Warka z Tyskim w koronie, czyli o Nowy Polski Patriotyzm
data:01 lipca 2012     Redaktor:

Polecamy nową książkę Toyaha

"Twój pierwszy elementarz"

Parę dni temu zaszedłem do sklepu pod nazwą Tesco, i przy samym wejściu zobaczyłem stoisko z całą kupą biało-czerwonych chorągiewek, oraz przyczepioną kartkę z informacją, że cena jednej sztuki została obniżona z 12 złotych na pięć z jakimś hakiem. Jednak już następnego dnia, zanim zdążyłem przekazać tę fascynującą informację, pani Toyahowa przyniosła do domu jedną z nich, tyle że nie kupioną w Tesco za sześć złotych, ale w sklepie Rossmann za zaledwie jeden grosz. Bo, jak się okazało, przez tę jedną noc, cena chorągiewek spadła do niezbędnego minimum. A ja już się tylko zastanawiam, ilu z tych kierowców, którzy wciąż jeszcze krążą po mieście z wczepionymi za szyby swoich samochodów biało-czerwonymi flagami, pluje sobie w brodę, że przepłacili. Mogli sobie kupić po parze za głupie dwa grosze i równie skutecznie jak dziś zadawać szyku, jacy to z nich patrioci.

Nie wiem, ilu z nas zwróciło na ten fakt uwagę, ale kiedy przed rozpoczęciem meczu Polska ? Rosja, rosyjscy kibice rozpostarli na zajmowanych przez siebie trybunach ogromny transparent z napisem "Tu jest Rosja", czy jakoś tak, część oficjalnego przekazu wypełniły nawoływania do tego, byśmy my Polacy też, tak jak Rosjanie, pokazali, jakimi to jesteśmy patriotami i taki sam wielki transparent sobie uszyli. Apel ten ostatecznie okazał się na tyle nośny, że zebrała się jakaś ogarnięta bardzo świeżą miłością do Polski grupa, i w rytm dopingu ze strony mediów, zaczęła ów transparent szyć, w taki sposób, by na mecz z Czechami wszystko było gotowe. Byśmy też pokazali światu, jacy jesteśmy dumni z tego, że jesteśmy Polakami. No i pokazaliśmy.

Jak można było przeczytać w paru miejscach, już po wspomnianym meczu z Czechami, kiedy do warszawskiej tak zwanej "strefy kibica" wkroczyła ekipa sprzątająca, obok porzuconych puszek po piwie najwięcej zebrano porzuconych tak samo jak te puszki, biało-czerwonych chorągiewek. Nie wiem, co się stało z tym wielkim, uszytym zgodnie z przykładem, jaki nam dali Rosjanie, białym orłem, i, powiem szczerze, że jestem w takim nastroju, że wołałbym tego nie wiedzieć.

Niedawno opisałem tu przygodę, jaka mnie spotkała w minioną niedzielę kiedy to wracaliśmy z kościoła, i na trawniku, pod drzewem, pod samym domem zobaczyliśmy porzucona przez jakiegoś rozczarowanego Polaka biało-czerwoną chorągiewkę, taką samą, jaką przez pierwszy tydzień przyczepiali do szyb swoich samochodów jego futbolowi koledzy. I opowiedziałem też, jak to w pewnej chwili ową smutna chorągiewkę podniósł pewien pan przechodzący akurat z małą dziewczynką, i obiecał jej, że jak przyjdą do domu, to ją ładnie wyczyszczą.

I ja wciąż nie potrafię otrząsnąć się z tego doświadczenia, i do dziś się zastanawiam, czy ten człowiek i to dziecko swojego patriotyzmu ? bo to że oni są polskimi patriotami, nie ulega dla mnie najmniejszej wątpliwości ? nauczyli się od Rosjan, czy może od Greków, a może od samych aż Irlandczyków, których wielkość jako narodu zrobiła na nas w tamtych dniach tak wielkie wrażenie? A może oni nie od nich się owego patriotyzmu uczyli, ale poczuli go nieco wcześniej, zapoznawszy się z dołączoną do piwa "Warka" zachętą, by się nauczyć ładnie śpiewać polski hymn, czy może kupując czteropak piwa "Tyskie" wraz z dołączoną do niego biało-czerwoną flagą?

A może było jeszcze inaczej? Może oni byli już tymi patriotami na długo jeszcze zanim Polska otrzymała zadanie zorganizowania tych nieszczęsnych mistrzostw w piłce nożnej? Może stało się tak, że oni, żeby zlitować się nad tą zabiedzoną chorągiewką, podnieść ją i zabrać do domu, by tam ją ładnie i porządnie obmyć z tego lewego patriotyzmu, nie potrzebowali ani rosyjskiego, ani irlandzkiego, ani żadnego innego przykładu? Czy to możliwe, że oni po to, by poczuć tę miłość i ten żal w ogóle nie potrzebowali korzystać z zachęt ze strony kampanii piwowarskich? Otóż jestem pewien, że właśnie tak. Oni, podnosząc z ziemi tę flagę, swój patriotyzm mieli we krwi. W przeciwnym wypadku, machnęliby na nią ręką.

Od ponad już dziś dwudziestu lat, System stara się z nas wykorzenić jakikolwiek autentyczny patriotyzm. Robi to przy zastosowaniu wszelkich dostępnych środków, a więc za pomocą kultury popularnej, mediów, umiejętnej rozbudzanej konsumpcji, czy wreszcie bezpośredniej edukacji ? w szkołach i na uniwersytetach. Cały wysiłek Systemu nastawiony jest na to, by każdy Polak wiedział jedno ? Polska jest brzydką panną na wydaniu, i jedyne co jej pozostaje, to się wdzięczyć i uśmiechać, z nadzieją, że ktoś ją poprosi do tańca. A jeśli akurat nikt nie poprosi, to niech się nie dziwi i wie, że widocznie inni byli lepsi. I niech się dalej grzecznie wdzięczy.

Uważam za niezwykle znaczący, i przy okazji symboliczny, fakt, że o nasz patriotyzm, nagle, jak się okazało, niezwykle potrzebny przy okazji tych mistrzostw, zatroszczyły się koncerny piwowarskie. Zupełnie jakby plan był taki, by skoro już zaszła konieczność przypomnienia nam Polakom, kim jesteśmy i skąd pochodzimy, zorganizować to w taki sposób, by ta refleksja była maksymalnie bezrefleksyjna, a więc w tym samym stopniu skupiona na naszej polskości co na półlitrowej flaszce z piwem. Zupełnie jakby chodziło o to, by skoro już po Polsce mają jeżdzić te obwieszone polskimi narodowymi symbolami samochody, a ludzie mają paradować po ulicach w biało-czerwonych strojach, skoro już ma wszędzie rozbrzmiewać polski śpiew, to niech przynajmniej nie będzie to "Jeszcze Polska nie zginęła", lecz jakieś "Nikt nam nie powie?" w dodatku śpiewane na melodię "Guantanamera", i to w miarę możliwości na lekkim rauszu. A jeśli jednak "Jeszcze Polska", to najlepiej w totalnym upojeniu. I najlepiej na smutno. No a przede wszystkim należy nie zapominać, że i tak najważniejsze jest, by "nasi chłopcy" awansowali do ćwierćfinału. Bo to przecież od tego się wszystko zaczęło.

I ja to wszystko oczywiście świetnie rozumiem. Rozumiem myśl i plan, jaki za tym wszystkim stoi. Chodzi o to, by polski patriotyzm stał się wyłącznie narzędziem służącym do wspierania władzy, i to nie każdej władzy, ale władzy, która ma za zadanie czynić z Polski tak zwanego "partnera" dla tych, którzy nie muszą się ani wdzięczyć, ani uśmiechać, bo i bez tego są piękni i eleganccy. No i oczywiście, jak najbardziej szanowani. A więc ich rozumiem. Natomiast nie do końca umiem przyjąć to opętanie, jakie stało się udziałem znacznej części moich rodaków.

Wielkie wrażenie na nas wszystkich zrobiło zachowanie irlandzkich kibiców po przegranym meczu z Hiszpanią, kiedy to ich piłkarze, mimo tej dramatycznej wręcz porażki, schodzili boiska jak zwycięzcy. Do dziś, zarówno zwykli kibice, jak i media, a dziś nawet sam premier Tusk, nie mogą się nachwalić Irlandczyków, jacyż to oni wspaniali, dzielni i niezwyciężeni. No i, jak to się zwykle dzieje w podobnych sytuacjach, wraca pytanie ? czemu my Polacy też tak nie potrafimy? Przyznaję, ja sam patrzyłem na kwitnące wręcz tą zielenią trybuny i z trudem powstrzymywałem łzy wzruszenia, ale i tęsknoty. Patrzyłem na tych tak fatalnie przegranych piłkarzy, jak już tylko wypatrują końca tej piłkarskiej kompromitacji, na Hiszpanów robiących na tym boisku co im się żywnie podoba, słuchałem tego niesłychanego śpiewu, i powiem szczerze, że w pewnym momencie ten śpiew stał się tak monumentalny, że nagle sobie pomyślałem, że ja właściwie Hiszpanom współczuję. Na ich miejscu poczułbym się autentycznie nieswojo, a to zwycięstwo wsadziłbym sobie gdziekolwiek.

Mam nadzieję, że nie muszę nikomu z czytających ten tekst wyjaśniać, dlaczego tak jest. Bo sprawa jest przerażająco jasna. Irlandczycy ? podobnie zresztą jak Rosjanie, czy Grecy, Włosi czy Francuzi nie kupili sobie swojego patriotyzmu w ramach promocji zainicjowanej przez którąś z ich kampanii piwowarskich. Oni nim żyli od lat. Oni się z nim rodzili, kształcili, pracowali i umierali. I robią to również dziś. Oni swoich chorągiewek ani nie zakupili pod dodatkowe piwo, ani nie odebrali na stacji benzynowej pod jedno tankowanie, ale mieli ją w domu od lat. A zatem, bez względu na to, czy dziś wygrywają czy przegrywają, zabierają je ze sobą do domu, a nie wyrzucają gdzieś pod jakimiś obszczanym przez okoliczne psy drzewem

Oglądaliśmy sobie wczoraj tych walczących z Portugalczykami Czechów i nagle, Bóg Jeden wie, jak i skąd, ktoś z nas coś wspomniał o angielskim mieście Coventry, a pani Toyahowa zaczęła się zastanawiać, czy to chyba właśnie nie z Coventry pochodziła Lady Godiva. Zaczęliśmy się nad tym zastanawiać i okazało się, że nasz syn ? który poza tym akurat wie dość dużo ? w ogóle nie ma pojęcia, kto to taki i w czym rzecz. Zakładając, że i tu są tacy z nas, co mogą nie wiedzieć, a wierząc, że to akurat wiedzieć warto, opowiem szybciutko, kim była Lady Godiva. Otóż według angielskiej legendy, mąż tej kobiety, lord Coventry Leofric III narzucił na mieszkańców miasta jakiś dramatycznie wysoki podatek, który ludzi dosłownie przybił do ziemi. Wzruszona ich losem Godiva zwróciła się do Leofrica, by zechciał się nad nimi ulitować, jednak on pozostawał nieugięty. W końcu, licząc prawdopodobnie, że w ten sposób zmusi ją do tego, by mu dała święty spokój, zaproponował jej taki układ: on ten podatek zniesie, jeśli ona zgodzi się przejechać przez miasto na koniu, kompletnie nago. I proszę sobie wyobrazić, że Godiva się zgodziła, tyle że wcześniej zwróciła się do mieszkańców, że kiedy ona będzie jechała ulicami Coventry okryta tylko swoimi włosami, oni pozostaną w domach za zamkniętymi okiennicami. No i tak się stało. Lady Godiva na tym koniu, golusieńska jak ją Pan Bóg stworzył, osłonięta tylko swoimi długimi, rozpuszczonymi włosami, a cale miasto pozostało schowane za tymi okiennicami.

I tylko jeden człowiek, pewien krawiec, znany od tamtego czasu jako Peeping Tom wydłubał w okiennicy małą dziurkę i spojrzał na przejeżdżającą kobietę. W tym samym momencie ? jakże by inaczej, prawda? ? został pozbawiony wzroku. Inaczej mówiąc ? oślepł. Za karę.

Co ta historia ma do rzeczy? Nie mam pojęcia, ale pewnie coś ma. Inaczej bym jej nie opowiadał, prawda? Tak czy inaczej, pewnie trochę pod wrażeniem tego jakże autentycznego patriotyzmu innych, ale niewątpliwie również w celu podtrzymania owej piłkarskiej histerii, która dla obecnie rządzących ma same pozytywne skutki, wokół słyszymy apele, by nie chować tych chorągiewek, by nie zmieniać tych strojów, by dalej śpiewać "Nikt nam nie powie?", jak gdyby nigdy nic. Bo przecież wszyscy jesteśmy Polakami, a Polska to nasz kraj. No i te mistrzostwa są takie piękne i wszyscy nas tak bardzo chwalą. No, może w tej chwili z wyjątkiem Ukraińców, ale przecież wszyscy wiemy, że to są same kurwy i alfonsi. W dodatku bez poczucia humoru.

W tej sytuacji, ja mam apel przeciwny. Oczywiście wyrzucać flagi nie wolno. Nawet tej, która została wykonana na zamówienie wielkiego antynarodowego biznesu. Natomiast namawiam do tego, by te flagi pozdejmować z samochodów i z okien, schować je głęboko do szuflad, a następnym razem je wyjąć choćby 1 sierpnia, przy okazji rocznicy Powstania Warszawskiego, albo w dzień Święta Wniebowzięcia 15 sierpnia. I wtedy dopiero spróbować poczuć, czym jest Polska, skoro nie flaszką "Warki" wypitą pod zdjęcie coraz mniej przytomnego Prezydenta i jego opuchniętej dzidzi. Przepraszam ? Dziadzi. W szaliku, czy bez.

Toyah.pl






Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.