy UON pieśni "Zrodziliśmy się z krwi narodu", której jedna ze zwrotek brzmi: "Śmierć, śmierć, Lachom śmierć/ Śmierć moskiewsko-żydowskiej przeklętej komunie/ Prowadzi nas OUN na krwawy bój".
W Katechizmie ukraińskiego nacjonalisty zamieszczono także poezję ukraińską - ze sformułowaniami typu "nie czas Moskalom, Lachom służyć".
 
Dla przeciwwagi cytujemy poniżej polską poezję  o Wołyniu:
 
Dwie matki
Dwie mi Matki-Ojczyzny hołubiły głowę -
Jedna grzebień bursztynu czesała we włos
Druga rafy porohów piorąc koralowe
Zawodziła na lirach dolę ślepą - los...
Jedna oczom tańczyła pasem złotolitym,
Czerep drugą obijał - pijany jak trzos -
Jedna boso garnęła smutek za błękitem -
Druga kurem jej piała buntowniczych kos
Dwie mnie Matki-Ojczyzny wyuczyły mowy -
W warkocz krwisty plecionej jagodami ros -
Bym się sercem przełamał bólem w dwie połowy -
By serce rozdwojone płakało jak głos...
(Zygmunt Jan Rumel, lipiec 1941)
 
Ludobójstwo OUN-B i UPA na ludności polskiej dokonane na Wołyniu
 
Mordy na ludności polskiej rozpoczęły się już we wrześniu 1939 roku. Pierwsze to bandyckie porachunki, inne to rebelia ukraińskich komunistów i bezkrólewie po wkroczeniu sowietów, ale niebawem opanowane przez nową władzę. Wkroczenie Niemców wywołało uaktywnienie się OUN i jej bojówek, co spowodowało pierwsze pojedyncze mordy na polskiej inteligencji, nie było to jednak tak jawne jak w 1943 r.
Liczba ofiar  eksterminacji ludności polskiej zaczęła lawinowo rosnąć – od Wołynia, Polesia aż do Małopolski Wschodniej. W 1943 r. wyniszczona ludność wiejska zaczęła chronić się do pobliskich miasteczek i miast.
Pierwszy zbiorowy mord na ludności polskiej w 1943 r. , przeprowadzony ze szczególnym okrucieństwem, miał miejsce w kolonii Parośla I pow. Sarny, gdzie 9 lutego 1943 r. zostało zamordowanych co najmniej 155 Polaków.
Latem i jesienią 1943 r. terror ukraiński OUN-UPA osiągnął olbrzymie rozmiary. Eksterminacje ludności polskiej rozpoczęte w powiatach sarneńskim, kostopolskim, rówieńskim i zdołbunowskim w czerwcu 1943 r. rozszerzyły się na powiaty dubieński i łucki, w lipcu 1943 r. objęły pow. kowelski, włodzimierski i horochowski, a w sierpniu także pow. lubomelski.
 
10 lipca 1943 r. poeta i oficer Wojska Polskiego – Zygmunt Jan Rumel udał się jako wysłannik delegata Rządu RP do dowództwa OUN, aby podjąć próbę powstrzymania rzezi Polaków przez bandy UPA. Parlamentariusz Zygmunt Rumel wraz z przedstawicielem Okręgu Wołyńskiego AK Krzysztofem Markiewiczem oraz woźnicą-przewodnikiem Witoldem Dobrowolskim zostali zatrzymani przez zbrojny oddział i zamordowani przez rozerwanie końmi, a ich rozczłonkowane ciała pochowano we wspólnym grobie w miejscu dotychczas nie ustalonym (w okolicy wsi Kustycze).
Szczególnie krwawa była niedziela 11 lipca 1943 r w dniu ukraińskiego święta Piotra i Pawła. Tego dnia o świcie ukraińskie oddziały UPA - przy aktywnym wsparciu miejscowej ludności ukraińskiej - zaatakowały jednocześnie  ponad 100 polskich wsi na Wołyniu (w pow. kowelskim, włodzimierskim, horochowskim i częściowo łuckim) oraz 5 kościołów w czasie odbywającego się tam nabożeństwa . Doszło do nieludzkich rzezi ludności cywilnej i zniszczeń. Badacze obliczają, iż tylko tego jednego dnia zginęło 8 - 12 tys. Polaków – głównie kobiet, dzieci i starców. Ludność polska ginęła od kul, siekier, wideł, noży i innych narzędzi, również w kościołach podczas Mszy św. Wsie i kościoły były palone, a dobytek grabiony (tym zajmowały się głównie kobiety i młodzież). Prowadzona w sposób zorganizowany akcja band OUN – UPA miała charakter ludobójstwa, a jej celem było wyniszczenie ludności polskiej, a nie jej wypędzenie, jak to niektórzy historycy i publicyści głoszą.
Napady na świątynie nie były dziełem przypadku. Banderowcom chodziło o zamordowanie jak największej grupy Polaków czyli podczas odprawiania mszy św. Polacy szli do kościoła czasem kilka, kilkanaście kilometrów by uczestniczyć we mszy św. niedzielnej i ginęli razem z księżmi. Tylko tej jednej „krwawej niedzieli” 11 lipca 1943 w kościele w Porycku zginęło ok. 200 parafian razem z proboszczem ks. Bolesławem Szawłowskim. W kaplicy w Chrynowie razem z grupą ok. 150 parafian zginął ks. Jan Kotwicki. W podobnych okolicznościach został zamordowany 74-letni ks. Józef Aleksandrowicz w parafii Zabłoćce. W kaplicy w Krymnie zginęło ok. 40 wiernych, zaś w Kisielinie ok. 80 parafian.
Wobec zagrożenia Polacy zmuszeni byli opuszczać swe domy ratując się ucieczką do miast i miasteczek, gdzie były posterunki wojsk węgierskich i niemieckich. To paradoks, że Polacy, zagrożeni przez UPA, zmuszeni byli szukać schronienia u Niemców, a w latach 1944–1945 u Sowietów, od których doznali już tylu prześladowań. Polskich uciekinierów Niemcy wywozili w głąb Rzeszy na roboty przymusowe. Jeszcze inni szukali schronienia, przedzierając się na tereny Generalnego Gubernatorstwa, głównie do dystryktu lubelskiego. Tylko nieliczni próbowali bronić się, tworząc placówki samoobrony. Najbardziej znane z nich to Przebraże (obroniło się ponad 10 tys. Polaków), Huta Stepańska (ok. 600 osób zginęło), Zasmyki, Dederkały i Ostróg. Z ok. 100 polskich ośrodków samoobrony na skutek braku broni, amunicji i kadry dowódczej obroniły się nieliczne.
Eksterminacja ludności polskiej w 1943 r. na Wołyniu miała istotny wpływ na rozwój polskiego podziemia, w tym powstanie największej jednostki partyzanckiej w okresie okupacji – 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej. Dywizja, która powstała w ramach akcji „Burza” (styczeń–luty 1944 r.), w szczytowym okresie liczyła ponad 6,5 tys. żołnierzy. W pierwszym okresie (do połowy marca 1944 r. ) dywizja prowadziła walki z bandami UPA w obronie ocalałej ludności polskiej i z wojskami niemieckimi.
*
Po masowych wywózkach i aresztowaniach ze strony NKWD oraz represjach ze strony Niemców (wywózki na roboty przymusowe do Rzeszy, aresztowania, obozy i masowe rozstrzeliwania) Polacy na Wołyniu w 1943 r. stanowili zaledwie 10–12 proc. wszystkich mieszkańców. Byli grupą etniczną pozbawioną w większości działaczy społecznych, inteligencji, wojskowych. Ocaleli, okaleczeni, osamotnieni, pozbawienia podstawowych środków do życia Polacy nie stanowili dla Ukraińców zagrożenia ani nie tworzyli sytuacji konfliktowych, wręcz za wszelką cenę ich unikali. Wypada to podkreślić, ponieważ część historyków ukraińskich podważa te fakty.
 
Ludobójstwo OUN-B i UPA na ludności polskiej na terenie pozostałych Ziem Wschodnich II RP  
 
Od jesieni 1943 r. akcję ludobójstwa  przeniesiono na teren województw Małopolski Wschodniej (województw lwowskiego, stanisławowskiego i tarnopolskiego), a także na Lubelszczyznę. Dobrą ilustracją krwawych miesięcy w Małopolsce Wschodniej mogą być sprawozdania delegata RGO , Leopolda Tesznara: mordy ukraińskie dokonywane na ludności polskiej przybrały w pewnych okolicach to samo nasilenie jak na Wołyniu…w powiecie kamioneckim, złoczowskim, lwowskim, brzeżańskim, czortowskim, stanisławowskim zostały zmiecione z powierzchni ziemi całe wsie i osiedla polskie…można już liczyć ofiary na tym terenie na kilka dziesiątków tysięcy (prof. Czesław Partacz)
Według szacunków polskich badaczy ludobójstwo ukraińskich nacjonalistów na Polakach pochłonęło około 200 tysięcy ofiar. Ci, którzy ocaleli musieli uciekać i opuścić na zawsze swoją ziemię. Co najmniej 485 tys. Polaków (125 tys. z Wołynia, 300 tys. z Małopolski Wschodniej  , 60 tys. z Chełmszczyzny) uciekło przed eksterminacją ukraińskiej  OUN UPA .
Zgodnie z wykładnią i uzasadnieniem w  pracach prof. dr Ryszarda Szabłowskiego zbrodnia wołyńsko – małopolska była trzecim ludobójstwem na narodzie polskim, po niemieckim i sowieckim popełnionym w czasie II wojny światowej. Sprawcy stosowali ścisłą segregację rasistowską i etniczną – zabijali swe ofiary tylko dlatego, że byli Polakami.
Straty Kościoła rzymskokatolickiego na Ziemiach Wschodnich II RP z rąk OUN-UPA w latach 1939–1947 to ok. 200 osób (księży, zakonników i zakonnic), z rąk nacjonalistów ukraińskich zginęło też – według z pewnością niepełnych danych – 28 duchownych greckokatolickich i około 20 duchownych prawosławnych na Wołyniu.
Warto też podkreślić, że na skutek działań UPA ok. 70% parafii na Wołyniu przestało istnieć. Co najmniej 62 kościoły (38,7%) i 33 kaplice (20%) uległo zniszczeniu, spaleniu i zdewastowaniu. Akcje te były świadome i zamierzone. Los świątyń podzieliły różne sprzęty i szaty liturgiczne, zbiory archiwalne, cmentarze. Był to największy cios zadany życiu katolickiemu w diecezji łuckiej w czasie II wojny światowej. Zniknęły bezpowrotnie kościoły i kaplice, bezcenne zabytki architektury minionych wieków (Poryck, Wiśniowiec, Przewały, Ptycza, Targowica). (dr Leon Popek). W jednym klasztorze w Podkarmieniu pow. Brody straty oszacowane przez przeora o. Marka Krasa wynosiły 718 450 dolarów.
Około 2000 miejscowości, w których w 1939 r. mieszkali Polacy, w wyniku działań band OUN-UPA zostało wymazanych na zawsze z mapy. Męczeńska śmierć kilkudziesięciu tysięcy Polaków na Wołyniu na dzień dzisiejszy jest upamiętniona krzyżem stawianym w szczerym polu (rzadziej pomnikiem) w niespełna byłych 150 miejscowościach. Do dnia dzisiejszego w około 1350 miejscowościach na Wołyniu, gdzie zginęli Polacy z rąk band OUN-UPA, nie ma żadnego znaku upamiętnienia. Na ekshumacje barbarzyńsko zamordowanych przez Ukraińców Polaków, godnych chrześcijańskiego pochówku, czekają tysiące dołów śmierci. Ukraina jest jedynym krajem, który odmawia tego prawa zmarłym.
 
Prokuratorzy pionu śledczego IPN prowadzą obecnie 32 śledztwa w sprawie zbrodni nacjonalistów ukraińskich na obywatelach polskich. Są one kwalifikowane jako zbrodnia ludobójstwa. Podstawą prawną tych śledztw jest art. 118 § 1 kodeksu karnego z 1997 r., który wprowadził do polskiego prawa wewnętrznego pojęcie ludobójstwa. Zgodnie z konwencją ONZ w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa z 1948 r. definiowane jest ono jako czyn „dokonany w zamiarze zniszczenia w całości lub części grup narodowych, etnicznych, rasowych lub religijnych, jako takich”.
Niektórzy naukowcy skłonni są używać terminu tzw. genocidium atrox (ludobójstwo potworne). Uznając tym samym zbrodnie banderowców za „wyższe” pod względem okrucieństwa od ludobójstwa dokonanego przez nazistów czy stalinistów.
 
Na podstawie IPN ZBRODNIAWOLYNSKA.PL oraz innych źródeł.
 
----------------------------------------------------------------------------
 
RELACJA ŚWIADKA MARIANNY SOROKI ( fragment) (...)
 
Nazywam się Marianna Soroka. Urodziłam się 8 września 1908 roku we wsi Wola Ostrowiecka, powiat Lubomi, woj., Wołyń w rodzinie chłopskiej. W roku 1943 byłam matką pięciorga dzieci: Stanisława – lat 15; Edwarda – lat 12; Janka – lat 10; Leona –lat 6 i Józefa 1,5 roku. Mój mąż Stanisław był rolnikiem 8-hektarowego gospodarstwa rolnego. Żyło się nam chociaż ubogo, ale spokojnie i szczęśliwie.
Kiedy wracam myślą do tamtych czasów, do tamtych dni, to słyszę gwar moich kochanych dzieci, który wypełniał cały dom. Gdzież one są? Odeszły tak nagle. Mój Boże. Trudno mi wspomnieć tamte dni. Była niedziela, 29 sierpnia 1943 roku. Poszłam do kościoła na Ostrówki, bo tam była nasza parafia, na sumę, na godzinę 11-tą. Ksiądz Dobrzański podczas kazania podał do wiadomości wiernych, że Ukraińcy szykują się do mordowania Polaków we wsiach Wola Ostrowiecka i Ostrówki. Ostrzegł swoich parafian, aby czuwali, bo nigdy nie wiadomo, kiedy to nastąpi. Całą noc czuwaliśmy, bo właśnie w nocy spodziewaliśmy się napaści Ukraińców na naszą wioskę.
Noc minęła spokojnie. Nadszedł zwykły dzień, poniedziałek 30 sierpnia 1943 roku. Wraz ze wschodem słońca robiłam obrządek w gospodarstwie wraz z mężem. Dzieci spały.
Tymczasem we wsi działy się dziwne rzeczy. Do wsi wola Ostrowiecka od strony zachodniej wkroczyły zwarte oddziały Ukraińców na koniach i pieszo, uzbrojone w karabiny i pistolety. Nikt we wsi nie spodziewał się, że Ukraińcy w biały dzień mogli wkroczyć do wsi. Tego jeszcze nie było. Zobaczyłam Ukraińca na koniu, który jechał w kierunku naszego domu. Ogarnęła mnie trwoga, ale zachowałam spokój. Mój mąż Stanisław krzątał się po podwórku. Ukrainiec na koniu zbliżył się ku nam, pozdrowił i zawiadomił nas, żeby mężczyźni stawili się na zebranie na placu szkolnym. To jest obowiązek. Cóż było czynić. Stanisław przebrał się, coś niecoś się posilił i udał się na to zebranie, z którego już nigdy nie powrócił. Został wraz z innymi zarąbany siekierami i wrzucony do rowu za stodołą Strażyca.
Nie upłynęło wiele czasu, kiedy znowu pojawiło się tym razem dwu konnych Ukraińców, którzy tym razem wzywali wszystkich mieszkańców na zebranie na plac szkolny.
W przeczuciu zagrożenia wysłałam syna Edwarda- lat 12 z krowami na pastwisko. Do chłopaka strzelano, lecz dzięki opatrzności Bożej uszedł z życiem. Ukrył się w zaroślach, ja zaś z czwórką pozostałych dzieci udałam się wraz z sąsiadami na to zebranie. Tymczasem Ukraińcy – mordercy nie zapędzili nas na szkolny plac, lecz do stodoły sąsiada i tam nas zamknęli. Spośród nas wybierali mężczyzn i pędzili pod eskortą. A kiedy już nie stało mężczyzn, zabierali kobiety i dzieci i pędzili pod eskortą uzbrojonych bandytów w nieznanym kierunku. Nie wiem o której godzinie, ale było to chyba grubo po południu, rozległy się strzały z broni maszynowej od strony południowej wsi Wola Ostrowiecka.
Wśród Ukraińców powstał popłoch. Już nie wyprowadzali ze stodoły grupki kobiet i dzieci, ale zaczęli strzelać do zebranych w stodole. Powstała panika wśród zebranych w stodole. Wielu zginęło od pierwszych strzałów. Trójka moich dzieci: Stanisława, Janek i Leon, została zabita przez Ukraińców-morderców. Ja zaś ze swoim najmłodszym synkiem na ręku wybiegłam ze stodoły. Biegłam, biegłam. Usłyszałam huk i w tym samym czasie okropny krzyk mojego dziecka Józia. Upadłam trzymając dzieciaka na ręku. Poczułam ból w ramieniu lewej ręki. Krew sączyła się z rany. Kula dum-dum przeszyła mięsień i kość ramienia lewej ręki. Nie zdawałam sobie sprawy, czy mój syn Józio żyje, czy też nie. Byłam bardzo osłabiona z upływu krwi.
Nie pamiętam ile trwało to omdlenie. Wkrótce poczułam pragnienie, więc zaczęłam się czołgać. Na moje szczęście pojawi się cudem ocalały brat mojego męża Aleksander Soroka. On to przyniósł mi wody, która ugasiłam moje pragnienie. Lecz wkrótce znów straciłam przytomność. Obudził mnie z omdlenia właśnie szwagier Aleksander. Poprosiłam Aleksandra, aby poszedł do mojego mieszkania, wziął prześcieradło i pociął na bandaże i owiną moja ranę. Wkrótce Soroka Aleksander przyniósł płótno-prześcieradło i naftę. Naftą wydezynfekował ranę i owinął czystym płótnem.
Poczułam ulgę. Postanowiłam dowlec się do swojego domu, by tam umrzeć. Cóż mi pozostało. Ci, których kochałam najbardziej odeszli na zawsze. Chciałam się z nimi połączyć tam, na drugim Świecie, u pana Boga (...)”
 
Źródło ,,Na Rubieży" nr 3/1993/ http://www.bj.uj.edu.pl/~plok/genocide/
 
Zobacz równiez:





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.