Oprawcy stanu wojennego 1981
data:11 grudnia 2018     Redaktor: Anna

Wspomnienia po dziesięcioleciach kolejnej daty wojny z Polakami… Faktycznie nie chcę wspominać, to nieprzyjemne. Przez lata nie pisałem nic w tym temacie, choć prosili (…).  Podczas wojny z Polakami, wypowiedzianej 13 grudnia 1981 po Chr. przez Jaruzelskiego /zdegradować do szeregowego! i odebrać honory/, tylko w dwóch kopalniach węgla kamiennego na Śląsku, w kopalni  Ziemowit i kopalni Piast, górnicy strajkowali w podziemiu. Górnicy kopalni Wujek protestowali na powierzchni kopalni i ponieśli największe Ofiary. My nie ponieśliśmy ofiar i rannych! Z obowiązku  muszę dopisać, ku chwale szefa Komitetu Strajkowego śp. Kazimierza Kasprzyka, że mówił: na powierzchni mogą Nas dopaść, ale w podziemiu nikt nie ruszy, bo w podziemnym składzie były  materiały wybuchowe, z owych nie skorzystaliśmy. Kazimierz Kasprzyk był szykanowany, prześladowany, internowany m. in w Uhercach (…).

W podziemiu mieliśmy kontakt z kopalnią Piast… Górnicy innych kopalń zostali w domu.
Pałowali Nas i gumowali pałami, zrobili ścieżki zdrowia, wyeliminowali po 13 grudnia 1982 po Chr. dziesiątki tysięcy prawych Polaków skazując z wilczym biletem na emigrację bez powrotu do Kraju. Do dziś nie wrócili…! Szkoda, bo to byli zacni działacze, którzy mogli wcześniej uzdrowić kraj!!! Stało się inaczej, bo wśród nas jest około 60 % obojętnych aż do dziś. Mijają lata i kto to dziś pamięta, a współczesna młodzież nie chce słyszeć.
Stefan M
 
Po pracy 31 grudnia 1982 po Chr. udałem się na manifestację koło przejścia podziemnego na ul. Świdnickiej. Wraz z pochodem około 10 tys. osób ruszyliśmy w stronę mostu Grunwaldzkiego. Przed mostem zaatakowały nas oddziały ZOMO i MO, każdy chwytał butelki z benzyną oraz brukowce przygotowane na wszelki wypadek. Opór stawialiśmy kilka godzin, po rozbiciu manifestacji przez ZOMO zaczęły się nagonki na ludzi przebywających na ulicy. Wycofałem się z powrotem do przejścia podziemnego, gdzie postawiliśmy barykady z pojemników na śmieci i zatrzymaliśmy tramwaj. Broniliśmy naszych pozycji kilka godzin. Gdy amunicja w postaci kamieni i butelek z benzyną skończyła się, dalszy opór nie miał sensu. Udałem się w stronę domu, lecz po drodze podeszło do mnie dwóch chłopców. Powiedzieli mi, że jest już godzina milicyjna i walki jeszcze trwają na pl. Kirowa, gdzie udaliśmy się razem do ul. Nowotki, gdzie doszło do nas dwóch SB - ków. Porucznik Jacek K. zam. Kościan ul. Osiedle Waryńskiego i Mirosław Nowakowski zam. Leszno ul. PPR z KWMO we Wrocławiu ul. Podwale.
W owym dniu nie wiedziałem nic o tych oprawcach. Robiąc prowokacje, co do mojej osoby, poprosili mnie o pomoc w przeniesieniu butelek z benzyną na drugą stronę ulicy. Zgodziłem się. Udałem się z nimi do bramy, gdzie przewrócili mnie na ziemię i używając gazu i pałek rozkładanych, nie przedstawiając się, kim są bili do nieprzytomności. Wykręcili mi ręce do tyłu i tak ciągnęli aż do KWMO. Ustawiono mnie twarzą do ściany i przechodzący, każdy oprawca w mundurze okładał mnie pięściami, kopał używając słów wulgarnych. Po godzinie, zaprowadzono mnie do świetlicy, gdzie była rozciągnięta flaga Polski, na której widniał napis "W Służbie Narodu", a pod spodem leżały brukowce. W świetlicy było około 500 młodych ludzi, siedzących jeden przy drugim, bardzo pobici i wystraszeni. Na prośbę o pomoc lekarską milicja nie reagowała i obrzucała wyzwiskami. Na prośbę o skorzystanie z toalety wyprowadzano i bito dotkliwie, wiec załatwialiśmy swoje potrzeby w świetlicy. Po około dwóch godzinach wyczytano moje nazwisko i zaprowadzono do pokoju oficera śledczego. Sama osobowość śledczego budziła strach, miał czerwoną twarz i oczy, buchała mu piana z ust, budził wrażenie wściekłego psa. Zamknął drzwi na klucz i zostałem sam na sam z moim katem. Kazał mi się położyć twarzą na podłogę, otworzył szafę pancerną i wyjął pejcz zakończony metalowymi kulkami. Stanął butem na plecy i zaczął mnie bić pejczem w okolicę nerek, krzycząc żebym się przyznał do wszystkiego i podpisał to, co on powie. Ja nie przyznałem się i nie podpisałem niczego. Zmasakrowanego wyrzucił mnie na korytarz, gdzie stało dwóch milicjantów. Podnieśli mnie i zanieśli z powrotem do świetlicy. Po następnych 2 godzinach przyszło po mnie dwóch funkcjonariuszy i zaprowadzono do pokoju, który był cały we krwi. Posadzono mnie na krześle i skuto kajdankami do oparcia. W tym pokoju było 3 oprawców władzy ludowej. Oskarżono mnie o rzucanie na pl. Kirowa butelkami z benzyną i spalenie samochodu milicyjnego oraz drukowanie i kolportaż ulotek. Ja nadal nie przyznawałem się do zarzutów. W tym momencie oprawca uderzył z całej siły w twarz pięścią i zalałem się krwią.
I powiedział "ch*** umyj się boś brudny". Zdjęto mi kajdanki, głowę włożono do zlewu, puszczając zimną wodę. Trzymano tak długo, aż przestała lecieć krew z nosa i ust. Ponownie posadzono na krześle i założono kajdanki. Oprawcy zapalili po papierosie i zaczęli krzyczeć: "przyznajesz się czy nie?”. Na odpowiedź "nie" zaczęli przypalać moje ciało papierosami. Gdy uznali, że to nie daje rezultatu, zaczęli okładać pięściami, aż wybili mi szczękę. Zalałem się krwią, jeden z nich krzyknął: "jak się ch ... myłeś, żeś nadal brudny". Zdjęto kajdanki, doprowadzono do zlewu i uderzając z całej siły moją głową o brzeg żeliwnej umywalki doprowadzono do omdlenia. Odzyskałem świadomość, mając głowę pod zimną wodą. Posadzono mnie z powrotem na krześle i stwierdzili, że dalsze prowadzenie śledztwa nie ma sensu. Zaprowadzono mnie do aresztu KWMO, gdzie zabrano mi rzeczy osobiste i pobito. Powiedziano mi, że czeka mnie bieg po zdrowie. Wyprowadzono na korytarz. Dali mi w rękę kubek i koc. Jeden z nich kopnął mnie i powiedział: "to na rozpęd". Biegłem schodami w dół, na każdym zakręcie stało po trzech zomowców, uzbrojonych w pałki, tak zwane siedemdziesiątki piątki i okładali mnie gdzie popadnie. Gdy znalazłem się na dole, czekało na mnie około 30 zomowców. Przewróciłem się obok celi, wyrzuciłem kubek na bok i ochroniłem swoje ciało kocem.
Zaczęli bić mnie pałkami po całym ciele. Jeden z zomowców uznał, że mnie chyba nie boli, więc zaczęli bić po głowie do utraty przytomności. Kiedy odzyskałem przytomność, usłyszałem wulgarne słowa i wołano: "pobudź go do życia" polewając wodą. Jeden z zomowców nastawił pałkę w kierunku brzucha, silnie uderzając. Ponownie zemdlałem, przytomność odzyskałem już w celi. Było tam już czterech więźniów, wcześniej zatrzymanych. Zacząłem dobijać się do drzwi, prosiłem o lekarza. Otworzył drzwi klawisz i zamiast lekarza otrzymałem kopniaka. Współwięzień mojej niedoli - student medycyny, oglądnął moją szczękę i stwierdził, że jest wybita, więc nastawił mi ją na miejsce. Po około trzech godzinach wyczytano moje nazwisko i wielu innych osób. Wrzucono nas jak padlinę do ciężarówek i zawieziono na ZOMO na ul. Księcia Witolda. Po otwarciu drzwi ciężarówki zobaczyłem dwa szpalery zomowców. Wypychali nas siłą z ciężarówki używając słów wulgarnych i kazali biec między szpalerami zomowców. Oprawcy bili pałkami niemiłosiernie, po przebiegnięciu "ścieżki zdrowia" wszystkich ustawiono w szeregu i do każdego z nas podchodził zomowiec mówiąc, że nas rozpoznaje i że to on nas zatrzymał. Chodziło tu o to, aby każdy zomowiec dostał nagrodę pieniężną i awans za rzekome zatrzymania osoby. Jeden z nich podszedł do mnie i zaczął wypytywać: gdzie zostałem zatrzymany, o której godzinie i za jaki czyn, Ja podałem nieprawdziwe dane. Zomowiec chwycił mnie za kark i zaprowadził w ciemny korytarz okładając mnie pięściami, używając słów wulgarnych. Po pobiciu mnie, zaprowadził do śledczego. Zomowiec podał dane śledczemu, te które ja mu podałem wcześniej. Z powrotem przywieziono nas do aresztu KWMO. Po około dwóch godzinach przeprowadzono mnie w kajdankach do aresztu śledczego na ul. Świebodzką. Po miesiącu przesłuchań i nie przyznawaniu się do winy, chciano ze mnie zrobić chorego psychicznie i 06. l0. 1982 r. przewieziono do zakładu dla psychicznie i nerwowo chorych w Lubiążu, na sześć tygodni obserwacji psychiatrycznej. Po obserwacji nie stwierdzono objawów choroby psychicznej i ponownie zostałem aresztowany i przewieziony do aresztu śledczego, gdzie 06. 12. 1982 r. postawiono mi akt oskarżenia. 18. 01. 1983 r. zapadł wyrok skazujący na dziewięć miesięcy pozbawienia wolności, który odsiedziałem w całości. Po wyjściu z więzienia, po około miesiącu, otrzymałem wezwanie na komisję wojskową, gdzie uznano mnie za bandytę politycznego i przewrotowca. Otrzymałem książeczkę wojskową z wpisem "Trwale niezdolny do służby wojskowej kat. "E".
ps.
Od dziecka walczyłem o Wolność i Niepodległość Polski. Już w szkole podstawowej, protestowałem i nie chciałem się uczyć obowiązkowego języka rosyjskiego, za co musiałem powtarzać szóstą klasę, nie zdając tylko z tego jednego przymusowego przedmiotu. Historię Polski znałem od Dziadka i mojej Matki. Dziadek mój służył w Legionach Piłsudskiego. Kiedy prawdę przedstawiłem na lekcji historii otrzymałem ocenę niedostateczną. Zawsze byłem poniżany przez nauczycieli komunistów i ateistów. Kiedy byłem w szkole zawodowej, nosiłem na piersi medalion z wizerunkiem Papieża. Zerwano mi go z piersi i wyrzucono ze szkoły. Stawałem się coraz większym przeciwnikiem komuny, uczestniczyłem w każdych zajściach ulicznych, drukowałem na własną rękę ulotki i roznosiłem wraz ze swoją Matką. Nigdy nie należałem do żadnej partii ani związku zawodowego, po prostu walczyłem o Prawo do życia w Wolnej i Niepodległej Polsce, co przypłaciłem utratą całkowitą zdrowia i dziś poruszam się tylko na wózku inwalidzkim.
Stefan M
Solidarni 2010 o/ Tychy
Artur H
Foto: znany działacz podziemnej Solidarności Jan Karandziej.
 
 
 
Zdjęcia do artykułu :
Zdjęcia do artykułu :
Zobacz równiez:





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.