Ewa Kurek:  STRACH W BELWEDERZE,  CZYLI KTO SIĘ BOI HISTORII POLAKÓW I ŻYDÓW?
data:20 lutego 2019     Redaktor: Redakcja

Artykuł ukazał się w dwóch częściach na łamach "Gazety Warszawskiej" - pierwsza część 15 lutego br.


Ewa Kurek

STRACH W BELWEDERZE,
CZYLI KTO SIĘ BOI HISTORII POLAKÓW I ŻYDÓW?

Po uprzedniej wymianie korespondencji, 25 stycznia 2019 otrzymałam list następującej treści: Z upoważnienia Pana Ministra Andrzeja Dery, Sekretarza Stanu w Kancelarii Prezydenta RP, mam przyjemność przekazać zaproszenie na eksperckie seminarium naukowe „Obywatele dla Niepodległej – 100 lat polskiej samoorganizacji społecznej”, które odbędzie się w dniu 20 lutego 2019 r. o godzinie 10.30 w Belwederze, na którym przewidziane jest wygłoszenie przez Panią referatu. Do listu załączony był program, zgodnie z którym w pierwszej sekcji referaty wygłosić mieli: prof. Ewa Leś, dr hab. Marek Rymsza, minister prof. Piotr Gliński o aktywnej polityce na rzecz kultury solidarności, prof. Jan Żaryn i ja. Miałam mówić o roli zgromadzeń zakonnych w ratowaniu dzieci żydowskich w Polsce w latach 1939-45. W ostatni piątek zwykłą pocztą otrzymałam z Kancelarii Prezydenta RP eleganckie zaproszenie z pięknym tłoczonym orłem, a chwilę później pocztą elektroniczną list następującej treści:  Szanowna Pani Doktor, Bardzo dziękujemy za przyjęcie zaproszenia do uczestnictwa w seminarium naukowym „Obywatele dla Niepodległej – 100 lat polskiej samoorganizacji społecznej”, jednakże z powodu konieczności ograniczenia czasu trwania debaty musimy zrezygnować z tej części spotkania, w której przewidziany był Pani referat. Bardzo przepraszamy i prosimy o przyjęcie wyjaśnień ze zrozumieniem.
Ostatni list, tak zresztą jak poprzednie, podpisała pani dyrektor Biura Dialogu i Korespondencji Kancelarii Prezydenta RP. Współczuję jej. Nie jest jego autorką. Autorami tej, nazywając rzecz po imieniu, zwyczajnie chamskiej prowokacji, są jej mocodawcy i nie warto zastanawiać się, kto dokładnie. Nie warto w ogóle zastanawiać się nad chamstwem polityków. Mnie osobiście to specjalnie nie rusza. Żyję już dość długo. Z chamstwem polityków oswoiłam się już w czasach PRL. Żal tylko Polski, bo jeśli chodzi o wolność badań historycznych, od czasów komunizmu zmieniło się niewiele. Bawi mnie natomiast widok przestraszonych na dźwięk mego nazwiska polityków. Wspierają historyczne kłamstwa, więc mają się bać. Na kłamczuchu czapka gore, jak mówi przysłowie.  
O dzieciach żydowskich uratowanych przez nasze siostry mówię i piszę od ponad trzydziestu  lat. Jako pierwsi, słuchali mnie Żydzi w uniwersytecie w Jerozolimie (1988). Amerykanie m.in. w uniwersytecie w Princeton (1993) i w Waszyngtonie (2014). Pamiętam doskonale ten pierwszy mój publiczny wykład na ten temat. Wielka aula uniwersytecka w Jerozolimie pełna była Żydów. Siedziały także „moje” żydowskie dzieci. Wykład skończył się gromkimi brawami, a potem stanęła przede mną kolejka Żydów dziękujących mi za moje badania. Jako jeden z pierwszych podszedł ś.p. Marek Rudnicki, Żyd, żołnierz AK i powstaniec warszawski z Baszty. Ukląkł przede mną i wraz z podziękowaniami wręczył mi bukiet pięknych róż.
Może zabrzmi to niegrzecznie, ale mając w pamięci jerozolimską aulę i wiele innych auli, w których głosiłam wykłady, w głębokiej pogardzie mam maluczkich polskich urzędników i polityków, którzy wpisali mnie na jakiś indeks i próbują na różne sposoby zakopać głęboko pod ziemię wyniki moich badań. Bez mała rok temu jakiś urzędniczyna Paluszkiewicz czy Pawluszkiewicz z kancelarii premiera RP ogłosił – prawdopodobnie pod wpływem goszczącego wówczas w Nowym Jorku Adama Michnika – że ze względu na mój rzekomy antysemityzm nie zasługuję na blaszkę i arkusz papieru, czyli jakąś nagrodę im. Jana Karskiego. Problem w tym, że Adaś Michnik i ten urzędniczyna oraz inni politycy nie czytają książek, bowiem prof. Jana Karski, którego miałam szczęście znać osobiście, ponad dwadzieścia lat temu nagrodził moją pracę swoim wstępem do mojej książki, właśnie tej o dzieciach żydowskich, a osobistej nagrody prof. Jana Karskiego nie jest w stanie odebrać mi żaden urzędnik, polityk ni dziennikarz. Zostanie przy mnie na wieki.
Kończąc sprawę Belwederu powiem tylko, że dla mnie to mała strata. Wprawdzie fajnie byłoby zobaczyć od środka siedzibę prezydentów RP, ale mówić jednak wolę do zwykłych Polaków, bo oni chcą wiedzieć. A politycy i urzędnicy żyją w przekonaniu, że wiedzą już wszystko, mają monopol na historyczną prawdę i są mądrzejsi nawet od światowej legendy prof. Jana Karskiego, który bardzo cenił moje badania. Wobec postawy rządzących Polską polityków, tym większe zadanie stoi przed nami, Polakami. Musimy zdobywać wiedzę i upowszechniać rzetelne informacje o stosunkach polsko-żydowskich po to, aby uodpornić się na serwowane nam w polskich i światowych mediach oraz muzeach kłamstwa.
Jeśli chodzi o temat, o którym miałam mówić w Belwederze, to posłużę się słowami uratowanej w Turkowicach żydowskiej dziewczynki, która w moim filmie dokumentalnym powiedziała na zakończenie: Polskie zakonnice, które ratowały żydowskie dzieci, zasługują na pomnik, którego pewnie nigdy nie będą miały. Ale dopóki istnieje Polska i dopóki istnieje Izrael, o tych siostrach trzeba będzie jakoś pamiętać. Biedna Polska. Jeszcze istnieje, ale o swych heroicznych zakonnicach już pamiętać nie chce. Obecnie miłościwie nam panująca władza robi wszystko, aby pamięć o tragedii żydowskich wojennych dzieci i najwyższej próby obywatelskiej i chrześcijańskiej postawie ratujących je polskich zakonnic zginęła. Zrealizowany przeze mnie w 1998 roku dla TVP II film dokumentalny, w którym dzieci żydowskie opowiadają o swoich dramatach i zakonnym ratunku, od kilkunastu lat jest półkownikiem i nie wolno go pokazywać w telewizji. O zakonnicach i uratowanych w polskich klasztorach żydowskich dzieciach nie wspomina także będące pod nadzorem ministra Piotra Glińskiego Muzeum Żydów Polskich Polin. Czy pan minister uważa, że dzieci żydowskie nie były polskimi Żydami i ich tragedia jest dla świata nieważna? Czy może pan, ministrze, uważa, że nie ma się czym chwalić, bo przecież lepiej – w ramach serwowanej Polakom pedagogiki wstydu – lansować i finansować z naszych podatków wypisywane i wygadywane po świecie brednie pseudohistoryka Tomasza Grossa?    
Jeśli o Grossie mowa, to w lipcu minie trzy lata od założenia Komitetu Obywatelskiego na rzecz przeprowadzenia ekshumacji w Jedwabnem. W kwietniu 2017 roku, na ręce ministra sprawiedliwości RP, który sprawuje w Polsce także urząd najwyższego nadzorcy nad badaniami historycznymi, została złożona pierwsza partia podpisów. Minister nie raczył odpowiedzieć. W jego imieniu do Komitetu napisali urzędnicy ministra. Kilka bezsensownych elaboratów, w których zostały przedstawione jakieś pomniejsze ustawy i rozporządzenia niezgodne zarówno z polską Konstytucją jak i polskim prawem karnym miało uzasadnić odmowę, a tak naprawdę odstraszyć Komitet od domagania się zgodnej z polskim i żydowskim prawem ekshumacji. Wobec powyższego, w dniu 30 sierpnia 2017 Komitet złożył na ręce ministra sprawiedliwości RP zażalenie, w którym napisaliśmy między innymi, że: „„Prokuratorsko-ministerialna spychologia stosowana w sprawie ekshumacji w Jedwabnem trwa. Minister, prokuratorzy, dyrektorzy i inni pomniejsi urzędnicy listy piszą. To lepsze, niż gdyby wygłaszali do nas przemówienia, jak to ponad sto lat temu zdarzyło się dobremu wojakowi Szwejkowi, czeskiemu żołnierzowi armii austriackiej, do którego jednostki przybył pewien generał: „Kazał cały batalion ustawić w czworobok i wygłosił do niego przemowę. Ten pan w ogóle lubił wygłaszać mowy, więc ględził piąte przez dziesiąte, a gdy już nie wiedział, co by tak jeszcze powiedzieć, przypomniał sobie pocztę polową. – Żołnierze! – grzmiał jego głos na cały batalion. – Obecnie zbliżamy się ku frontowi nieprzyjacielskiemu. Dotychczas, żołnierze, nie mieliście możności przesłać swoim bliskim adresu, aby wiedzieli, jak do was pisać trzeba, iżby was uradowali domownicy wasi listami pełnymi dobrych wiadomości. Od tego mamy poczty polowe na froncie! Dalszy ciąg jego mowy wyglądał tak, jak gdyby wszyscy ci ludzie w szarych uniformach powinni byli pójść na śmierć z największą uciechą jedynie dlatego, że jego poczta polowa ma numer ”.        
Szanowny panie ministrze, panowie prezesi, prokuratorzy oraz dyrektorzy gabinetów ministerialnych i prokuratorskich RP. Uprzejmie donosimy, że Komitet Obywatelski na rzecz wznowienia ekshumacji w Jedwabnem jest szczerze uradowany i podniesiony na duchu faktem, że przynajmniej poczta rządowa RP działa znakomicie, dzięki czemu możemy otrzymywać od was listy i wy możecie otrzymywać listy od nas. Fakt jednak, że poczta rządowa działa znakomicie, nie znaczy wcale, że znakomicie działa w Polsce praworządność. W upadającej sto lat temu monarchii Austo-Węgierskiej poczta polowa działała znakomicie. Ku zdziwieniu przemawiającego do żołnierzy cytowanego wyżej generała, monarchia jednak upadła. Państwo nie stoi bowiem pisaniem listów lecz praworządnością””. [Cała korespondencja została opublikowana w książce „Jedwabne – Anatomia kłamstwa”, Lublin 2018].
W chwili obecnej Komitet Obywatelski na rzecz przeprowadzenia ekshumacji w Jedwabnem liczy ponad 70 tysięcy członków, co oznacza, że właśnie co najmniej tyle osób jest przekonanych, że PRAWDA jest najważniejsza i ma moc wyzwalającą. Minister sprawiedliwości RP Zbigniew Ziobro do dziś nie odpowiedział na złożone w sierpniu 2017 roku zażalenie. Albo minister sprawiedliwości obraził się za porównanie go do austriackiego generała, albo nie ma nam nic do powiedzenia. Znaczy to, że gardzi nami, swoimi wyborcami i gardzi Rzeczypospolitą, której dobre imię nadal jest szargane z powodu wyssanych z palca oszczerstw Grossa i podobnych mu pseudohistoryków (wkrótce Gross bezkarnie wygłosi wszystkie swoje oszczerstwa w Paryżu). Dziwne to, wszak minister Zbigniew Ziobro robi wrażenie człowieka energicznego, mądrego i zasadniczego w kwestii poszanowania praw kardynalnych i prawa karnego. Ta sytuacja każe podejrzewać, że mimo iż nominalnie Zbigniew Ziobro piastuje godność ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego oraz najwyższego nadzorcy nad badaniami polskich historyków, to tak naprawdę w niektórych sprawach to nie on ma ostatni glos. Jeśli tak jest rzeczywiście, to znaczy, że w sensie systemu politycznego, nadal tkwimy w okowach komunistycznego PRL-u, a system sprawowanej w Polsce władzy, przewrotnie zwany demokracją, jest tak naprawdę centralizmem demokratycznym.
Doktrynę centralizmu demokratycznego trzydzieści lat temu, przy okazji X Plenum PZPR, jasno wyłożył partyjny sekretarz Komitetu Centralnego prof. Marian Stępień i powiedział, że jest to: „Jedna z fundamentalnych zasad funkcjonowania partii komunistycznych i podporządkowanych im organizacji; zakłada ścisłą dyscyplinę partyjną i zobowiązuje wszystkich członków partii, wszystkie niższe instancje do ścisłego podporządkowania się uchwałom wyższych władz”.
Pozostaje nam wobec tego rozwiązać zagadkę,  co i dlaczego uchwaliły wyższe władze obecnie miłościwie nam panującego PiS oraz z jakich powodów uparcie trzymają się doktryny, że w wolnej niby Polsce historycy nie mają prawa przeprowadzić rzetelnych i zgodnych z prawem badań w sprawie mordu w Jedwabnem (ekshumacji) i ogłaszać wyników badań dotyczących n.p. ratowania żydowskich dzieci w polskich klasztorach, za to Grossowi i innym wolno bezkarnie szkalować w świecie dobre imię Polski i notorycznie oskarżać Polaków o nieudowodnione przestępstwa. Przypomina mi się w tym momencie władza, która centralizm demokratyczny miała jawnie wpisany w swym statucie. Wiosną roku 1986 otrzymałam stypendium Instytutu Piłsudskiego w Nowym Jorku, aby dokończyć badania nad problemem dzieci żydowskich ratowanych przez polskie zakonnice. Zbliżała się wiosna roku 1987. Bez mała rok już trwały pertraktacje z władzami PRL w sprawie wydania mi paszportu. Nie pomogły monity KUL i Episkopatu Polski. Komuniści nadal byli na mnie wściekli, że dwukrotnie kategorycznie odmówiłam donoszenia i współpracy z SB. Stanęłam w końcu przed obliczem naczelnego funkcjonariusza SB w Lublinie, pułkownika już nie pamiętam jakiego nazwiska. Nie zamierzałam go o nic prosić.  – Proszę pana – powiedziałam – to w końcu wam powinno zależeć na tym, żebym zbadała i ogłosiła światu wyniki badań o pięknej karcie, którą polskie zakonnice zapisały w ratowaniu żydowskich dzieci.
Pułkownik tym razem nie próbował mnie kaptować na donoszenie. Wypytał tylko, o co chodzi w moich badaniach i dlaczego powinnam je prowadzić w Stanach, a potem powiedział: – Ma pani moje słowo honoru, że w przeciągu dwóch tygodni otrzyma pani paszport. Uśmiechnęłam się chyba dość zjadliwie, bo cóż znaczyło dla mnie słowo honoru esbeka? Pożegnałam się i wyszłam pogodzona z tym, że nigdzie nie wyjadę. Pułkownik SB dotrzymał jednak słowa. Po dziesięciu dniach otrzymałam paszport, pojechałam na stypendium i dokończyłam badania.
Smutne to, ale trzeba oddać sprawiedliwość i powiedzieć, że pułkownik lubelskiej SB, zwykły komunistyczny aparatczyk, który pozwolił mi wyjechać na stypendium do USA, bardzo szybko zrozumiał, że nie chodzi o mnie, lecz o prawdę historyczną i dobre imię Polski (do czasu moich badań po świecie hulała szerzona przez niektórych Żydów opinia, że Kościół w Polsce nie zrobił nic dla ratowania Żydów). Dlatego pułkownik zaryzykował, zlekceważył bolszewicką zasadę „ścisłej dyscypliny partyjnej” PZPR i dał mi paszport. Natomiast minister Zbigniew Ziobro i jego „władze wyższe” są nieugięte. Prawdopodobnie ze strachu przed władzami zwierzchnimi partii rządzącej i utratą ministerialnego stołka, minister bezprawnie przestrzega ścisłej dyscypliny partyjnej centralizmu demokratycznego PiS i w sprawie Jedwabnego milczy. Nie jest nawet w stanie spotkać się z Komitetem lub listownie wytłumaczyć ponad siedemdziesięciu tysiącom Polaków i Żydów, dlaczego blokuje badania historyczne i firmuje bezkarne szkalowanie Polski.
Od dłuższego już czasu staram się zrozumieć to skrajnie nieodpowiedzialne – znowu nie wobec mnie, ale wobec Polski – zachowanie polityków PiS względem ekshumacji w Jedwabnem i n.p. relacji Żydów o pięknej karcie ratowania ich zapisanej przez polskie klasztory. Bo politykom PiS można darować, a nawet uzasadnić stosowanie wypróbowanej starej zasady komunistycznego centralizmu demokratycznego, czyli surowej dyscypliny partyjnej w sprawowaniu rządów. Wszak komunizm niby upadł w Polsce 30 lat temu, ale w wielu sferach ma się nadal doskonale i PiS przy porządkowaniu spraw gospodarczych, społecznych, sądowych oraz innych musi rzeczywiście być partią niezwykle zwartą i zdyscyplinowaną. Ale stosowanie centralizmu demokratycznego w sferze badań historycznych (ekshumacja w Jedwabnem) jest zwykłą piramidalną bzdurą i szkodzącym Polsce zwykłym bezprawiem, którą PiS bezmyślnie firmuje już od roku 2001, czyli od lat osiemnastu.
Zdaniem niektórych polityków PiS, ekshumacja w Jedwabnem wkracza w sferę stosunków polsko-żydowskich i według wyciekających z tego środowiska plotek, jej przeprowadzenie miałoby zaszkodzić stosunkom Polski z Izraelem a nawet ze Stanami Zjednoczonymi. Gdy słyszę takie brednie, ręce opadają. Zamiast plotek, oczekiwałabym konkretów. Na przykład takich, jak odpowiedź na pytanie, co w roku 2001 ś.p. Prezydent Lech Kaczyński uzyskał dla Polski i Polaków od izraelskich i amerykańskich Żydów w zamian za wstrzymanie ekshumacji i zgodę na bezkarne szkalowanie Polski? Wiadomo, że nie uzyskał nic. Dokładnie tak samo, jak w chwili obecnej Polska nie może nic stracić na dokończeniu badań historycznych w Jedwabnem. Odzyska tylko prawdę, która przyzwoitym Żydom jest tak samo potrzebna jak Polakom.    
Pogardliwe milczenie ministra Zbigniewa Ziobry wobec nas, członków Komitetu na rzecz ekshumacji w Jedwabnem, oraz cała polityka PiS względem środowisk żydowskiej diaspory i Izraela sprawia natomiast mocne wrażenie zaściankowości. Proszę mnie dobrze zrozumieć. Kocham i cenię nasz polski zaścianek i nie mogę bez niego żyć. Uważam nawet, że nasza zaściankowość jest naszą ogromna siłą. Ale zaściankowość w polityce zagranicznej jest dla Polski zabójcza. Bo oznacza zwykły brak znajomości świata, w tym wypadku świata żydowskiego. Oznacza także myślenie w kategoriach spiskowej teorii dziejów o jakiejś niezwykłej żydowskiej nadprzyrodzonej i globalnej mocy sprawczej, której należy się bać, której należy na każdym kroku (nie tylko w wypadku Jedwabnego i dzieci żydowskich) ustępować i poświęcać dla niej także polskie prawo i obowiązek dociekania prawdy.
Zaściankowość w polityce zagranicznej PiS wobec środowisk żydowskich – w ramach komunistycznej doktryny centralizmu demokratycznego – pozostaje prawdopodobnie nie w rękach kolejnych ministrów sprawiedliwości i spraw zagranicznych, lecz partyjnej wierchuszki. Partyjna wierchuszka PiS nie jeden już raz dała dowód, że nie ma pojęcia kto jest kim w zróżnicowanych środowiskach żydowskich. Brak rozeznania, kto jest kim w sensie politycznym i religijnym pośród Żydów prowadzi do sytuacji, w której politycy PiS gotowi są hołubić i lansować każdego Żyda, który głośno na Polskę ujada, lub dla odmiany, jako tako zna „piarowskie” sztuczki i potrafi się dobrze zareklamować. Tacy właśnie Żydzi zyskują w  PiS funkcję podpowiadaczy w sprawach badań historycznych i polityki zagranicznej. Tym sposobem w nadzwyczajne łaski ś.p. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego osiemnaście lat temu wkradł się amerykański rabin Michael Schudrich, który zwykłymi, nie mającymi nic wspólnego z rzeczywistością bredniami na temat prawa i religii żydowskiej, wymógł na ś.p. Prezydencie przerwanie ekshumacji w Jedwabnem. Tymczasem rabin Michael Schudrich w środowisku żydowskich rabinów, znawców prawa i teologii, ma co najwyżej rangę zwykłego wiejskiego plebana.
Znanym także całej Polsce żydowskim podpowiadaczem wylansowanym przez polityków PiS w ostatnich latach jest Jonny Daniels, który w roku 2016 zasłynął oświadczeniem w sprawie ekshumacji i powiedział, że: „Nawet jeśli pod tą inicjatywą podpisze się 40 milionów osób, ekshumacja w Jedwabnem nie odbędzie się”. Od kilku lat na politycznej polskiej scenie i w polskich mediach Jonnego Danielsa jest pełno. Ma fotografie chyba ze wszystkimi politykami i urzędnikami PiS. Mają dla niego czas zarówno politycy PiS z prezesem i premierem włącznie, jak i wiodące media z braćmi Karnowskimi na czele. Ci ostatni zasłynęli swego czasu wywiadem z Jonnym Danielsem i pytaniem, czy jest izraelskim szpiegiem. Po pierwsze, pytanie było z zasady bez sensu, bo wiadomo, że nie po to zostaje się szpiegiem, żeby odpowiadać na głupie pytania dziennikarzy. Po drugie, szpiegowanie to misja, która wymaga politycznej i medialnej ciszy, tymczasem Jonny Daniels jest w Polsce polityczno-medialnym celebrytą, kolejnym pisowskim „Misiem”, tym razem żydowskim. Politycy PiS lubią „Misie”. Wylansowali już „Misia” Kamińskiego, „Misia” od zbrojeniówki, który siedzi aktualnie w areszcie, i tym samym sposobem wylansowali żydowskiego „Misia” Danielsa. Tę trójcę pisowskich „Misiów” łączy totalny brak wykształcenia. Wszystkim trzem do zrobienia kariery w PiS wystarczyła matura i chęć szczera. Dwa pisowskie „Misie” skończyły niezbyt ładnie, żydowskiego „Misia” Danielsa nadal wszędzie pełno.
Ważnymi podpowiadaczami dla przywódców PiS są ponadto różni inni Żydzi. Raz jest to szkolny prezesowy kolega o imieniu Lejb, innym razem jakiś inny typ z Austrii, który coś tam nagrywa i proponuje jakieś interesy w nieznanej wcześniej wyborcom Srebrnej Spółce, która chce budować wieżowce. Nic w tym złego. Sama od ponad trzydziestu lat prowadzę różne interesy historyczne z Żydami, a z niektórymi przez lata się przyjaźnię. Polacy prowadzili interesy z Żydami co najmniej od XIV wieku. Legendarny Żyd Lewko żył długo i był zaufanym bankierem króla Kazimierza Wielkiego, Ludwika Andegaweńskiego, królowej Jadwigi i Władysława Jagiełły. Przez kilka następnych wieków polsko-żydowski interes kręcił się znakomicie i dobrze byłoby wrócić do tej tradycji.
Tym, co różni polsko-żydowskie biznesy z czasów królewskich od dzisiejszych interesów prowadzonych z Żydami przez PiS, jest jakaś idiotyczna konspiracja z jednej strony, z drugiej zaś paniczny strach przed Żydami i pomieszanie płaszczyzn współpracy z gotowością podporządkowania Żydom interesu Polski włącznie. O królewskim bankierze Lewko wiedziała cała Polska. Jak dowodzą źródła historyczne, Żyd Lewko prowadził z królami Polski różne interesy. W czasach królewskich Rzeczypospolitej intratne interesy prowadzili z Żydami także biskupi, proboszczowie, klasztory, szlachta i chłopi. W źródłach historycznych nie ma natomiast śladów tego, aby król i pozostali kiedykolwiek bali się swoich żydowskich bankierów lub kupców, ale także, żeby Żydzi wtrącali się królom, biskupom, chłopom, szlachcie lub przeorom do polityki lub, co gorsza, kiedykolwiek zażądali działań przeciwko dobremu imieniu Polski. Dlatego dobrze byłoby, gdyby PiS, w polityce kształtowania dobrych stosunków polsko-żydowskich, wzorował się nie tylko na komunistycznym centralizmie demokratycznym, ale także na wzorcach królewskich, wśród których najważniejszymi była jawność polsko-żydowskich biznesów, brak strachu przed Żydami, niezależność, a przede wszystkim dbałość o dobro Polski i jej dobre imię, czyli wspieranie, a nie prześladowanie historyków. Najlepszym aktualnie dowodem powrotu PiS do królewskich wzorców w stosunkach polsko-żydowskich byłoby przeprowadzenie ekshumacji w Jedwabnem oraz zamieszczenie w Muzeum Polin szerokiej informacji o ratowaniu żydowskich dzieci w polskich klasztorach, z pokazywaniem filmu „Kto ratuje jedno życie…”, w którym występują uratowane przez polskie siostry żydowskie dzieci.
Do polityków PiS musi wreszcie dotrzeć, że bez względu na ich chore urojenia, dobrego imienia Polski i prawdy historycznej nie wolno im poświęcać ani dla żadnego szkolnego żydowskiego przyjaciela prezesa, ani dla żadnego żydowskiego celebryty „Misia” Danielsa. Wszystkich nas, Polaków, także polityków PiS, musi zawsze obowiązywać zasada, że polsko-żydowskie interesy muszą służyć przede wszystkim Polsce i Polakom.  





Zobacz równiez:





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.