Xenia Jacoby: Polacy róbcie co chcecie a za to zapłacicie!
data:31 maja 2017     Redaktor: GKut

Islam is a religion of peace and mercy



Raport z zagrożonego miasta Manchester

 

Najwyższy krytyczny poziom zagrożenia w Anglii po zamachu w Manchesterze został zmniejszony do ciężkiego - co oznacza, że ​​atak jest wysoce prawdopodobny.

Great Manchester to miasto wielokulturowe, wielowyznaniowe i wielonarodowościowe. Do niedawna cieszące się beztroskim imprezowym życiem - dziś opanowane jest pewną paranoją czujności i strachu.

 

Non stop przejeżdżające na sygnale patrole, konwoje wozów policyjnych i oddziały bombowe na ulicach, akcje szturmującej policji, naloty na mieszkania przez uzbrojonych policjantów i oficerów śledczych, aresztowania, ewakuacja mieszkańców, latające godzinami nad dzielnicami Manchesteru zwiadowcze helikoptery i drony - czynią to miasto w chwili obecnej - policyjnym i trzeba wierzyć, że bezpiecznym.

Po zamachu przeprowadzonym w dniu 22 maja przez 22-letniego mężczyznę zginęło 22 osoby po godz. 22:00. Ogłoszono wtedy wysoki stopień zagrożenia - poinformowała następnego dnia po ataku w swym orędziu brytyjska premier Theresa May. Do niedawna w Anglii obowiązywał krytyczny najwyższy piąty poziom zagrożenia terrorystycznego. Spodziewane są następne zamachy, do których może dojść w każdej chwili od świtu do zmierzchu podczas długiego weekendu - obawiali się Brytyjczycy. Nie wiemy co może się wydarzyć podczas muzułmańskiego postu Ramadan trwającego od 27 V – 25 VI 2017r.

Poniedziałkowa noc z gwiazdą muzyki pop Arianą Grande okazała się dla Anglików i Brytyjczyków prawdziwym horrorem, a niestety dla niektórych - ostatnią nocą w ich życiu.

Śmierć poniosły 22 osoby w tym polskie małżeństwo z Darłowa Angelika i Marcin Klis, od lat mieszkający w Yorku w płn.- wsch. Anglii.

 

http://www.telegraph.co.uk/news/2017/05/22/fatalities-explosion-rocks-ariana-grande-concert-manchester/marcin-angelika-klis/

Rannych było 116 osób w tym 59 dotkliwie zranionych.

Łączymy się w bólu oddając hołd ofiarom terroru

 
 

+ Marcin Klis, 42 i + Angelika Klis, 40

+ Saffie Rose Roussos, 8

+ Eilidh MacLeod, 14

+ Nell Jones, 14

+ Sorrell Leczkowski, 14

+ Megan Hurley, 15

+ Olivia Campbell, 15

+ Chloe Rutherford, 17 i + Liam Curry, 19 chcieli być na zawsze razem i teraz są

+ Georgina Callander, 18

+ Courtney Boyle, 19

+ John Atkinson, 26

+ Martyn Hett, 29

+ Kelly Brewster, 32

+ Philip Tron, 32

+ Elaine McIver, 43

+ Michelle Kiss

+ Alison Howe, 45

+ Lisa Lees, 47

+ Jane Tweddle – Taylor, 50

+ Wendy Fawell, 50

 

Pokój ich duszy + Rest In Peace

Atak terrorystyczny, do którego doszło nocą 22 maja 2017r. w poniedziałek dokładnie o godz. 22:30 – 22:31 czasu angielskiego, miał miejsce po zakończeniu koncertu amerykańskiej wokalistki Ariany Grande. Wtedy nastąpił wybuch - nie w samej hali widowiskowo - sportowej Arena, jak początkowo mylnie informowały nas angielskie media wprowadzając dezinformację, ale obok w foyer korytarza przy jednym z wyjść do stacji kolejowej Victorii.

Jak się okazało 22 – letni zamachowiec samobójca, który zginął na miejscu, był Brytyjczykiem. Tożsamość potwierdziła karta bankomatowa znaleziona w jego kieszeni, informowały media. Dżihadysta Salman Abedi urodzony był w Manchester w Anglii. Wzrastał wśród środowiska Brytyjczyków i Anglików w Manchester. Tu stawiał swe pierwsze kroki i tutaj rozpoczął swą edukację w brytyjskich szkołach. Potem studiował biznes i zarządzanie na Uniwersytecie w Salford/Manchester. (Uczelnię szybko ewakuowano po zamachu. Trzykrotnie ewakuowano także okazałe centrum handlowe Arndale w centrum Manchesteru przy Market Street)

 

Media brytyjskie informowały, że:

- Rodzice Salmana byli uciekinierami z Libii.

- Chroniąc się przed terrorem Kadafiego w Anglii znaleźli spokojny ląd dla siebie i swej rodziny w Londynie potem w Manchesterze.

- Zamieszkali przy Elsmore Road w dzielnicy Fallowfield – Manchester. Potem brat zamachowca przeniósł się do pobliskiej dzielnicy Whalley Range.

 

Jakie drzewo, taki klin - Jaki ojciec, taki syn

 

Rodzice:

- matka to Samia Tabbal, 50 - podczas zamachu rzekomo była w M’cr, podały media; do niej telefonował na godzinę przed atakiem Salman - prosząc ją o wybaczenie. "Myślę, że widział amerykańskie bomby zrzucane na muzułmańskie dzieci, które umierały wszędzie i chciał zemsty. Ale to jest między nim a Bogiem," mówiła Abedi.

- ojciec Ramadan Abedi, 51– pracownik ochrony.

 
 
 
W chwili zamachu był w Libii, aresztowany w Trypolisie 23 V 2017r.; rzekomo był członkiem ugrupowania libijskiego bojowników Islamskiej Al-Kaidy w latach dziewięćdziesiątych.

The Guardian przytacza słowa ojca zamachowca, który powiedział: „Większość libijskiej młodzieży w Manchesterze czuje się "rozwiązana" i nie wiedziała, gdzie należą. Nie należą do żadnego społeczeństwa. Nie są ani libijscy, ani brytyjscy. Wszędzie nie są akceptowani. A społeczeństwo Libijskie uważa ich za pół rasy. Nie są akceptowani, co prowadzi do tak wielu frustracji i niezadowolenia."

https://www.theguardian.com/uk-news/2017/may/24/bombers-father-fought-against-gaddafi-regime-with-terrorist-group

- starszy brat Ismael Abedi, 23 - zatrzymany we wtorek przez policję na południu M’cr w Chorlton przed sklepem Morrisons;

utrzymywał, że nie ma nic wspólnego z zamachem.

- młodszy brat Hashem Abedi, 20 - aresztowany w Trypolisie; rzekomo wiedział, że brat planuje atak w Manchesterze

 
 

- siostra Jomana Abedi, 18 -

 
 
 
wyznała, „brat chciał zemsty jako rewanż za amerykańskie akcje lotnicze w Syrii”– słowem rodzina pochodząca z Trypolisu w Libii, która po latach tak się odwdzięczyła Brytyjczykom za schronienie w ich kraju.

W świetle relacji znajomych i sąsiadów Salmana Abedi był zawsze przyjazny, normalny, głęboko wierzący. Nigdy nie stwarzał problemów. Lina Ahmed, lat 21 powiedziała dla reportera Times’a:

„Są rodziną Libijską i działali dziwnie. Kilka miesięcy temu on [Salman] intonował pierwszą kalmę (islamską modlitwę) naprawdę głośno na ulicy. Śpiewał po arabsku. Mówił: „Jest tylko jeden Bóg i prorok Mohammed jest jego posłannikiem."

Przyjaciel rodziny, który opisał rodzinę Abedi jako „bardzo religijną," powiedział, że większość rodziny wróciła do Libii, pozostawiając tylko Salmana i jego starszego brata Ismaila.”

 

http://www.telegraph.co.uk/news/2017/05/24/everything-know-salman-abedi-named-manchester-suicide-bomber/

 

Terrorysta swego czasu podróżował do Libii, bywał również w Syrii. Tam najprawdopodobniej radykalizował się – donosiły media brytyjskie.

The Telegrapf: „Przejazdy Abedi do Libii podlegały kontroli, w tym linki do dżihadystów. Grupa dysydentów Kaddafiego, którzy byli członkami nielegalnej Libijskiej Islamskiej Grupy Walczącej (LIFG), zamieszkała w bliskości Abedi w dystrykcie Whalley Range.

Mieszkam w miejscu gdzie ze sobą sąsiadują trzy dzielnice Whalley Range, Old Trafford i Moss Side, usytuowane w pobliżu Fallowfield – gdzie jest dom zamachowca. Dwie uliczki dalej ode mnie jest apartament brata zamachowca a tuż za płotem stoi dom, gdzie wynajmował mieszkanie inny mężczyzna wmieszany w siatkę terrorystyczną. Wszystkie newsy bezpośrednio docierają do nas mieszkańców z ulicy i wiemy co dzieje się na naszym terenie objętym głośnymi akcjami policji.

Dysydenci z Libii zaszyli się w naszej spokojnej dzielnicy południowej części Great Manchester Whalley Range. Po wojnie stabilne Whalley w większości było zamieszkane przez Polaków, byłych żołnierzy 2. Korpusu Gen. Andersa, którzy między Anglikami kupowali swe domy. Z czasem przyjeżdżający do sezonowych prac Pakistanie i Hindusi osiedlali się w polsko-angielskich dzielnicach – zagęszczając je. Wtedy Polacy i Anglicy wyprowadzali się stamtąd w inne miejsca. W przeważającej większości Old Trafford czy Moss Side dziś zamieszkują wspomniane nacje, otoczone wyrzucanym przez siebie na ulice śmietniskiem.

Pod adres dysydentów na Carlton Road Nr 30 w budynku Royston Court, gdzie było mieszkanie Ismaila Abedi starszego brata zamachowca - rano we wtorek 23 maja podjechał wieloosobowy oddział uzbrojonej policji, robiąc błyskawiczny nalot i szturmując apartament. Tego samego dnia Ismail Abedi został aresztowany przed sklepem Morrisons w sąsiedniej dzielnicy Chorlton.

 

W bezpośrednim sąsiedztwie dysydenta na Carlton Road stoi Dom Opieki, zwany Domem Polskim, który od lat prowadzą polskie Siostry Misjonarki Chrystusa Króla dla Polonii Zagranicznej. I pomyśleć, że obok nas mieszkali dysydenci.

 

Każdego dnia od poniedziałku do nocnych godzin (nawet po 4 nad ranem) nasze ulice teraz bardzo szybko przecinają na sygnale oznaczone i nieoznaczone wozy policyjne, nie pozwalając zasnąć. Od południa do nocy zwiadowcze helikoptery z nieba kontrolują Whalley Range, Old Trafford i Moss Side. Konne patrole codziennie późną nocą jak nigdy lustrowały teren naszej dzielnicy.

 

Podobny konwój jak na Whalley Range szturmował we wtorek 23 maja domy na Fallowfield (Wilbraham Rd., Elsmore Rd.- adres zamachowca) a na Chittam Hill w poniedziałek w nocy. Przeszukiwano także inne adresy. Przybyło ok. 20 wozów policyjnych. Akcje trwały do 2 minut. Policjanci, którzy byli wszędzie podczas akcji - wszyscy naraz krzyczeli, relacjonowali mieszkańcy. Nieruchomości otwierano przez kontrolowane eksplozje.

W środę wieczorem 24 maja w dzielnicy Blackley w M’cr uzbrojona policja szturmowała mieszkanie wdzierając się do środka przez kontrolowaną eksplozję. Wpierw użyła drona, by wypatrzyć na 12 piętrze w bloku magazyn i fabrykę bomby chemicznej w lokalu wynajętym przez zamachowca za £700. Tutaj na siedem tygodni przed atakiem zamachowiec Abedi praktykował wytwarzanie materiałów do ładunku wybuchowego. Na korytarzu czuć było chemiczne środki, mówili sąsiedzi.

Dziesiątki policjantów przygotowywały się do ataku na mieszkanie, w którym terrorysta zrobił śmiercionośną bombę. Dwunaste piętro zostało zamknięte jako aktywna scena przestępczości.

 

26 maja w piątek rano oddziały wkroczyły do zakładu fryzjerskiego na Moss Side, gdzie Abedi magazynował u swego 24 - letniego kuzyna Abdallaha Forjani nadtlenek do wykorzystania bomby.

 
 
 
27 maja w sobotę przeszukiwano dzielnicę Moss Side. Od 9 rano zostały zamknięte ulice przez kordony policji. Wkroczyły tam oddziały. Zastosowano szczególne środki ostrożności ewakuując mieszkańców. Wezwano kilka piętrowych autobusów po to, by pomóc policji w przypadku konieczności masowej ewakuacji. Policja przeszukała wiele nieruchomości. Greater Manchester Police - GMP chce namierzyć i zamknąć siatkę podejrzanych sieci terrorystycznych, powiązanych z zamachowcem Abedi. Została powołana zbrojna grupa wojskowa. Eksperci z sektora sił zbrojnych przybyli na Boscombe Street i Dorset Avenue, by prowadzić akcje, podczas gdy policja kontynuowała świeże aresztowania w różnych miejscach, także na Cheetham Hill.

 

http://www.dailymail.co.uk/news/article-4546756/Manchester-bomber-making-bombs-sub-let-apartment.html

 

W niedzielę 28 maja 2017r. dzielnicę Old Trafford od godz. 12:00 do 16:30 obserwował helikopter. Huk krążącego godzinami śmigłowca nad naszymi dachami wywoływał ludzi z domów na ulicę.

Przyglądaliśmy się akcji policji. Po 14:00 ulice w dzielnicy zostały oblężone przez kordon policji. Z okna było widać wiele nadjeżdżających radiowozów, które rozlokowały się na różnych ulicach wokoło podejrzanego obiektu. W każdym radiowozie stłoczonych siedziało po 10 policjantów. Ulice odgrodzono niebiesko-białymi taśmami – POLICE LINE DO NOT CROSS. O godz. 15:00 aresztowano 25-letniego śniadego mężczyznę. Nie uchwyciły tego media BBC – przybywając za późno. Policja lawetowała samochód aresztowanego ze Stamford Street. Podczas akcji dwóch młodych policjantów roznosiło w porze lunchu w plastikowych koszach suchy prowiant w woreczkach i wodę w butelkach dla oficerów operacyjnych.

Po akcji, korespondenci BBC rozpytywali na ulicy - zbierając informacje i robiąc wywiad z osobami, które widziały aresztowanie. Nieraz te informacje czasem nierzetelne, przekazywane przez media, mogły opierać się na szczątkowej wiedzy przypadkowych świadków z ulicy. Stąd niektóre pomyłki, nieścisłości i rozbieżności w przekazach.

 

Mark Rowley, (Scotland Yard’s head of counter-terrorism, Assistant Commissioner UK’s top counter - terrorism officer) Brytyjski czołowy Officer ds. zwalczania terroryzmu, New Scotland Yard podał dla The Guardian:

"Poczyniliśmy znaczący postęp w tym szybkim i złożonym dochodzeniu, współpracując z krajową siecią policyjną ds. Zwalczania terroryzmu i brytyjskimi partnerami wywiadowczymi oraz aresztując 11 osób,(dane z soboty) które mają związek z poniedziałkową eksplozją. Planowane są następne przeszukania i aresztowania. Wydano 17 nakazów przeszukań. Nadal jest poszukiwanych 14 podejrzanych lokalizacji. Mieszkanie ma duże znaczenie jako miejsce, które uważamy za ostateczne miejsce montażu urządzeń wybuchowych."

 

Szef GMP Ian Hopkins, powiedział:

„Podejmujemy pozytywne działania, aby pomnożyć dodatkowe szeregi oficerów, w tym funkcjonariuszy zbrojnych, patrole - zwłaszcza w wielu wypadkach w ten długi weekend, aby zapewnić bezpieczeństwo dla wszystkich. Naszym priorytetem jest zrozumienie, czy w planowaniu tego ataku wzięło udział więcej osób. Ale ważne jest, aby ludzie pozostawali czujni.”

 

W sobotę i niedzielę nad Manchesterem słychać było głośne przeloty patrolujących helikopterów. Policja z góry obserwowała teren Whalley Range, Moss Side i Old Trafford dokonując kolejnych aresztowań.

 

Na ulicy rozdawano ulotki o treści:

"Możesz zgłosić podejrzaną działalność policji na temat Antyterrorystycznej Gorącej Linii pod numerem 0800 789 321 lub dzwoniąc pod 999."

 

Przypadkowo, nieopodal Carlton Road znalazłam na ulicy Certificate of Registration wydany przez GMP dla osoby z Arabii Saudyjskiej. Oryginalny dokument rejestracji pobytu zawierał wszystkie jego dane oraz dokładny adres zamieszkania przy Carlton Road w budynku, gdzie zaszył się dysydent. W środę skontaktowałam się z policją w związku z dokumentem. Dyżurny przyjął zgłoszenie, ale nie miał kogo wysłać po dokument, bo wszystkie dywizje policji zostały odesłane w miejsca objęte zagrożeniem w Manchester. Jeśli mogę pomóc - to prośba o zaniesienie dokumentu na najbliższą komendę w celu identyfikacji, bo przy zagrożeniu teraz ważny jest każdy ślad. Certyfikat oddałam policji, przeprowadzającej w niedzielę akcję aresztowania na Old Trafford.

 

Na tydzień po zamachu (29 maja) aresztowano już 16 osób w wieku od 16 do 44 roku życia w tym kobietę Leilę Tabbal, ciotkę Abedi.

 

Przeszukano znowu Moss Side, adres przy Withington Rd na Whalley Range, Blackley, Cheetham Hill, Gorton, Rusholme, Wigan, Nuneaton, Chester.

 

Raporty bezpieczeństwa na Facebooku

Na portalu społecznościowym FB po eksplozji, następnego dnia pojawił się post dot. Raportu bezpieczeństwa zagrożonego miasta Manchester. Funkcja Raporty o bezpieczeństwie została włączona na podstawie działań podejmowanych na Facebooku przez osoby w obszarze zagrożonym. Automatycznie powiadomieni mieliśmy oznaczać siebie jako bezpieczni podczas eksplozji, a przy tym wysyłać zapytania o bezpieczeństwo swoich znajomych z M’cr, oznaczonych na liście wygenerowanej przez portal. Good to hear you are ok. What a horrible, horrible attack! Warm thoughts from us in Norway. (jeden z komentarzy dot. osoby objętej raportem) W Raporcie były posty dot. oferowanej pomocy i schronienia dla osób w potrzebie po zamachu.

Nie sądź ludzi po pozorach. Nie szata zdobi człowieka.

Tuż po eksplozji swym bohaterstwem zasłynął jeden z bezdomnych Manchesteru Stephen Jones, który w tragiczną noc był nieopodal hali Arena, gdzie czasem nocuje. Znam Stephena, gdyż od lat prosił nas przechodniów o pieniądze przy bankomacie Whalley Range. Był przeganiany przez policję i przechodniów, którzy go odganiali od siebie i skarżyli na niego policji. Czasem tłumaczyłam go przechodniom, którzy na skutek perswazji kończyli z piętnowaniem. Kupowaliśmy mu jedzenie. Raz spytałam dlaczego on jako młody Brytyjczyk żebrze w swoim kraju, a mnie Polkę pyta o drobne pieniążki. Smutny nie odpowiedział. Czasem płakał a łzy spływały po brudnej twarzy, którą skrywał w brudnych rękach. Zbierał drobne, by odurzać się narkotykami. Dziś po swym bohaterskim czynie ratowania rannych ofiar po eksplozji – zasłużył sobie na lepszy los - bohatera. Brawo! Od razu w jego życie wkroczyła nadzieja. Dostał mieszkanie i dużo pieniędzy od wdzięcznych Brytyjczyków na lepszy początek jego życia. Smutne, że życie innych tak młodych musiało się przedwcześnie skończyć!

Red. Jan Pospieszalski dla programu Warto Rozmawiać

- Jak wygląda teraz życie ruchliwego miasta?

- Jakie są nastroje mieszkańców Manchesteru po zamachu?

- Co przeżywają Polacy zamieszkujący Great Manchester?

 

Te i inne pytania telefonicznie zadał mi Jan Pospieszalski dla programu Warto Rozmawiać, który miał być emitowany w czwartek 25 maja br. po 22:00.

 

W dwa dni po zamachu (24 maja) ulice dzielnic Whalley Range, Old Trafford i Moss Side - świeciły pustkami. Spotkać idącego człowieka - to była rzadkość. Robiło to duże wrażenie. Puste przystanki autobusowe, puste sklepy, wyludnione ulice niczym ze scen apokalipsy filmów końca. Za to sznury przemieszczających się masowo, czasem trąbiących samochodów - powodowały długie zatory na jezdniach. Przejeżdżające piętrowe autobusy zazwyczaj pełne pasażerów - w środę 24 maja jeździły w różnych godzinach szczytu - puste.

W szkołach Manchesteru od wtorku były oficjalne komunikaty do uczniów i rodziców, aby bez potrzeby nie kierować się do centrum miasta. Komunikaty, aby nie jeździć na rowerze, nie chodzić pieszo, nie jeździć środkami transportu publicznego ale przemieszczać się samochodami - zostały przekazane w Great Manchester do wszystkich szwadronów brytyjskich kadetów w służbie Jej Królewskiej Mości. Dodatkowo wydano kadetom obostrzone rozporządzenie nie chodzenia po ulicy w mundurach – aż do odwołania. Córka w kadrze kadetów wcześniej zakładała mundur wyjściowy. Do szwadronu chodziła pieszo. Po zamachu obejmują ich specjalne instrukcje. Dodatkowo mundury galowe muszą zastąpić mundurami polowymi moro MTP – Multi Terein Pattern. Moro musi być schowane w torbie i założone dopiero w szwadronie. Przemieszczanie się kadetów po zajęciach w szwadronie – tylko samochodem. Nie wolno zbijać się w grupy i wystawiać na publiczny widok w mundurach.

 

Róbcie co chcecie a za to zapłacicie!

 

- Znajomy Polak, który w środę 24 maja wybierał się do banku w centrum miasta, tak mówił o sytuacji po zamachu w mieście: Zazwyczaj mocno stłoczone centrum przy Placu Piccadilly wyraźnie się wyludniło. Policja zamknęła kilka ulic wokoło hali Arena i otoczyła teren żółtymi taśmami CRIME SCENE - DO NOT ENTER. Stały tam policyjne patrole pilnujące wokoło miejsc po eksplozji. Na ulicach jakby mniej ludzi. Trasy niektórych autobusów zamknięto, zwłaszcza te jadące z centrum w kierunku Cheetham Hill na północ M’cr. Dużo samochodów stojących w korku na jezdniach. Spytałam co mam przekazać Polakom w Polsce dla programu Warto rozmawiać. Odrzekł wtedy znamienne słowa:

Polacy róbcie co chcecie a za to zapłacicie!

 

Dodam, że po centrum chodzą patrole uzbrojonej policji.

 
 

- Znajomy Anglik Joseph, 25 - nie czuje żadnych obaw jako konsekwencji po zamachu. Czuję za to złość, że konflikt z Syrii przenoszony jest do Wielkiej Brytanii, a giną przy tym niewinni ludzie, dzieci.

To nie nasza wojna! Ale islamiści - NAS ukarali! zaznaczył. Nie boję się. Nie czuję zagrożenia. Życie naszego miasta Manchester zostało teraz zamienione na obronny obóz. W całym mieście od kilku dni ciągle słychać tylko policyjne syreny. Widać szybko jadące wozy policyjne na sygnale. To wpływa na każdego. Jeśli będziesz czegoś potrzebowała – daj znać. Joseph jest pilotem samolotowym.

 

Wyszłam z domu na zakupy idąc do Asdy.

Spotkani na ulicy Polacy w dwa dni po zamachu, szczerze wyrażali swoje emocje i obawy. Od razu schodzili na teren Polski, obawiając się tam zagrożenia ze strony muzułmańskich uchodźców.

 

- 28-letni Polak wracający z pracy był pełen obaw o kolejny zamach. W przeciwieństwie do swego brata - zrezygnował z pójścia na koncert grupy House of Pain w innej hali koncertowej - O2 Ritz Manchester w dniu 16 VI. Od 2 lat mieszka w M'cr. Uważa, że: – Polska za wszelką cenę nie może wpuścić do siebie imigrantów! Nie każdy muzułmanin jest terrorystą ale każdy terrorysta jest muzułmaninem, mówił.

A tu w Anglii powinny być zastosowane radykalne środki wobec muzułmanów, którzy usiłują destabilizować życie państwa i obywateli. Miał na myśli muzułmanów z Luton i z Leeds coraz bardziej agresywnych także w stosunku do Polaków.

 

- 3 młodych Polaków w wieku ok. 25 lat mieszkających kilka lat w M'cr obawia się następnych ataków w mieście. Byli zatroskani. Będą omijać duże skupiska ludzi, zakupy w dużych centrach handlowych i rezygnują z imprez masowych typu koncerty czy mecze na stadionie. Jeden z nich ma nadzieję, że lotnisko w M’cr będzie bezpieczne, bo stamtąd ma odlot do Polski na ślub. Chcieliby kiedyś wrócić do bezpiecznej Polski. Po zamachu w M’cr są całkowicie przeciwni przyjmowaniu do nas uchodźców, którzy mogą przynieść ze sobą radykalny islam. Wśród nich mogą być terroryści. Skontaktowali mnie ze swym kolegą, który był na koncercie w Arenie podczas eksplozji.

 

- Marcin Tabaszewski był na koncercie Ariany Grande. Podczas wybuchu korzystał z toalety i wtedy dokładnie określił czas wybuchu o 22:30 – 22:31 spoglądając na zegarek, gdy usłyszał głośny huk po koncercie. Nie skojarzył tego z eksplozją. Myślał, że to sprzężenie w mikrofonach i głośnikach. Krzyki i ucieczka ludzi zastanowiły go - co tam się stało? Z początku myślał, że to krzyki aplauzu związane z bisami dla artystki na koniec koncertu. Nie widział osób zakrwawionych. Wybuch miał miejsce nie w samej hali Areny ale obok w foyer, przy jednym z wyjść do stacji kolejowej Victoria, klarował.

 

Marcin od 11 lat mieszka w Manchester/Stockport. W Polsce nie chciałbym ekstremistów, chociaż nie zaszkodzi pomóc biednym ludziom z Syrii. Nie powinniśmy nawoływać do nienawiści i zamykania się przed muzułmanami teraz po zamachu. Każdy człowiek jest inny. Znam porządnych muzułmanów - nie ekstremistów. Dlatego nie obawiam się.

Bądźmy dobrymi ludźmi pokazującymi dobre postawy muzułmanom, a oni na pewno będą z nas brać dobry przykład. Nie wierzy w Boga, ale jego moralność mówi, że: Nie wolno zabijać ludzi jak to robią terroryści i to jest bardzo złe, godne potępienia.

 

- Nigeryjkę Ruth spotkałam przed sklepem Asda. Jestem z kościoła Pentateuch. (z gr. Pięcioksiąg) W M’cr mieszkam od 9-roku życia. Tu urodziłam swoje dzieci. Nie obawiam się ataków terrorystycznych. Powierzam się Bogu i mądrości brytyjskiego rządu w sprawie zapewnienia mieszkańcom bezpieczeństwa.

Uważa, że zamachowcom chodzi o wywołanie strachu i paraliżu w ludziach. Nie boję się, powtórzyła. Niech oni boją się tego, co ich czeka po śmierci…

 

Okazały pawilon sklepu Asda w dzielnicy Hulme - kuszący klientów dobrymi cenami tym razem w środku świecił pustkami. Kupujące w godzinach szczytu tłumy – teraz zniknęły. Do niedawna trudno było przecisnąć się z wózkami między klientami. Ze świeżym towarem teraz było gorzej, a półki z mięsem niemalże puste. Owoce i warzywa przebrane, jakby nie było świeżych dostaw.

 

Przy zakupach spotkałam znajomego fryzjera. Ahmed jest muzułmaninem i mieszka na Whalley Range. Rozmawialiśmy o zamachu. Był smutny z powodu tragedii, a teraz pozostaje pełen obaw o swoje dzieci przebywające codziennie wiele godzin w katolickiej szkole. Nie pomyliłam się. Wiele dzieci muzułmańskich w naszym rejonie chodzi do katolickich szkół podstawowych, katolickich szkół średnich i katolickich college’ów, a to dlatego, że w naszej okolicy nie ma innych szkół. Muzułmanie mają najmniej po troje czy czworo dzieci. Stąd brak miejsc w szkołach bezwyznaniowych. On także obawia się o los swojej rodziny teraz i w przyszłości. Pochodzi z Libii ale szuka spokojnego życia. Nie jest fanatykiem - zaznaczył.

 

- Inni muzułmanie w swych tradycyjnych długich strojach z długimi brodami, których mijałam w sklepie - omijali mnie wzrokiem. W ich twarzach było widać winę. Na tamten moment byłam jedyną białą kobietą w ogromnym pustym sklepie. Innymi klientami byli Jamajczycy, Afrykanie, Pakistańczycy, Somalijczycy i ich kobiety w burkach, oraz kilku zaledwie Anglików. Nawet personel sklepu był orientalny.

 

Przy kasach spotkałam innego znajomego muzułmanina z Jordanii o imieniu Zaher znaczy Zachariasz. Gdy mnie zobaczył spuścił oczy. Czuł się nieswojo. Podeszliśmy do siebie. Zapoznał mnie ze swą teściową, która świeżo przyjechała w odwiedziny do Manchester z Ammanu. Zaprosili mnie do siebie. Zaher mieszka na Carlton Road w budynku, przy apartamencie, który wynajmował Ismail Abedi. Mówiliśmy o zamachu. Wyraził obawy o swoją rodzinę. Tydzień temu żona Reem urodziła trzecie dziecko - córkę. Pierwszy syn Qais, a młodszy Adam jeszcze nie chodzą do szkoły. Zaher i Reem mimo tęsknoty nie chcą wrócić do Jordanii. Zaher ciężko pracuje w małej restauracji, którą prowadzi na spółkę z Syryjczykiem. Są kucharzami. Są mocno przemęczeni pracą. Słabo mówią po angielsku Zaher poznał mnie kiedyś ze swym kolegą Syryjczykiem. Ten z kolei rok temu uciekł z Syrii i sprowadził żonę i dzieci z Aleppo do Manchester. Ubolewał nad losem zniszczonego kraju w rękach terrorystów. Tęskni ale nie chce tam wracać, zresztą wszystko zniszczone. Boi się ISIS. Uciekł do Wielkiej Brytanii w poszukiwaniu spokojnego życia dla siebie i rodziny.

 

To był atak na wszystkich młodych ludzi w Manchesterze!

 

Po zamachu, dostałam maile od różnych brytyjskich organizacji, partii, stowarzyszeń, którzy informowali o spotkaniu miasta we wtorek na Albert Square o godz. 18:00 czasu lokalnego, aby przypomnieć o ofiarach ataku, oddać im hołd i okazać wsparcie dla ich rodzin.

W uroczystości uczestniczyli przedstawiciele rady miasta, władz lokalnych, dygnitarze, oraz szef GMP. Na spotkanie przybyło tysiące młodych ludzi, wiele młodocianych dziewcząt w wieku tych, które straciły życie w poniedziałkowym ataku terrorystycznym. Przyszli by zjednoczyć się w żałobie po nich i solidarnie manifestować siłę jedności przeciwko przemocy i pokazać, że się nie boją.

 

To był atak na wszystkich młodych ludzi w Manchesterze. Każda młoda osoba w Manchesterze została zaatakowana w poniedziałek wieczorem, nie tylko na Arenie. Mówiła dla Telegraph mieszkanka Manchesteru.

 

Na placu przemawiał lider Manchester City Council Sir Richard Leese potem główny komendant Great Manchester Police Ian Hopkins. Poeta Tony Walsh, recytował swój wiersz.

 
 
 
Łączyli swe myśli z ofiarami zamachu i ich rodzinami. Musimy żyć w harmonii i pomagać jedni drugim, żyjąc obok siebie w mieście Manchester - broniąc się przed terroryzmem, mówił szef GMP. Po tych słowach nastąpiły okrzyki i gromkie brawa. Składano kwiaty w mieście. Rada Miasta otworzyła księgę kondolencyjną dla ofiar i ich rodzin, które mogą być podpisane online lub osobiście w Manchester Town Hall, a ci, którzy chcą układać kwiaty, proszeni są o składanie w okolicach katedry w Manchesterze.

 

W Bury przemawiała matka 15-letniej Olivii Campbell - jednej z ofiar.

 

Teraz wszyscy jesteśmy jak rodzina jesteśmy zjednoczeni, stajemy silni. Proszę przyjaciół mej zabitej córki, obcych, krewnych, abyśmy byli razem. Proszę, pozostańmy razem, niech nikt tego nie zniszczy. Nie pozwólmy mojej córce pozostać ofiarą. Rozpaczała matka po stracie córki.

Muzułmanie z meczetu Jamia z północnego Manchesteru przeszli ulicami Manchesteru w piątek 26 maja w pokojowym marszu dzieci i ich rodzin, okazując wsparcie i współczucie ofiarom zamachu terrorystycznego. Szli z kwiatami i tabliczkami We Love MCR, które złożyli w centrum miasta. Imam wspólnoty muzułmańskiej zaznaczył, że Ten marsz pokoju pokazuje nasze uczucia przeciwko okrucieństwu.

ISLAM IS A RELIGION OF PEACE AND MERCY

 
 
Na koniec dodam, że kiedy jeszcze przed zamachem przechodziłam głównym deptakiem w centrum miasta przez Market Street - prowadzącym w kierunku na halę Areny, mijałam wtedy w dniu 6 maja małe ale głośne zadaszone stoisko. Na daszku były napisy: ISLAM IS A RELIGION OF PEACE AND MERCY; WHO IS PROPHET MUHAMMED; FREE ISLAMIC LITERATURE. (w załączeniu zdjęcia) Z głośników wydobywała się głośna lamentacja w języku arabskim zawodzącego muezzina, zmuszającego przechodniów do słuchania czegoś niezrozumiałego. Spytałam o to Brytyjczyków na ulicy. Nie wiedzieli do czego nawoływał głos. Nikogo to nie zaniepokoiło i nie pytali mijającej stoisko policji. Wszyscy w omoku robienia zakupów bez słowa mijali zagadkowy kram. Jeden z muzułmanów publicznie wtedy na małym dywaniku klęcząc na bosaka - kłaniał się dotykając czołem o dywanik. Drugi chciał rozdawać literaturę przechodniom, którzy jej nie chcieli. Mijałam stragan dwa razy o różnych godzinach, a zawodzące lamenty z głośników nie dały mi porozmawiać przez telefon. Chciałam spytać patrol policyjny czy chodzi tutaj o indoktrynację? Dlaczego zezwala się na publiczne głośne nawoływania z megafonów po arabsku – nie znając przesłania. Wtedy nie było już policji, aby odpowiedziała mi na pytania.

 

Teraz po zamachu zbyt ciężko mi uwierzyć i ciężko rozpoznać, że hasło, które było wymalowane na daszku stoiska - ISLAM IS A RELIGION OF PEACE AND MERCY jest prawdziwe. Może ktoś ma inne zadanie…

 

My tutaj na miejscu zadajemy sobie takie pytanie:

Kiedy miasto Manchester znowu będzie zdolne żyć zwykłym życiem?

 

A mnie dodatkowo nurtuje inna rzecz:

- Dokąd zmierzasz Europo?

- Dokąd błądzisz ludzkości?

- Dlaczego tak zwyrodniałeś człowieku na boży obraz stworzony, nie do poznania zepsuty w swej złośliwości i mściwości do bliźniego. Bożymi przymiotami zasłaniać się nie sztuka. Sztuką jest umieć Bogiem żyć, a przez to nie zabijać i nie ranić.

 

Xenia Jacoby z Manchester w poniedziałek 29 maja 2017r.

Zdjęcia Xenia oraz British Press media

***

Jacoby Xenia - Polka z pokolenia JP II.

Wnuczka Zygmunta AK-owca i Kazimiery z Dmowskich.
Potomkini ocalałych spod Lwowa.
Studia filoz-teolog. wskazały kierunki.
Emigracja w RFN, USA, WB - utrwaliła nostalgię.
Myśli o Ojczyźnie - sprowokowały do pisania.

 

Galeria do artykułu :
Zobacz więcej zdjęć ...





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.