BOHATEROWIE CZY ZDRAJCY? - 6
data:13 lipca 2012     Redaktor: AlicjaS

Spotkanie z Leszkiem Żebrowskim o GL ? AL Warszawa, 5 czerwca 2012 r. Część 6





Część 6


W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych minionego wieku bardzo dużo podróżowałem po Polsce zbierając relacje i informacje od (jeszcze wówczas żyjących) byłych konspiratorów. Gdy pytałem ich o dowódców oddziałów partyzanckich, różnie o nich mówili, ale o niektórych z najwyższym aplauzem. Kiedy byłem we wsiach będących w czasie wojny bazą dla działalności partyzanckiej kapitana Koładzińskiego, pseudonim ,,Żbik", dowódcy bardzo dużego oddziału NSZ, to prosty chłop, wyjąwszy butlę wódki, ze łzami w oczach opowiadał: ,,Wie pan, kiedy przyszedł ,,Żbik" ? a różni tu przychodzili ? i zapytał, co nam tu najbardziej przeszkadza, odpowiedzieliśmy, że okoliczni bandyci, którzy napadają, gwałcą, rabują i nie ma przed nimi ratunku. ,,Żbik" porobił zasadzki, połapał ich. Wie pan, że on ich nie zabił? Wybatożył ich na środku wsi, napiętnował i powiedział: ,,Macie rodziny? Wiemy, gdzie mieszkacie. Od tej chwili, jeśli w okolicy będzie jakikolwiek przypadek bandytyzmu, to pierwsi wy za to odpowiecie, nawet, jeśli tego nie zrobiliście". Do końca wojny nie było u nas bandytów. Tak się go bali! To był dowódca!"
Te samodzielne, grasujące bandy rabunkowe od 1943 r. zaczęły być ,,zagospodarowywane" przez PPR, która przejmowała je na swój stan, nadawano im piękne polskie nazwy, np. Oddział im. T. Kościuszki, Oddział im. St. Żółkiewskiego, Oddział im. J. Słowackiego, itp. (Piękne nazwy! Patriotyczne! Polskie!). W taki oto sposób grupa bandycka utrzymująca się z napadów rabunkowych staje się oddziałem Gwardii Ludowej (GL), otrzymuje ideologiczną ochronę, dostaje polityczne dowództwo, robi to samo, co robiła dotychczas, ale to już jest ,,nasza" (jak mówią komuniści) partyzantka (!). Jeśli komuś z nich działa się krzywda, natychmiast słali depesze do Moskwy: ,,Mordują komunistów! W podziemiu jest wojna domowa! Reakcyjne AK i jeszcze bardziej reakcyjne NSZ, zamiast walczyć z Niemcami, zabijają niewinnych Polaków!".
Czytając sprawozdania i meldunki tych oddziałów, świadczące o tym, jak wyglądała ich działalność, można się tylko przerazić; jeszcze dzisiaj ich treść przeraża. Jako zdobycz określano w tych raportach kolczyki, pierścionki, obrączki, medaliki, wszystko, co miało jakąkolwiek wartość materialną, najbardziej złoto (złote zegarki), ubranka dziecięce, marynarki, kapoty, kapy na łóżka, poduszki. Fakty te przedstawione są w meldunkach zebranych w 3-tomowym wydaniu ,,Tajne oblicza GL ? AL".
Jestem jedną z nielicznych osób w kraju, która przeczytała wszystkie dokumenty podziemia komunistycznego w Polsce z okresu okupacji, ze wszystkich okręgów, ze wszystkich terenów. Opisane wyżej procedery wszędzie się powtarzają, wszędzie jest to samo: bandyci, zbrodniarze, zboczeńcy, którzy po wojnie dostali władzę w swoje ręce. Komunistyczne podziemie wojenne to są przede wszystkim zbrodniarze i złodzieje; zachował się np. meldunek spec-grupy sztabu GL (odpowiednik Kedywu?):  ,,zdobyliśmy grzebień, puderniczkę, lusterko" ? wszystko, co zabrali, zapisywali na papierze, gdyż teraz musieli się z tego rozliczać. W podziemiu komunistycznym obowiązywała sprawozdawczość jak w mafii: jeśli coś ukradłem, to nie jest to moją własnością, ale mafii, która ,,odpala" mi działkę za to, że brałem udział w napadzie, a reszta idzie na organizację. Na tej zasadzie to działało.
Z tych grup bandyckich tworzą się pierwsze oddziały GL pod w/w wielce patriotycznymi nazwami, które zajmują się tym samym, czym się dotąd zajmowały. Jeden z największych, najbardziej znanych oddziałów GL na Lubelszczyźnie został opisany przez jego dowódcę. Była to grupa bandycka niejakiego Jana Liska (pseudonim ,,Kiełbasa", bo lubił jeść tę wędlinę i rabować ją na wsi), która została zaanektowana przez Gwardię Ludową. Gwardyjski dowódca (być może jeszcze żyje) ? tow. Szymański, pseudonim ,,Lis" (dowódca Okręgu Lubelskiego GL ? AL, po wojnie pułkownik Ludowego Wojska Polskiego, w 1947 r. rozbijał ugrupowanie Józefa Karasia ,,Ognia" na Podhalu, dowódcy pułku KBW) zostawił niepublikowane wspomnienia, które znajdują się w Archiwum Narodowym. Pisze w nich, że przejęli na stan grupę ,,Kiełbasy", ale nie walczyli z Niemcami, bo byli za słabi. Nasuwa się więc pytanie, co przez dwa lata robi w lesie oddział, który nie walczy z Niemcami? Szymański opisuje także jedną z zabaw ludzi z tego oddziału: ,,Bardzo lubiliśmy grać w zegarki". Jak można grać w zegarki? Można: polegało to na tym, że pijani jak bela gwardziści brali zegarki i każdy z nich rzucał go do góry najwyżej, jak tylko mógł; ten, którego zegarek się nie rozbił, wygrywał i zbierał cały ten rozbity szmelc. Przecież zegarki nie były wtedy tak dostępne, jak dzisiaj: było to dobro, które często służyło przez pokolenia i nie było tak, że każdy na wsi miał zegarek. A gdzie ci ,,bohaterowie" zdobywali te zegarki? W innym miejscu przywołanych wspomnień autor pisze: ,,Zdobyliśmy skrzypce w pewnej wsi". Czyżby po lesie czy wsi chodził esesman ze skrzypcami?
Dopuszczali się gwałtów, szczególnie na nauczycielkach, gdyż jako kobiety inteligentne, były bardzo pożądane przez tych bandytów. Było to coś, czym można było się później pochwalić. Ci wynaturzeńcy zostawiali nie tylko odciski palców, ale wszystkie dowody popełnionych zbrodni.
Pierwszy- rzekomo - oddział partyzancki na ziemiach polskich i ,,Mały Franek" czyli Franciszek Zubrzycki (chodziłem do szkoły podstawowej jego imienia i do dzisiaj szkoła ta nosi to imię): miała być walka z Niemcami, a napadli na polską leśniczówkę, obrabowali leśniczego ? zabrali mu świnię i pieniądze. Całą noc uciekali, a że były to prymitywy, to biegali wokół tej leśniczówki (jeśli ktoś w nocy chodzi po lesie i nie zna terenu, to zdarza się, że chodzi w kółko). Rano okazało się, że znowu są koło tej samej leśniczówki. Uznali, iż trzeba ,,zapaść na poczynek" (ulubione ich powiedzenie), więc schowali się w pobliskim zagajniku. W tym samym czasie do leśniczówki przyjechała ekspedycja niemiecka, która miała szukać w lesie bandytów. Nie mogąc się ewakuować, ludzie ,,Małego Franka" siedzieli w krzakach. Zdarzenie to opisał dowódca tej grupy (komunista przywieziony z Hiszpanii, po wojnie pułkownik, szef Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Gdańsku), Józef Mrozek: "Wszystko byłoby dobrze, gdybyśmy poczekali w tym zagajniku i później byśmy sobie poszli, ale jeden z tych głupków, moich podwładnych, rzucił granat; żeby jeszcze rzucił go w Niemców, lecz on rzucił go do góry i kiedy granat spadł, ponieśliśmy straty". Oto akcja zbrojna Gwardii Ludowej.
Inna, jedna z pierwszych akcji, w Janowcu nad Wisłą, na Kielecczyźnie: gwardziści poszli nocą na polską pocztę zdobyć pieniądze. Walili w drzwi (w budynku poczty mieszkała jej pracownica, do której wówczas przyjechał brat), ale nie chciano im otworzyć, więc użyli broni; kogoś postrzelili, z wnętrza też padł strzał i jeden z gwardzistów został ranny. Kolesie złapali go pod ręce i ze strachu zaczęli uciekać przez bagna. W grupie tej był osławiony w Polsce Ludowej generał spadochroniarz ? Edwin Rozłubiński, bohater Zbigniewa Bujaka. Jeden z uczestników opisujący te zdarzenia wspomina: ,,Ciężko mi było, a w pewnym momencie zauważyliśmy, że Niemcy strzelają za nami pociskami świetlnymi, więc porzuciliśmy rannego w bagnie i dalej uciekaliśmy. W końcu zorientowaliśmy się, że to nie były pociski, ale świetliki"(!). Oto bohaterscy gwardziści!
W województwie warszawskim też powstał taki oddział, Franciszka Ciastka, który opisał swoją działalność. Chodzili od wsi do wsi komunikując mieszkańcom, że są grupą Gwardii Ludowej: tu zjedli, tam wypili, gdzie indziej się zabawili. Autor wspomnień stwierdza: ,,W jednej wsi chłopi chcieli dać nam karabiny (bo mieliśmy tylko pistolety), lecz my ich nie wzięliśmy, bo karabiny ciężko było ukryć". Partyzanci! To nie jest śmieszne, to jest straszne, śmieszne to jest dzisiaj. I to była elita umysłowa, elita działaczy tamtej formacji.
Jeden z oddziałów na Kielecczyźnie, imienia Czakowskiego (jednego z dowódców Powstania Styczniowego) zostawił swoje raporty z kilku miesięcy, opisujące dzień po dniu, akcję po akcji. Codziennie pisali tego typu sprawozdania: ,,Oddział udał się do wsi i zdobył świnię, następnie poszliśmy z tą świnią do lasu i udaliśmy się na poczynek, był bimber, była świnia". Następnego dnia: "Zdobyliśmy świnię i oddział zapadł na poczynek". Kilka miesięcy "na poczynku" i na świniach. Cały czas "świnie" i "poczynek".
Jedna z wprost rewelacyjnych akcji (nie wiem, czy choć jedna z akcji Kedywu była w stanie ją przebić), którą przedstawiają w taki sposób: są na "poczynku", zdobywają świnię, zapijają sowicie, bo mięso tłuste, więc trzeba to jakoś strawić. W pewnym momencie w okolicy zaczęły chrzęścić gałęzie. Obława niemiecka! Uczestnicy napisali: "Rozpoznaliśmy przeciwnika. Oddział strat nie poniósł, bo się ewakuowaliśmy. Straciliśmy tylko 30 karabinów, 30 kapot i 30 czapek", czyli wszystko, co mieli, rzucili i uciekli. Okazało się wkrótce, że wrogami byli grzybiarze, którzy przyszli do lasu zbierać grzyby. Część rozrzuconych rzeczy znaleźli, ale uciekinierzy nie wszystko odzyskali. To jest ta wojenna elita komunistyczna.
Z drugiej strony do Moskwy trzeba było słać raporty, że coś robią, zapewnić Sowietów o konkretnej działalności. I słali. Szeroko znaną akcją żołnierzy AK na obrzeżach Warszawy była akcja "Wieniec", polegająca na jednoczesnym wysadzeniu torów we wszystkich miejscach naokoło Warszawy, by w ten sposób sparaliżować niemiecki transport. Akcje "Wieniec-1" i "Wieniec-2" przeprowadziły specjalistyczne oddziały składające się z ludzi przeznaczonych do specjalnej dywersji, zastosowano odpowiednie materiały wybuchowe. Jakiej treści poszły depesze do G. Dymitrowa do Międzynarodówki komunistycznej? "To my zrobiliśmy!", a co odpisał im Dymitrow? ? "Mołodcy, chłopcy! Tak trzymać!". Rozbite areszty i więzienia przez oddziały niepodległościowe szły w raportach do Moskwy: "Eto my! To my rozbiliśmy!".

Wcześniejsze odcinki:

1. http://solidarni2010.pl/n,3644,8,bohaterowie-czy-zdrajcy-1.html
2. http://solidarni2010.pl/n,3651,8,bohaterowie-czy-zdrajcy-2.html
3. http://solidarni2010.pl/n,3660,8,bohaterowie-czy-zdrajcy-3.html
4. http://solidarni2010.pl/n,3665,8,bohaterowie-czy-zdrajcy-4.html
5. http://solidarni2010.pl/n,3679,8,bohaterowie-czy-zdrajcy-5.html
Zobacz równiez:





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.