Robert Gwiadowski - Rząd pomaga bogatym, ale biedni o tym nie wiedzą
data:12 lipca 2012     Redaktor:

Przy okazji debaty społeczno-politycznej na temat nacjonalizacji firm budowlanych przypomniał mi się jakoś art. 2 Konstytucji, który stanowi, że "Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej". W imię tej sprawiedliwości społecznej rząd ma pomagać przecież biednym, a nie bogatym. Ale rząd częściej pomaga bogatym ? a biedni muszą za to płacić.

sxc.hu
Biedni płacą podatki. a rząd za te pieniądze chce nacjonalizować firmy budowlane, których właściciele zgodzili się wybudować dla rządu autostrady poniżej ich ceny kosztorysowej ? w przekonaniu zapewne, że należy wygrać przetarg, a potem się pewnie będzie renegocjować ceny. Co ciekawe, prywatne banki chcą, żeby rząd znacjonalizował firmy budowlane, bo pomoże w ten sposób i bankom, które zgodziły się udzielić kredytów na te budowy ? w przekonaniu zapewne, że firma realizująca inwestycje publiczne "nie może upaść". Biedni ludzie kredytów nie mogą dostać, ale za to muszą płacić podatki, żeby rząd miał za co znacjonalizować wybrane firmy (bo przecież nie wszystkie) i spłacić za nie kredyty, które one dostały.

Kilka firm, dla których pracuję nie otrzymało w ostatnich latach kredytów, choć ich biznes plany wyglądały całkiem zachęcająco. Te same banki w tym samym czasie finansowały firmy budujące autostrady poniżej kosztorysu. Gdzie były wasze departamenty kontroli ryzyka "drodzy" (dosłownie) bankowcy, którzy domagacie się dziś od biednych ludzi pieniędzy na spłatę udzielonych przez siebie kredytów?  Już słyszę, jak zbankrutują firmy budowlane, to ludzie stracą pracę. A jak zbankrutują banki, to ludzie stracą oszczędności. To może niech rząd chroni oszczędności ludzi w bankach, a nie same banki?

Bankructwo nie jest wadą kapitalizmu. Jest jego zaletą! Majątek upadłych firm, które były źle zarządzane przecież nie znika. Zostaje sprzedany przez komornika na licytacji. Kupują go lepsi od bankrutów ? ci, którzy staranniej zarządzali swoim majątkiem i dlatego nie zbankrutowali. Więc będą go lepiej wykorzystywać. I tworzyć miejsca pracy. Aż kiedyś i oni popełnią może błędy i też zbankrutują. I po nich ich majątek przejmą następni, którzy błędów uniknęli i znowu go lepiej wykorzystają. I stąd się bierze postęp. Tak jak na starym pniu zmurszałego drzewa wyrasta nowe. Zadekretowanie, że raz na zawsze ktoś ma być wielką firmą rodzi tylko problemy. Skłania ich właścicieli do mniejszej o nie dbałości, a bankierów do nieostrożności przy udzielaniu kredytów. 

Podobno to większa konkurencja związana z rozwojem kapitalizmu popchnęła koncerny do poszukiwania? ochrony rządu!!! I w ten sposób narodził się, w miejsce demokratycznego kapitalizmu, "superkapitalizm"! I to on jest przyczyną szerzącego się zła i ograniczeń demokracji. W obliczu coraz większej konkurencji firm z krajów, w których siła robocza była tania, egzystencja starych wielkich firm zaczęła zależeć od zamówień rządowych. Trudno się więc dziwić, że stojąc w obliczu narastających problemów i widma upadłości zaczęły one coraz więcej pieniędzy wydawać na politykę. Żeby rządy im pomagały. I rządy im pomagały ? wbrew obrońcom kapitalizmu, jak na przykład Milton Friedman, który krytykował słynny program ratowania przed upadłością Chryslera w latach 70-tych XX wieku. Twierdził, że każdy dolar odebrany podatnikom w celu ratowania miejsc pracy w upadającym koncernie, to dolar mniej wydany przez tych podatników nie tylko na samochody pozostałych producentów, ale na wszystko inne, co ci podatnicy woleliby kupić zamiast samochodów Chryslera. Co więcej, pracownicy Chryslera mogliby znaleźć pracę w innych fabrykach samochodów, albo w ogóle w innym przemyśle, czy sektorze gospodarki. A jednak politycy woleli wydać pieniądze na ratowanie Chryslera nie kierując się wcale długookresowym interesem całej gospodarki, ani nawet pracowników Chryslera, tylko obawiając się siły ich głosów!

Efekt tamtej pomocy dla Chryslera był taki, że w 2009 roku trzeba było ratować Chryslera po raz drugi a przy okazji jeszcze i Forda i General Motors, bo uratowanie Chryslera sprawiło, że wszyscy zaczęli popełniać te same lub podobne błędy ? bo co tam.   

"System ekonomiczny, do którego stosują się prywatne przedsiębiorstwa jest często opisywany jako system zysków ? pisał Friedman. Jest to błędna nazwa. Jest to system zysków i strat. Część właściwa stratom jest bardziej istotna, niż część właściwa zyskom". Większość pracowników upadających firm to ludzie, którzy zarabiali dużo więcej, niż mogli żądać inni przedstawiciele innych zawodów. Może zamiast załamywać ręce nad ich losem powinniśmy im pogratulować, że mieli takie szczęście i posiadali tak dobrze płatną pracę tak długo ? pyta retorycznie Friedman? Czy może "powinniśmy nałożyć podatki na ludzi, którzy zarabiają o wiele mniej niż oni zarabiali, aby umożliwić im uniknięcie konieczności podjęcia pracy za wynagrodzeniem podobnym do otrzymywanego przez większość populacji?"

Za czasów komuny popularny był dowcip o różnicy między sprawiedliwością a sprawiedliwością społeczną. Jest ona taka sama, jak między krzesłem, a krzesłem elektrycznym. Od czasów komuny nic się pod tym względem nie zmieniło.

Robert Gwiazdowski

za: gwiazdowski.blogbank.pl





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.