Prof. Andrzej Nowak "Pamięć i zapominanie" - o napaści sowieckiej na Polskę
data:13 września 2018     Redaktor: Redakcja

19 września 2011r. w Białymstoku miał miejsce wykład  profesora Andrzeja Nowaka pt. "Pamięć i zapominanie". Poniżej skrót wystąpienia.




Spotykamy się z okazji smutnej rocznicy 17 września, tej którą pamiętamy przede wszystkim w kontekście 1939 roku. Agresja sowiecka - to był taki właśnie sposób kwestionowania polskiej obecności w Europie Wschodniej. Naprzeciw temu wychodziło także środkowoeuropejskie imperium - Trzecia Rzesza. To był jeden ze sposobów kwestionowania państwowości polskiej. Ale chcę jeszcze opowiedzieć o drugim sposobie.

Jest pamięć, którą nie tylko przekazuje się w rodzinach, ale którą tworzy szkoła albo którą szkoła zabija. Jest pamięć, którą tworzy państwo albo ją niszczy. Dla wielu z nas rok 1989, odzyskania niepodległości przez Polskę, to był moment, na który czekaliśmy. Ważny dlatego, że mogliśmy przywrócić wtedy pamięć, o wspaniałej, tragicznej, zobowiązującej nas do wspólnoty, polskiej przeszłości. Niejeden z nas czuł rozczarowanie, kiedy od razu na wstępie usłyszeliśmy słowa o "polskim piekle", skojarzenie nawiązujące do naszej przeszłości, zwłaszcza do najpiękniejszego jej okresu ? I Rzeczpospolitej. To, co wtedy budziło pierwsze obawy, stało się niestety rzeczywistością o wiele bardziej przykrą, przygnębiającą. Akurat tak się złożyło, że kilka dni wcześniej wystosowany został list do pani minister Hall w sprawie obrony historii w szkole. Historia Polski była dotychczas obowiązkowo nauczana, nawet gdy byliśmy państwem pół-suwerennym. Teraz nauczanie historii zostało praktycznie zniesione w klasach i drugich i trzecich liceów - poprzez rozporządzenie wydane przez minister Hall w styczniu 2008 roku. Pani minister udzieliła wytłumaczenia, które radykalnie rozmija się z rzeczywistością, co mogę potwierdzić jako jeden z inicjatorów protestu historyków, którzy składali go w ministerstwie już 2 i pół roku temu. Bez żadnych rezultatów. Niemniej, lekceważąc te protesty, pani minister broni swojej decyzji tym, że rzekomo dzięki nowemu rozporządzeniu, jedynie ci, którzy dotrą do I klasy LO, usłyszą o najnowszej historii Polski. Tak jakby wcześniej nie można było uczyć o najnowszej historii Polski. Pragnę zwrócić państwa uwagę na pewne rozumowanie zawarte w tym argumencie. Mianowicie, że musimy wybierać, bo mamy mało czasu. Pokażę państwu na przykładzie 17 września, jak bardzo zwodnicza jest to metoda i argumentacja. Jeżeli skoncentrujemy się tylko na tej dacie 17 września, nie zrozumiemy głębiej, a być może nie zrozumiemy w ogóle tego, co się wtedy stało.

Ludzie, którzy interesują się historią, kojarzą następną datę, będącą konsekwencją 17 września 1939 roku. Chodzi tu o kwiecień 1940 roku ? Katyń. Nie musimy oczywiście pamiętać o wszystkim, co stało się pomiędzy 17 września 1939 roku a kwietniem roku 1940. Nie musimy pamiętać o setkach morderstw masowych, dokonanych przez Armię Czerwoną. Najbardziej znany przypadek to egzekucje cywilnych obrońców Grodna ? 300, najczęściej młodych, osób, które przez półtora dnia próbowały stawiać czoła Armii Czerwonej, mając tylko butelki z benzyną. To była tylko jedna z wielu takich egzekucji.

Katyń. Jaki był sens Katynia? Niedawno wybuchł spór, którego nie można było sobie wymyślić w najgorszych snach po 1989 roku. Spór, w którym niektórzy politycy, w końcu dawni członkowie Solidarności, zaczęli mówić ? włączając się w propagandę Władimira Putina ? że Katyń nie był ludobójstwem. Trzeba zatem przypomnieć pismo komisarza ludowego Ławrentija Berii adresowane do Józefa Stalina, w którym motywował proponowaną egzekucję 21 tysięcy jeńców. Motywacja była prosta. 97% osób znajdujących się na liście Berii było narodowości polskiej. To za polskość byli zabijani, nie za coś innego. Czy w takim razie ten mord, mord w Katyniu, nie spełnia definicji ludobójstwa, określonej na podstawie propozycji wybitnego prawnika polskiego żydowskiego pochodzenia Rafała Lemkina w 1948 roku, przyjętej przez ONZ? Nie ma morderstwa, które lepiej spełniałoby definicję ludobójstwa, niż morderstwo w Katyniu, ponieważ ta definicja mówi o dążeniu do wyeliminowania części lub całości grupy narodowej. I tu właśnie mieliśmy do czynienia z takim zamiarem. I odbywa się dyskusja w roku 2010, w której posłowie rządzącej partii wypowiadają się z oburzeniem przeciwko przypisywaniu Katyniowi określenia "ludobójstwo". Nie budziłoby to może większego zaniepokojenia, najwyżej wzruszenie ramion, gdyby nie dane jedynego przeprowadzonego w tym zakresie badania opinii publicznej, mianowicie dotyczącego zmiany świadomości historycznej społeczeństwa polskiego na temat zbrodni katyńskiej. Z tego badania wynikała bardzo smutna prawda ? że większość Polaków nie wie nic o mordzie w Katyniu. W grupie wiekowej 19 ? 29 lat wyniki były przerażające. To jest to pokolenie, które ulegało naciskowi "wychowawczemu" mediów. 40% respondentów w tej grupie nie wiedziało, kto kogo zabił w Katyniu. Odpowiedzi padały takie: Niemcy Polaków, Niemcy Żydów, a nawet - Polacy Żydów. To jest efekt budowania polityki zapomnienia polskiej historii. W to miejsce jest umieszczana inna historia, w której centrum znajdują się wydarzenia i ofiary, o których także mamy obowiązek pamiętać. Ale ten obowiązek nie może nam zasłonić pozostałych. Dlatego musimy zrozumieć, co stało się 17 września i później. Musimy tę wiedzę przekazywać młodszym pokoleniom.

Co działo się potem, po Katyniu? Były fale deportacji, ogrom prześladowań, związanych z polskością.

Powołana przez premiera Tuska grupa do spraw trudnych wydała wielką księgę "Białe plamy - czrne plamy w relacjach polsko-rosyjskich". Pewien polski historyk zawarł w tej księdze swój tekst ? żałosny i kompromitujący ? w którym całkowicie próbuje umniejszyć martyrologię polską w latach 1939 ? 1941. Bez żadnych dowodów podaje "fakt", że na terenach okupowanych przez sowietów w tych latach zostało aresztowanych 110 tysięcy osób, z czego tylko 40% było pochodzenia polskiego. I żadnej do tego źródłowej przesłanki. W tym samym tomie znajduje się artykuł rosyjskiego historyka, najwybitniejszej badaczki problemu Katynia, prof. Natalii Lebiediewej. Ona przytacza po prostu dane z raportu Berii dla Stalina z 12 grudnia 1940 roku. Beria wylicza, że tylko od września 1939 roku do 1 grudnia 1940 roku aresztowano 410 tysięcy osób.

Kolejne wydarzenia są związane z 22 czerwca, kiedy Beria wydał rozkaz opróżnienia więzień z więźniów politycznych. Szacuje się, że zabito wtedy około 30 tysięcy więźniów, przede wszystkim polskich. Były to więzienia Grodna, Wilna, Lwowa, a także Smoleńska, Kijowa. Ofiary tych mordów leżą też na cmentarzu w Bykowni.

Kiedy wyliczamy te wszystkie zbrodnie, nasuwa się w oczywisty sposób pytanie: dlaczego? Odpowiedzi na nie musimy szukać głębiej. Otóż wcześniej, przed 17 września 1939 roku, miała miejsce zbrodnia jeszcze większa. Nie pamiętamy o niej w ogóle, ponieważ ta zbrodnia dokonała się na ludziach, którzy nie zostawili w większości spadkobierców. Zostali wytępieni skutecznie, wraz z rodzinami. Oddzieleni od nas kordonem, wyznaczonym po pokoju ryskim po wojnie polsko-bolszewickiej. Tam zostało ? według spisu ludności w 1925 roku - 782 tysiące Polaków. Następny spis, z roku 1939, wykazał 626 tysięcy Polaków. 160 tysięcy zniknęło? W tym czasie dokonała się największa pojedyncza zbrodnia na Polakach, której nie pamiętamy. Pamięć o niej musi być Polsce przywrócona. Zbrodnia ta ma swoją datę, która powinna być zapamiętana: 11 sierpnia 1937 roku. Rozkaz podpisany przez ówczesnego szefa NKWD ? Jeżowa. Na podstawie tego jednego rozkazu aresztowano 144 tysiące, z tego 111 tysięcy zostało rozstrzelanych. Kryterium było jedno, etniczne. Ta operacja nosiła nazwę "Operacji polskiej": chodziło o zlikwidowanie Polaków. Co najmniej co drugi mężczyzna w polskich rodzinach został zamordowany. Kobiety i dzieci zostały wysłane do Kazachstanu. I tu pojawia się kontekst współczesny: w tym roku po raz pierwszy polskie ministerstwo edukacji nie wysłało ani jednego nauczyciela do Kazachstanu. Pierwszy raz nie dopełniliśmy obowiązku podtrzymania polskiej pamięci w tym miejscu, gdzie znalazły się setki tysięcy naszych rodaków, którzy przeżyli prawdziwe piekło, broniąc swojej polskości. Bardzo to smutna prawda o stanie naszego państwa.

Łącznie we wszystkich formach prześladowań polskiej ludności w ZSRR zostało zamordowanych nie mniej niż 200 tysięcy osób. Zginął co czwarty Polak mieszkający na tym terenie. Na końcu tego łańcucha zbrodni znaleźli się też komuniści polscy ? i tylko to pozostało w świadomości historycznej. Uczono o tym nawet półgębkiem w PRL.

Pytamy ciągle o przyczyny tych zbrodni. Niektórzy historycy wciąż mówią o osobistych porachunkach Stalina. Szczególnie podnosi się tu wątek udziału Stalina w wojnie polsko-bolszewickiej, kiedy to poniósł porażkę: nie zdobył Lwowa. W rzeczywistości Stalin nakreślił swoje motywy w artykule , którego tytuł można przetłumaczyć jako "Przepierzenie" (czyli cienka ścianka). Przepierzeniem dla Stalina jest właśnie Polska i tylko to przepierzenie jest przeszkodą w połączeniu się z niemieckim proletariatem. Niezależnie zresztą od ideologii panującej w Rosji, Polska zawsze jest tego typu przeszkodą na drodze do uzyskania wpływów w Europie. Tak dzieje się od dawien dawna. Wiaczesław Mołotow nazwał Polskę "bękartem traktatu wersalskiego" .

17 września 1980 roku robotnicy polscy zjechali się do Gdańska i podjęli fundamentalne decyzje. Ideały Solidarności pozostają wspaniałą odpowiedzią na 17 września 1939 r. Dziś, po doświadczeniu 10 kwietnia, znowu stajemy wobec faktu, że potrafimy odpowiadać na doświadczenia historii.

[notowała Alicja S.]
Zdjęcia do artykułu :
Zdjęcia do artykułu :





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.