Budyń78: O gnojeniu
data:31 maja 2011     Redaktor:

Gdy polityka toczy się tak szybko, łatwo zapomnieć o sprawach, które działy się raptem trzy kadencje Sejmu wstecz.

www.youtube.com
Temat przykry jak samo zjawisko. Gdy od kilku dni słyszę, że o więzieniach CIA w Polsce mówi się najzupełniej wprost i już tylko Leszek Miller próbuje trzymać się poprzedniej narracji, strasząc nas przy okazji Al Kaidą, zaczynam myśleć sobie nad dość paskudnym losem, jaki spotkał postać niewątpliwie również paskudną. A jednak, w tym konkretnym przypadku potraktowaną wyjątkowo niegodnie - o Andrzeju Lepperze. To zaś moją myśl prowadzi do kilku innych, bardzo podobnych sytuacji.

Gdy polityka toczy się tak szybko, łatwo zapomnieć o sprawach, które działy się raptem trzy kadencje sejmu wstecz. Lepperem straszono wówczas bardzo podobnie do tego, jak dziś straszy się Kaczyńskim. Do wielu mniej lub bardziej racjonalnych obaw dołożono jednak w pewnym momencie medialny samograj - Lepper to wariat. Wariata zrobiono zaś z Leppera dlatego, że w sejmowym przemówieniu, bez rozwijania wątku, wspomniał o talibach, którzy lądować mieli w Klewkach. I poszło. Przypomnijcie sobie, ile razy czytaliście zbitkę "Lepper - Klewki" symbolizującą największą bzdurę, jaką zdarzyło się wypowiedzieć polskiemu politykowi.  Ile razy sami jej używaliśmy? I jakoś dzisiaj, gdy wychodzi na to, że wcale nie była to imaginacja, a - zapewne kontrolowane, być może przez rosyjskich przyjaciół Leppera - puszczenie farby, nikt akurat do tego wątku nie wraca. Nie było więzień? Nie było - ok. Były - oburzamy się, albo straszymy się zemstą talibów. A że po drodze kogoś zmieszaliśmy z błotem dlatego, że powiedział o tym wtedy, gdy nikt inny o tym nie mówił, a większość nie wiedziała - stało się, nie ma do czego wracać.

Sprawę z Lepperem ułatwił fakt, że jest to jedna z mętniejszych postaci polskiej polityki. Ale zostawmy Leppera. Pamiętacie Gabriela Janowskiego? Kolejny wariat. "Hop! Hop! "Hop!". Tu przynajmniej trochę więcej osób zaczyna kojarzyć, ze Janowski był jednym z przeciwników likwidacji polskich cukrowni. Wraz z rosnącymi cenami cukru wracają domysły, że za "odlotem" Janowskiego stały czyjeś bezwzględne działania. A jednak bardziej kuszące jest uparte robienie z niego wariata. I jak nie ulec temu skojarzeniu, gdy od lat wbija je nam w głowę nawet sympatyczny przecież, jeden z uczciwszych i również na prawicy lubiany tandem Mazurek-Zalewski? Tandem, który miał też, o czym zapominamy, wielki udział w gnojeniu prawdopodobnie najbardziej skrzywdzonego przez media polskiego polityka - Przemysława Gosiewskiego. Och, zapomniałem - "Edgara". Tu do gnojenia wystarczyło drugie imię. I skoro wystarczyło tym najlepszym, najuczciwszym i najbardziej bezkompromisowym (choć wobec bezkompromisowości Igora Zalewskiego można nabrać pewnych wątpliwości, oglądając go w programie Jolanty Kwaśniewskiej), czego wymagać od reszty? I jak temu nie ulegać?

Budyń78






Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.