Marek Baterowicz: HISTORYCZNE REFERENDUM (i polskie refleksje)
data:14 października 2016     Redaktor: GKut

z daleka lepiej widać....

Fuerzas Armadas Revolucionarias de Colombia – Ejército del Pueblo
 

Niedawne referendum w Kolumbii – dotyczące pokoju zawartego z FARC w tym roku  – przyniosło zaskakujący wynik. Spodziewano się zwycięstwa „tak”, a tymczasem wygrało „nie” czyli protest przeciwko ugodzie podpisanej z rewolucyjnymi siłami zbrojnymi Kolumbii (Fuerzas Armadas Revolucionarias de Colombia – stąd skrót FARC ), które od ponad pięćdziesięciu lat terroryzowały naród kolumbijski, szerząc śmierć i cierpienia z bezwzględnym okrucieństwem. Liczba zabitych w tym długim konflikcie, tylko po stronie społeczeństwa, sięga ponad  220 tysięcy zabitych ( w tym 177,307 ofiar wśród ludności cywilnej, a 40,787 żołnierzy ).

Są to dane Kolumbijskiego Centrum Narodowego Pamięci Historycznej ( odpowiednik naszego IPN-u), instytucji uznanej i nie podważanej,  jak to bywa w tzw.III RP ze strony osobników chyba nie uważających się za Polaków.

W odczuciu Kolumbijczyków liczba ofiar jest znacznie wyższa, a trzeba też wspomnieć o ponad pięciu milionach „displaced persons”, które musiały opuścić swoje domy i ziemie, ponieważ na tych terenach toczyły się walki między FARC a wojskiem. Tereny te opuszczano też na wskutek zagrożenia ze strony rebeliantów FARC, którzy porywali ludzi, często chłopców,  wcielając ich w swoje szeregi i ucząc zabijania.

Tak walczyła owa marksistowska armia, działając w tropikalnych lasach. Jej stan liczebny wynosił obecnie ponad 26 tysięcy partyzantów, wśród nich znajdowało się wiele kobiet, opętanych ideologią. Byli też najemnicy, nie tylko Latynosi, bo obok Kuby i Wenezueli FARC był wspierany finansowo również przez ZSRR. Ostatni dowódca FARC – Rodrigo Londono - alias Timoleon Jimenez -  przybrał sobie nawet pseudo „Timoszenko”.

Zwycięsto „nie” w referendum było nieznaczne, wynik 50,22% kontra 49.78%. Obliczono więc, że zadecydowały głosy 60 tysięcy obywateli przy dość wysokiej frekwencji, sięgającej 63%. Ogłoszenie referendum po zawarciu paktu z FARC w Hawanie, później podpisanym w Kolumbii, świadczy dobrze o kolumbijskiej demokracji.W przeciwieństwie do polskiej, bo po pakcie Okrągłego Stołu, o żadnym referendum nawet nie pomyślano, sprawę załatwiono ponad głowami Polaków, bez konsultacji społecznej. A przecież jest pewna analogia pomiędzy dwoma ugodami. W Kolumbii podpisano pokój z siłami partyzantów, które przez 52 lata działały niczym „machina do zabijania” tych Kolumbijczyków, którzy nie podzielali marksistowskiej wizji świata.

Podobnie w Polsce zawarto ugodę z reżimem PZPR ( i SB). Reżimem marksistowskim i zbrodniczym, który przez 44 lata katował i zabijał Polaków, a w okresie nawet krótszym wymordował o wiele więcej ludzi niż uczyniono to w Kolumbii przez ponad pół wieku. Czy PZPR-SB nie była zatem też „machiną do zabijania”?  Oczywiście była i to jeszcze jak! Szacuje się, że komuniści wymordowali lub zamęczyli w więzieniach około 320 tysięcy istnień, tylko w latach stalinizmu. Ile tysięcy dodać za okres 1956 – 1989 ? Wszystko to zamazano haniebną grubą kreską.

W Kolumbii jednak naród podważył „grubą kreskę” elit i prezydenta Santosa, który niedługo po podpisaniu ugody dostał pokojową nagrodę Nobla. Od razu pojawiły się komentarze o „niepewnej przyszłości” dla wynegocjonowanego traktatu, jednak sam Timoszenko zapewnił, że nie zamierza łamać pokoju, choć akurat obietnice marksistów są warte funta kłaków. Natomiast – jak słusznie zauważył prof. Cesar Rodriguez Garavito z Universytetu de los Andes – głos „nie” z referendum nie był wymierzony w ideę pokoju, a wyłącznie wyrażał zastrzeżenia co do daleko idących koncesji przyznanych FARC w ugodzie podpisanej przez Santosa. Nie wykluczają one nawet i tego, że z nieosądzonej partyzantki, mającej na sumieniu liczne zbrodnie, wyłoni się partia polityczna, mogąca startować w wyborach! I to właśnie jest głównym celem FARC. A Kolumbijczycy nie chcą takiej nagrody dla ugrupowania, które z bronią w ręku terroryzowało kraj przez dziesięciolecia. Może i w Polsce po r.1989 – gdyby ogłoszono referendum w kwestii Magdalenki – Polacy odrzuciliby podobny scenariusz, ale PZPR ( dawna machina do zabijana poprzez SB) dokonała sprytnego manewru: wyprowadzono sztandar, zmieniono szyld partii i oto komuniści przeobrazili się jednej nocy w socjaldemokratów! Ciąg dalszy już znamy. Dzieje nieukończonego projektu III RP zbrukano brudem przeniesionym z PRL-u, nie zrobiono też nic, by zapobiec rozwojowi wirusa korupcji z tamtej epoki.

Faktycznym zwycięzcą referendum w Kolumbii jest były prezydent Alvaro Uribe ( 2002-2010), znany z bezkompromisowej postawy wobec FARC, dążący do militarnego unicestwienia partyzantki. O takim finale marzyły miliony Kolumbijczyków, popierających wtedy ofensywę armii. W r.2008 liczne demonstracje przeciwko FARC maszerowały ulicami miast, nie wierzono w rozmowy z liderami terrorystów i nie zapomniano im zerwania rozejmu w roku 1987. W r.1985 FARC próbował też współtworzyć lewicową partię UP ( Union Patriotica!) i, choć potem UP odżegnywała się od rebeliantów, to UP stało się celem represji grup paramilitarnych. Prezydent Uribe zaś walczył nie tylko z FARC, bo w kraju działało inne – choć mniejsze – ugrupowanie partyzanckie ELN ( Ejercito de Liberacion Nacional). Dzieje Kolumbii to zresztą niekończący się okres walk bratobójczych, rozpoczęty na dobre w r.1948 po zabójstwie lidera stronnictwa ludowego Jorge E.Gaitana. Mieszkańcy Bogoty w odwecie zlinczowali natychmiast jego mordercę, po czym nastał czas tzw. La Violencia (  przemocy, gwałtu) kiedy walczyli ze sobą liberałowie i konserwatyści. Ta wojna domowa kojarzy się Kolumbijczykom z dwoma kolorami atramentu: czerwonym i niebieskim, albowiem podczas wyborów wymagano, by złożyć odcisk palca. Zwolennicy partii liberalnej moczyli palce w czerwonym atramencie ( tinta roja), a konserwatyści w niebieskim ( tinta azul). Ślad koloru na palcu pozwalał potem na natychmiastową identyfikację politycznych zapatrywań i na bezlitosne represje, nie wyłączając zabójstwa danej osoby. Zabijano się wzajemnie,w obu stronnictwach doszło do radykalizacji i do krwawych zamachów.  W okresie 1948-1958 zginęło około 200 albo 300 tysięcy osób, co na 11-milionową wtedy Kolumbię było poważną stratą. A lata 1964-66 to początki działalności partyzantki  FARC, dla której idolem był Che Guevara właśnie ćwiczący w Kongo ( w r.1965) oddziały partyzanckie. W r.1966 walczył już w Boliwii, gdzie jednak poradzono sobie  z nim w miarę szybko, bo w rok później już nie żył. Pozostał za to wzorem dla partyzantów z FARC, którzy z czasem obok ideologii docenili korzyści z przemytu narkotyków.

    Negocjacje z FARC , zainicjowane w Hawanie w r.2012, zakończyły się oficjalnie dopiero 26 września 2016 r. podpisaniem pokoju w Cartagenie ( wcześniej firmowano go na Kubie). Ale już 2 października w referendum Kolumbijczycy zakwestionowali ten układ.  Jak wybrnie z tego prezydent Santos ?  Bo przecież naród kolumbijski wyraził dezaprobatę dla jego kompromisu z organizacją zbrodniczą, a według innych danych 52-letni konflikt między FARC a wojskiem i grupami paramillitarnymi przyniósł nawet więcej ofiar, bo aż 260 tysięcy zabitych, 45 tysięcy zaginionych i 6,9 miliona „displaced persons” zwanych u nas „dipikami”.  Narazie Santos oznajmił, że  pokojową nagrodę Nobla przeznaczy dla rodzin ofiar tej domowej wojny, a jest to kwota rzędu 925 tysięcy dolarów. Ogłosił to Bojaya, miejscowości w płn.wschodniej Kolumbii, gdzie w r.2002 podczas starć FARC z oddziałami paramilitarnymi zginęło 79 osób, szukających schronienia w kościele. Tragicznych kart tego kolumbijskiego konfliktu jest znacznie więcej. Czy można się dziwić, że to właśnie w regionach najbardziej dotkniętych krwawymi akcjami FARC w referendum głosowano „tak” ?  Kolumbijczycy pragną pokoju wieczystego.

 

Marek Baterowicz

 

Marek Baterowicz ( ur. w 1944 w Krakowie ), poeta, prozaik, publicysta, tłumacz poezji krajów romańskich, latynoskich i Quebec’u. Romanista – doktorat o wpływach hiszpańskich na poetów francuskich XVI/ XVII wieku ( 1998), fragmenty tej tezy ukazały się we Francji. Wydał też tomik wierszy w języku francuskim – „Fée et fourmis” ( Paris, 1977). Jako poeta debiutował na łamach „Tygodnika Powszechnego” i „Studenta” ( w 1971). Debiut książkowy: „Wersety do świtu” ( W-wa,1976) – tytuł był aluzją do nocy PRL-u. W r.1981 wydał zbiór wierszy poza cenzurą: „Łamiąc gałęzie ciszy”. Od 1985 roku na emigracji, od 1987 w Australii.Wydał też kilka tytułów prozy. Autor wielu zbiorów wierszy jak np. „Serce i pięść” ( Sydney, 1987), „Z tamtej strony drzewa” ( Melbourne, 1992 – wiersze zebrane), „Miejsce w atlasie” ( Sydney, 1996), „Cierń i cień „ ( Sydney,2003) czy „Na smyczy słońca” ( Sydney, 2008). W r.2010 we Włoszech ukazał się wybór jego wierszy – „Canti del pianeta”, "Status quo"(Toronto, 2014) oraz najnowszy jego tomik- " Nad wielką wodą"(2015).
Zobacz równiez:





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.