Monika Wiench: Prawo dżungli
data:03 marca 2017     Redaktor: agalaura

Życiem społeczeństw i całych narodów od wieków rządziły określone prawa. Zawarte w pisanych, ale i niepisanych przekazach, zależne od kultury i tradycji, wpajane od wczesnego dzieciństwa, przekazywane z pokolenia na pokolenie, kolejnym masom ludzkim wskazywały kierunek. To one kierowały całym naszym życiem, wyznaczały nam cele, były źródłem kary bądź nagrody. Dzięki nim można było najpierw kształtować, a gdy trzeba modyfikować swoje zachowanie, swoje opinie i oceny.

 
 
 
Bez wątpienia najważniejszą wskazówką dla człowieka była zawsze i pozostanie religia. Dla muzułmanów jest nią islam, dla żydów-judaizm, dla buddystów-buddyzm. To ze swoich religii czerpią oni wzorce zachowań, sposoby widzenia świata i stosunek do innych ludzi. Dla ogromniej liczby ponad 2,2 miliarda wiernych na świecie prawa te wywodzą się z kultury i tradycji chrześcijańskiej, a dla Polaków głównie z katolicyzmu. To nasza religia zawsze wskazywała nam drogę, mówiła co jest ważne, co ważniejsze, a co jest wartością najwyższą. To w naszych, polskich domach, jedną z pierwszych poznawanych książeczek była „Książeczka do Nabożeństwa”, którą wielu z nas zachowało od dzieciństwa po dziś dzień, przywożąc ją ze sobą nawet na emigrację.
 
Biała, mieszcząca się w dłoni, ze srebrnym lub złotym paseczkiem na okładce, zawierała to co najważniejsze - przykazania jak żyć. Zawierała słowa, które zapadały nam w dziecięcej pamięci i które choć czasami zapominane, powracają do nas zawsze gdy trzeba, zawsze gdy ich najbardziej potrzebujemy. W prostej postaci Dziesięciu Przykazań Bożych pomagają wyprostować pokrętne myśli, a gniew zamienić na współczucie czy zrozumienie.
 
W dzisiejszym świecie narastającej agresji, w świecie, w którym zapanowało prawo dżungli, gdzie kto silniejszy i bardzej agresywny w słowach i czynach ten wygrywa, można i trzeba postawić sobie pytanie - czy świat ten przypadkiem nie zjeżdża po równi pochyłej? A przede wszystkim, czy nie jest to skutkiem odejścia ludzi od religii?
 
W czasach, kiedy kościoły zamienia się w dyskoteki, kiedy religia chrześcijańska jest zwalczana, i kiedy ośmiesza się nie tylko święte symbole religijne, ale i najwyższe autorytety, a nawet postaci świętych, czy nie przyszła pora, aby każdego dnia, w każdy dostępny sposób zacząć przeciwstawiać się temu?
 
Próby zniszczenia naszej religii i przekazywanych w niej najistotniejszych humanitarnych wartości podejmowane są codziennie przez tych, którzy zachowują się jak w dżungli. Ich wyrazem jest lewacka ideologia, którą próbuje się zaszczepić jako "nowoczesną", przeciwstawiając ją "katolickiemu ciemnogrodowi", zwalczając i wyśmiewając Krzyż i wyznawców Chrystusa.
 
Jednym z ostatnich przykładów na ekspansję tej ideologii jest bluźniercze przedstawienie wykonywane na deskach Teatru Powszechnego w Warszawie, reżyserowane przez Oliviera Fulijca, Chorwata, z udziałem polskich, młodych aktorów i finansowane przez władze miasta Warszawy. Obrażane są w nim nie tylko nasze uczucia religijne i patriotyczne poprzez ścinanie wielkiego, drewnianego krzyża piłą mechaniczną i niszczenie go, wykonywanie ruchów frykcyjnych z okrzykiem "Polska" na ustach, czy bluźniercze traktowanie przez jedną z aktorek posągu obrazującego postać Jana Pawła II, który na końcu przedstawienia jest wieszany, ale też przez jawne nawoływanie do zabójstwa Jarosława Kaczyńskiego. Takich scen Polska i Polacy jeszcze nie widzieli, takiego teatru i takiej "sztuki" nie znali.
 
Jednak nie tylko władze miasta, dyrekcja teatru, reżyser i aktorzy wykazują się w tym haniebnym przedstawieniu brakiem elementarnych norm społecznych. Podobnie brak ich wykazuje publiczność, która reaguje śmiechem, a nawet brawami na stojąco. Dlatego prawdziwe wydaje się twierdzenie znanego publicysty Piotra Zaremby, który mówi, że "spektakl ten zrobiony jest przez złych ludzi dla złych ludzi".
 
Oczywiście zarówno Gazeta Wyborcza /red.Dorota Żuberek/, a także niektórzy posłowie z partii Nowoczesna /Krzysztof Mieszkowski/, oceniają omawiane przedstawienie pozytywnie, twierdząc że ..."jest to działanie aktorów i aktorek dla dobra wspólnego, jest ono szczególnym dowodem na potęgę polskiej sztuki scenicznej, jest spektaklem wybitnym". Inni, z prawej strony sceny politycznej, a także zwykli, politycznie niezaangażowani Polacy oceniają to wątpliwe dzieło skrajnie odmiennie. Jako manifestację zła i wojnę z religią. Jak to określił publicysta Piotr Zaremba - "jest to spektakl, który wywołuje nie tyle wstręt, co smutek".
 
Wiele osób przekonanych jest co do tego, iż celem reżysera, aktorów i instytucji wspierających, było zadanie bólu Polakom - katolikom. To prawda, bo większość z nas, słysząc o tym haniebnym przedstawieniu, odczuła zapewne ból i smutek. O czym jednak świadczy owacja na stojąco ze strony widowni?
 
Pozostawiam Czytelników z tym pytaniem. Można jednak przypuszczać, że tym wiwatującym ludziom albo nigdy nie były znane przykazania Boże, albo zupełnie o nich zapomnieli.
 
Biedni ludzie. Trzeba im jedynie współczuć, że zostali już ludzkich uczuć pozbawieni.
 
Monika Wiench
Melbourne
Zobacz równiez:





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.