Dyktatura debili cz.XX
data:30 grudnia 2016     Redaktor: agalaura

Obserwując „wydarzenia grudniowe” w sejmie Anno Domini 2016, nie potrafię się obronić przed skojarzeniem całkowicie jasnym i wyraźnym dla  każdego, kto miał cokolwiek do czynienia ze współczesną szkołą.

CC BY-SA 3.0
 
 
 
 

16 grudnia ważne tematy lekcji: budżet na rok 2017 i ustawa dezubekizacyjna. Jednak placówka wrze, bo zapowiedziano wprowadzenie nowych punktów regulaminu, zarządzeń, które ograniczałyby możliwość dezorganizowania pracy dyrekcji i rady pedagogicznej. Do tablicy zgłasza się uczeń, który nie zamierza mówić na temat, nie ukrywa, że jego celem jest uniemożliwienie realizacji planu zajęć, a nawet jeśli ukrywa (młodzież ma swoje sposoby), to i tak wszyscy wiedzą, o co chodzi, bo zawsze chodzi o to samo: żeby nie było lekcji – pytania, kartkówki, nowego tematu, z którego trzeba będzie robić notatkę, sprawdzenia znajomości lektury… słowem – pracy, wysiłku, obowiązku, poważnego podejścia do poważnych spraw, rezygnacji z zabawy, przyjemności i beztroski. Im bardziej wiadomo, że to właśnie jest istotą i głównym powodem działania klasowych trefnisiów,tym głośniej i wyraźniej używa się  poprawnościowej terminologii w rodzaju: prawa ucznia, statut, współpraca z rodzicami… itd.

Rodzice zresztą już gromadzą się przed wejściem do szkoły. Wprawdzie od początku roku szkolnego żaden nie pojawił się ani na zebraniu, ani na dniu otwartym, ani na osobiste wezwanie wychowawcy – tak są zapracowani do późnych godzin wieczornych – teraz, gdy chodzi o obronę własnej nieskuteczności pedagogicznej i popełnianych latami błędów oraz prawa do dalszego zwalania na nauczycieli licznych zaniedbań w tym względzie, stawili się tłumnie w godzinach pracy i pozostaną na wiele innych pór doby – roboczych i świątecznych.

Uczeń brylujący przy tablicy rozkoszuje się tym, co sprawia mu największą na świecie przyjemność – aplauzem rozbrykanej klasowej mniejszości. Mniejszości jakże głośnej i jakże skutecznej w dalszym uniemożliwianiu prowadzenia zajęć! Belfer wprawdzie powołuje się na jakieś punkty regulaminu, dzięki którym figlujący nastolatek powinien zamilknąć i karnie wrócić na miejsce, ale kto by go słuchał! Wszyscy wiedzą, że tak naprawdę on nic nie może. Nie może postawić pały z przedmiotu, bo wypowiedź ucznia nie dotyczy przedmiotu, nie może obniżyć oceny za zachowanie, bo z tym trzeba czekać do końca semestru, nie może się oburzyć, kiedy uczeń zwraca się do niego per „kochany panie profesorze” ( i tak dobrze, że nie po imieniu, co się często zdarza!), bo ma wdrukowane, że „uczeń nie jest w stanie nauczyciela obrazić, to nie ten rodzaj relacji!”, nie może użyć zwrotu adekwatnego do sytuacji, bo ma wdrukowane, że „nauczycielowi nie wolno obrażać i poniżać ucznia” w jego słusznie zbuntowanej młodzieńczej godności, nie może wyprosić ucznia z sali, bo jest za niego odpowiedzialny w czasie przeznaczonym na prowadzenie lekcj (to nie szkodzi, że nie jest w stanie jej prowadzić, widocznie ma kłopoty z własną nieporadnością wychowawczą i brakiem profesjonalizmu). Może sporządzić służbową notatkę (po lekcjach), zgłosić dyrekcji (po lekcjach, ale dyrekcja i tak załagodzi, tzn. weźmie stronę ucznia), wezwać rodziców (po lekcjach i z prywatnego telefonu, ale i tak nie przyjdą albo przyjdą, by postawić nauczyciela do pionu w obecności dyrektora i własnej pociechy, powód zawsze się znajdzie)… Może zawiadomić kuratorium (grubo po lekcjach, ale tam mają niepisaną zasadę, że zawsze biorą stronę ucznia i rodziców, na dodatek grozi to przetrzepaniem w szkole wszystkiego i jakiś powód, żeby nakazać „wdrożenie programu naprawczego” czy innej bzdury zawsze się znajdzie, a zanim się znajdzie, dezorganizacja pracy będzie całkowita). Wszystkie te niemożności albo możliwości pozorne oznaczają to, o co chodzi rozbawionym uczniom: brak lekcji, brak realizacji podstawy programowej. Nie nadążający za rzeczywistością nowoczesnej pedagogiki nauczyciel zostanie z tego surowo rozliczony na koniec każdego semestru. Ze skutkiem odpowiedzialności dyscyplinarnej włącznie.

Ale – co to, co to?! Jednak wyprosił z lekcji?!  Niedopuszczalne! Rozbrykana mniejszość tłumnie stawia się pod tablicą w obronie krzywdzonego kolegi. Gdy nauczyciel wyjdzie z klasy na przerwę, by wypełniać dalsze obowiązki służbowe i szukać rozwiązania problemu (na próżno, wszelkie propozycje i posunięcia zostaną uznane za nielegalne!) zajmie także jego fotel i rzeczy osobiste…  Zostanie w szkole na weekend i święta, choć pierwotny pretekst zniknie, bo dyrekcja  wycofa się z zapowiadanych zmian w regulaminie. Zostaną także zgromadzeni przed bramą rodzice.To nic, że wszyscy oni w normalnym czasie roboczym unikają pracy w szkole i współpracy ze szkołą jak diabeł święconej wody. Teraz – jest strajk, jest impreza. Część wie, jak poważnymi konsekwencjami grozi taka zabawa i właśnie tych konsekwencji sobie życzy, nie planując zresztą na dalszą metę, co zrobi bez szkoły, innym chodzi tylko o zabawę.

Tak, proszę Państwa, wszystko zaczyna się w szkole. Bardzo się cieszę z rozpoczętej reformy oświaty czy właściwie systemu edukacji. Ale dopóki funkcjonariusze tego systemu nie dostaną ustawowo zagwarantowanych narzędzi dyscyplinowania tych, którzy nie zgadzają się na żadne rozwiązanie i żadne prawo poza takim, żeby było tak, jak było, ta reforma się nie uda. Inna też nie.

Żmirska

Zobacz równiez:





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.