Marek Baterowicz: AMNEZJA  PROKURATORÓW
data:24 listopada 2016     Redaktor: GKut

Z daleka lepiej widać.....

 

Jak pisał kiedyś  Piotr Skórzyński „większość aktywnych politycznie Polaków uznała korupcję za coś równie nieuchronnego jak położenie geograficzne”  ( patrz: „Arcana”, nr 83, 2008 – „Iuro-kracja czyli państwo bezprawia”).  O wyczynach prokuratorów można nieskończenie, a Skórzyński cytuje znamienny incydent: oto Dariusz Dąbski, zarządzający „Optimusem” Romana Kluski w czasie, gdy właściciel siedział w areszcie pod fałszywym zarzutem – doznał wylewu, bo prokuratur zagroził mu, że i na niego „coś znajdzie”, jeśli nie złoży donosu na Kluskę! Tak to post-komunistyczny układ niszczył byznesmenów spoza układu, a jednocześnie chronił beneficjentów defraudacji, bo w dziejach tzw. III RP nie rozliczono kilkudziesięciu poważnych afer gospodarczych.

No cóż, budowę tzw. „państwa prawa” po r.1989 rozpoczęto absurdalnym i chorym postulatem (napędzającym korupcję): „byli beneficjenci rezimu komunistycznego nie mogą być rozliczani”(!).  Rozgrzeszono en bloc zbrodnie i nadużycia finansowe, bo sprawiedliwość uznano za...zemstę! Pączkowały więc nowe odgałęzienia tej klepto-kracji, wsparte wyzywającym hasłem Aleksandra Kwaśniewskiego: „pierwszy milion trzeba ukraść”! (rzekomy to cytat z Rockefellera, jak się okazało fałszywy). A – jak dalej przypomniał Skórzyński za Stawrowskim – warunkiem koniecznym wspólnoty jest to, że obywatele powinni być przekonani o sprawiedliwości panującej w ich państwie. Jeżeli postulat sprawiedliwości jest odrzucany, wspólnota się  rozpada: dopóki sprawiedliwość nie będzie realizowana, dopóty nasza wspólnota polityczna będzie fikcją. Dominować będą raczej relacje „my - oni”, „kto kogo”. A to stanowi zaprzeczenie istoty „ius” (iungo – łączyć, wiązać), gdzie prawo jest pojmowane jako „siła jednocząca i wiążąca”. A zatem – by nie pogrążyć się w bezprawiu, potrzebny jest funkcjonujący aparat sprawiedliwości. Społeczeństwo musi kontrolować urzędników, a organizacje pozarządowe monitorować działania instytucji. ( „Arcana” nr.83, str.16/17).

Tymczasem obserwujemy – od 27 lat – daremne wysiłki sejmowych komisji próbujących badać i rozliczyć afery, gdy nowa komisja d/s Amber- Gold już boryka się z brutalnym i cynicznym oporem urzędników z definicji służących niby społeczeństwu,a których zadaniem jest strzec praworządności. Oto kolejni prokuratorzy kpią sobie w żywe oczy z wysiłków komisji, a pani prokurator Barbara Kijanko w ogóle nie stawiła się na przesłuchanie. A jej zeznania byłyby kluczowe, bo ona pierwsza zajmowała się sprawą Amber Gold. Niestety, pani Kijanko nie poczuwa się do obowiązku służenia narodowi z mocy pełnionego urzędu, jej unik to ukłon wobec „prawniczej kliki” symulującej działanie praworządności w tzw. III RP, a tak naprawdę unicestwiającej tę praworządność w zarodku i kolaborującej z przestępcami. Razem tworzą tę szczególną strefę korupcyjną, lukratywną dla obu stron i takiej symbiozie istnieli przez lata członkowie grup przestępczych oraz powołani do ich ścigania prokuratorzy.

Prokurator Dariusz Różycki ( główny prokurator od śledztwa w/s Amber Gold) zgłosił się wprawdzie na przesłuchanie, ale z  komiczną powagą twierdzi, że nie czytał akt nadzorowanego przez siebie śledztwa i nie pamięta pism, a w dodatku nie wiedział nawet(???), że Tomasz Arabski był szefem kancelarii Donalda Tuska. Zasłania się w ogóle brakiem pamięci, podobnie jak prokurator Witold Niesiołowski, który od lutego 2011 kierował Prokuraturą Rejonową Gdańsk-Wrzeszcz zajmującą się sprawą Amber Gold, ale mimo tak wysokiej funkcji cierpi na amnezję. Nie  pamięta też, dlaczego jego podwładna odmówiła wszczęcia śledztwa. Popisał się też kuriozalną wypowiedzią zapewniając, że sprawa Amber Gold była przestępstwem „pospolitym”, za które groziła wtedy zaledwie kara dwóch lat pozbawienia wolności (!).  A prokurator Marzanna Majstrowicz (przełożona Kijanko)  przyznaje się do błędów w toku postępowania, ale w sumie i tak niczego nie ustalono.

Nad firmą Amber Gold jakby działał parasol ochronny na szczeblu Prokuratury Generalnej, łatwy do rozwinięcia, gdy skorumpowane są urzędy. A dzisiaj trwa gra zwolnień lekarskich i odraczania posiedzeń, aby tylko torpedować prace komisji.

Jeżeli prokuratorzy cierpią na tak głębokie i trwałe zaniki pamięci, to w sposób oczywisty nie nadają się do wykonywania zawodu i powinni zostać przeniesieni w stan spoczynku. Zapewne może tym zająć się ministerstwo sprawiedliwości, po to aby wreszcie Polacy odzyskali sprawiedliwość przez duże „S”.

W takim to „państwie prawa” rząd PiS-u podjął się misji naprawy wymiaru sprawiedliwości, zadanie to niewdzięczne, a nawet graniczące z biciem głową o mur obojętności i beton „prawniczej” mafii. Odczuł to minister Ziobro już w latach 2005-07, a dziś także idzie jak po grudzie.   Ten stary układ jakby grał „na czas” i zamierzał zmęczyć społeczeństwo blokowaniem starań naprawy i oczyszczenia Temidy. Chcą za wszelkę cenę udowodnić PiS-owi , jak i obywatelom, że Dobra Zmiana nie jest możliwa, albowiem postkomunistyczny układ nie wydał na nią zgody, a w dodatku Dobra Zmiana nie leży w interesie tego układu.  

Na marginesie trzeba zauważyć, że w istocie walczą tu ze sobą jakby dwa państwa: przegniły PRL-bis z reliktami PZPR-u i służb specjalnych w wielu instutycjach (jak np. TK, SN) oraz projekt III RP, rzucony w r.1989, ale nigdy nie zrealizowany do końca, ponieważ w r.1992 r. Peerelczycy obalili polski rząd wraz z nadzieją lustracji i dekomunizacji, a następnie utrącono misję PiS-u w latach 2005-07. Obecna misja PiS-u ma większe szanse powodzenia, lecz peerelowski układ wraz z „dziećmi resortu” pałają nienawiścią do wizji oczyszczonej III RP, a także nie utożsamiają się z tradycją Tysiącletniej Polski. Nie ukrywają swego celu, a jest nim pozbycie się rządu Prawa i Sprawiedliwości, aby nadal triumfowała korupcja z bezprawiem, a kraj  był znowu wydany na łaskę obcych agentur i wyprzedaż narodowego majątku. Nienawiść tych byłych „elit” PO-PSL do Polski obrazują nawoływania do walenia cepem lub dechą (Bronek gajowy!) lub do siłowych rozwiązań (Bolek albo prezes Trybunału Konstytucyjnego). Tak bardzo palą się do usunięcia rządu Prawa i Sprawiedliwości, że chcą zaprowadzić dyktat siły i gwałtu. Nastaną  wtedy czasy Pięści i Przemocy.

 

Tu warto dodać refleksje znalezione w nr.8/2016 zacnego miesięcznika „Nowe Państwo”, pióra Piotra Lisiewicza: „Ustrój III RP był zemstą na robotnikach za Solidarność. Byle esbek z lat 90-tych w wypasionym audi czuł złośliwą satysfakcję, widząc jak „robole” wyrzucani są z zamykanego zakładu. Skoro proletariusze nie docenili awansu społecznego i prestiżowego, jaki dał im komunizm, i obalili go (nas!), to teraz mają za swoje. Znowu my, komuniści-kapitaliści, jesteśmy górą. Niech się płaszczą, to może damy im robotę.Ale szanse mają niewielkie. (...) Dzisiejsze pomstowanie mediów, że Polacy przepiją „500 plus” to kontynuacja tamtej nienawiści. Z jedną różnicą: tym razem oni nie potrafią jej ukryć, bo przegrywają...”   Polecam zresztą wszystkie teksty tego świetnego miesięcznika, godnego prenumeraty, a trudno nie zgodzić się z powyższymi refleksjami Lisiewicza, bo czy np. likwidacja stoczni nie była zemstą za fenomen „Solidarności”?  Ale to post-komuniści, ocaleni grubą kreską, warczeli  na wszelką próbę osądzenia ich zbrodni i mieli czelność gardłować, że sprawiedliwość to...zemsta! Odwracając kota do góry nogami zarazem to oni mścili się z pełną premedytacją i bez najmniejszej żenady. A przecież nie musieli, bo tak pokierowali transformacją ( odwrót kontrolowany w Magdalence!),  że to oni – „komuniści-kapitaliści” – zostali panami sytuacji. Walka klas jednak widocznie stała się ich drugą naturą, a  apetyty finansowe nie miały żadnych hamulców, o czym przekonuje nas długi wysyp afer w tzw. III RP. Ci Peerelczycy kierują się niestety pogardą wobec Polski, co ostatecznie nie dziwi, bo z Polską nigdy ich nic nie łączyło.

Ich zawołaniem jest – sitwo, ojczyzno moja!

                                                                                                     Marek Baterowicz

 

Marek Baterowicz ( ur. w 1944 w Krakowie ), poeta, prozaik, publicysta, tłumacz poezji krajów romańskich, latynoskich i Quebec’u. Romanista – doktorat o wpływach hiszpańskich na poetów francuskich XVI/ XVII wieku ( 1998), fragmenty tej tezy ukazały się we Francji. Wydał też tomik wierszy w języku francuskim – „Fée et fourmis” ( Paris, 1977). Jako poeta debiutował na łamach „Tygodnika Powszechnego” i „Studenta” ( w 1971). Debiut książkowy: „Wersety do świtu” ( W-wa,1976) – tytuł był aluzją do nocy PRL-u. W r.1981 wydał zbiór wierszy poza cenzurą: „Łamiąc gałęzie ciszy”. Od 1985 roku na emigracji, od 1987 w Australii.Wydał też kilka tytułów prozy. Autor wielu zbiorów wierszy jak np. „Serce i pięść” ( Sydney, 1987), „Z tamtej strony drzewa” ( Melbourne, 1992 – wiersze zebrane), „Miejsce w atlasie” ( Sydney, 1996), „Cierń i cień „ ( Sydney,2003) czy „Na smyczy słońca” ( Sydney, 2008). W r.2010 we Włoszech ukazał się wybór jego wierszy – „Canti del pianeta”, "Status quo"(Toronto, 2014) oraz najnowszy  tomik- " Nad wielką wodą"(2015).






Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.