Bożena Ratter: Wydarzenia zielonogórskie wciąż aktualne
data:04 sierpnia 2017     Redaktor: agalaura

To jest po prostu ekshumacja historii. To, co zostało pogrzebane 57 lat temu, udało się przedstawić tym, którzy pamiętają, i młodym, którzy nie wiedzą, co tu się stało. Może uda się, takie jest moje marzenie, że nie będzie to czerwona góra, tylko normalnie, zielona. Kolor zielony jest bardziej przyjazny – Zenon Kamiński, uczestnik wydarzeń, skomentował powstanie w 2017 roku filmu ukazującego represjonowanie mieszkańców Zielonej Góry, którzy 30 maja 1960 roku wystąpili w obronie Domu Katolickiego.

By MOs810 - Praca własna, GFDL, commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=15474929
 
 
 
 
O wydarzeniach nie wolno było wspomnieć do końca PRL, na jakąkolwiek wzmiankę o tym, co wydarzyło się 30 maja 1960 roku obowiązywał ścisły zakaz cenzury. Obrona Domu Katolickiego została godnie upamiętniona dopiero w 2010 roku, na placu powstał obelisk upamiętniający represjonowanych mieszkańców, a ks. Kazimierz Michalski, bohater tamtych wydarzeń, został pochowany obok katedry.
 
Ks. Kazimierz Michalski, więzień niemieckiego obozu koncentracyjnego Dachau, przybył do Zielonej Góry w 1945 r wraz z pierwszymi osadnikami z różnych stron Polski. Mimo różnorodności nastąpiła społeczna integracja (jak w I i II RP) oparta na wierze i tradycji. W secesyjnym budynku stworzono Dom Katolicki, który był dla mieszkańców miejscem skupienia, nauki, działalności kulturalnej i charytatywnej. Ks. Kazimierz Michalski prezentował jednoznaczną, antykomunistyczną postawę, za co był przez władze komunistyczne szykanowany, więziony, namawiany do współpracy pod groźbą utraty reputacji, zdrowia, życia i zmuszony do opuszczenia miasta. Wrócił do Zielonej Góry po „odwilży” 1956 r. Władze komunistyczne postanowiły jednak eksmitować „klechę” z Domu Katolickiego.
 
30 maja 1960 roku, rankiem, do budynku wkroczył urzędnik z nakazem eksmisji w towarzystwie funkcjonariuszy MO. Odbywały się właśnie lekcje religii. Kobiety, które przyprowadziły dzieci, zostały spałowane i siłą wyprowadzone z budynku, co spowodowało przybycie grupy mieszkańców pod Dom Katolicki. W ciągu dnia, gromadzący się coraz liczniej w proteście mieszkańcy, byli rozpędzani przy pomocy pałek i gazu przez lokalnych funkcjonariuszy MO. O pomoc zewnętrznych jednostek ZOMO zwrócili się do Ministra SB: wojewódzki komendant MO Henryk Piotrowski i szef zielonogórskiej SB Bolesław Galczewski. Pomoc nadeszła rozprawiając się okrutnie z kobietami, starcami i dziećmi. Wyroki za udział w proteście usłyszały 244 osoby, w większości niewinne, złapane przez oszalałe z nienawiści ZOMO. Przypominam, że podczas tych starć zagrożone było zdrowie i życie funkcjonariuszy MO, z całą mocą wynikającą z prawa i zasad rządzących socjalistycznym społeczeństwem, dlatego w imieniu PRL orzekam winę i skazuję na 5 lat więzienia - tak brzmiały zasądzone wyroki. Ks. Kazimierz Michalski został zmuszony do opuszczenia miasta na zawsze. Zatrzymanym kolejnym kilkuset protestującym założono kartoteki, niektórzy musieli na zawsze opuścić miasto, pozostali nie mogli uzyskać pracy, mieszkania, awansu. Uczestników zielonogórskich wydarzeń zepchnięto na margines życia społecznego, ich życie naznaczono hańbą, pogardą i biedą. Nie doczekali przywrócenia godności i uhonorowania ich czynu. Większość zmarła z piętnem chuliganów i bandytów. Odpowiedzialnych za represje nigdy nie ukarano. W taki sposób objawiła się niewidzialna ręka SB. Trzy lata później ppłk Bolesław Galczewski, szef zielonogórskiej SB dostał w nagrodę za ściganie protestujących nową posadę w Warszawie. Miejscowy komitet wojewódzki otrzymał nadprogramowe pieniądze i etaty na walkę na froncie ideologicznym. A tak brzmiały nagłówki lokalnych gazet - „Chuligani-narzędziem antyspołecznych planów ks. dziekana”. (Wydarzenia Zielonogórskie 1960, TV Trwam).
 
Jakże podobne są zachowania i wypowiedzi obecnej opozycji. Perfidne odwracanie roli przestępcy i ofiary. Lawinowa eskalacja nienawiści dawnych działaczy komunistycznych (którzy w ramach awansu przybywali do Warszawy i obejmowali intratne posady), ich potomków i beneficjentów układów z nimi, nienawiść do rodaków, broniących tradycji i godności narodu polskiego, nienawiść do tych, którym wyrządzili krzywdę i skazali na społeczne wykluczenie i biedę, niechęć do wyznania winy i zadośćuczynienia ofiarom. Czy donoszenie na Polskę, wzywanie do pomocy wrogich narodowi polskiemu sił nie przypomina czasu stalinizmu? A prowadzenie propagandy za pieniądze lewicujących organizacji, niszczącej tożsamość człowieka i czyniącej spustoszenie w umysłach Polaków? Niczym podczas pacyfikacji mieszkańców Zielonej Góry. Nawet nagłówki w mediach ojca imperium medialnego wydają się być identyczne. Czy to efekt niewidzialnej ręki SB?
 
Stajemy tu, w tym wyjątkowym miejscu, aby modlić się za naszą ojczyznę, aby przywołać tych wszystkich bohaterskich obrońców, świadków umiłowania Ojczyzny i wielkich bohaterów wolności. Stajemy w tej wspólnocie, którą my tworzymy, mieszkańcy Warszawy, harcerze a nade wszystko powstańcy, świadkowie tamtych dni - biskup Marek Solarczyk odprawił mszę św. w niedzielę w Parku Wolności przy Muzeum Powstania Warszawskiego. Nawiązując do czytanej Ewangelii zwrócił się do świadków sierpnia 1944 roku: czy czas okupacji nie potwierdził, że gleba naszego narodu, naszego państwa, była tym miejscem, gdzie był ukryty przed okupantem skarb, któremu na imię Polska? Skarb złożony z wiele drogocennych elementów, bo każdym z nich był człowiek niosący tęsknotę za wolnością? Czy drogocennymi perłami nie są wszyscy świadkowie i bohaterowie tamtych wydarzeń sprzed 73 lat? Każda dusza, każde serce niosące miłość, gotowość do poświęcenia i do ofiary nawet z tego ziemskiego życia? Ile tam wtedy było troski aby ta drogocenna perła miłości, troski, szacunku, nadziei wolności nie została wydarta przez ten ogromny ból cierpienia i bestialskiego mordowania. To przecież było doświadczenie wszystkich mieszkańców Warszawy, którzy później nieśli całe dziedzictwo powstania opuszczając swoje ukochane miasto, tułając się i doświadczając tak wielkiej kaźni i prześladowań w tylu obozach koncentracyjnych, łagrach sowieckich i ubeckich kaźniach.
 
Nie wszyscy powstańcy doczekali przywrócenia godności i uhonorowania ich czynu. Nie wszyscy doczekali również straszliwej potwarzy ze strony Michała Cichego i Adama Michnika w 50 rocznicę Powstania Warszawskiego. No cóż, z żołnierzami Armii Krajowej rozprawiali się funkcjonariusze Smiersza, a wśród nich Stefan Michnik, przyrodni brat Adama Michnika, który wyedukował już kolejne pokolenie publicystów szkalujących ochoczo, z pobudek ideologicznych, Polskę i naród, czyli mnie. I to za moje pieniądze, pieniądze podatnika. Władze miasta również nie są skore do przywrócenia pamięci o tysiącach ze wspaniałej elity warszawskiej, która tak fantastycznie żyła, kochała, pracowała i walczyła o miasto zwane Paryżem Północy! Na każdym gmachu użytku publicznego jest miejsce na portrety i notki biograficzne prezydentów, urzędników, konstruktorów, inżynierów, naukowców, przemysłowców, ziemian, literatów, muzyków, poetów, rzemieślników, fotografów, profesorów, podróżników, lekarzy, duchownych, studentów, uczniów! Na każdym budynku mieszkalnym jest miejsce na nazwiska kobiet i mężczyzn, młodych i starych, którzy zadziwili świat! Jedna tylko postać Krystyny Krachelskiej, która pozowała do syrenki warszawskiej, napisała powstańczy hymn, doskonale śpiewała i pisała wspaniałe wiersze, może być materiałem na festiwal filmowy, muzyczny, poetycki, literacki.
 
Jednak lepiej pod szyldem "nasze miasto" skierować uwagę obecnych mieszkańców na Festiwal Baniek Mydlanych, co wydaje się być kontynuacją odezwy byłego premiera Donalda Tuska. W mieście przed 1 sierpnia pojawiło się jeszcze więcej bilbordów reklamujących Muzeum Polin, które zaciekawiło świat! A w nim powstanie w getcie, które nie budzi emocji i pytań, czy miało sens. Wśród projektów, na które prezydent miasta przeznaczyła 16 milionów nie znalazłam w grupie modnego hasła "aktywacja seniorów" windy schodowej dla kombatantów, których jeszcze urzędnicy nie zdążyli wyeksmitować z prywatyzowanych kamienic. Prywatyzują je beneficjenci nacjonalizacji, czyli wywłaszczenia prawowitych właścicieli w imię wspólnoty "socjalistycznych mas" w Polsce Ludowej. Po raz kolejny bogacą się na obrocie zagrabionymi narodowi polskiemu budynkami, działkami i na deweloperce, korzystając z przynależności do postkomunistycznych elit. Zabrali ten majątek mieszkańcom Warszawy, uczestnikom powstania. A powstańcy nadal żyją bardzo skromnie. I nie skorzystają z ziejących pustką obiektów gimnastycznych usytuowanych przy hałaśliwych ulicach, bo kto ich tam dowiezie z domów opieki lub z mieszkań.
Zobacz równiez:





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.