Wyboista droga do niepodległości. Strajk dzieci wrzesińskich cz.5.
data:06 czerwca 2018     Redaktor: agalaura

W roku stulecia odzyskania niepodległości przedstawiamy zdarzenia z naszej historii, których łączna siła oddziaływania doprowadziła nasz naród do wolności. Zaczynamy od strajku dzieci szkolnych we Wrześni i w odcinkach publikować będziemy opracowanie przygotowane na podstawie materiału zamieszczonego na stronie www.sdw.icpnet.pl/historia

Dzieci wrzesińskie - uczestnicy strajku
 
 
 
Proces gnieźnieński
 
Strajk wrzesiński swój finał znalazł przed sądem w Gnieźnie, gdzie jako oskarżeni znaleźli się m.in. rodzice protestujących dzieci. W listopadzie 1901 roku oskarżono 25 osób, z czego 4 było małoletnich. Kilkoro spośród oskarżonych przed sąd przyprowadzono z więzienia. Przy pytaniu o stan majątkowy oskarżonych najczęściej padała odpowiedź „bieda”.
 
Oskarżenie brzmiało: "brali udział w publicznym zbiegowisku, na którym postanowiono za pomocą gwałtów i gróźb zmusić władze lub urzędników (...) do zaniechania czynności urzędowej; że ciż sami brali udział w tłumnym zbiegowisku, na którym przez rzucanie kamieni i uderzenia kijami dopuszczono się czynów gwałtownych na rzeczach, w szczególności na budynku szkoły ludowej katolickiej we Wrześni (...) a także przez włażenie na parkan szkolny w sposób niewłaściwy wywołali hałas i zakłócenie porządku i spokoju publicznego..." w dniu 20 maja 1901. Do tego dodawano paragrafy z kodeksu karnego, przedłożono wiele dowodów, ale nie było wśród nich kija i trzciny, którymi bito uczniów. Nie wpuszczono również na salę uczniów pobitych w tamtym pamiętnym dniu.
 
Proces wzbudzał od początku duże zainteresowanie, nie brakowało na nim licznych przedstawicieli prasy. Sąd chciał jak najsurowiej ukarać oskarżonych, którzy jednak nie popełnili żadnego przestępstwa. Dlatego też okrzyki „my jesteśmy Polakami” czy „nas jest wielu” traktowano jak „zbrodnicze działania przeciw władzy państwowej”.
 
Polscy obrońcy pragnęli nie tylko obronić niesłusznie oskarżonych, ale pragnęli także bronić polskiej sprawy na forum publicznym. Co ciekawe, w trakcie przemówienia mecenasa Wolińskiego wyszło na jaw, że znajomość języka niemieckiego przez dzieci jest słaba i konieczne było wezwanie tłumacza. A przecież nauczyciele uznali, że dzieci znają niemiecki i mogą się uczyć w tym języku!
 
Długie i dobrze przygotowane mowy obrońców skłoniły jednak sędziego wyłącznie do podyktowania wysokich wyroków, które miały odstraszać w przyszłości innych, chcących postępować podobnie i które zaskoczyły nawet uczciwych Niemców obecnych na sali. Sprawa bowiem nie toczyła się o jeden przedmiot, o lekcję czy o religię, ale o polskie słowo i polską mowę.
Ostatecznie uwolniono tylko 4 osoby, kary zasądzono wyższe, niż żądał prokurator. W sumie wymierzono 17 lat i 10 miesięcy więzienia, jeden rok domu poprawczego i sześć tygodni aresztu. Proces ten stanowił drugi, ale nie ostatni akt dramatu dzieci z Wrześni. Obrońcy wnieśli sprawę do sądu wyższej instancji, który podważył jeden wyrok i zatwierdził wszystkie pozostałe.
Takie wysokie wyroki nie sprawiły jednak, że dzieciom wrzesińskim odeszła chęć do strajku. Przeciwnie, ilość protestujących rosła, a społeczeństwo organizowało pomoc dla rodzin skazanych.
 
Władze niemieckie również nie poprzestały na chłoście czy nawet procesie, ale z zapamiętałością ścigały i karały wszystkich, którzy jakkolwiek związani byli ze sprawą strajków. Nie uniknął represji lekarz badający pobite przez nauczycieli dzieci czy fotograf, którego zdjęcia wydawano jako pocztówki rozsyłane z wrzesińskiej szkoły do innych placówek oraz osoby, które pocztówki rozprowadzały. Ukarana i zwolniona w wyniku prowokacji została nawet sprzątaczka szkolna.
 
23 listopada 1901 roku stworzono komitet obywatelski mający pomagać rodzinom skazanych w procesie gnieźnieńskim – siedzibę miał w Poznaniu, a lokalny oddział we Wrześni. Z ziem polskich i zagranicy spływały do komitetu dary i składki. Działalność komitetów była jednak solą w oku zaborcy, a i społeczeństwo polskie nie było zadowolone z organizacji pracy działaczy. W 1903 roku zawieszono działalność komitetów, a ich członkowie stanęli przed sądem: szczęśliwie dla zaangażowanych zostali oni uwolnieni od zarzutów, jedynie skarbnik spędził tydzień w areszcie. Był to ostatni proces związany ze strajkami wrzesińskimi.
 
Z kolei niemieccy nauczyciele zaangażowani w wydarzenia wrzesińskie otrzymali od swojego rządu nagrody. Cała sytuacja nie była jednak korzystna dla władz niemieckich, dlatego też niektórzy nauczyciele oraz inspektor zostali przeniesieni z Wrześni do innych miejscowości.
Zobacz równiez:





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.