Wywiad z Markiem Baterowiczem
data:09 grudnia 2017     Redaktor: GKut

W przeddzień polskiej premiery powieści "Ziarno wschodzi w ranie"
zamieszczamy wywiad z Autorem, który ukazał się w polonijnym "Tygodniku Polskim" w Melbourne w 2004 roku.


Red. Jest Pan poetą, prozaikiem i publicystą. W której z tych form pisarstwa wypowiada się Pan najchętniej?


M.B. Poezja jest zwykle początkiem twórczości, tak też było i ze mną. Proza przyszła później, a publicystyki w ogóle nie dato się uprawiać w PRL-u, chyba że ktoś akceptował wytyczne reżimu...Dlatego publicystyką zająłem się dopiero na emigracji. Najbliższa jest mi poezja, daje najwięcej form ekspresji. A felietony i artykuły często kuszą, bowiem sytuacja świata, a zwłaszcza Polski, nawet po 1989, wywołuje frustrację i niepokoi. Niepokoją też określony odłam czytelników, bo parę lat temu dostałem uroczy liścik, w którym przypomniano mi, czym skończyło się pisanie felietonów dla Lechonia ! Może chciano mnie tym przestraszyć... W każdym razie Lechoń wyskoczył z okna z zupełnie innych powodów! A wracając do opowiadań czy powieści, to bardzo chciałbym, aby wyparły u mnie felietony; być może ten dzień jest blisko...
Red. Debiutował Pan jako poeta na łamach „Tygodnika Powszechnego93 w 1971 roku. Jak ten debiut został przyjęty przez miłośników poezji?
M.B. Debiut został przyjęty życzliwie, wyjąwszy cenzorów, którzy usunęli wiersze poświęcone tragedii na Wybrzeżu w grudniu 1970 roku. Poszły inne wiersze... Debiuty prasowe są po części efemeryczne; dopiero w pięć lat później ukazał się mój pierwszy tomik „Wersety do świtu”, którego tytuł był aluzją do panującej w PRL-u nocy! Wierszami chciałem wymodlić świt... Cenzura jakoś tego nie zrozumiała, choć usunęła kilkanaście utworów z tego zbioru. Czytelnicy i recenzenci byli łaskawsi, natomiast ubecy mniej... Po przesłuchaniu w 1971 schroniłem się w języku francuskim; wiersze w nim tworzone umykały cenzurze, a wydałem je potem w Paryżu w 1977roku. Po polsku pisałem do szuflady...


Red. Rówieśnicy Pana mówią, że każdy Pana tomik był wydarzeniem literackim. Jakie wartości o tym decydowały?


M.B. Jeśli były wydarzeniami, to rzadkimi, bo przed opuszczeniem kraju wydałem tylko trzy tomiki, z tym że ten trzeci na podziemnym powielaczu i większość nakładu przepadła w stanie wojennym. Być może do popularności moich wierszy przyczyniły się ich wartości antytotalitarne... Tak odczytałbym reakcje na spotkaniu poetyckim z głodującymi członkami „Solidarności" (m.in. Anną Walentynowicz) w kościele w Bieżanowie (Kraków), a także podczas recitalu poezji w stanie wojennym w kościele karmelitów czy na Skałce w Krakowie. Ktoś ułożył muzykę do wiersza o papieżu... Teraz też przyszła wieść, że w papieskiej antologii ks. Buryły są moje dwa wiersze, choć ja ich tam nie posłałem. Być może ktoś przekazał je tam, ale komu zostawiłem kopie?.. Być może w archiwum sacro-songu? Tak czy owak, jeden z nich - „Chorał z klucznikiem", który był niedawno na łamach „Tygodnika Polskiego" - opublikowano w tej antologii, lecz zapewne w pierwotnej, nieco rozwlekłej, wersji. W Australii wiersz ten prze-robiłem w myśl rady Norwida: „Redakcja jest redukcją"...


Myślę też, że w moich wierszach są wartości uniwersalne poza wspomnianymi wcześniej akcentami i to sprawia, że trafiają one do braci z planety Ziemia.


Red. Czy Pana powieść „Rękopis z Amalfi" znalazła duży oddźwięk wśród czytelników?


M.B. Owszem. Wśród recenzentów również, ale ponieważ jest to satyra na podział między dwie układające się strony, więc książka ta nie miała oficjalnego poparcia. Może teraz, po upadku tego bipolarnego układu. Większą wagę przywiązuję do moich opowiadań wydanych w Krakowie („Pułapka pod księżycem", WL 1983)


Red. W Pana poezji ważną rolę pełnią krajobrazy? Jak się tam pojawiają?


M.B. Krajobraz w moich wierszach jest zwykle tłem dramatu, nawet jeśli pojawia )się tam z fascynacji pięknem natury. Dobrym przykładem byłby utwór „Pejzaż z mgłą" (w zbiorze „Od zieleni do rdzy", WL 1979), gdzie na tle drzew ojczystych (cierpiących jak Budda) wiatr unosi żałobną wstążkę, z której uszyjemy kiedyś jasną chorągiew jutra.. .Niestety okazuje się, że ten dezyderat jest nadal aktualny w 2004 roto.
Ale, ale... Nie wszyscy zwrócili uwagę na krajobrazy. W pracy magisterskiej obronionej w 1996 r. na Uniwersytecie Śląskim zwrócono raczej uwagę na związki moich liryków z muzyką, tańcem i malarstwem.


Red. Cenzorzy nie lubili Pana wierszy Czy miało to wpływ na decyzję wyemigrowania z Polski?


M.B. Cenzorzy nie wygnali mnie z kraju! Można ich było trochę nabrać albo ominąć, publikując w drugim obiegu, co robiłem, drukując na przykład w „Zapisie". Decyzję emigracji podjąłem po stanie wojennym, choć nosiłem się z nią od wielu lat...Ale to stan wojenny dopiero znieczulił mnie na tyle, że przestałem się wahać. Okazało się bowiem, że żyliśmy nie tylko w ustroju zbrodniczym i o absurdalnej ideologii, ale i niereformowalnym! Do tego dochodziło upokorzenie, bo paszporty były tylko przepustkami na jedną podróż, a zatem czuliśmy się więźniami w swojej własnej ojczyźnie. Wszystkie te elementy sprawiały, że umysł odrzucał koktajl PZPR + WRON + PRON! Ba, odrzucało i ciało - dziwne nerwobóle brzucha ustąpiły na za-wsze, gdy stanąłem na lotnisku w Rzymie.


Red. W Pana twórczości dostrzega się związki z kulturą romańską. Co sprawiło zatem, że znalazł się Pan w anglojęzycznej Australii?


M.B. Jakieś fatum! W Hiszpanii były miliony bezrobotnych, nie było określonych warunków, a wszystko - jutro! Faworyzowano imigrantów z Ameryki Południowej, to zrozumiałe. A do Francji czy Włoch wrócić nie mogłem, bo o azyl prosiłem w Hiszpanii. Pułapka! Pozostały kraje overseas, jak Australia, z przejrzystymi prawami dla uchodźców. Zważywszy odległość do Polski, żałuję dziś mojej
decyzji. Z Hiszpanii jednak bliżej do Krakowa...


Red. W Pana utworach pobrzmiewa nostalgia za ziemią dzieciństwa. Czy łatwo się tu Parni odnaleźć?


M.B. Ja tu się w ogóle nie odnajduję, ale nostalgia za krajem urodzenia jest .chyba nie tylko moim problemem. Cierpienia jednak bywają twórcze. Tak było też w stanie wojennym i potem, gdy wyjeżdżałem na Zachód jakby „w ciąży", wioząc ze sobą płód powieści o wojnie Jaruzelskiej („Ziarno wschodzi w ranie"), kończąc ją na antypodach...


Red. W wierszu „Epitafium" dedykowanym Zbigniewowi Herbertowi złożył Pan hołd wielkiemu pisarzowi i wielkiemu człowiekowi. Jakiego polskiego pisarza ceni Pan równie wysoko?

M.B. Cenię też twórczość Miłosza, choć nie akceptuję jego flirtu z salonami grubej kreski po 1989 roku. Spotkałem go w 1992 r. w Krakowie i zalecał mi powrót do Polski, choć właśni obalono rząd mec. Olszewskiego i wiadomo było, czym się to skończy... Wolałem więc wrócić do Sydney. Cenię też poezję Marka Skwarnickiego, Ewy Lipskiej, pisarstwo Leszka Elektorowicza, Janusza Krasińskiego czy Bogusława Żurakowskiego, niektóre wiersze Szymborskiej, choć jej polityczna postawa była skandaliczna. Godni uwagi są Kazimierz Orłoś, Marek Nowakowski, Włodzimierz Odojewski... A wśród tych, co odeszli - Baczyński, Gajcy, Grochowiak, Lechoń, Wierzyński, Leśmian, Staff; przedwojenny Tuwim, by poprzestać na XX wieku.


Red. Czy sądzi Pan, że przed pisarzem emigracyjnym stoją jakieś szczególne zadania?

 

M.B, Szczególnych zadań nie widzę, bo i kto się z emigracją liczy - czy skupiska polonijne były konsultowane w tak istotnych sprawach jak ustawa o obywatelstwie i tak zwana Kartą Polaka ? Ale ważnym zadaniem byłoby apelowanie o ostateczne oczyszczenie Ojczyzny znajdującej się w stanie, który niestety uzasadnia nazwę PRL-bis. Zwłaszcza wymiar sprawiedliwości wymaga uzdrowienia, bo bez tego nigdy nie będzie w Polsce demokracji. A zatem sny emigracji niepodległościowej spełniły się tylko częściowo, wiele przed nami! Pisarz emigracyjny może też być kronikarzem Polonii, tak jak niezrównany Lech  Paszkowski, ale to szczególny rodzaj pisarstwa. Osobiście nikomu nie polecałbym iść w ślady Chciuka, który rysował emigrację w krzywym zwierciadle, już prędzej Gombrowicza (Za zestawienie tak odrębnych twórców przepraszam!), który rodakom większy fresk wymalował, a sam był Polakiem doprowadzonym do ostateczności przez historię,... Podobnie jak ja!
 
 
Red. Co ma Pan aktualnie na warsztacie?

MB. Przygotowuję zbiór opowiadań z Hiszpanii i Australii. Rośnie nowy tomik wierszy....
 
Z Markiem Baterowiczem rozmawiała naczelna redaktor pisma, Józefa Jarosz.



Zobacz równiez:





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.