prof. Andrzej Nowak  Polski patriotyzm wieku niewoli: trzy formuły? [3]
data:07 stycznia 2017     Redaktor: agalaura

Czasem decydującej batalii, nie tylko publicystycznej, na której starły się ze sobą  dwie formuły polskiego patriotyzmu, stał się okres, w którym reforma okazała się dzięki zewnętrznej koniunkturze możliwa, by następnie zostać brutalnie przekreśloną. Wielokrotnie i wnikliwie opisywana publicystyka polityczna lat Sejmu Czteroletniego, ujmowana była na ogół przez badaczy pod kątem walki politycznej toczonej wokół Ustawy rządowej.[1] W tym miejscu z tej zdumiewająco bogatej spuścizny wydobywamy tylko kilka wątków, które pozwalają najwyraźniej przedstawić kontrast między dwoma modelami rozumienia patriotyzmu.

 

 

Wyzwaniem dla zwolenników konsekwentnego republikanizmu stała się na progu Sejmu Czteroletniego raz jeszcze sprawa dziedziczności tronu, w której reformatorzy dostrzegli konieczny środek umocnienia państwa. Jeszcze przed zebraniem Sejmu, który miał się okazać dla reformatorów Wielkim, głosem tych ostatnich stały się Stanisława Staszica Uwagi nad życiem Jana Zamoyskiego.[2] Jasno postawiły one alternatywę: albo Polacy chcą utrzymać Rzeczpospolitą – i wtedy „konieczne odmiany uczynić zechcą” – albo Rzeczpospolitej nie będzie wcale. Wśród owych „koniecznych zmian” wymienione zostały te, które stały się kanonem publicystyki reformatorskiej późniejszego Sejmu: ostateczne zniesienie liberum veto, wprowadzenie „tronu następstwa” oraz aukcja wojska.

Staszic chciał wstrząsnąć czytelnikami swoich Uwag i dlatego świadomie przedstawił najbardziej drastyczną dla wielu z nich alternatywę ustrojową jako wybór realny, przed którym nie będą mogli się cofnąć. Wśród agresywnych, nastawionych na militarną ekspansję monarchii absolutystycznych, dowodził, nie ma miejsca na republikę w jej dotychczasowej formie. Jeśli Polska chce utrzymać niepodległość, musi zdecydować się na rząd „samodzierżczy”: „Dzisiaj w całej Europie rzeczompospolitym utrzymać się trudno jest. Wszystko samodzierżstwu sprzyja, a wszystko się na rzeczypospolite sprzysięgło” (s. 182). Nie zachowanie dobra, jakim jest „wolny ustrój”, ale unikanie zła, jakie stanowi groźba utraty własnego państwa jest drogowskazem, który prowadzi w stronę przeciwną w stosunku do tradycyjnego republikanizmu. Tym bardziej czytelny był to kierunek w dziele Staszica, iż wzmacniało je wyrażone w nim także jasno przekonanie, że osłabienie władzy centralnej odpowiada za anarchię i narastanie konfliktów oraz niesprawiedliwości społecznych. Pełny absolutyzm Staszic rezerwował w swym dziele co prawda jako ostateczną odpowiedź na wyzwanie, jakie stanowił problem śmiertelnie zagrożonej niepodległości, a proponował jako pierwszą, niezbędną reformę tylko wprowadzenie monarchii dziedzicznej. Historycy odczytują zatem niekiedy program zaproponowany w Staszicowych Uwagach jako w istocie dający się pogodzić z umiarkowanym republikanizmem (władza króla miała być wciąż zasadniczo ograniczona przez sejm nieustający). Nie można jednak zapominać o sile retorycznej konstrukcji całych Uwag i pewnej logicznej ich konsekwencji, którą sam Staszic uwypuklał: na końcu drogi reform, na którą trzeba wejść, by ratować się przed obcym despotyzmem, majaczy widmo rodzimego „samodzierżcy”...  A że retoryczna siła Uwag... była wielka, świadczy ich niebywały rezonans w opinii politycznej Rzeczpospolitej końca lat 80. XVIII wieku. Od nich zaczyna się dyskusja publicystyczna czasu Sejmu Czteroletniego. Tu było natchnienie do dalszych poszukiwań bardziej szczegółowego, doskonalszego programu reformy, do jej praktycznego urzeczywistnienia w sejmowej legislacji, ale także – o czym rzadziej się pamięta – do obaw i reakcji zwolenników utrzymania tradycji republikańskiej wolności.[3]

Staszicowe Przestrogi dla Polski, opublikowane w 1790 roku, czytać można w tym kontekście jako potwierdzenie i egzemplifikację tych obaw – tym bardziej intensywnych, że zalecenia traktatu Staszica przyoblekały się już w rzeczywistość opracowywanych na Sejmie reform. Dla Staszica i dla innych rzeczników ustrojowej zmiany fundamentem ich propozycji było i pozostawało stwierdzenie, iż ustrój wewnętrzny musi zostać podporządkowany racjom rywalizacji na arenie zewnętrznej: „Rzeczpospolita wpośród krajów despotyzmem obarczonych nie może ani większej wolności, ani większej własności obywatelowi zostawić, tylko taką, jaką pozwalają despotyzmy zewnętrzne”.[4] W imię realistycznej oceny położenia międzynarodowego i słabości w nim republiki szlacheckiej Staszic wzywał do takich zmian, które pozwolą „Rzeczypospolitej na sile despotyzmu wyrównać”. A więc: nie tylko zwiększyć podatki i armię, ale także zapewnić trwałość tego stanu: wzmocnić miasta, przemysł, zwiększyć bezpieczeństwo handlu przez silne państwo i sprzyjające im prawo. Nie duma z wolnego ustroju, ale budowanie siły i bezpieczeństwa państwa – to jest kierunek myślenia, który proponuje i narzuca w obliczu groźby rosyjskiej interwencji Staszic. Ta siła, oparta na gospodarce, a nie wolny ustrój, ma być uzasadnieniem dla dopuszczenia do obywatelskiego stanu mieszczaństwa.[5] Stworzenie jednego, nowoczesnego, jak byśmy to dzisiaj powiedzieli, narodu, do którego dołączą także w przyszłości chłopi, ma za swój zasadniczy cel przywrócenie Polsce władzy nad samą sobą. Temu samemu celowi służyć ma wprowadzenie tronu dziedzicznego – umocnienie władzy centralnej. Patriotą jest ten, kto ten cel rozumie i dla niego gotów jest nad zmianą pracować. Ostatecznie wszyscy mieszkańcy nowej, zreformowanej Rzeczpospolitej powinni temu celowi służyć, powinni przekształcać się w świadomych Polaków, rezygnując z tego, co ich od owego celu odciąga: czy będzie to przywiązanie „zacofanej” części szlachty do „wolnego ustroju”, czy będzie to na przykład nie służąca dobrze sile wewnętrznej i położeniu na arenie międzynarodowej odrębna tożsamość żydowska.[6] (Ten specyficzny aspekt reformatorskiego patriotyzmu Staszic, Kołłątaja i innych oświeconych budowniczych nowej Polski trafnie – i z satysfakcją wynikającą z osobistego nastawienia politycznego – odnotował Władysław Konopczyński: „Polska, przechodząc [...] od demokracji herbowej Rzewuskich i Olizarów do demokracji Kołłątaja i Staszica, od złotej wolności do praworządnej – przechodziła od sarmatyzmu do nacjonalizmu”.[7])

Przedstawiamy tutaj na przykładzie najgłośniejszych pism Staszica tendencje, jakie wyrażały w latach wielkiej debaty długiego Sejmu głosy wielu bardzo reformatorów. Znaczna część badaczy tej debaty wskazuje na stały wysiłek proreformatorskiej publicystyki, by nawiązywać do republikańskiej tradycji, by nie atakować frontalnie całego kanonu ustrojowych przyzwyczajeń, ale zmieniać tylko ich część najbardziej dla odbudowy silnego i sprawnego państwa szkodliwą, nie zmieniając samej nazwy, samej formy zewnętrznej – Rzeczypospolitej. Sens jednak tego pojęcia ulegał niewątpliwej zmianie. Wzmocnienie zagrożonego państwa i budowa nowego narodu łączyły się we wspólnym dla reformatorów haśle walki o niepodległość.  Razem też spychały w wyobraźni politycznej elit polskich schyłku Rzeczypospolitej dawniej dominującą ideę republikańskiej wolności.

Defensorzy tej ostatniej musieli poradzić sobie przede wszystkim z owym szantażem wyłącznej alternatywy, jaki obóz reformatorski narzucał stwierdzeniem, tyle razy powtarzanym od czasów Konarskiego po Staszica. Kołłątaj wyraził ten retoryczny szantaż, a zarazem realny dylemat, zwracając się wprost pod adresem upartych republikanów: „gdyby zginęło imię Polski, gdzie by wolność swoją przenieśli?”[8] Nie ma wolności bez niepodległości – zdawali się mówić zwolennicy nowego patriotyzmu. Sposobów na podważenie tego aksjomatu nie było wiele. Najważniejszy z nich wyrażało przekonanie, że nie ma wolności bez republiki, a zatem, że wolność republikańska większa jest i ważniejsza od wolności zewnętrznej, zwanej niepodległością. Szczęsny Potocki, broniąc swego systemu „czysto republikańskiego”, pisał w lutym 1790 roku do swego reformatorsko nastawionego kuzyna, Stanisława  Kostki, z ironią: „Cieszę się ja bardzo, że tylu jest, którzy zagranicznych nie cierpią influencyj, ale przy tym jeszcze trzeba, aby się strzegli w krajowe okować się kajdany, bo te są jeszcze cięższe do zerwania”.[9] Tę myśl szerzej rozwijał w swej publicystyce antysukcesyjnej hetman Seweryn Rzewuski, a także anonimowy autor Uwag pod rokiem 1790. Wprowadzenie monarchii dziedzicznej oznaczało przecież, podkreślali, pozbawienie obywateli czynnego prawa wyborczego. Ustrój przestaje być wtedy wolny, a obywatele stają się tylko poddanymi – i oni przestają być wolni. Monarcha dziedziczny, nieuchronnie, wiedziony samą logiką ustroju, będzie dążył do zwiększenia zakresu swej władzy, do wzmocnienia kontroli nad skarbem, do uczynienia z powiększonego wojska swojego narzędzia. Od monarchii sukcesyjnej, wprowadzanej jako środek wyjątkowy w obronie niepodległości, krok tylko do despotyzmu. Czy niepodległość zewnętrzna bez wolności wewnętrznej, w jej republikańskim, pozytywnym rozumieniu, będzie miała wtedy jeszcze jakiś sens? [10] To było podstawowe pytanie retoryczne, z którym przeciwnicy nowego rozumienia patriotyzmu zbijać się starali dramatyczną wymowę apelu o ratowanie niepodległego bytu Rzeczypospolitej.

Był i drugi sposób obrony patriotyzmu starego, republikańskiego. Wychodząc z fundamentalnego założenia, że wewnętrzna swoboda, wolny ustrój, ma pierwszeństwo w hierarchii obywatelskiej, trzeba było tylko wykazać, że ów ustrój można pogodzić z sąsiadami, a w każdym razie znaleźć wśród nich stałego sojusznika – potężnego opiekuna.  Wywód taki, w najczystszej postaci niemal logicznego twierdzenia przedstawił Jan Potocki (późniejszy autor Rękopisu znalezionego w Saragossie). Zaprezentował go królowi jeszcze w maju 1788 roku. Uogólniając pogląd bliski wielu statystom Rzeczypospolitej XVIII wieku, Potocki (zięć Szczęsnego) stwierdzał, że republiki nie są zdolne do prowadzenia systematycznej, a tym bardziej agresywnej polityki zewnętrznej, ponieważ pochłania je sprawa wewnętrznej wolność. Naturalnie muszą zatem szukać protekcji u państw o innym ustroju, u imperiów, dla których stanowią sąsiedztwo wygodne, bo nie podejmujące rywalizacji w polityce zagranicznej.  Tak jak dla wolnej Holandii protektorem stało się imperium brytyjskie, dla republiki szwajcarskiej naturalnym sojusznikiem-opiekunem jest Francja, jak Francja była także faktycznym sojusznikiem-opiekunem rodzącej się wolności Stanów Zjednoczonych, tak dla polskiej Rzeczypospolitej naturalnym patronem jest imperium rosyjskie – wywodził Potocki. Możemy być, dopełniał swą geopolityczna wizję, przedmurzem tego imperium, chroniącym go od strony Europy. W zamian, Rosja powinna chronić wolność Polaków. „L’interêt des Polonois c’est la liberté. Leur existence n’est rien auprès. Celui de la Russie est donc de maintenir cette liberté et surtout de leur en laisser le sentiment”.[11]

Wolna wewnętrznie, ale słaba na międzynarodowej arenie – a w każdym razie nie aktywna na niej –  Rzeczpospolita, utrzymać się może przy potężnej Rosji, bo jej nie będzie w niczym zagrażała, ani w niczym przeszkadzała. Kiedy tylko zacznie się zbroić i dążyć do zerwania owej zewnętrznej gwarancji swej wolności, sprowokować może tylko akcję pozostałych sąsiadów i wciągnięcie do niej Rosji, która w zmieniającej się Rzeczypospolitej ujrzy znów niebezpieczna rywalkę. Ten tok rozumowania, wyrażany przez niejednego z republikańskich statystów, prezentował tylko jedną – nazwijmy ją tutaj „realistyczną” – stronę ich politycznej koncepcji bierności na polu międzynarodowym.

Była, ważniejsza nawet dla nas tutaj, i strona „idealistyczna”. Najpełniej wyraził ją traktat Adama Wawrzyńca Rzewuskiego O formie rządu republikańskiego myśli, opublikowany w grudniu 1790 roku, a napisany już rok wcześniej, kiedy jego autor szykował się do powierzonego mu poselstwa na dwór duński. „Kasztelan witebski in partibus, niezamożny, szczery demokrata, w późniejszym wieku wolnomularz. [...] Pisał z głębi uczciwego przekonania, na które złożyły się sarmackie skłonności Rzewuskich i wolnościowe aspiracje postępowego Zachodu. W rezultacie stworzył coś, czego by mu nie pochwalił ani Kołłątaj, ani stryj Seweryn.”[12] To „coś”, wedle uwagi Konopczyńskiego, nieco złośliwej, ale nie pozbawionej pewnego uznania dla intencji bodaj traktatu Rzewuskiego, przez innych badaczy uznawane jest za „najwybitniejszą syntezę myśli republikańskiej w okresie Sejmu Czteroletniego”.[13] Głos podniesiony przez kasztelana witebskiego w obronie prawa do wolnej elekcji tym się wyróżniał wśród publicystyki antysukcesyjnej tego czasu, iż przybrał postać etycznej przede wszystkim rozprawy o negatywnych konsekwencjach likwidacji republikańskiego ustroju. Rousseau jest tu jednym z głównych  przewodników, ale nie jedynym. Rzewuski wykorzystał także sprawnie inne, niezwykle popularne w tym czasie dzieło francuskie, napisana przez eks-jezuitę, Thomasa Guillaume Raynala Histoire philosophique et politique des établissements et du commerce des Européens dans les deux Indes (wydana po raz pierwszy w roku 1772, w ciągu piętnastu kolejnych lat osiągnęło przeszło trzydzieści wydań).[14] Wykorzystał, nadając mu zgoła inny sens niż w oryginale, gdzie filozoficzne potępienie kolonializmu europejskich monarchii przeciwstawione było pozytywnemu wpływowi handlu na pokojowe zbliżanie odległych światów. Kasztelan witebski rozprawę Raynala z zamorskim imperializmem europejskich monarchii wkomponował w  inny kontrast: między republiką opartą na cnocie i skutkami moralnymi „rządu jedynowładnego”. W istocie i  patos Raynala, i myśli z Uwag Rousseau, i własne refleksje, oparte na tradycji Rzeczypospolitej i wizji ich zagrożenia przez wprowadzenie monarchii dziedzicznej, stopił Adam Wawrzyniec Rzewuski w jeden pomnik przestrogi przed „patriotyzmem  fałszywym”, opartym na wyrzeczeniu się republikańskiej spuścizny. To właśnie patriotyzm fałszywy, wypływający z dążenia do próżnej chwały władców, pcha państwa do wojen, do podbojów, do niesprawiedliwości między narodami – wołał autor traktatu O formie rządu republikańskiego. Ale oskarżał nie tylko monarchiczną alternatywę republikanizmu, ale i motywy zysku, wynikające z handlowego, ekonomicznego, liberalnego – w nowszym sensie – światopoglądu. Potępiał i podboje królów francuskich, i władców Hiszpanii, i Portugalii, ale i „zbójców Holendrów”, i Anglików, choć  ci zaliczani byli często do szczęśliwych mieszkańców państw o wolnym ustroju. Nie dość są widać przejęci tą wolnością i zdradzają republikańskie jej rozumienie na rzecz imperialnego, podpowiadał kasztelan witebski, skoro „dla sromotnej chuci złota przeszli za morza, nieznanej srogości okazywać widoki, napełniając ciche i spokojne siedliska bezbronnych Indyanów wściekłym łupiestwem i rozbojem”.[15]

Odrzucał także Adam Wawrzyniec „tę nędzną przemocy obronę i niewoli usprawiedliwienie”, wedle której silna, scentralizowana władza sprzyja skuteczności poczynań państwowych tak, „że granice takiego kraju są pewniejsze, że bardziej jest od obcych naród taki poważany, słowem, że sławniejszym jest w dziejach i ogromniejszym na mapie”[16].  Dla niego taka forma patriotyzmu, opierająca się na dążeniu do zewnętrznej potęgi państwa, do zyskania obcego dla jego wielkości i siły poklasku, oznacza tylko ugruntowanie niesprawiedliwości i przemocy w stosunkach międzynarodowych – bo jak przecież można mierzyć siłę zewnętrzną państwa: podporządkowując inne swoim wpływom czy wprost panowaniu. Republika nie może mieć takich ambicji. Także dlatego, że odciągają one uwagę i stopniowo niszczyć muszą wolność obywatelską wewnątrz kraju. Przykład Rzymu jako degeneracji republiki w imperium jest tu dla kasztelana witebskiego najbardziej wymowny. Przestrzega więc, z charakterystycznym patosem: „Ciemny, niebaczny niewolniku! Cóż ci stąd, że naród, w którym ty mieszkasz co raz się bardziej rozszerza, że jest sławnym, szanowanym, ogromnym? [...]; jeżeli twoje prawa i przywileje są zdeptane, jeżeli nie wiesz, jak ci będzie wygodniej, a przynajmniej bezpieczniej, czy być człowiekiem i nazywać się obywatelem, czyli też uczynić się bydlęciem, aby swój majątek i życie przed drapieżną chciwością płatnych od rządu donosicielów i szpiegów uchować, jeżeli za każdym przebudzeniem się najpierwsza myśl, która nigdy w duszy twojej nie usypia, jest ta, abyś się głowy twojej dotknął i dowiedział, czyli ona jeszcze z karku twego nie spadła, cóż ci stąd w ten czas, że naród, w którym ty mieszkasz, o obie osie świata opierać się będzie?”[17]

Te słowa, o tak dobitnie antyimperialnym wydźwięku, czytać łatwiej, jeśli odnosiłoby się je do sąsiednich mocarstw, do Imperium Rosyjskiego i jego mieszkańców w szczególności, ale i do stawianych często za wzór reform dla Warszawy mocarstw europejskiego zachodu. Znaleźć mogłyby się także, dodajmy, równie dobrze w antologii diatryb przeciwko amerykańskiemu imperializmowi, jakie wygłaszane są obecnie i w Europie, i w Ameryce, i w najrozmaitszych innych zakątkach świata. Ale jak odnieść je do realnych problemów Rzeczypospolitej roku 1790? Adam Wawrzyniec, podobnie jak jego stryj Seweryn, ostrzegał po prostu przed konsekwencjami wyboru takiej drogi wyjścia z kryzysu państwa, która sprzeczna byłaby z kanonem republikańskiej ortodoksji. Wysunięcie hasła niepodległości zewnętrznej kojarzyło się w tej perspektywie z tradycją podbojów, prób budowy swoistego imperium Rzeczypospolitej, które zawsze – zdaniem takich republikanów jak Adam Wawrzyniec –  do zgubnych następstw. Kasztelan witebski wymieniał tu jako fatalne przykłady takiej tendencji tych królów, którzy kojarzyli się właśnie z wielkością Rzeczypospolitej na forum rywalizacji o dominium nad Europą Wschodnią, jak Władysław IV czy Jan III Sobieski – „najlepszy z wojowników, a najgorszy z królów”.[18] Czy mamy być dumni z ich militarnych zwycięstw, czy raczej wstydzić się i przestrzegać ich przykładem przed fatalnymi w polityce wewnętrznej skutkami chęci budowania pozycji władcy i zaspokajania jego ambicji? – takie pytanie stawiał traktat Rzewuskiego Polakom, nie zważając na to, że w roku 1790 nie o panowanie nad Europą Wschodnią chodziło w polskiej polityce, a o przetrwanie.  Nie z wojen zwycięskich mamy być dumni, ale z tradycji wolności, jaką zbudowali nasi przodkowie, od zasady neminem captivabimus poczynając, poprzez brak cenzury politycznej aż po – także mocno przez Rzewuskiego eksponowaną jako piękny owoc tradycji obywatelskiej – zasadę tolerancji religijnej.[19] Kiedy na czoło wysuwa się w patriotyzmie walkę czy rywalizację z sąsiadami  a nie zabezpieczenie wolności wewnętrznej, wszystkie te zdobycze stają się zagrożone ograniczeniem, a ostatecznie zniesieniem w imię skuteczności w owej walce.

Ten zarzut czy przestrogę kieruje Rzewuski nie tylko przeciwko zwolennikom wzmocnienia władzy królewskiej czy uczynienia jej dziedziczną. Niebezpieczeństwo „despotyzmu i niewoli” widział bowiem w każdym kształcie rządu. „Nie demokracja, nie arystokracja, nie monarchia czyni narody szczęśliwymi, ale prawa fundamentalne rządu”.[20] Prawa zabezpieczające wolność obywatelską nie mogą być żadnym pretekstem unieważnione. Zagrożeniem dla nich może być nie tylko logika monarszych ambicji i imperialnej rywalizacji, ale także „zepsucie obyczajów”. W tym ostatnim zjawisku, szeroko przez siebie opisywanym na przykładzie zgubnych wpływów idących z „oświeconej” zagranicy poprzez naśladującą ją stolicę, Rzewuski widział w istocie problem zastępowania obywatelskiej cnoty egoizmem indywidualnych interesów.  Dotykał w tym miejscu granicy między wolnością republikańską, pozytywną, starożytną, wolnością aktywnego uczestnictwa w życiu politycznym wolnego państwa, opartą na zabezpieczeniu przed dominacją któregokolwiek z podmiotów [21]owego życia – a, z drugiej strony, wolnością liberalną, negatywną, nowoczesną, opartą na nieingerencji państwa w realizowanie przez obywateli ich indywidualnych interesów. Kiedy nie ma republikańskiej formy i jej zabezpieczenia w obywatelskiej cnocie, patriotyzm bogacenia się, handlu, modernizacji, jak byśmy to uogólnili, także prowadzić będzie do fatalnych nierówności, niesprawiedliwości, wyzysku, do tworzenia „monopoli, kompanii udzielnych” i podziału na „tysiące zdzierców, a milionów uciśnionych”.[22]   Problem władzy, panowania, dominacji przybiera tu inną, ekonomiczną postać, ale pozostaje zasadniczo nie rozwiązany z republikańskiego punktu widzenia.



[1] Podsumowanie dotychczasowego stanu badań w tym zakresie znaleźć można w: A. Grześkowiak-Krwawicz, O formę rządu czy o rząd dusz. Publicystyka polityczna Sejmu Czteroletniego, Warszawa 2000, s. 5-12; tejże, Political and Social Literature during Four-Year Diet, w: Constitution and Reform..., s. 175-202.

[2] S. Staszic, Uwagi nad życiem Jana Zamoyskiego..., wstęp i oprac. S. Czarnowski, Kraków 1952 [2 wyd. w serii Biblioteki Narodowej; wydanie oryginalne ukazało się w marcu 1787 roku].

[3] Zob. m.in. Cz. Leśniewski, Stanisław Staszic, jego życie i ideologia w dobie Polski Niepodległej (1755-1795), Warszawa 1926, S. Czarnowski, Wstęp, w: S. Staszic, Uwagi nad życiem Jana Zamoyskiego...; W. Konopczyński, Polscy pisarze..., t. II, k. 1-9.

[4] S. Staszic, Przestrogi dla Polski, wstęp i oprac. S. Czarnowski, Kraków 1926 [wyd. krytyczne w serii Biblioteki narodowej; pierwodruk w r. 1790], s. 52 (to samo rozumowanie powtórzone na s. 55).

[5] Zob. tamże, np. s. 230-231.

[6] Zob. gwałtowny atak Staszica na odrębne zwyczaje i „pasożytniczy” – z punktu widzenia potrzeb państwa – charakter wspólnoty żydowskiej w Rzeczpospolitej – tamże, s. 184-191.

[7] W. Konopczyński, Pisarze polityczni..., t. II, k. 274.

[8] [H. Kołłątaj], Ostatnia przestroga dla Polski [1790], w: Kołłątaj i inni..., s. 121.

[9] List z 13 II 1790, cyt. za: E. Rostworowski, Szczęsny Potocki we Francji (styczeń – kwiecień 1791), w: Losy Polaków w XIX-XX w. Studia ofiarowane Profesorowi Stefanowi Kieniewiczowi..., Warszawa 1987, s. 384.

[10] Zob. np. Uwagi pod rokiem 1790, [Warszawa 1790] – omówione m.in. przez A. Grześkowiak-Krwawicz, O formę rządu..., s. 251-255; S. Rzewuski, O sukcesyi tronu w Polszcze rzecz krótka, b.m. 1790 – zob. wyczerpujące omówienie antysukcesyjnej publicystyki Seweryna Rzewuskiego: m. in. Z. Zielińska, Republikanizm spod znaku buławy. Publicystyka Seweryna Rzewuskiego z lat 1788-1790, Warszawa 1988;  K. Maksimowicz, Seweryna Rzewuskiego droga do targowicy, Gdańsk 2002, s. 162-168.

[11] J. Potocki, Des Interets de la Russie et de la Pologne, w: J. Potocki, Écrits politiques, red. D. Triaire, Genève 1987, s. 33; na temat okoliczności powstania tego tekstu zob.: F. Rosset, D. Triaire, Jean Potocki – biographie, Paris 2004, s. 137-154.

[12] W. Konopczyński, Pisarze polityczni..., t. II, k. 123.

[13] A. Grześkowiak-Krwawicz, O formę rządu..., s. 140; „najwybitniejszą syntezą myśli politycznej, na jaką zdobył się nasz obóz staroszlachecki” nazwał traktat Adama Wawrzyńca Marian Szyjkowski (Myśli J. J. Rousseau w Polsce XVIII wieku, Kraków 1913, s. 157; docenił także i przypominał wielokrotnie oryginalne myśli zawarte w traktacie Andrzej Walicki – zob. tegoż autora m.in. Idea narodu w polskiej myśli oświeceniowej, Warszawa 2000, s. 34-48; The Idea of Nation in the Main Currents..., s. 159. Wyłącznie słowa potępienia dla idei traktatu Rzewuskiego, zdyskwalifikowanych po prostu jako „archaiczne”, ma natomiast autorka jego biogramu w PSB – Zofia Zielińska (Polski Słownik Biograficzny , t. XXXIV, Wrocław 1992, s. 95-96).

[14] Na temat dzieła Raynala i jego znaczenia w europejskiej myśli antyimperialnej zob. A. Pagden, Europeans Encounters with the New World. From Renaissance to Romanticism, New Haven 1993; tegoż, Lords of all the World. Ideologies of Empire in Spain, Britain and France c. 1500 – c. 1800, New Haven 1995, s. 163-168.

[15] A. W. Rzewuski, O formie rządu republikańskiego myśli, t. I, cz. 1, Warszawa 1790, s. 73.

[16] Tamże, s. 132.

[17] Tamże, s. 132-133.

[18] Zob. tamże, s. 140-149.

[19] Zob. tamże, s. 128.

[20] Tamże, s. 111-112.

[21] Tamże, s. 46.

[22] Tamże, s. 99.

Zobacz równiez:





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.