Marek Dyżewski wspomina śp. Stanisława Dybowskiego
data:04 kwietnia 2019     Redaktor: GKut

Odszedł Stanisław Dybowski – muzykolog, krytyk i komentator muzyczny, pisarz, twórca programów radiowych, wyjątkowej miary erudyta i piewca muzyki polskiej.

Stanisław Dybowski [1946-2019]

 

            Kilka miesięcy temu dopadła go choroba. Ostatnio pojawiły się jednak oznaki, że ją pokona, że wróci do życia, do twórczej pracy. Wspierałem go modlitwą, a jego cu­downej żonie, Pani Małgorzacie, dodawałem otuchy. Ubiegły poniedziałek (25.30.2019) okazał się jednak jego dniem ostatnim. Dziś, choć nie potrafię myśleć i mówić o Staszku w czasie przeszłym, pragnę wskazać na to, czym nas – miłośników muzyki – obdarował i jak ogromną stratą dla polskiej kultury jest jego odejście.

            Będąc synem muzyka i dyrektora jednej z warszawskich szkół muzycznych, Staszek już jako chłopiec wiedział, co jest jego pasją i czemu pragnie się poświęcić. Gry fortepianowej uczył się pod kierunkiem kilku pedagogów, a gry organowej – u Stanisława Możdżonka i Feliksa Rączkowskiego. Po ukończeniu średniej szkoły muzycznej studiował muzykologię na Uniwersytecie Warszawskim. W pracy magisterskiej o pianistyce Franciszka Liszta wgłębił się po raz pierwszy w dziedzinę, która leżała dotąd poza obrębem zainteresowań muzykologów. Przedmiotem jego fascynacji stali się wielcy (przede wszystkim polscy) pianiści XIX wieku i pierwszych dekad wieku XX oraz związani z tym okresem twórcy fortepianowej muzyki, zarówno ci najsłynniejsi, jak też ci, którzy byli niewiele mniej wybitni, choć nie dość cenieni lub zapomniani. W tej dziedzinie Staszek stał się niezrównanym ekspertem.

            Swą wiedzą dzielił się ze słuchaczami audycjach radiowych. Na antenie I i II Programu Polskiego Radia, a w ostatnich latach – także „Radia Chopin” było tych audycji blisko trzy tysiące (!). Demonstrował w nich bezcenne i nigdzie niedostępne nagrania, czerpiąc z jego własnych, przeogromnych zbiorów kaset, płyt gramofonowych i płyt kompaktowych. Nie tylko dla melomanów, lecz także dla uczniów i studentów szkół muzycznych prezentacje Staszka były bezcennym źródłem informacji o tradycjach i stylach sztuki pianistycznej, o jej czołowych postaciach, o wydobytych z zapomnienia interpretacyjnych kreacjach.

            Nie mniej bogatą od skarbnicy fonograficznej stworzył sobie Staszek bibliotekę. Przebogaty zbiór książek, nut oraz archiwum gromadzonych przez lata notatek, fiszek, własnych katalogów był źródłem jego budzącej podziw erudycji. Wspomniane archiwum w miarę upływu dopełniały też jego teksty. Opublikował ich blisko dwa tysiące – w pismach muzycznych, takich jak „Studio”, „Muzyka21”, „Ruch Muzyczny”, czy też na łamach gazet, takich jak „Kierunki”, „Nasz Głos” czy „Nasz Dziennik”. Formuła tekstów rozmaita – esej, notatka o charakterze informacyjnym, szkic biograficzny, krytyka. W swych wypowiedziach krytycznych – czy to drukowanych, czy też w radio bądź w telewizji – wysuwał ma pierwszy plan nie siebie, lecz przedmiot, na który kierował uwagę czytelnika. W ocenach był wyważony. Rzeczy naganne, o których nie dało się milczeć, zbywał delikatną aluzją. Wolał nawet przesadzić z wyrażonym uznaniem niż kogokolwiek swym słowem zranić. Miał słuch z natury wyczulony na zjawiska pozytywne. Obca mu była rola sędziego artystów, czuł się raczej ich rzecznikiem.

            Powiedzieć, że był pracowity, to powiedzieć za mało. Jego dorobek świadczy o pracowitości tytanicznej. Świadczy też o człowieku, który na rzeczy błahe nie marnował czasu. Umiał rozkładać pracę na długi dystans. Materiał do swych książek gromadził kilka bądź kilkanaście lat. Tak powstawały jego monografie: „Raul Koczalski. Chopinista i kompozytor” oraz „Aleksander Michałowski. Rzecz o wielkim chopiniście i muzycznej Warszawie jego czasów”. I tak stworzył swe pomnikowe dzieła. Pierwszym jest „Słownik pianistów polskich” (2003. Blisko 900 stron), nieoceniona kopalnia informacji pozwalających usunąć tysiące białych plam z historii polskiej pianistyki. A drugim opus magnum jest księga „Laureaci Konkursów Chopinowskich w Warszawie”, ukazująca elitę światowej pianistyki wypromowaną przez owe konkursy w latach 1927-2005. Związany z nimi, nie tylko jako ich historyk, lecz także jako komentator i recenzent, był Staszek od roku triumfu Krystiana Zimernana (1975).

            To, czego dokonał Staszek jako „człowiek pióra” i „człowiek mikrofonu” stanowi zaledwie część jego zasług dla muzyki polskiej. Być może jeszcze bardziej zasłużył się jej jako „człowiek czynu”. Bo nie tylko opisywał pewną kulturową rzeczywistość, ale też sam ją tworzył. Trudno policzyć kreacje genialnych wykonawców i dzieła wybitnych twórców, do niedawna nieobecne w naszej pamięci, a które za sprawą dokonanych dzięki niemu nagrań zyskały nowe życie. Realizował owe nagrania (od roku 1978) w firmie WIFON, a następnie – w stworzonym wraz z jego bratem, Michałem, wydawnictwie „Selene” (1991). W bezcennych z historycznego punktu widzenia, i niedostępnych dotąd na płytowym rynku, dźwiękowych rejestracjach ukazał światu grę polskich wirtuozów i poetów fortepianu: Ignacego Jana Paderewskiego, Ignacego Friedmana, Maurycego Rosenthala, Józefa Hofmana, Raula Koczalskiego, Aleksandra Michałowskiego.

            Wyjściem poza epokę, którą wyznaczała owa antologia, były płyty z kreacjami wykonawczymi wychowanków Aleksandra Michałowskiego – Róży Etkin, Marii Barówny i Władysława Szpilmana. A gdy w roku 1970 laureatem Międzynarodowego Konkurs Chopinowskiego w Warszawie został Janusz Olejniczak, pierwszy „podał mu rękę” Stanisław Dybowski. Nagrał z nim debiutancką „chopinowską płytę”, która wtedy bardzo młodemu pianiście otwierała drogę na estrady świata.  

            „Pora wreszcie na renesans muzyki polskiej” – takiej idei oddał się Staszek w wydawnictwie „Selene”. Szło mu o muzykę tworzoną w XIX wieku, po Chopinie, pozostającą dotąd w cieniu, nieobecną na estradach i na radiowych antenach, a w konsekwencji – nieobecną również w sercach Polaków. „Selene” była jedyną firmą fonograficzną na świecie, która opublikowała na płytach CD wszystkie (!) dzieła fortepianowe Ignacego Jana Paderewskiego. Olśniewająco wykonał je Karol Radziwonowicz. Godzi się jednak zauważyć, iż w jakimś stopniu współtworzył to nagranie – jako reżyser dźwiękowy – Stanisław Dybowski. (Mówiąc nawiasem, miał on wpływ na kształt większości nagrywanych dzieł, działając przy konsolecie jako reżyser, a także jako doradca i inspirator biorących udział w nagraniu muzyków).

            Mechanizmy walki konkurencyjnej sprawiają, że dziś na rynku producentów płyt szansę na sukces mają jedynie giganci. Ich atutem jest bowiem słynna, ustalona od dawna marka, grono najsłynniejszych muzyków, których nazwiska widnieją na czołowych miejscach rankingów, a także – last but not least – wielki kapitał stanowiący o skuteczności promocyjnych akcji. Cóż zatem mogło być racją bytu maleńkiej firmy „Selene”, której nazwa na razie nic nikomu nie mówiła, i której założyciel musiał na pierwsze nagranie wziąć kredyt z banku? Tą racją bytu była wizja Stanisława Dybowskiego: „Niech oni sobie po raz setny nagrywają hity klasycznej muzyki, ja zaś poprzez „Selene” dam głos polskim dziełom – milczącym dotąd, a przecież godnym tego, by zachwycić słuchaczy nie tylko w moim kraju, ale też poza jego granicami”.

            Dzięki takiemu założeniu mogli do nas przemówić (często po raz pierwszy w światowej fonografii) KARFOL Lipiński – polski Paganini, Józef Wieniawski – brat Henryka Wieniawskiego, znakomity kompozytor, KAROL MIKULI –  uczeń Fryderyka Chopina, pedagog pianistów światowej sławy, a także, nieznany dotąd słuchaczom, znaczącego formatu kompozytor, JULIusz zarębski –  uczeń Franciszka Liszta, pianista i kompozytor (cóż za rarytas: jego dedykowany Lisztowi Koncert g-moll), Ignacy Feliks Dobrzyński – rówieśnik Fryderyka Chopina i jego kolega w klasie kompozycji Józefa Elsnera. Świadectwem klasy jego twórczości jest opublikowany w „Selene” Koncert fortepianowy As-dur.

            Indyjski poeta i filozof Rabindranath Tagore pisał: Wielkości góry nie poznasz stojąc u jej stóp. Możesz ją ujrzeć tylko z oddali. Dziś, gdy na życie Staszka patrzymy z dystansu, jako na zamknięta już całość, rozpoznajemy skalę jego dokonań i ich wagę dla naszej kultury. Rzecz znamienna: życie, które w całości poświęcił muzyce, samo upodobniło się do formy muzycznej, jaką jest allegro sonatowe, z jego ekspozycją i repryzą. Swą twórczość rozpoczął Staszek pracą magisterską o pianistyce Liszta i zakończył je książką temu właśnie twórcy poświęconą: Franciszek Liszt. Przyjaciel Polski i Polaków.

 

Wrocław, 2 kwietnia 2019 r.                                                                             Marek Dyżewski






Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.