Bożena Ratter: Mam taką stopklatkę
data:24 stycznia 2018     Redaktor: agalaura

Tematyka wypędzeń z Wielkopolski i właściwie z całych ziem wcielonych do III Rzeszy czyli Pomorza, Ziemi Ciechanowskiej, Ziemi Łódzkiej, Śląska i Wielkopolski jest tematyką zapomnianą ze względów politycznych i w okresie PRL, bo chodziło aby ukryć udział sowietów w tych zbrodniach, a  po przełomie w 1989 roku znowu została zapomniana, ponieważ wtedy można było mówić i badać zbrodnie sowieckie co przesłoniło zbrodnie niemieckie.

By Bundesarchiv, R 49 Bild-0131 / Wilhelm Holtfreter / CC-BY-SA 3.0, CC BY-SA 3.0 de, commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=5372093
 
 
 
 
Zbrodnie sowieckie to zbrodnie zakłamane, a zbrodnie niemieckie to zbrodnie zapomniane. (Rozmowy Niedokończone, dr Agnieszka Łuczak - naczelnik Oddziałowego Biura Edukacji IPN w Poznaniu). Czy tylko zapomniane? Katarzyna Łaniewska pytana o rolę babci w katolickim programie Ziarno wspomina, iż została poproszona, by w opowieściach o wojnie nie używała słowa Niemcy lecz naziści. „Byłam świadkiem egzekucji, gdy wracałam z babcią ulicą Warszawską, gdzie rozstrzeliwali Polaków, gdzie były afisze. Czynili to Niemcy, nie naziści. Dzieci nie wiedziały co to jest nazizm”- kontynuuje Katarzyna Łaniewska.
 
Merytoryczna  rozmowa dr Agnieszki Łuczak oraz obecnych w studio prof. dr hab. Wojciecha Stankowskiego (Instytut Geologii Wydziału Nauk Geograficznych i Geologicznych Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu), Henryka Walendowskiego (prezesa Społecznego Komitetu Budowy Pomnika Wypędzonych w Poznaniu) i słuchaczy, świadków wysiedlenia z ziem wcielonych do III Rzeszy, to przykład ciekawej, wartkiej  narracji, wysokiej  kultury, pięknego języka, wrażliwości i miłosierdzia.
 
„Jak to jest możliwe, że w Wielkopolsce, która w czasach zaborów walczyła o to, żeby polskość przetrwała, gdzie odbyło się zwycięskie powstanie, w dzisiejszym Poznaniu są kłopoty z jednej strony z odbudową pomnika wdzięczności, a z drugiej strony, z budową pomnika wypędzonych. To niezwykle bolesna sprawa. A moje własne wspomnienie? Ci co nas wyrzucali przyszli przed północą, dali mojej mamie pół godziny na ubranie dzieci, jej mamy i siostry. Zostaliśmy brutalnie wyrzuceni. Mam taką stopklatkę, którą widzę: stoję w korytarzu tyłem do drzwi wejściowych przodem do mieszkania i właściwie widzę tylko rozstawione nogi żołnierza niemieckiego w charakterystycznym obuwiu. I przez te rozstawione nogi, w prześwicie, widzę coś, co było dla mnie, dla małego chłopca największą radością: trójkołowy rowerek” - wspomina prof. dr hab. Wojciech Stankowski.
 
Niemcy wyciągnęli wnioski z postawy Polaków w czasie zaborów i doszli do wniosku, że Polaków nie da się zgermanizować, dlatego należy zgermanizować ziemię a nie ludzi. Program wysiedleń  opracowało wielu wybitnych niemieckich naukowców cieszących się później wielkim autorytetem.  W pierwszej kolejności należy  aresztować polskie elity, inteligencję, ziemiaństwo, duchowieństwo, osoby aktywne społecznie i politycznie, cieszące się autorytetem. 40 tysięcy przedstawicieli właśnie tych elit z terenów wcielonych do Rzeszy zostało zlikwidowanych w 1939r., a ich rodziny przeznaczone na wysiedlenie,  żeby własność wybranych zamożnych, polskich rodzin, ich mieszkania, domy, wyposażenie mieszkań przejęli Niemcy, którzy przyjechali z Rzeszy oraz z terenów ZSRR, z Wołynia, Besarabii, Bałtów, Łotwy, Estonii. Trzecia Rzesza miała być wspólnotą etniczną i to na naszym terenie. Do marca 1941 wysiedlono 160 000 obywateli II RP z Wielkopolski do Generalnego Gubernatorstwa, z całej północno zachodniej Polski wysiedlono 360 000 Polaków, a przywieziono 360 000 Niemców. Plany były większe, planowano miliony Niemców sprowadzić. Polacy mieli być tanią siła roboczą, wszystkie szkoły pozamykano dla polskich dzieci, kościoły zamknięto. W Kraju Warty Kościół sprowadzony został do stowarzyszenia wyznaniowego, a katolicy niemieccy i polscy spotykali się w kościele z segregacją rasową – kontynuuje dr Agnieszka Łuczak.
 
Operacja niemiecka zgłady polskich elit miała kryptonim Tannenberg. Od wiosny 1939 roku powstańcy śląscy, powstańcy wielkopolscy, wszyscy ci, którzy budowali odrodzoną II RP byli na niemieckich listach proskrypcyjnych do rozstrzelania w pierwszym momencie lub później, w obozach koncentracyjnych. A jeśli chodzi o wywózki, było to preludium do tego, co Niemcy planowali. „Za 50 lat będzie tu kwitnący kraj niemiecki, nie będzie tu ani Polaka ani Żyda” (ćwierć wieku później  niż przewidywał mamy panią Różę T.  i jej podobnych, którzy z Polską się nie utożsamiają, ale to wyjątki). Artur Greiser, namiestnik Kraju Warty chciał stworzyć Okręg wzorcowy, który był pod względem logistycznym, dla administracji niemieckiej poligonem doświadczalnym dla holocaustu. Często te same służby, ci sami niemieccy dygnitarze uczestniczyli w tworzeniu obozów koncentracyjnych i przeprowadzeniu holocaustu.  Rodzina pana Henryka Walendowskiego po wypędzeniu z domu w Poznaniu przeszła jeszcze obozy przejściowe. Takich obozów było wiele, największy w Poznaniu, przez ten obóz przeszło 33 500 Polaków. „Leżeliśmy na betonowej ziemi, gdzie kiedyś były snopki słomy a teraz sieczka po poprzedniej grupie wywiezionych”. Transportowani byli w różne rejony: Małopolska, Świętokrzyskie, Lubelskie, Mazowsze. W rejony biedne, do których również przyjeżdżali wysiedlani lub uciekający ze wschodnich terenów II RP. „Szczęściem w nieszczęściu trafił się po spacyfikowaniu wsi domek drewniany bez ogrzewania. W kolejnych latach gaciliśmy ściany, grabiliśmy liście i igliwie i kładliśmy na ściany.  Tam nie było mebli, szafę mama zrobiła z fragmentów drewna z lasu i szarego papieru. Najgorsza była pierwsza zima (dużo śniegu i bardzo niskie temperatury) i pierwsze święta. Mama zdobyła garnek ziemniaczanej zupy i to była wigilia 1939 roku. Smak tej ciepłej zupy pamiętam do dzisiaj” – opowiada pan Henryk.
 
Wypędzenie 160 000 Polaków z ich majątków  to całkiem niezły biznes III Rzeszy. Niemcy etniczni przesiedlani ze wschodu ZSRR zostawiali tam swoje majątki (często gorsze) i jako rekompensatę dostawali majątki wysiedlonych Polaków z pełnym wyposażeniem (najlepsze mieszkania, domy, dwory, pałace, zakłady rzemieślnicze, gorzelnie, młyny, stawy rybne, fabryki itp.) a dodatkowo ZSRR wypłacał Rzeszy jako ekwiwalent dobra naturalne w postaci zboża, ropy, surowców czyli Rosjanie wspierali Niemców w agresji. Zwykła grabież, majątek Polaków zanim został przekazany przybyszom był prywatnie ograbiany ze smakowitych kąsków. Spisy robione przez Niemców przejmowanych przedmiotów były zaniżone, dokumenty już w momencie powstawania były fałszowane. Niemcy od początku dawali się we znaki, w Lesznie przed wojną krążyły bojówki młodzieżowe w krótkich spodenkach, robili mapy, które ułatwiły Niemcom w 1939 trafiać do wskazanych Polaków. Ojciec należał do Stronnictwa Ludowego i od razu znalazł się na liście sporządzonej przez księdza ewangelickiego. W  marcu o 5 zapukali dwaj  gestapowcy (miałam 8 lat) , krzyczeli „raus” i dali nam 5 minut – wspomina pani Mirosława z Warszawy. Głodni i bez wody dojechaliśmy do gminy Próchnik zamieszkałej  przez rodziny ukraińsko – polskie. Tam już na początku 1940 roku robili propagandę w rodzinach, dzieci przeciw rodzicom, a nas przedstawiali jako bandytów za karę zesłanych. Izba z klepiskiem, w niej  świnia z prosiętami i kura, żeby było cieplej. Ja po tych przygodach chorowałam na nerwicę żołądka, to było straszne. W szkole i na studiach nie przyznawałam się, bo wiedziałam, że nie jest to temat do poruszenia nawet wśród bliskich znajomych. 10 lat temu TV ogłosiła konkurs na film o wysiedlonych, napisałam projekt scenariusza do filmu,  żeby pokazać, że nie jest prawdziwa wersja pani Eriki Steinbach. Scenariusz trafił do Ośrodka Karta, a filmu nie ma. Nie powstawały  filmy o 160 000 wypędzonych z Wielkopolski i innych ziem polskich wcielonych do Rzeszy, ale dlaczego nie ma nawet wzmianki o wypędzeniach Polaków w filmie Matecznik,  projekcie TVP1 z 2016 roku? A jest mowa o Niemcach wysiedlonych z Radzimowa, którzy już po raz 68 przyjeżdżają do swojej „ojcowizny”, jak określił to narrator filmu. Może dlatego, iż film „powstał dzięki pomocy Fundacji Współpracy Polsko – Niemieckiej.
 
Dziecku należy się pokój a nie wojna, wojna okalecza młode organizmy, dlatego nasz Społeczny Komitet Budowy Pomnika Wypędzonych w Poznaniu zatwierdził  piękny projekt pomnika, gdzie centralną postacią jest przestraszona dziewczynka okryta kocem - mówi pan Henryk Walendowski. Od 11 lat czynimy  starania, aby pomnik powstał, ale władze Poznania zastopowały ten projekt. Mamy działkę, mamy projekt, wymieramy jako świadkowie, z 33500 osób dzisiaj w Wielkopolsce żyje około 9 000. Oni chcieliby ten znak pamięci narodowej widzieć, kto pamięta o ich gehennie wojennej? Niestety nie ma we władzach miasta ani województwa nikogo, kto przeżyłby czas wojny i być może dlatego nie rozumieją wagi problemu czyli pamięci o pamięci poszkodowanych - prof. Wojciech Stankowski. Panie profesorze, to chyba nie ten powód! W Poznaniu na Uniwersytecie i w powiązanych z nim instytucjach jest wielu bardzo młodych naukowców, którzy nie przeżyli czasu wojny, a dla których pamięć  o pamięci poszkodowanych podczas tej wojny jest tematem doktoratów, publikacji naukowych, materiałów konferencyjnych i zajęć ze studentami! Niestety, ich wrażliwość i działalność naukowa, publicystyczna, edukacyjna dotyczy jednej pamięci i jednych poszkodowanych w wyniku agresji Niemców. Polaków z diaspory żydowskiej.  Więc cieszę się, że TV Trwam wychodzi poza tradycyjną sferę „szeptu i krzyku” i prowadzi otwarty dialog na temat otaczającej nas rzeczywistości, otwarcie mówi o najtrudniejszych tematach dotyczących wszystkich Polaków, o których zwykło się rozmawiać albo po cichu, albo emocjonalnym przekazem.
 
Mówi się o ogromnych stratach materialnych, ale jeszcze rachunek strat moralnych – podsumowuje prof. dr hab. Wojciech Stankowski. A straty kulturalne a zdrowotne, okaleczeni fizycznie i psychicznie, bez możliwości nauki i pracy z tego powodu.  To przykre. Ci ludzie których to dotknęło, a dotknęło to każdą wielkopolską rodzinę (polską rodzinę)  nie mieli kiedy opowiedzieć o tej swojej krzywdzie. Była grupa społeczna,  która nigdy nie wróciła do swoich majątków,  grupa właścicieli majątków ziemskich.  Zostali w pierwszej kolejności wyrzuceni, a nowy system komunistyczny „demokratyczny, socjalistyczny, niosący marksistowską i ekologiczną sprawiedliwość” zabrał im te ziemie. To były elity II RP. W latach 2000 -2005 pracowałam w Niemczech u dobrze sytuowanych rodzin, u starszych Niemek. To bardzo bolesne przeżycie, nie mogę się z tym pogodzić do dzisiaj. Jedna z nich szczyciła się tym, że planowała prace dla Polaków, pokazała mi mapę i powiedziała: jeśli mieszkasz po wschodniej stronie Milicza to po stronie polskiej, jeśli po przeciwnej to mieszkałabyś po stronie niemieckiej. To  one czują się bardzo poszkodowane bo musiały opuścić polskie majątki - opowiada słuchaczka. Czy to  akceptacja polityki III Rzeszy czy brak wiedzy, iż zajmowały gospodarstwa, z których najpierw wypędzono Polaków. Polacy zostali w 1939 napadnięci i wyrzuceni bezprawnie a Niemcy w 1945 roku opuszczali polskie tereny w wyniku  traktatów międzynarodowych, to zupełnie inna sytuacja prawna. Uciekający Niemcy z Wielkopolski (i nie tylko) pakowali na wozy przedmioty zabrane z polskich mieszkań, które otrzymali w 1939 roku i  1940. Już 2 lata po wojnie kwestia osądzania zbrodniarzy niemieckich i kwestia pamiętania o tym, była w narodzie niemieckim żadna. Uważali, że trzeba osądzić i skazać tych kilku czy kilkunastu, a cały naród niemiecki nie miał z tym nic wspólnego - wyjaśnia dr Agnieszka Łuczak. Myślę, że relacje dzwoniących i nasze refleksje i nasze wspomnienia z tego okresu  są bardzo potrzebne, żeby przynajmniej osłabiać tę siłę dzisiaj szeroko nagłaśnianej zmiany polityki historycznej, zmiany  pamięci historycznej. Tę historię chce się napisać od nowa i zupełnie inaczej niż wygląda przez pryzmat bezpośrednich jej uczestników. – zakończył prof. Wojciech Stankowski. W nas głęboko tkwi umiłowanie kraju i społeczeństwa i zależy nam na tym, by prawdziwa pamięć historyczna rozszerzała się, Henryk i ja jesteśmy zaangażowani w Akademicki Klub Obywatelski.
 
Telefonów do studia było wiele, pani Zofia z Warszawy opowiedziała o ojcu, który z mamą został wysiedlony z Kalisza w ciągu pół godziny. „Ojciec kochał muzykę, więc wziął tylko skrzypce”. To był  Henryk Olejniczak, skrzypek Filharmonii Krakowskiej. Pan Grzegorz z Krakowa opowiedział o dziadku, który  mieszkał w Poznaniu, zmobilizowany walczył w wojsku niemieckim w I wojnie. Gdy wrócił do Poznania ordery przywiesił psu do ogona. Wziął też udział  w Powstaniu Wielkopolskim, więc gdy  Niemcy weszli w 1939 roku natychmiast go rozstrzelali. Ojciec miał pod Poznaniem pałac i 1000 ha (tam jest teraz muzeum). Niemcy pałac zajęli,  potem  Rosjanie zajęli i rozkradli, zabrali wszystko. Do dzisiaj nie może niczego odzyskać, ojciec umarł w biedzie. Rodzice pana Sławek z północno zachodniej granicy na rzece Noteć pamiętali wysiedlenia na tym terenie gospodarzy z jednego gospodarstwa do drugiego, żeby nie było przywiązania do swego. Zabieranie gospodarstw i zmuszanie do pracy w gospodarstwach obok to tzw. Rugi. Widzieli też jak linią kolejową w jedną stronę jechały wagony wypełnione zbrojeniami, a w drugą obładowane naszymi dzwonami i innymi dobrami. Danuta ze Śląska urodzona w Poznaniu mieszkała z rodzicami na starym rynku. Przeżyła i pamięta do dzisiaj pseudo procesje Niemców poprzebieranych w stroje księży z Katedry na stary rynek, przy wściekłej muzyce. Pani Zdzisława z Konina mieszkała w powiecie kaliskim. Ojciec wojskowy, działający w podziemiu, wskutek zdrady został wywieziony do Dachau, gdzie zginął.  Siostra 13-letnia  do Niemiec na roboty zesłana,  brat skatowany i do studni za nogi wpuszczany.  Pani Zdzisława  z mamą wypędzona w ciągu  20 minut. Wskutek wstawiennictwa znajomego Niemca  wywiezione do pracy we Francji. Z 14 innych gospodarstw Polacy zesłani do Niemiec, do  Austrii.  „To była wielka trauma-pamiętam gdy jako „polska świnia” po nóżkach  jako dziewczynka od gestapo dostałam”.
Zobacz równiez:





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.