Bożena Ratter: Rewolucja kulturowa po polsku
data:29 stycznia 2018     Redaktor: agalaura

„Rewolucja kulturowa po polsku” to tytuł prawie półgodzinnego dokumentu wyemitowanego w największym czasie oglądalności o godz. 19:30 w niemieckiej stacji telewizyjnej. W filmie występują wszystkie te postacie, które występują na ogół we wszystkich filmach czy artykułach prasowych, jeżeli mówimy o sytuacji w Polsce – Jan Bogatko opowiada o filmie w Radio Wnet.

 
 
 
Autorem filmu jest Andrzej Klamt, wg. niemieckiej retoryki późny przesiedleniec, czyli wypędzony w 1989 z Polski. Jeszcze miał czas na to, by rok studiować w Rosji, więc jest to na pewno bardzo wrażliwy, współczesny, europejski patriota. W filmie pojawia się oczywiście Jan Klata, Magdalena Sroka, Anda Rottenberg, biskup Tadeusz Pieronek, wszystkie te osoby, które znane są z tutejszej prasy z wypowiedzi przeciwko rządowi w Polsce - dodaje Jan Bogatko.
 
Można być emerytowanym biskupem i ambasadorem hasła „szantażem i demagogią w Polskę”, a można inaczej głosić ewangelię. W szwajcarskim miesięczniku Polskiej Misji Katolickiej refleksje ze spotkania szwajcarskiej Polonii z ks. Stanisławem Małkowskim, który wspominał bł. ks. Jerzego Popiełuszkę. „Zmienił imię w seminarium pod wpływem postaci św. Jerzego walczącego ze smokiem. Dla ks. Jerzego komunizm był właśnie takim smokiem, z którym należy walczyć wiarą. Jego słynne „kazania za Ojczyznę” wygłaszane w kościele św. Stanisława Kostki Jerzy Urban - ówczesny rzecznik komunistycznego rządu - nazywał „seansami nienawiści”- przypomniał ks. Stanisław.
 
Można też inaczej prowadzić pismo katolickie i można inaczej mówić o swoim miejscu urodzenia, czego świadectwo dał Dionizy Simson w tymże szwajcarskim piśmie w cyklu „Ocalić od zapomnienia”. I to w bogatym, protestanckim, a nawet świeckim, policyjnym, ale tolerancyjnym państwie. Dionizy ukończył w 1953 r. Technikum Mechaniczne w Grudziądzu. Jako syn kułaka bez przynależności do PZPR czy chociażby ZMP nie miał szans na awans i mieszkanie. W mieście, które zostało w czasie wojny prawie zrównane z ziemią, istniał katastrofalny brak mieszkań. Cegły zabrano, ponieważ rząd i partia postanowiły kosztem reszty kraju odbudować Warszawę. W ocalałych mieszkaniach gnieździły się dwie, trzy a później nawet więcej rodzin. Szansę dla siebie znalazł w Przemkowie.
 
„Imperium skończyło wojnę w Korei, ale szykowało się do dalszych. Potrzebowało broni i amunicji. Polsce przypadł odpowiedni braterski przydział. Już od 1950 r. cały potencjał gospodarczy Polski był nastawiony na produkcję wojenną” – wspomina Dionizy. Przemków, założony w roku 1280 przez piastowskiego księcia Przemysława z Głogowa zmieniał w swej historii wiele razy właściciela i przynależność państwową. Po wojnie Polacy wypędzeni z terenów zaanektowanych przez ZSRR i przesiedleni Łemkowie zajęli gospodarstwa i domostwa, przy których istniały pola uprawne. Do uruchomienia produkcji w opuszczonych i wyszabrowanych budynkach fabrycznych odlewni, w której Niemcy aż do wtargnięcia Armii Czerwonej – 12 lutego 1945 r. - produkowali amunicję, potrzebni byli różni fachowcy m. in. tacy, którzy znali się na pomiarach. Maszyny odlewnicze i inne uniwersalne wyposażenie zakładu zostało zdemontowane i wywiezione do Rosji. W budynkach innej fabryki, które przejęły później Państwowe Zakłady Zbożowe magazynowali sowieci łupy. Jeszcze w roku 1954 kilkanaście wagonów z transformatorami, silnikami elektrycznymi, obrabiarkami i innymi urządzeniami przemysłowymi pojechało na Wschód”. Dionizy zorganizował izbę pomiarów, zaprojektował nowy system kontroli jakości, jako 22-latek skonstruował konkurencyjny system kokil do odlewania kształtek i ten jego pierwszy wynalazek, nie opatentowany, przyniósł wielomilionowe oszczędności.
 
Wspólnie z panem R. Kuską opracowali system izolacji silników elektrycznych stosowany w wibromłotach i chroniony międzynarodowym patentem nr 48086. „W starym Przemkowie stały ruiny zamku. Potężne, ciche i tajemnicze. Urzekały mnie swoją architekturą i majestatycznością…W latach 60 ruinę rozebrano, w ramach polityki historycznej Partii i Rządu miejsce zrównano z ziemią…Czas spędzony w Przemkowie uważam za bardzo ważny w kształtowaniu mojej osobowości. W życiu należy opierać się na wartościach sprawdzonych, unikać jak zarazy wszelkich modnych i „postępowych” ideologii i nie bać się drogi niewygodnej. Potwierdziło się to nie tylko u mnie, ale również w rodzinie i u przyjaciół… W Przemkowie prawie wszyscy byli przybyszami. Większość stanowili wypędzeni Polacy z Wołynia, mieszkańcy osady Siemianówka, Lwowianie, Łemkowie, Wielkopolanie, banici z Warszawy, za pracą przyjechało też parę rodzin z okolic miasta Końskie. Był też Stanisław Sech, Sybirak, człowiek wielkiego serca i szlachetności, dysponował niepowtarzalnym dowcipem. Przemków wydaje się ponadto dobrym miejscem do zawierania trwałych małżeństw. Nikt z naszych przyjaciół i znajomych z tamtych czasów się nie rozwiódł”.
Zobacz równiez:





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.