Wataha 2012, czyli Prawicowe Grillowanie
data:25 lipca 2012     Redaktor:

Wszyscy wróciliśmy z niej jak z wakacji. Zadowoleni, wypoczęci... Tyle  że na pytanie 'co robić?' tak samo trudno nam odpowiedzieć jak przed  Watahą...

Relacji pisać nie będę, gdyż chyba mało komu uśmiechałoby się czytanie opisu z...ucieczki do lasu. Podwójnej ucieczki, bo samo zagłębienie się watahowe, w kaszubską głusz jest ucieczką. Potem zaś nastąpiła ucieczka z ucieczki ? jeszcze głębiej w las. "To skomplikowane" - jak mają w zwyczaju określać swój status na pejsbuku różni zmatrixowani ludzie - zombie... Skomplikowana jest sytuacja polskiej tak zwanej prawicy. Skomplikowana agenturalnie, zapewne.

Jako wariat piszę wariackie teksty i robię rzeczy durne ? tak już zostanie, choć coś tam zapewne chciałbym zmienić. Jednak mój udział w tegorocznej Watasze, ograniczył się do kilku miłych spotkań ze znajomymi i wciąż stojącymi w tym samym "faszystowskim" (a więc patriotycznym) szeregu ludźmi. Przy czym zawsze najfajniejszy jest ten pierwszy moment, te kilka chwil, gdy wymienia się 'piątki' i kilka zdań wyrażających radość ze spotkania kogoś lubianego i wartościowego. Owszem, po Chmielnie do listy dopisanych zostało kilka osób nowych i to też jest budujące. 'Całokształt'?... - 'to skomplikowane'...;)

"Za wolność krwią trzeba zapłacić!", jak śpiewał poeta ? raz, że zapłacić, tzn poświęcić, a nie tylko grzać się w przyjemnym ciepełku uprawiania hobby swojej własnej 'prawicowości', wraz z podobnymi 'pasjonatami' niekończących się dysput 'programowo ? ideologicznych'. A dwa że krwią... - nie piwem, nie pieczoną kiełbaską i nie nieswoimi ustami prelegenta. Profesor, Redaktor, Pani Buntowniczka i Młody Gniewny są ok, ale świata już nie zmienią wiecznie poruszane te same i w taki sam sposób, tematy. Nie zmieni nic bierne słuchanie z ławki pachnącej żywicą, wystruganej z pnia... choć niewątpliwie jest to przyjemne... To jednak nie stado wilków ? wilki nie stają w stodole... Padumajcie...

Pierwszego dnia, a właściwie nocy, ludzi było mniej, co jest fajne. Grał bard Solidarności, którego lubię, Andrzej Kołakowski. Dla niego tego wieczora przyjechałem, zabierając z sobą trzy mocne Okocimie. Na miejscu z radością i zaskoczeniem witam znanego gdańskiego 'faszystę', zarazem jeszcze bardziej znanego piłkarza BAŁTYKU i Lechii :), oraz dojeżdżające później kolejne dwie osoby z Gdańska. Zanim jednak zasiedliśmy w pierwszym rzędzie, by wysłuchać przejmujących strof Obławy nr 5, czyli Dorzynania Watahy w wykonaniu barda, nastąpiło lekkie i zabawne zdziwienie. Otóż 'zaatakowano' redakcję słownie, za rzekomo niesprawiedliwą ocenę lokalu 'Klubokawiarnia' w Gdyni, w jednym z wcześniejszych tekstów :). Ta była jednoznaczna ? 'Klubokawiarnia' to lokal obwieszony komunistycznymi symbolami, pełen portretów czerwonych zbrodniarzy i pozostałości PRL ? tak więc jest to melina lewusów, degeneratów i dziwek różnych autoramentów. Bez dwóch zdań. A jeśli odbywają się tam spotkania prawicowych stowarzyszeń (o czym mnie poinformowano)... to co? Symbole komunizmu są tak samo złe i zakazane, jak i faszystowskie. To iż z jakiegoś powodu w państwie ? niepaństwie III RP, te pierwsze są nie tylko tolerowane, ale wręcz afirmowane; w niczym nie zmienia i nigdy nie zmieni mojej oceny. Nie należy przebywać w miejscach kultu komunizmu. Każdy kto to robi, uwiarygadnia swoją osobą to wielkie zło, poniża pamięć Ofiar, pluje na polskość i Polskę. Moje wizyty w tym bajzlu zawsze ograniczały się do wrzucenia portretu Ho Chi Minha (czy jak ten nienormalny żółtek się wabił) do kibla i obszczania go... Ok, koniec dygresji.

Jakże kreatywne jest słuchanie poety, który śpiewa duszą. Jak budująco szarpią za serce struny gitary akustycznej, melodia i śpiew bez prądu, na gołym klepisku grane... Jakże prawdziwie grane! "Lepiej być martwym niż czerwonym" - takie coś zawsze widzę, gdy słucham pana K. Bardzo mnie się to podoba :)... Lepiej być martwym, zaprawdę!

Alkohol lubię, nie przeczę, choć wolę rzadziej. Jeszcze bardziej wolę sport i to już częściej, a właściwie nagminnie. Jednak tej nocy, po wyśpiewaniu kilku pieśni patriotycznych przy ognisku w grupie, musiałem uciec do lasu...

Powiem Wam, że piękna jest zamyślona samotność w ciemnej kniei, tam gdzie nie ma ludzi w ogóle. Idąc bez latarki, za to w dobrych butach i z piwem w dłoni ;), przebijając się przez chaszcze i leśne trakty, czułem 'watahowość' dużo mocniej, niż w grupie ludzi przy jarzących się polanach. Może i nie 'nazywam się milijon...', ale też nie nazywam się 'Marian', chodzę więc po swojemu i takoż wykonuję głupie ruchy. Trudno, czasem uderzę się mocno w głowę ? jak zaboli to i wniosek się pojawi. Nie lubię ludzkich spędów i powtarzanych banałów i nie jest to kwestia wyboru, a charakteru. Nie mam oczywiście pretensji do innych za to że są inni, pozwólcie jednak na szczerość ludzie...

...Jakoś zabrakło tej imprezie tegorocznej ducha wspólnoty i przewodniej myśli. Wcale nie było tak super, jak piszą różne media 'niezależne'. Subiektywnie twierdzę, iż zabrakło tego bycia razem. Ludzie nie byli razem, podzielili się na grupy ? czy to wiekowe, czy jakieś inne. Być może lekko bardziej charyzmatyczna organizacja całego planu imprezy mogłaby to zmienić. Mam wątpliwości, czy akurat wykłady są na takim czymś najlepszym rozwiązaniem...? Czy np. nie fajniej byłoby zorganizować po prostu konkretne i tematyczne panele dyskusyjne? Takie dla zwykłych ludzi i bez 'osobistości' i 'osobowości', 'specjalnych gości'? Od razu nadmienić, iż zmierzamy do konkluzji z takiej dyskusji, że chcemy z czymś wrócić z takiego wyjazdu...? Wówczas być może udałoby się tych ludzi realnie pobudzić do samodzielnego myślenia i ? co bardzo ważne, do późniejszego wyjścia z tymi wnioskami ku tym z Polaków, którzy na dziś nie wiedzą zupełnie nic. Nie interesują się sprawami publicznymi... bo zohydzono im je, odpędzono ich, zaganiając do kieratu nieustannego balansowania na krawędzi w walce o mizerny byt...?

Potrzeba nam trochę więcej charyzmy i dużo więcej świadomego działania w kierunku wyłonienia energicznych grup i przywódców. Takich do realnego działania wśród ludzi. Zabrakło mi tego zamierzenia w tegorocznej imprezie. Wszyscy wróciliśmy z niej jak z wakacji. Zadowoleni, wypoczęci... Tyle że na pytanie 'co robić?' tak samo trudno nam odpowiedzieć jak przed Watahą...

Dlatego właśnie, drugiego dnia udałem się 'zamiast'...

Zamiast smażyć kiełbaski na jałowym biegu, wolałem spędzić czas w towarzystwie Kadłubów (laików informuję ? tak mówi się na kibiców Bałtyku Gdynia ), pijąc wódkę ze Słodkim Chamem i Panem Piłkarzem ;)

Ucieczka numer dwa. Ucieczka z M, nastąpiła tej nocy i choć zmęczenie już konkretne, to jednak dusza i serce czasem wzbierają po kilku 'czterdziestkach' 'mocnej prawdy' ;)

I mniejsza o domysły, 'dworsko ? folwarczne' komentarze ludzi nie do końca rozumiejących...

Zaraz, zaraz... Zaraz dokończę Wam tak zwaną 'reasumacją', tylko pomacham trochę ciężarkami.

Od siebie zacznę ? robię straszne głupoty i znany jestem z działania 'na żywioł' ? jest to niemądre i przynosi często szkody. Coś z tym muszę zrobić.

Z powodów różnych indywidualizmów, mamy na prawicy straszną masakrę. Obserwując i biorąc udział w różnych projektach, niestety muszę też powiedzieć że my chyba nie chcemy być razem, iść razem, działać razem... Działać pro publico bono pragniemy, bynajmniej w teorii, praktyka jest jednak druzgocąca często.

Patologii partyjnych już nie będę omawiał i myślę że wszędzie 'na dole', w każdej strukturze, większość ludzi to drobni kombinatorzy i złodzieje ? po prostu. Coraz częstsze domniemania braku dobrej woli i sabotowania drogi do niepodległości ze strony partii i partyjek prawicowych i 'prawicowych' są u mnie już niestety po prostu przekonaniem, nie domniemaniem!

Wszelkie organizacje, frakcje, grupy, indywidualiści, są pokłócone i pokręcone na wszystkie możliwe sposoby. Przyczajone i ukryte, przeintelektualizowane, czy też po prostu przestraszone. Nie potrafię z sytuacji obecnej wyczytać prawdziwej chęci zmiany i gotowości do poświęcenia ze strony ludzi. Starsi są starzy, nie mają sił, młodzi... boją się ryzyka(!!!). Doświadczeni w sile wieku... boją się ryzyka... Indywidualne cechy i brak otwarcia, egoizm i oportunizm, ukryte intencje, 'moja mojszość' ? otóż i ten Sznur...Ten co się nam, na dzień dzisiejszy ostał, zamiast Złotego Rogu i Z Piór Czapki... Może za rok lub wcześniej, pójdziemy świadomie szukać wartości, oręża do walki, prawdziwej zmiany...? Oby... Póki co prawicowe grillowanie jest tylko trochę mądrzejsze od tego lemingowego...



Rafał Gołuch





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.