Bożena Ratter: O Polakach na Kresach
data:22 stycznia 2018     Redaktor: agalaura

Historia każdego oddziału partyzanckiego AK na Nowogródczyźnie, Grodzieńszczyźnie czy Polesiu, każdej brygady wileńskiej AK, wiąże się ze wspaniałymi oficerami i żołnierzami, którzy odnotowali na swym koncie dziesiątki niezwykłych wyczynów bojowych. Jednym z najwybitniejszych dowódców partyzanckich Armii Krajowej w Nowogródzkim Okręgu ZWZ-AK był Jan Borysewicz „Krysia”. O jego wielkości mówią nie tylko wspaniałe dokonania organizacyjne i bojowe, ale też społeczny odbiór tej niezwykłej postaci przez mieszkańców Ziemi Mickiewicza. Jeszcze za życia stał się symbolem kresowego żołnierza Polski Walczącej. (Krzysztof Krajewski, Tomasz Łabuszewski, IPN Warszawa).

Dowódca Zgrupowania "Północ" AK - por. Jan Borysewicz "Krysia", "Mściciel" / Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 37-910
 
 
 
Jan Borysewicz poległ 21 stycznia 1945 r. w zasadzce zorganizowanej przez grupę operacyjną 105. OP NKWD koło wsi Kowalki pod Naczą. „Ciało komendanta wozili ze śpiewem po wszystkich jarmarkach i miasteczkach. Chodzili po domach, wypędzali ludzi, aby poznawali, czy to naprawdę „Krysia”. Naigrywali się mówiąc „Wasz Bóg, wasz „Krysia”, całujcie jego ręce i nogi” (W. Lisowska, op. cit.). W Raduniu widział komendanta doprowadzony z celi Witold Krupowicz „Ryś”. Komendant leżał na środku w obszernym pomieszczeniu głową w kierunku ściany, koszula i kalesony były czyste, bez śladów krwi. Skatowani żołnierze Armii Krajowej tuż przed egzekucją byli często nie do rozpoznania. Jednak w przypadku „Krysi” wszyscy musieli być pewni, że widzą komendanta, by nikt – nieuchwytny jak on – nie porwał do boju za sobą „Krysiaków”. Sowieci nie mogli sobie pozwolić na to, by miejsce pochówku komendanta stało się zarzewiem legendy, spoiwem wzmacniającym polskość skutecznie przez nich zwalczaną od sześciu lat drogą masowych mordów, wywózek, branki, egzekucji i permanentnej inwigilacji, realizowanych zarówno przez oficjalne władze państwowe, jak i oddziały bolszewickich grup leśnych „walczących o sowieckość tych ziem”. (Marcin Bieńkowicz – wnuk Tadeusza Bieńkowicza ps. „Rączy”).
 
Rtm. Jan Skorb Boryna wydał specjalny rozkaz, w którym przypomniał porucznika : „Nauczył swoim przykładem setki i tysiące synów ziemi kresowej kochać swe strony ojczyste, swój lud, prawdę życia i sprawiedliwość. Nie umiał służyć Ojczyźnie w celu uzyskania tylko pochlebstw, wpływów i stanowiska. Każdemu był najszczerszym przyjacielem, kto również jak On ukochał ideały w życiu. W najcięższych chwilach nigdzie nie poszedł szukać lepszej doli. Został tu, by oddać swe młode życie, na zawsze zranić serce rodziców, by chwałą okryć żołnierza polskiego i dać świadectwo swym postępowaniem wszystkim tym, którzy razem z Nim i spod strzechy wieśniaczej ziemi kresowej wyszli i wszystkim tym, którzy z dalszych dzielnic Polski przybywali, jak Ojczyznę kochać należy i świętej sprawie służyć”.
 
Jan Borysewicz zginął w przeddzień rocznicy wybuchu powstania styczniowego, do którego tradycji odwoływał się w partyzanckim piśmie „Szlakiem Narbutta” drukowanym na plebanii proboszcza Leona Chrystowskiego w Dubiczach.
 
W Katedrze Polowej 21.01.2018 r. podczas Mszy św. odbyło się poświęcenie repliki Proporca Bojowego Oddziału Partyzanckiego „Krysiacy” . Zawsze pamiętam, że oryginał proporca w tej katedrze dumnie, z wielkim honorem, niósł śp. płk. Romuald Bardzyński. Na każdej uroczystości stawał przed ołtarzem Chrystusa niosąc całe dziedzictwo „Krysiaków” przed ołtarz ponieważ był świadom, skąd ta przeogromna moc płynie i komu się służy. Połączyć służbę Ojczyźnie i Bogu to największy zaszczyt, to największy dar, jakiego można doświadczyć. Jan Borysewicz urodzony jeszcze w niewolnej Polsce, młodość przeżywa w tej wyzwolonej. Należy do pokolenia tych, którzy doświadczyli tylu wojen i tylu zmagań dla wolności ojczyzny, którzy wszystko postawili na jedną szalę dla Najjaśniejszej Rzeczpospolitej, aby była wolna. Umieli się poświęcić dla Boga, dla Ojczyzny, dla drugiego człowieka - to słowa z homilii. Dobrze, że mieliśmy i mamy kleryków oprócz emerytowanego biskupa Pieronka, który jako zadeklarowany „antyklerykał” pewnie tak pięknego kazania nie wygłosiłby a i do powstania styczniowego nikogo by nie namawiał.
 
„Ks. Mackiewicz był ową iskrą, która zapaliła nagromadzone żywioły. Bez broni i bez ludzi, znających sztukę wojenną, organizuje półtysiąca żołnierzy, wpajając w nich poczucie obowiązku i wielkości sprawy, za którą poszli walczyć. Żołnierze w przeważnej części włościanie z okolic, które znały i szanowały poważnego kapłana. Uzbrojenie składało się z pojedynek myśliwskich, dubeltówki były niegęste, a najwięcej kos oprawionych mocno na długich drewnianych trzonkach. Przeszło tydzień świeżo zgromadzeni powstańcy stali na miejscu. Zwożono zewsząd broń, zbiegali się ludzie, kuli kosy i lance w obozowej kuźni. Obozowisko miało minę niewielkiej mieściny, ulepionej z chrustu i jodlanych sęków. Są to namioty, baraki, kuźnie, stajnie, kapliczka, arsenał tymczasowy – krócej cała wojenna gospodarka. Przededniem 17 marca oddział ks. Mackiewicza wyruszył w drogę. Oddano rozkazy kompaniom, rozdzielono chleb i mięso, zawołano do broni i w pogotowiu czekano na przybycie naczelnika. Ks. Mackiewicz na czarnym, niewielka koniku, odziany w narodówkę, w czerwonej konfederata i z szablą u boku, zwolna przejeżdża szeregi. Przemówił słów kilka, zachęcając do wytrwałości i skinął do marszu. Ruszyli powstańcy, zdążając ku lasom Datnowa”. (Urywki z pamiętników o powstaniu z r. 1863 zebrane przez dr Zofię Szybalską a wydane we Lwowie Nakładem Towarzystwa Nauczycieli szkół wyższych 1913.)
 
W uroczystości w Katedrze Polowej uczestniczyli płk Weronika Sebastianowicz z Białorusi i płk Tadeusz Bieńkowicz „Rączy” z Krakowa. Niedogodności wieku słusznego ani odległość nie były dla nich przeszkodą. W wywiadzie dla Polskiego Radia pani Weronika powiedziała: „dzisiaj, gdyby była taka potrzeba i dzisiaj już wiedząc, co ja przeszłam (katorżnicza praca w tajdze na zesłaniu) ten głód, chłód, ja bym zaczęła od tego samego. Bo takiej miłości może wy nie odczuwacie w Polsce jak my, taka jest w nas potrzeba miłości Ojczyzny”.
 
Na Białorusi Polacy z AK walczący z sowiecką agresją tak jak Jan Borysewicz wciąż są postrzegani jako wrogowie. Ponoć paczki świąteczne wciąż czekają w Kuźnicy Białostockiej na dostarczenie ich do naszych rodaków na Białorusi. Czy poprawność polityczna powoduje, iż zarówno Konsulat Polski jak i Stowarzyszenie Łagierników Żołnierzy Armii Krajowej opłacane sowicie z naszych, podatników, pieniędzy nie mogą ich dostarczyć?
Zobacz równiez:





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.