Dyktatura debili, cz. XV
data:25 czerwca 2012     Redaktor: Barbara Chojnacka

W publicystyce od dłuższego czasu karierę robi słowo "narracja". Pojęcie z zakresu teorii literatury, znane i używane dotychczas jedynie przez filologów, funkcjonuje znakomicie, jak się okazuje, w rzeczywistości polityki czy sportu.

net

 


Zwycięża kandydat, który ma ciekawszą opowieść ? mawia Eryk Mistewicz, główny kreator popularności terminu. Że pod tym pojęciem za każdym niemal razem kryje się nieco inne znaczenie, przydatne w danej chwili jego użytkownikowi, to już odrębna sprawa. Narracja jest najważniejsza ? i basta!


Tymczasem w szkole, gdzie dotąd czuła się jak u siebie (z co najmniej dwóch względów), narracja gwałtownie zanika. Zdaję sobie sprawę, iż powyższe zdanie brzmi groteskowo i balansuje na granicy poprawności (a raczej niepoprawności) językowej. Śpieszę więc z wyjaśnieniami.


Jeśli polonista próbuje zaznajomić młodych geniuszy z teorią literatury i uświadomić, że słowo "opowiadanie" może oznaczać zarówno gatunek epiki, jak i proces, w ramach którego narrator snuje historię (w znaczeniu "opowieść" właśnie), a proces ów przebiega inaczej w zależności np. od epoki (pierwszy powód, dla którego narracja w szkole miała i powinna mieć szczególne prawa), bardzo szybko przekona się, że nie tędy droga. Współczesny licealista czy gimnazjalista nie jest w stanie w ogóle ogarnąć rzeczywistości kryjącej się pod tymi pojęciami, ponieważ nie obcuje z opowieścią jako sposobem istnienia i opisu tejże rzeczywistości. Punkt wyjścia jest wciąż ten sam: dziecku nie czytano i nie opowiadano historii (opowieści) ? ani jako baśni czy bajek, ani jako realistycznych fabuł z życia fikcyjnych rówieśników. Nie nauczyło się więc tego, co publicyści łatwo wmówili jego rodzicom i dziadkom, a z czym będą mieli więcej niż trudności w pokoleniu następnym: że każdy ma swoją opowieść. Mój znajomy przejął się kiedyś rolą ojca chrzestnego i postanowił zapoznać 10-letnią dziewczynkę z klasyką literatury dziecięcej, ponieważ zapracowani rodzice dziecka nijak nie mieli na to czasu. Każde spotkanie z milusińską zaczynało się od kłótni, ponieważ słuchając kolejnego odcinka powieści (było to, jeśli się nie mylę, "W pustyni i w puszczy"), złościła się, iż pojawiają się tam postacie, których nie zna i trzeba jej było udowadniać, że bohaterowie ci uczestniczyli już w akcji poprzedniego rozdziału, czego mała nie była w stanie zapamiętać! Jakiś rodzaj upośledzenia umiejętności słuchania i kojarzenia! ? denerwował się mój znajomy. Nie wiem, ile czasu wytrzymał. Ja muszę tyle, ile młody człowiek spędza w szkole, w której pracuję.


I z powodu tegoż "upośledzenia" na klęskę skazany jest drugi wzgląd, dla którego narracja w szkole czuła się dotąd jak w domu. Nauczyciel każdego przedmiotu stosował ją zazwyczaj, by zapoznać uczniów z jakąś teorią, procesem, genezą. Potem przechodził do ćwiczeń i zadań, czyli praktyki. Starał się, by to, co w szkole lub na uczelni zwykło się nazywać "wykładem", brzmiało jak najciekawsza opowieść. Jednym wychodziło to lepiej, innym gorzej, ale działało. Przepraszając za nieskromność, muszę się pochwalić, że byłam w tym dobra. Nadal jestem, bo często słuchają w ciszy, tyle że następnego dnia już nic nie pamiętają. Wielu nauczycieli jednak nie jest w stanie nawet przez chwilę utrzymać uwagi młodych geniuszy. Wszystko ich nudzi, niecierpliwi, irytuje? Jak to możliwe? Nie powiem tu nic nowego ani odkrywczego i z góry przepraszam wszystkich zwolenników "nowoczesnych" metod nauczania: pilot od telewizora i komputerowa myszka w rączce dziecka od najmłodszych lat, zanim nauczy się czytać (jeśli się nauczy!), są sprawcami tego nieszczęścia. Tak, nieszczęścia. Bo brak umiejętności uczenia się i powszechna amnezja są nieszczęściem dla narodu, społeczeństwa i państwa. W tej chwili widocznym i groźnym, jak się wydaje, tylko dla nauczycieli (też nie wszystkich, a nawet nie większości!), czyli grupy, delikatnie mówiąc, nie cieszącej się ani najlepszą opinią, ani specjalnymi względami? Potem ? może być za późno. Na co najmniej jedno pokolenie? Żeby dobić reformatorów oświaty, pozwolę sobie zgłosić obywatelski wniosek: zakaz zbliżania się do komputera dla dzieci do 15 roku życia, a w szkole ? do końca nauki w gimnazjum. A skutki nieprzestrzegania tegoż ? do wyłącznej odpowiedzialności rodziców lub opiekunów. I ? oczywiście ? cała Polska czyta dzieciom!


Skłonność do rozmyślań nad tą sferą nauczycielskiego żywota wraca do mnie zazwyczaj w okresie poprzedzającym koniec roku szkolnego, kiedy to pomiędzy dniem wystawienia ocen (bo już nawet nie radą klasyfikacyjną!) a uroczystością rozdania świadectw pojawia się czarna dziura, którą wychowawcy (na polecenie dyrektora) wypełniają telefonami do rodziców uczniów nieobecnych w szkole, co dotyczy 90 - 100% każdej klasy. Dawniej takie dni były frajdą i dla nauczycieli, i dla uczniów: oceny wystawione, nie ma odpytywania, kartkówek, sprawdzianów, można poświęcić czas wyłącznie na? snucie opowieści i dzięki temu nadgonić materiał, na którego realizację zawsze brak czasu. Dziś ? gdzież tam! Po wypełnieniu obowiązku odczytania końcoworocznych stopni obserwujemy exodus, wobec którego jesteśmy całkowicie bezradni, choć odbywa się na naszych oczach, niewątpliwie w godzinach naszej i ? jak się wydawało ? uczniów pracy. Na porządku dziennym są wyjazdy na wakacje na tydzień przed zakończeniem roku szkolnego, w towarzystwie - a jakże! - rodziców, tak chętnych do ? jak niejednokrotnie pisałam ? obarczania nauczycieli odpowiedzialnością za wszystko, co się dzieje z ich dziećmi. Kolejna fikcja w majestacie prawa. Nie, nie twierdzę, że to wina komputera i telewizji, proszę nie ulegać pokusie efektownej generalizacji. To wina dorosłych bez wyobraźni. A wyobraźnię pomagają kształtować opowieści. Cóż ? narracja jest najważniejsza ? i basta!


Do usłyszenia po wakacjach. Czeka na mnie remont mieszkania, przygotowanie rozkładu materiału według nowej podstawy programowej na następne 3 lata, a wcześniej ? sprawozdanie z pracy zespołu przedmiotowego i dwa protokoły. I ? kto wie? ? może nawet odpocząć się uda przez chwilę?


Żmirska


 


 


 






Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.