Profesor z ŻIH: Polacy gorsi niż Treblinka i Auschwitz (2)
data:27 lutego 2018     Redaktor: agalaura

Grzegorz Strzemecki
 
Część II

 

 

W poprzedniej części (dostępnej TUTAJ) przytoczyliśmy wypowiedź prof. Andrzeja Żbikowskiego z Żydowskiego Instytutu Historycznego (ŻIH), który w rozmowie z Jarosławem Gugałą w Polsat News stwierdził, że najlepszą strategią uratowania się był jednak obóz koncentracyjny, a nie ukrywanie się i zdanie się tylko na pomoc Polaków. Żeby zilustrować na konkretnym przykładzie skutki zastosowania takiej strategii opisaliśmy los Żydów z warszawskiego getta wywożonych do Treblinki bezpośrednio do komór gazowych.

W tym świetle sugestie badacza holocaustu nabierają upiornej poetyki rodem z Tadeusza Borowskiego: Proszę Państwa do gazu - zdaje się zapraszać pan profesor.

Jakie z tego wynikają wnioski?

1. WSZYSCY Żydzi jechali do Treblinki po śmierć, bo ocalonych chwilowo więźniów potrzebnych jako pracownicy mordowano w miarę ich "zużywania się" oraz w przy likwidacji obozu w listopadzie 1943r. Nielicznym udała się ucieczka: kilku osobom w chaosie na początku działania obozu oraz 400 osobom podczas buntu/powstania w sierpniu 1943r., z których siedemdziesięciu udało się przeżyć wojnę.

2. Jedynym ocaleniem była zatem ucieczka, czyli postępowanie wbrew zalecanej przez prof. Żbikowskiego z ŻIH najlepszej strategii uratowania się, a zamiast tego szukanie ocalenia na wolności w Polsce. Z czterystu uciekinierów 70, czyli 17,5%  przeżyło wojnę. To mało, jeśli myśleć o pozostałych 330, ale gdyby z ośmiuset tysiący uśmierconych w Treblince ocalał taki sam ułamek co z czterystu uciekinierów (17,5%), to ocalonych zostałoby 140 tys. Żydów. Pomijając inne okoliczności to samo można powiedzieć o Auschwitz lub każdym innym obozie zagłady, w którym prosto z pociągu prowadzono Żydów do komór gazowych. Zwolnienie obrotów machiny śmierci od października '44 roku, bo Niemcy potrzebowali rąk do pracy, czym podpiera się Andrzej Żbikowski, to końcówka istnienia III Rzeszy, kiedy holocaust już się dokonał, bo większość Żydów została już wymordowana. Profesor ŻIH nie może tego wszystkiego nie wiedzieć.

Ewa Kurek w znakomitej książce Poza granicą solidarności (każdy powinien ją przeczytać!) szacuje szanse ocalenia Żydów szukających pomocy u Polaków na od 10 do ponad 50%. Mieszczące się w tym przedziale 17,5%  potwierdza te szacunki. Czy to mało, jeśli uwzględnimy fakt, że wysiłki wielu ludzi dobrej woli niweczył jeden denuncjator skazujący ratujących i ratowanych na śmierć? Denuncjatorem nie musiał być Polak. Ewa Kurek przytacza świadectwo Luby Lis z Hajfy o Żydzie, który zadenuncjował 500-osobową kryjówkę licząc, że za to kupi sobie u Niemców życie. Został natychmiast zastrzelony. Według standardów żydowskich stał się męczennikiem, który bezskutecznie usiłował się uratować i nazywanie go sprawcą to obraza. Według standardów polskich musielibyśmy więcej wiedzieć o okolicznościach wydania bunkra, pozostaje jednak faktem, że był on sprawcą śmierci 500 osób zanim stał się ofiarą; męczennikiem byłby, gdyby zginął dochowując tajemnicy.

3. Ucieczka czterystu i przeżycie wojny przez siedemdziesięciu z Treblinki były możliwe dzięki buntowi/powstaniu przygotowanemu przez grupę przywódców. Przywódcy ci wszyscy zginęli w czasie powstania i  umożliwionej przez nie ucieczki. Jednak przywódcy ci, ryzykując i oddając własne życie umożliwili przeżycie znaczącej części osób, za które wzięli odpowiedzialność podejmując przygotowania do powstania. Chwała im za to! Postępując odwrotnie niż judenraty osiągnęli rezultat, który może stanowić miarę w ocenie postępowania judenratów, które ze strachu, podłości, błędnej (głupiej?) kalkulacji wydawały współbraci na śmierć. Zapytajmy wprost: Ile Żydów ocaliła kolaborancka polityka judenratów, w tym judenratu warszawskiego? Ilu Żydów ocaliła najlepsza strategia uratowania się wg. profesora ŻIH, Andrzeja Żbikowskiego?

Czy Żydowski Instytut Historyczny jest anty-żydowski?

Żydowski Instytut Historyczny nie jest (o ile mi wiadomo) think-tankiem zajmującym się wypracowywaniem programów politycznych dla społeczności żydowskiej. Nie zmienia to jednak faktu, że zaproponowana przez profesora ŻIH  najlepsza strategia uratowania się to jakiś moralny i intelektualny absurdo-horror zalecający pójście na pewną śmierć w celu "uratowania się"! Co to za profesor?! Co to za standardy moralne i intelektualne?! Co to za instytut?! Jacy ludzie nim kieruje i nadzorują jego pracę?!

Tę samobójczą strategię "uratowania się" uzupełnia zdejmowanie przez obecne żydowskie elity i środowiska takie jak ŻIH jakichkolwiek moralnych zobowiązań z żydowskich przywódców (przeszłych-obecnych-przyszłych) wobec narodu, na którego czele zostali-zostaną postawieni. Jakiekolwiek obarczanie tych przywódców taką odpowiedzialnością w ocenach Polaków i wynikające z tego obciążenie (współ)sprawstwem w zagładzie rodzi agresję i równie zajadłe co absurdalne oskarżenia o antysemityzm i negowanie holocaustu. Zaznaczmy  przy tym, że o (współ)sprawstwie można mówić w tym kontekście w odniesieniu do czynów lub zaniechań danej osoby, zatem jeśli mówimy o Żydach, może odnosić się wyłącznie do przypadków dopomożenia przy wymordowaniu Żydów (używając określenia Emanuela Ringelbluma) oczywistym głównym sprawcom zagłady jako całości, tj. Niemcom.

Czy to usprawiedliwienie byłych przywódców żydowskich ma to oznaczać, że w razie jakiegoś kataklizmu (przecież Izrael spoczywa na beczce prochu) obecni lub przyszli żydowscy przywódcy mają z góry czuć się rozgrzeszeni jeśli dla ratowania własnej skóry zostawią lub poślą swój naród na śmierć razem z dziećmi jak osławiony Chaim Rumkowski, swoisty żydowski anty-Korczak? Kto w tej medialnej awanturze (bo nie sposób nazwać tego dyskusją) jest naprawdę anty-żydowski (antysemicki)? Czy ci którzy głoszą, że przywódcy nie mogą tak narodu zostawić/sprzedać, czy ci, którzy z góry rozgrzeszają przywódców z (daremnego) przehandlowania swojego narodu za własną skórę?

Polacy jako najbardziej odrażające potwory

Te pytanie odnoszą się oczywiście nie tylko do ŻIH, ale także do Izraela i wszystkich środowisk żydowskich, które  wspierają narracje szkalowania Polski i absolutnej niedopuszczalności krytyki żydowkich elit z lat okupacji (zauważmy jaka to przepaść w porównaniu ze swobodną, bezkompromisową polską dyskusją na temat odpowiedzialności za zagładę Warszawy, którą niektórzy obarczają inicjatorów Powstania Warszawskiego).

Ta totalna blokada krytyki żydowskich elit nie zmienia jednak faktu, że obecnie uzbrojony po zęby i posiadający świetnie wyszkoloną armię Izrael ani myśli oddawać skóry. Nawet owe ubliżające Polakom wycieczki nienawiści do Polski mają przecież służyć budowie duchowego pazura i twardości tej armii. Absurdalność "strategii" prof. Żbikowskiego bierze się więc po prostu z faktu, że jego celem nie jest w najmniejszym stopniu próba oceny szans Żydów na przeżycie. Jak to ma miejsce od dziesiątków lat, chodzi po prostu o to, by  szkalowaniem i pedagogiką wstydu przyprawić Polsce i Polakom jak najbardziej odrażającą gębę i zmusić ich do pokornego jej zaakceptowania.

Konstrukcja odrażającej gęby udała się Andrzejowi Żbikowskiemu jak nikomu przed nim, przez proste podsunięcie  tezy, że szukanie pomocy wśród Polaków dawało mniejsze szanse przeżycia niż wejście do Treblinki.  W spokojnym, robiącym wrażenie naukowego wywodzie, z akademicką swadą profesor  ŻIH  powiedział najgorsze co można sobie wyobrazić o Polsce i Polakach robiąc z nich monstrualne bestie:

Piekło na ziemi w Treblince było dla Żydów lepszą strategią na przetrwanie niż zwrócenie się do Polaków o pomoc. Trudno o bardziej odrażający, nakreślony jednym zdaniem portret Polaków przedstawionych jako zdolne do wszystkiego potwory.

Jeśli to co zrobili Lahav Harkov i Yair Lapid określić jako naplucie na Polskę, to słowa Andrzeja Żbikowskiego trzeba by chyba uznać za zwymiotowanie na nią. To gorsze niż prymitywne plugastwa wygadywane o Polsce i Polakach przez godnego kultywatora niemieckiej kultury, Niemca Hansa Gielena.

Dokładnie tak, jak to lubią punktować sami kreatorzy pedagogiki wstydu w odniesieniu do czasów zagłady, tak i tutaj są czynni i bierni uczestnicy przyprawiania tej gęby. Za obronę dobrego imienia Polski i Polaków Jarosławowi Gugale nie groziła śmierć. A może groziła śmierć zawodowa? W każdym razie słuchającemu profesorskiego wywodu redaktorowi Polsatu nawet nie drgnęła powieka, tylko lekko kiwał głową ze zrozumieniem; dopytał się, żeby upewnić siebie i telewidzów. No tak... Polacy to rzeczywiście potwory jak żadna inna nacja i są zdolni do wszystkiego... Na szczęście Żydzi mogli się przed Polakami schronić do Treblinki pod troskliwą austriacką i niemiecką opiekę Franza Stangla i jego SS-manów. Grunt to właściwa strategia uratowania się.

Wypowiedź profesora ŻIH została w ogólnym tumulcie zaledwie odnotowana, ale nie sposób widzieć ją w oderwaniu od światowej kampanii przeciw Polsce zorkiestrowanej przez Izrael i środowiska żydowskie oraz ich sojuszników i  kolaborantów w Polsce. Dobitnie potwierdza to analiza, którą niedawno przedstawiła w samym Haaretz (TUTAJ) amerykańska pisarka Danusha Goska, która wprost pisze, że Polacy są bardziej szkalowani jako bestialscy i brutalni zabójcy Żydów niż sami niemieccy naziści (ang: vilified as bestial' brute jew killers than German nazis themselves;  po polsku można przeczytać o tym TUTAJ). Dlatego oszczerstwo Andrzeja Żbikowskiego z ŻIH może okazać się zaledwie wstępem, balonem próbnym, instrumentem inicjujacym nowy temat w wielkiej światowej antypolskiej wielogłosowej żydowskiej orkiestrze symfonicznej dyrygowanej przez Leonardów Bernsteinów propagandy. Wnosząc z dotychczasowych przykładów, jest bardzo prawdopodobne, że już niedługo w Tel Awiwie, Jerozolimie albo w Nowym Jorku usłyszymy, że polski profesor z instytutu badającego historię holocaustu autorytatywnie orzekł że Polacy byli dla Żydów gorsi niż Treblinka czy Auschwitz. Yair Lapid (i nie tylko on) już podjęli tezy Jana Grabowskiego o 200 tys. Żydów zamordowanych przez samych Polaków.

Nowa antypolska narracja?

Czy ŻIH jest jednym z ośrodków, w których obmyśla się nowe sposoby opowiedzenia o holocauście tak, by odpowiednio skonstruowana narracja uderzała w wybrany cel - w tym wypadku w Polskę i w Polaków? Za sprawą profesora z Żydowskiego Instytutu Historycznego w światowej antypolskiej kampanii pojawiła się bowiem kolejna, zupełnie nowa narracja i zupełnie nowa jakość. Dzięki niej będzie można przestać używać określenia "polskie obozy śmierci" i pisać zgodnie z prawdą o obozach nazistowskich, a nawet niemieckich, bo jak stwierdzają autorytety z ŻIH kontakt z samymi Polakami i tak był od tych obozów gorszy.

Powtórzę: Nie wyobrażam sobie żeby dało się coś gorszego powiedzieć o kimkolwiek lub o jakimkolwiek narodzie. W narracji podsuniętej przez prof. Andrzeja Żbikowskiego z ŻIH Polska i Polacy są wcielonym złem, gorszym niż Treblinka czy Auschwitz.

Chyba nikomu nad Wisłą w największych koszmarach nie śniło się, że można Polski i Polaków aż tak nienawidzić i tak chcieć upodlić - z tej nienawiści, zimnego wyrachowania, żądzy zysku, poklasku albo "tylko" z pogardy, jeśli wierzyć Normanowi Finkelsteinowi. Nie zmieni tego fakt, że czasem pojawiają się "dobrzy policjanci" zapewniający, że myślą inaczej - i może być to odgrywająca tę rolę wybrana grupa lub wybrana chwila, kiedy na krótki czas wajcha zostanie przestawiona i przez chwilę główne ośrodki ataku na Polskę przyznają, że ktoś tam w czymś przegiął po stronie żydowskiej.

Co mamy myśleć o ludziach, którzy są do takich kłamstw zdolni i na nich budują swoją politykę i swoją pozycję w takich środowiskach jak ŻIH et cons. oraz w społeczności żydowskiej? I z drugiej strony - co myśleć o takich społecznościach, jak ŻIH czy społeczność żydowska, jeśli na takich kłamstwach buduje się w nich swoją pozycję? Polska i Polacy zapamiętają to na długie lata, a może i długie pokolenia jako fundamentalne, pouczające doświadczenie medialnego holocaustu. Tego nie da się zapomnieć.

źródło: printscreen http://www.jhi.pl/blog/autorzy/andrzej-zbikowski

 

Post scriptum

Profesor Andrzej Żbikowski jest historykiem pracującym w Żydowskim Instytucie Historycznym w pracowni badań nad dokumentami osobistymi z okresu Holokaustu.

Żydowski Instytut Historyczny, który przynosi tak wspaniałe owoce jak tezy o najlepszej strategii uratowania się autorstwa Andrzeja Żbikowskiego ma status państwowej instytucji kultury finansowanej, jak rozumiem, przez polskich podatników.

Dyrektorem Żydowskiego Instytutu Historycznego jest Paweł Śpiewak, który niedawno oburzył się na wypowiedź premiera Morawieckiego o "żydowskich sprawcach". Nie tylko dla niego jest oczywiste, że Żydzi są zawsze nieskazitelni, tak jak Polacy są bestialskimi i brutalnymi zabójcami Żydów. Dlatego zaprzeczanie jakimkolwiek sprawcom żydowskim poprzez oburzenie i protesty które wraz z Pawłem Śpiewakiem masowo forsują Żydzi jest równie oczywiste i dozwolone jak oczywiste i niedozwolone jest zaprzeczanie sprawcom polskim, którego Polacy nie próbują forsować, próbując  jedynie zapobiec zbiorowemu obciążaniu winą Państwa polskiego i Polaków jako narodu. Natomiast wypowiedzi Andrzeja Żbikowskiego Pan dyrektor Śpiewak  albo nie zauważył, albo nie dostrzegł w niej nic godnego uwagi. Widocznie zgadza się z jego tezą o najlepszej strategii uratowania się i z tym co z niej wynika.

W Radzie Programowej Żydowskiego Instytutu Historycznego zasiadają:

dr Piotr Cywiński, jako Przewodniczący (zarazem dyrektor Muzeum obozu koncentracyjnego  Auschwitz, niektórzy zarzucają mu, że ruguje wszelkie polskie ślady i polską narrację na temat Auschwitz i m.in. dlatego nie zaprasza rodziny Witolda Pileckiego na obchodzone tam uroczystości, ale to oczywiście nie ma nic wspólnego z konstruowaniem antypolskich narracji)

prof. dr hab. Grzegorz Berendt,

prof. dr hab. Tadeusz Epsztein

dr hab. Michał Galas

dr hab. Tomasz Kawski

prof. dr hab. Anna Landau-Czajka

dr hab. Joanna Nalewajko-Kulikov

dr Mateusz Szpytma

dr hab. Wacław Wierzbieniec

prof. dr hab. Konrad Zieliński — Zastępca Przewodniczącego

dr Anna Ziółkowska

Wspomniany wyżej Jan Grabowki został w 2013 r. mianowany do Rady Programowej ŻIH przez ówczesnego ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego w rządzie PO-PSL, ale obecnie nie zasiada w jej składzie.

Telewizja Polsat jest (przynajmniej formalnie) polską spółką mediową. Jak traktować taką stację?

 

Materiał ukazał się na portalu fronda.pl

Zobacz równiez:





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.