POLECAMY! Prof. Marek Chodakiewicz: Żydowscy żołnierze Hitlera cz.1.
data:19 lutego 2018     Redaktor: agalaura

Dzięki uprzejmości autora - prof. Marka Chodakiewicza - publikujemy jego opracowania na mało znany temat Żydów służących w niemieckim wojsku podczas II wojny światowej. Tekst ukazał się w 2008r. na portalu www.salon24.pl.

 
 
 
Jeden z wojennych losów: Alex Kurzem - mały Żyd z Białorusi trafił do Łotewskiego Waffen-SS, gdzie został maskotką pułku. Jego zadaniem było m.in. wabienie czekoladą i cukierkami żydowskich dzieci broniących się przed wejścim do wagonów mających zawieźć je na śmierć. Alex żyje do dziś i mieszka od 1949 r. w Australii. Dziś wstyd mu za to, co robił jako dziecko. Zdjęcia dorosłych Żydów służących w armii Hitlera nie są publikowane.
 
Ponad 150,000 osób pochodzenia żydowskiego walczyło w szeregach wojsk III Rzeszy. Co więcej, odbywało się to za osobistym pozwoleniem Hitlera. Nie zawiódł się na nich. Do takiego wniosku doszedł młody historyk amerykański na podstawie setek wywiadów z niemieckimi kombatantami żydowskiego pochodzenia oraz tysięcy dokumentów wydobytych z niemieckich archiwów.
 
Swoje rewelacje Bryan Mark Rigg opublikował w pracy Żydowscy żołnierze Hitlera: Nieznana historia nazistowskich praw rasowych oraz mężczyzn pochodzenia żydowskiego w wojsku niemieckim[1]. Już sam tytuł brzmi jak oksymoron. Co? Żydzi służący u Hitlera? Jest to dla większości zupełnie szokującym absurdem. Dla niektórych zapewne zabrzmi to jako jakieś antysemickie pomówienie, spisek[2].
 
Ale przecież tak nie jest. Większość z nas, a już napewno prawie każdy przeciętny człowiek, stara się zrozumieć świat w oparciu o rozmaite stereotypy. W pewnym sensie pomagają one nam funkcjonować, szczególnie na wstępnym etapie życia, który u człowieka inteligentnego i ciekawego nie trwa zbyt długo. Wraz z nabieraniem doświadczenia życiowego, w miarę upływu czasu, przestajemy się dziwić, gdy napotykamy kolejnego szczodrego Szkota, nasz znajomy Anglik jest cholerykiem, a przyjaciel Amerykanin ani nie żuje gumy ani nie trzyma nóg na stole przy jedzeniu. Jednym słowem zaczynamy dostrzegać całą gamę ludzkich postaw, złożoność zachowań czy uwarunkowań czynów. Konserwatysta dostrzega, że jądro istoty rzeczy pozostaje jasne, chociaż do pewnego stopnia zacierają się kontury zjawisk. Rozumiemy więc, że subtelnie skonstruowane paradygmaty to nie prostackie stereotypy, nawet jeśli mają ze sobą wspólne pewne podstawowe rzeczy. Na przykład, stereotyp „niekulturalnego Amerykanina” odzwierciedla do dużego stopnia brak kultury osobistej u młodego pokolenia, ludu szczególnie, ale oczywiście nie starej elity USA. Właśnie takim procesem budowania paradygmatu Niemców żydowskiego pochodzenia zajął się Bryan Mark Rigg. Autorowi chodziło o wzbogacenie naszej wiedzy o antysemityźmie, o eksterminacji Żydów – wbrew prostackim stereotypom. Jest to podejście naukowe bardzo nam bliskie.
 
Badania własne
 
A było tak. Chyba dekadę przed wydaniem książki na korytarzach uniwersytetów Ligi Bluszczowej (Ivy League) słyszeliśmy o badaniach Rigga. Nasza uczelnia, Columbia University, miała umowę z Yale. Każdy kto chciał od nas mógł jeździć tam; i odwrotnie. Jeden z gości wspomniał, że powstaje tam słabo udokumentowane magisterium o żydowskich żołnierzach Hitlera. Inspiracją tej pracy był film Agnieszki Holland „Europa, Europa.” Autor oparł się rzekomo jedynie na kilku wspomnieniach. Nic szczególnego. Ale mimo oporu swych profesorów Rigg zdecydował pisać na ten temat doktorat. Uparł się. Został sam.
 
W 1994/1995 byłem w Cambridge University w Anglii. Poszedłem posłuchać wykładu profesora Jonathana Steinberga. Specjalizuje się on we włoskim aspekcie eksterminacji Żydów podczas II wojny. Jako jeden z niewielu docenia rolę Papieża i Kościoła w akcji ratowania ludności żydowskiej. Wspomniał wtedy dwie interesujące rzeczy. Po pierwsze, w Australii brał udział w procesie Ukraińca z SS-Wachmannschaften oskarżonego o mordowanie Żydów w Winnicy. Ale ten wywinął się prokuraturze twierdząc, że go wtedy w mieście nie było. Pokazał też autentyczne dokumenty. Sędzia zwolnił oskarżonego, podatnik australijski zapłacił ponad 1 mln. dolarów kosztów tego procesu. Australijski wymiar sprawiedliwości nie zrozumiał, że daty były wedle kalendarza prawosławnego. SS-man jak najbardziej był obecny w rzeczonym czasie w Winnicy podczas mordów.
 
Po drugie profesor Steinberg wspomniał krótko, że opiekuje się studentem, który pisze o żydowskich żołnierzach Wehrmachtu. Zrozumiałem, że chodzi o chrześcijan z żydowskimi przodkami, którymi zajmował się Rigg. W tym czasie już sam co nieco poszperałem, aby zorientować się, że Hitler w rozmaity sposób traktował różne osoby o żydowskich korzeniach. Zestawiłem też informacje z rozmaitych źródeł na ten temat. Wyśmienity sowietolog, profesor Robert Conquest, opowiadał mi kiedyś, że na Krymie nie mordowano Karaimów, bowiem nazistowscy eksperci rasowi uznali, że są to Tatarzy wyznania quasi-mojżeszowego, a nie „prawdziwi” Żydzi. W tym wypadku religia miała Niemców nie obchodzić. Zgodnie z tą logiką w 1944 r. z Karaimów pragmatycznie utworzono przynajmiej jeden batalion w ramach Waffen-SS. Himmler wydał nawet specjalne pozwolenie, aby Karaimscy SS-mani mogli odprawiać judaistyczne modły[3]. (Z innego źródła dowiedziałem się, że niemieccy Cyganie służyli w jednym na najbardziej krwawych oddziałów SS) [4]. Przypomniałem też sobie, że o „rasowym” dylemacie Narodowych Socjalistów pisał Erich Maria Remarque. Według niego, parafrazując, zabicie niemieckiego pół-Żyda byłoby zabiciem pół-Niemca. Rozmawiałem na ten temat też z koleżanką ze studiów, Patricią von Papen. Opowiedziała mi o tym, że w Berlinie odbyła się demonstracja „aryjskich” rodzin „nie-Arian” i pod jej wpływem Gestapo zawiesiło deportacje części Niemców pochodzenia żydowskiego do obozów śmierci. Patricia później była konsultantką pracy Rigga[5]. Inna koleżanka z uczelni, Cäecilie Rohwedder, wspominała, że jej babcia, która była pochodzenia żydowskiego, przeżyła wojnę wcale nie ukrywając się. Zgadłem, że chroniła ją prominentna pozycja jej rodziny[6].
 
No i jak zwykle mamy też własne historie rodzinne. Podczas jednej z wizyt u moich powinowatych w Niemczech zwróciłem uwagę na zdjęcie przystojnego officera Luftwaffe: Leutnant Friedrich Heinrich Justinus Falcon Cajus Graf Praschma Freiherr von Bilkau zginął na polu bitwy 28 lipca 1944 r. pod Demsi na Łotwie. Jego babka po stronie matki była ochrzczoną angielską Żydówką. Teoretycznie, według standartów Hitlera, Friedrich kwalifikował się do gazu. W praktyce o pochodzeniu jego matki nikt niepożądany nie wiedział; jej dokumenty były niedostępne nazistowskim tropicielom czystości rasowej w III Rzeszy. Znajdowały się bowiem w Anglii i w Chinach[7]. Ale – jak mi powiedziała moja niemiecka rodzina – osoby żydowskiego pochodzenia mogły otrzymać specjalne zaświadczenie od Hitlera, uznające ich tzw. „aryjskość.” Na przykład, w taki sposób uniknęła obozu śmierci Melitta Gräfin Schenk von Stauffenberg[8].
 
Wiedziałem więc, że sprawy te są dużo bardziej skomplikowane niż powszechnie się wydawało. Nie miałem jednak zielonego pojęcia ani o rozmiarach ani innych szczegółach tego zjawiska. Na szczęście Bryan Mark Rigg w dużym stopniu uporządkował cały ten galimatias.
 
Metodologia i definicje
 
Zabrał się do tego bardzo metodycznie. Na początku rozważył kwestię „kto jest Żydem.” Potem przedstawił problem asymilacji w Niemczech i Austrii, ze szczególnym naciskiem na służbę wojskową jako odzwierciedlenie najwyższego stadium asymilacji. W końcu Rigg opisał ewolucję polityki Hitlera w stosunku do tzw. „mieszańców” (Mischlinge), bogato ilustrując swoją opowieść historiami poszczególnych osób. Jego dzieło czyta się momentami trudno. Autor w logiczny i zimny sposób tłumaczy pseudonaukowe zasady „higieny rasowej” oraz inne narodowo-socjalistyczne meandry pseudo-intelektualne urągające nie tylko nauce, ale przede wszystkim naszej moralności zbudowanej na chrześcjaństwie. Rigg zdecydował się stosować nazistowską nomenklaturę: „Aryjczyk”, „35-procentowy Żyd” czy „75-procentowy Żyd”. Oprócz tego historyk ten zbyt pewnie czuje się w biurokratycznym gąszczu III Rzeszy, konfudując czasami czytelnika. Na przykład używa terminologii dotyczącej rozmaitych typów zaświadczeń o „aryjskości”, której znaczenie tłumaczy dopiero pod koniec swego dzieła. W końcu Rigg opowiada o straszliwie podłych wyborach moralnych, wymuszonych przez system. Niesmaku takich informacji nie niwelują opowieści o bohaterstwie czy szlachetności poszczególnych osób. Zastanawiając się „kto jest Żydem?” Rigg odrzuca dwa „ekstremalne poglądy.” Po pierwsze, historyk nie zgadza się z założeniem, że „osoba z jakimikolwiek przodkami żydowskimi jest Żydem”[9]. Po drugie, autor zaprzecza opinii głównie ultra-religijnych wyznawców judaizmu, że „żadna osoba pochodzenia żydowskiego, która służyła w Wehrmachcie, w ogóle nie mogła być Żydem.” Rigg słusznie podkreśla, że „Żydzi to nie ‘rasa’”[10].
 
Mimo że ortodoksyjni rabini oraz władze Izraela uznają za Żyda tylko osoby zrodzone z żydowskiej matki, badacz przychyla się do szerszej interpretacji. Według niego rozwiązanie tej kwestii do dużego stopnia powinno opierać się na samookreśleniu. Czyli Rigg preferuje liberalne prawo wyboru. Jednocześnie jednak przynaje istnienie takich, którzy według prawa Halacha są Żydami, ale świadomie odrzucają swoje korzenie i zaprzeczają im z rozmaitych powodów (od samonienawiści do asymilacji). Większość tzw. „mieszańców” (Mischlinge) odrzucało identyfikację z Żydostwem. Uważali się za Niemców. Wielu popierało narodowy socjalizm. Wielu miało podobne uprzedzenia jak „aryjska” reszta ich rodaków. Bardzo często antysemityzmu Hitlera i NSDAP nie odnosili do siebie, ale do tzw. „Wschodnich Żydów” (Ostjuden). W 1935 r. jeden z przywódców skrajnie prawicowej organizacji Narodowych Żydów Niemieckich zapewnił Hitlera, że „on i jego towarzysze walczyli, aby nie wpuścić Ostjuden do Niemiec.” Kontynuował: „Te hordy wpół-azjatyckich Żydów” to „niebezpieczni goście.” Dlatego trzeba ich „bezwzględnie wyrzucić” z Niemiec[11]. A co na to Hitler? „Według doktryny nazistowskiej, podobnie jak w Halacha, żydowskość jest dziedziczna.” W III Rzeszy Żydów obwołano „rasą”[12].
 
Co więcej, wielu „czysto aryjskich” chrześcijan, którzy przeszeszli na judaizm, uznano za Żydów w sensie „rasowym” (Geltungsjuden). „Pół oraz ćwierć-Żydów,” którzy mieli „pełnych Żydów” za małżonków traktowano jako „pełnych Żydów.” Sprawy takie regulował najpierw paragraf aryjski (Arierparagraph), a potem ustawy norymberskie i rozmaite dekrety państwowe i rozkazy Hitlera. Dlatego, Rigg stwierdził, że
 
W dyskusji na temat tej historii musimy stosować nazistowskie definicje o żydowskości, bowiem w końcu liczyło się tylko to, w co wierzyli Naziści. Większość osób wymienianych w niniejszej pracy nie określiłaby siebie jako Żydów czy częściowo Żydów. Ale tak definiowały ich teorie rasowe i polityka Hitlera. Tak więc omawiając tutaj kwestię żydowskości czynimy to wedle rasistowskiego prawa narodowo-socjalistycznego, a nie według definicji Halachy[13].




 
[1] Bryan Mark Rigg, Hitler’s Jewish Soldiers: The Untold Story of Nazi Racial Laws and Men of Jewish Descent in the German Military (Lawrence, Kansas: University Press of Kansas, 2002) [dalej cyt. Hitler’s Jewish Soldiers].
 
[2] Gdy Rzeczpospolita (MT-O, “Jedni ginęli w Oświęcimiu, drudzy służyli w Wehrmachcie,” 3 grudnia 1996, s. 7) opublikowała krótki artykuł na temat badań Rigga, w redakcji rozdzwoniły się gniewne telefony.
 
[3] Na ten temat zob. Natan Schür, History of the Karaites (Frankfurt am Main: u.a., 1992); Warren Paul Green, “The Nazi Racial Policy toward the Karaites,” Soviet Jewish Affairs 7 (1978): s. 36-44; Emanuela Trevisan-Semi, “The Image of the Karaites in Nazi and Vichy France documents,” Jewish Social Studies no. 32 (December 1990): s. 81-93.
 
[4] Chodzi o pułk SS Oskara Dierlewangera. Wcielił on w 1945 r. w swoje szeregi niemieckich Cyganów – więźniów obozów koncentracyjnych. Zob. Rigg, Hitler’s Jewish Soldiers, s. 165; French L. MacLean, The Cruel Hunters: SS-Sonder-Kommando Dirlewanger Hitler's Most Notorious Anti-Partisan Unit (Atglen, PA : Schiffer Publishing, 1998).
 
[5] Patricia to skarbnica wiedzy o starej elicie niemieckiej, oraz o III Rzeszy. Jej dziadek to katolicki konserwatysta Franz von Papen, wicekanclerz Niemiec.
 
[6] Rohwedderowie byli rodziną zasłużoną dla przemysłu Niemiec. Detlev Rohwedder, ojciec Cäecilie, był jednym z najbardziej prominentnych przedsiębiorców przemysłu stalowego w Republice Federalnej Niemiec. Po upadku muru berlińskiego podjął działalność polityczną. Został mianowany szefem Powiernictwa Własności (Treuhandlung) w b. NRD, czyli prywatyzował własność byłego państwa komunistycznego. Został zamordowany skrytobójczo przez lewacką bojówkę z Frakcji Armii Czerwonej w 1990 roku.
 
[7] Prażmowie z Bilkowa byli szlachtą czeską herbu własnego (odmiana Rogali), z korzeniami w XI wieku. Pozostali katolikami, a po Białej Górze nadal służyli Habsburgom. W XVII w. zniemczyli się całkowicie, pisząc się Grafen von Praschma. Po 1870 r. odrzucili “von” w proteście przeciw masowemu przyznawaniu szlachectwa przez Kaisera Wilhelma. Wynagrodzeni licznymi ziemiami przez Habsburgów, zamieszkali na Śląsku. Główną siedzibą rodu był Falkenberg (Niemodlin nad Siniawą); ojciec por. Friedricha, Cajus Maria Albrecht Michael Franz Graf Praschma, posiadał majątek Bad Warmbrunn bei Hirschberg (Cieplice Śląskie Zdrój pod Jelenią Górą). Mimo przejścia Śląska pod władanie Prus, Praschmowie nadal utrzymywali bliski kontakt z Wiedniem. Tradycyjnie wysyłali swoje córki na dwórki cesarzowej. Oprócz posiadłości ziemskich mieli kopalnie węgla i fabrykę ołówków. (W tym kontekście o Praschmach wspomina przynajmniej w jednaj ze swych książek w sposób raczej humorystyczny Gustaw Morcinek.) Gdy rotmistrz Cajus Graf Praschma popadł w długi karciane na początku XX wieku, jego ojciec, który zasiadał w pruskim Senacie załatwił zesłanie syna do Chin. Cajus wykładał tam w akademii oficerskiej. Poznał też w Tientsin swoją przyszłą żonę, Iris Kingscote, której ojciec Howard Kingscote był walijskim szlachcicem i pułkownikiem armii brytyjskiej, a matka Adeline Drummond Wolff przeszła w młodości z judaizmu na chrześcijaństwo. Cajus pobrał się z Iris; kilkoro z ich dzieci urodziło się w Chinach, a w tym Friedrich w Tientsin 14 kwietnia 1910 r. W czasie I wojny światowej Cajus – jako niemiecki oficer – został internowany przez Japończyków. Po wojnie powrócił z rodziną do Niemiec. Związany był z katolickimi kołami monarchistycznymi oraz z katolicką partią Zentrum. Friedrich działał w konserwatywno-nacjonalistycznej organizacji paramilitarnej Stahlhelm. Według przekazów rodzinnych, pod wpływem Praschmów, powiat Falkenberg głosował przeciw Hitlerowi jako jedyny w całej rejencji. Po zwycięstwie NSDAP Praschmowie nadal utrzymywali bliskie stosunki z kręgami opozycyjnymi. W 1933 r. ich powinowaty Ewald Freiherr von Aretin, znany monarchistyczny działacz i publicysta bawarski usiłował zorganizować Putsch przeciw Hitlerowi. Jego celem było odłączyć Bawarię od Rzeszy i przywrócić króla. Niestety Gestapo wpadło na trop spiskowców; von Aretin wylądował w KL Dachau. Przez von Aretinów Praschmowie byli też skuzynowani z wieloma innymi konserwatywnymi katolickimi przeciwnikami Hitlera, m.in. z rodziną von Bissing oraz von Stauffenberg. Zob. Walter v. Hueck (red.), Genealogisches Handbuch des Adels, tom 72, Genealogisches Handbuch Der Gräflischen Häuser, tom IX (Limburg an der Lahn: C.A. Starke Verlag, 1979), s. 350; Wolfgang Benz i Walter H. Pehle (red.), Lexikon des duetschen Widerstandes (Frankfurt am Main: S. Fischer Verlag, 1994), s. 332; Otto Graf Praschma, syna Friedricha, liczne rozmowy z MJCh, Frankfurt, Nowy Jork, Chicago, Warszawa, Los Angeles, 1993-2000.
 
[8] Potwierdza to Rigg, który ustalił, że “pół-Żydówka” hr. von Staffenberg była pilotem-oblatywaczem odznaczoną Żelaznym Krzyżem II Klasy. Zaświadczenie o “aryjskości” załatwił jej u Hitlera sam Göring. Zob. Rigg, Hitler’s Jewish Soldiers, s. 180.
 
[9] Zob. Rigg, Hitler’s Jewish Soldiers, s. 2.
 
[10] “The Jews are not a ‘race’; there are no genetic features that all Jews, and only Jews, share.” Zob. Rigg, Hitler’s Jewish Soldiers, s. 8.
 
[11] „Dr. Max Nauman, a Jew and a retired World War I army major and founder of the militant right-wing organization of National German Jews, wrote Hitler on 20 March 1935 that he and his followers had fought to keep Ostjuden out of Germany. Naumann felt that these ‘hordes of half-Asian Jews’ were ‘dangerous guests’ in Germany and must be ‘ruthlessly expelled’.” Zob. Rigg, Hitler’s Jewish Soldiers, s. 12.
 
[12] “Similar to Halakah, Nazi doctrine said Jewishness was inherited.” Zob. Rigg, Hitler’s Jewish Soldiers, s. 16.
 
[13] “However, a discussion of history must use Nazi definitions concerning Jewishness because ultimately only what the Nazis elievd counted. Most of the people in this study would not describe themselves as Jews or partial Jews, but Hitler’s racial theories and policies did. Thus, when Jewishness is discussed in this study, it is according to the Nazi racial laws, not Halakic definitions.” Zob. Rigg, Hitler’s Jewish Soldiers, s. 18.
Zobacz równiez:





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.