Kodziarze i feministki wyszli na Czarciprotest - dziś [tj. 23 października- przyp.red] o 1-szej pod ambasadą RP w Londynie.
Poszliśmy zrobić kontrę – ja, Artur i jego kolega, z drewnianym krzyżem i ulotkami „nie mój protest”. Zacząłem od pierwszego zdania egzorcyzmu, odczytując głośno jak niżej:
Exorcizamus te, omnis immundus spiritus omnis satanica potestas, omnis incursio infernalis adversarii
We Exorcise you, every impure spirit, every satanic power, every incursion of the infernal adversary.
Mamy cię egzorcyzmować, co nieczyste ducha, każdą szatańską moc, każde wtargnięcie z piekielnym przeciwnikiem.
W miedzyczasie ktoś wpadł w tłum i poszarpał afisz Polish Feminists. Zamieszanie, kodziarze zaczynali podchodzić do nas na środek ulicy. Było ich około 40.
Tłum wrzeszczał, w odpowiedzi skandowaliśmy "nie zabijaj" i "piąte przykazanie"; zawołali policję, przyjechał radiowóz i dwie pary konnych. Uspokoiło się. Koledzy poszli na kawę. Siedziałem na naszym cyplu, przyszedł policjant, pytał, o co chodzi. Powiedziałem mu, że to komuniści robią Halloween pod naszą ambasadą. Był uprzejmy; dopytywał, czy nie czuję się zastraszony- ja na to, że ich się nie boję, a że tego człowieka z afiszem Polish Feminists rozpoznałem z Kodu. I że ich afisz “Pis off” jest bardzo obraźliwy, bo to gorsze od f… off”.
Zostałem jeszcze jakiś czas, jeden z kodziarzy próbował zabrać krzyż i ulotki, jak zagadała mnie dziennikarka, ale mu odebrałem. Miejmy nadzieję, że więcej się nie pokażą.
K.J. - Londyn