Aleksander Ścios - PRZECIWKO "POJEDNANIU"
data:21 lipca 2012     Redaktor: Barbara Chojnacka

Wprawdzie historia nie powtarza tych samych zdarzeń i odmiennie doświadcza kolejne pokolenia, to niezmienne przecież pozostają cechy zdrajców, którym strach lub podłość nakazuje nazywać wroga najlepszym sąsiadem i sprzymierzeńcem.

Targowica. Wieszanie zdrajców Polski; foto: miory.eu

piątek, 20 lipca 2012

PRZECIWKO "POJEDNANIU"

"Cały ciąg tyranii moskiewskiej w Polszcze jest dowodem, do jakiego stopnia ta przemoc miotała losem naszym i używając koleją przekupstwa, zwodniczych przyrzeczeń, podchlebiania, przesądom, głaskania namiętności, burzenia jednych przeciwko drugim, czernienia u obcych, wszystkiego słowem, co złość piekielna z chytrością najprzewrotniejszą połączona wymyślić może. W tylokrotnych zdarzeniach, w których Polacy do broni przeciw niej się porwali, możesz ten ród rozbójników liczyć jedno nad nimi prawdziwe zwycięstwo? A przecież zawsze koniec śmiałości polskiej był ten że zwyciężony nieprzyjaciel wracał na karki zwycięzców jarzmo na moment ulżone.

Zkąd więc pochodził taki rzeczy polskich obrót? Czemu ten naród jęczał bez sposobu wydobycia się? Oto stąd, że chytrość moskiewskich intryg, mocniejsza niż broń, gubiła zawsze Polaków samymi Polakami." ? pisał Tadeusz Kościuszko w Uniwersale Połanieckim.

Tekst z 1794 roku wart jest przypomnienia, bo nie utracił swojej aktualności. Do dziś najsilniejszą bronią tyranii kremlowskiej nie jest siła militarna lecz "zdrada, podstęp i chytrość moskiewskich intryg". Te zaś są skuteczne, bo ? jak ostrzegał Kościuszko - "gubią Polaków samymi Polakami" i czerpią moc nie tylko z naszych narodowych słabości, ale też z działań zdrajców i kolaborantów paktujących z obcym mocarstwem.

Podobnie jak przed dwustu laty, tak i obecnie są w III RP ludzie gotowi uznać, że "nic innego nam nie zostaje, tylko uciec się z ufnością do Wielkiej Katarzyny, która narodowi sąsiedzkiemu, przyjaznemu i sprzymierzonemu, z taką sławą i sprawiedliwością panuje, zabezpieczając się tak na wspaniałości tej wielkiej monarchini, jako i na traktatach, które ją z Rzczpltą wiążą".

Te słowa z aktu konfederacji targowickiej również dziś znalazłyby wyznawców i epigonów. Szczególnie wśród tych, którzy "pojednanie" z reżimem ludobójców przedkładają nad obowiązek wyjaśnienia okoliczności narodowej tragedii, zaś podejrzenia pod adresem pułkownika KGB traktują jako działania nieodpowiedzialne, grożące wojną i konfliktem. Dla nich - oskarżenie kremlowskiego satrapy o udział w zabójstwie polskiej elity  wiedzie wprost do "wypowiedzenia wojny" i jest niedopuszczalnym zamachem na "polską rację stanu"

Już ponad dwieście lat temu te same lęki i niewolnicza mentalność popchnęły ich protoplastów do zdrady narodowej i podyktowały słowa Targowicy:

"My senatorowie, ministrowie Rzczpltej, tudzież urzędnicy, dygnitarze i rycerstwo., widząc, że już dla nas nie masz Rzczpltej" - każąc przy tym oskarżać patriotów o zamiar wplątania Polski "w wojnę szkodliwą przeciwko Rosji, sąsiadki naszej najlepszej, najdawniejszej z przyjaciół i sprzymierzeńców naszych [...] konfederujemy się i wiążemy się węzłem nierozerwanym konfederacji wolnej przy wierze św. katolickiej rzymskiej, przy równości i dawności dla wszystkich".

Wprawdzie historia nie powtarza tych samych zdarzeń i odmiennie doświadcza kolejne pokolenia, to niezmienne przecież pozostają cechy zdrajców, którym strach lub podłość nakazuje nazywać wroga najlepszym sąsiadem i sprzymierzeńcem.

Można zignorować te doświadczenia polskich dziejów lub przykryć ich sens wrzaskiem medialnych terrorystów - nie sposób jednak nie dostrzec piętna zdrady wśród tych, którzy po tragedii z 10 kwietnia mają czelność nawoływać nas do "pojednania" z kremlowskim reżimem.

"Pojednania", które bez prawdy o śmierci naszych rodaków i bez rachunku krzywd doznanych od katów ? będzie tylko aktem zaprzaństwa i drogą do kolejnego zniewolenia. "Pojednania", które nie tylko nie znajduje uzasadnienia w relacjach cywilizowanych państw, ale jest głęboko sprzeczne z całym porządkiem moralnym, z polską tradycją i nauką Kościoła.

Jeśli więc ktoś nie przyjmuje przesłania naszych dziejów, lub ponad nie przedkłada własne, pseudopolityczne wyobrażenia - jest zaledwie idiotą. Jeśli jednak robi to w imieniu Polaków lub wymachując sztandarem wiary chce nas jednać z katem - jest wówczas zdrajcą, dla którego nie ma miejsca we wspólnocie polskości.

Ci ludzie powtarzają dziś za targowiczanami "To są nasze zamiary, te abyśmy dokonać zdołali, dzielnej pomocy tej wielkiej monarchini wzywamy, która ozdobą i chlubą wieku naszego będąc, wzgardzając podłą zazdrością i chytremi podstępy, których zawody dzielność jej kruszy i niszczy, szczęśliwość narodu cenić umie i im pomocną podaje rękę".

Ten antypolski i antychrześciański postulat "pojednania" prowadzi nie tylko do zatarcia granic między dobrem a złem, ale ma nas odwieść od poszukiwania prawdy i zabić w nas pragnienie sprawiedliwości. Ludzie, którzy go głoszą nie kierują się ani polskim interesem ani troską o naszą przyszłość. Nie da się ich bowiem zbudować na haniebnym zrównaniu oprawców z ofiarami i tchórzliwym przemilczeniu nierównego rachunku krzywd. Nie ma żadnej "drogi pojednania, zbliżenia narodów oraz Kościołów" ? jeśli nie nazwało się zła po imieniu, nie rozliczyło win i nie okazało skruchy.

Tym ludziom trzeba przypomnieć, że po Targowicy przychodzi Insurekcja, a kościuszkowski uniwersał  kończy się słowami:

"Naprzeciw kupie strwożonych już niewolników postawmy masę potężną swobodnych mieszkańców, którzy o własne szczęście walcząc nie mogą chybić zwycięstwa, a to, czym nas dotąd pokonywali, to narzędzie gadzin milczkiem gryzących, ten obmierzły machiawelizmu przemysł, pokona baczność nasza, gorliwość poczciwych obywatelów i groźny miecz sprawiedliwości, który dosięgnie wszędzie, gdzie się zdrada lub przewrotność szkodliwa narodowi okaże."

Gdy zwolennicy fałszywego "pojednania" ponad wszystko przedkładają wasalne uwikłania lub kierują się lękiem przed ujawnieniem zafajdanych życiorysów ? muszą wiedzieć, że ocena ich czynów dopadnie ich za życia lub w godzinę śmierci. Nie będzie miała względu na stanowisko ani szatę i po równo zażąda zapłaty - od prezydenta, polityka, czy biskupa.

Tekst zamieszczony w Warszawskiej Gazecie

 

Źródło: http://bezdekretu.blogspot.com/2012/07/przeciwko-pojednaniu.html






Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.