Okiem Shorka - Fundacja
data:26 października 2016     Redaktor: Shork

Pisałem kiedyś o pięknej metodzie przekazania łapówki poprzez kupno rzeczy lub usługi o wartości trudnowymiernej.
Dzisiaj napiszę o płaceniu za przysługi za pomocą dotacji.





Do takich usług należy użyczenie miejsca na reklamę w portalu na przykład modowym za kilkaset tysięcy, a do rzeczy należy „napisanie” książki lub wydanie albumu, którego nakład wykupywany jest na pniu przez zainteresowaną osobę.
Jedną z najbardziej niewymiernych usług jest usługa informatyczna. Na przykład sklep internetowy można założyć sobie za 500 i za 50 000 złotych. Podobnie jest z portalami informacyjnymi.
Przez 8 lat instytucje państwowe, w tym ministerstwa, dotowały takie portale sumami sięgającymi setek tysięcy złotych za sztukę. Wszystko zgodnie z prawem. Podatki opłacone, warunki spełnione, rozliczenie rzetelne. Nie ma się do czego przyczepić. Za to użyteczność żadna. Świetnym przykładem jest portal dla bezdomnych, chluba Kosiniaka-Kamysza, którego liczba odwiedzin kształtuje się w okolicach kilkunastu rocznie. Od przedwczoraj ujawniane są takie właśnie portale.
 
Parę dni temu, twitterowicz sięgnął do informacji publicznej o fundacjach. Kiedyś i ja sięgnąłem do takiej informacji o fundacji Owsiaka. Kiedyś, zanim to było modne. Osoba znająca ekonomię wyczyta z liczb wszelkie oszustwa. Nie będę tutaj wchodził w obecną domenę Matki Kurki, którego spór i procesy z Owsiakiem osiągnął kolejny etap, tym razem skazany został szef fundacji.
Ale wracajmy do tych wykrytych przez antylefta.
W informacjach publicznych widnieją sprawozdania finansowe. W innym miejscu można znaleźć skład osobowy zarządu fundacji.
Oto prezesem Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej okazał się od 2015 roku były przewodniczący TK Sędzia TK w stanie spoczynku Jerzy Stępień.
Antyleft znalazł informację o przelaniu na konto fundacji kwot z warszawskiego ratusza. Spotkał się z groźbami od zainteresowanych, którzy zapowiadają pozew sądowy i informują, że te kwoty były wynagrodzeniem za prowadzenie szkoleń dla Miasta.
(O, szkolenia. Kolejna, zgodna z prawem metoda wyciągania pieniędzy).
Zachęceni sukcesem użytkownicy twittera dokopali się do dotacji udzielanych tejże i przy okazji i innym fundacjom przez poszczególne ministerstwa.
Tutaj już zasłonić się szkoleniami nie za bardzo można, bo na dokumencie napisane jest jasno „DOTACJA”.
Użytkownik @zaradkiewicz podsumował „Reasumując, tylko w latach 2011-2014 z Ministerstwa Administracji i Cyfr. Fundacja Rozwoju Demokracji Lokalnej otrzymała dotacje ok 17 mln zł”.
 
17 000 000 to 2 833 rocznych wypłat 500+
 
Patrzę na nazwę: „Fundacja Rozwoju Demokracji Lokalnej” i zgrzytam zębami w rocznicę skutecznego skontrolowania wyborów przez RKW. Zgrzytam zębami, widząc jak rozwijano demokrację lokalną w czasie wyborów do UE i samorządów. Jak wspaniale przeszkolono pracowników administracji, w tym członków komisji wyborczych. Wspaniale. Gratuluję.
 
Poniżej zamieszczam tabelkę z zakreślonymi przez Matkę Kurkę kwotami. Dotacjami i wynagrodzeniami. Jak ktoś ma ochotę, to niech poszuka, ile w tym czasie osób zatrudniała fundacja.
Chociaż to już powinno być w gestii NIK, chyba już pod nowym prezesem.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Wynagrodzenia w 2014 roku wyniosły ponad 20 000 000 czyli 3 333 rocznych wypłat 500+.
Usługi obce w 2014 roku ponad 15 000 000 czyli 2 500 rocznych wypłat 500+.
Pytaliście  drodzy „opozycjoniści”, skąd PiS weźmie na 500+? Wystarczy nie dawać dotacji.
Naprawdę, skoro była potrzeba szkoleń, nie można było zorganizować ich we własnym zakresie, tylko należało podpierać się fundacją? Ponad 70 000 osób przeszkolonych przez Fundację tylko w 2015 roku. Przez jedną fundacją. A ile działa takich dotowanych fundacji? Na liście tylko Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji na stronie A4 mieszczą się tylko do litery „F”.
Jak podsumujemy, to się zaraz okaże, że pracownicy samorządowi spędzali na szkoleniach więcej godzin niż w pracy. Co tłumaczyłoby w jakiś sposób "sprawność" administracji.
 
Podpowiadam szefowi NIK. Wrzućcie te dane do systemu komputerowego, tylko nie takiego napisanego z dotacji, przeprowadźcie kontrolę krzyżową i zobaczymy, jak wyglądały te szkolenia. Może się okazać, że doby brakowało, albo że ktoś był, czy też prowadził kilka szkoleń w tym samym czasie i różnych miejscach.
 
Waszej ocenie pozostaje, czy te szkolenia w ogóle były potrzebne, chętnie pośmiałbym się z tematów tychże. Pewnie równie wydumane i związane z demokracją, jak nazwa fundacji.
 
 
A wiecie, co jest najboleśniejsze? Nie to, że znalazł problem szary użytkownik twittera, a nie dziennikarze „niepokorni”, którzy odnaleźli się w innych zajęciach. Bolesne jest to, że wszystkie te działania odbywały się ZGODNIE Z OBOWIĄZUJĄCYM PRAWEM. Na wszystko są papierki, dokumenty, podpisy i pieczątki.
 
Shork
Zobacz równiez:





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.