Jak chcę się pośmiać, to czytam, co piszą do siebie KODowcy. Czytam i rechoczę, bo dla większej grozy staram się czytać wszystko na poważnie. Oto jawią się sobie, jako zatroskana grupa, która z całą pewnością znajduje się pod ciągłą obserwacją z powodu tego, że jest groźna.
Jak stado pingwinów wypychają przed siebie co chwila jakiegoś kandydata na męczennika, ale żadna orka nie wygląda na zainteresowaną posiłkiem. Wydają instrukcje, co wziąć ze sobą do aresztu, nastawiają budzik na 5:30, aby być przygotowanym. Jeszcze nie malują napisów na murach, ale za to rozklejają kserowane hasła, pewne w ciemności rozglądając się uważnie i wystawiając czujki na rogach ulic. A tu nic. Żadnej obławy uzbrojonych w broń długą policjantów. Żadnych aresztowań, bo CBA czy ABW w końcu zajęły się rekinami, ignorując całkowicie nieszkodliwe płotki.
No i w końcu wierchuszka KODu nie wytrzymała i wlazła grupą pomiędzy Młodzież Wszechpolską, a kibiców Lechii w czasie mszy pogrzebowej Inki i Zagończyka. Tak, ci sami, którzy lżyli Żołnierzy Niezłomnych, poszli się lansować z flagami KOD. Oburzeni patrioci pogonili ich, więc odeszli w kordonie policyjnym, w asyście okrzyków „Precz z komuną” i „Raz sierpem, raz młotem...”
Na filmie z zajścia nie widać żadnych flag ONR czy klubowych. Tylko flagi polskie i bezczelnie powiewająca flaga KOD.
Natychmiast znaleźli się „przypadkowo przechodzący” reporterzy TVN czy innej Agory i okazało się, że świeżo wybrany koordynator pomorski KOD został poturbowany. Zdarto mu z ręki skórę/naskórek. Lub tylko otarto, ale wystarczająco, żeby nałożyć na rękę bandaż.
Świecił tym bandażem i świecił, aż internauci odnaleźli jego fotografię z bandażem na ręku jeszcze przed „incydentem”. Oczywiście każdy z was, idąc na mszę zabiera ze sobą na wszelki wypadek bandaż. Oczywiście tylko idiota, który wiedzę medyczną czerpie z głupich seriali i radzieckich filmów wojennych, myśli, że otwartą ranę (a taką jest otarcie naskórka czy też zerwanie skóry) owija się ot tak bandażem bez położenia bezpośrednio na ranę choćby jałowej gazy. Śmieszni komedianci z KOD chyba w kwestii rekwizytów radzili się bezpośrednio u ex-dyrektora Teatru Polskiego, który słynął z przaśnej scenografii.
Chociaż może on poradziłby, żeby na mszę wzięli nosze i gips, a przynajmniej łupki.
Dwa dni później, ciężko poszkodowany działacz KOD składał kwiaty już bez bandaża i nawet śladu ranki. W połączeniu z histerycznym postem fanki KOD, opisującej wyproszenie Kijowskiego z towarzyszem, wręcz jako drogę krzyżową, zrodziło się podejrzenie cudownego uzdrowienia ręki, przez nałożenie siwego kucyka. Teraz czekam na kolejne cuda nowego świeckiego świętego.
We francuską komedię wdarło się nieco czarnego humoru prosto od Monty Pythona. Oto rzeczniczka prasowa KOD, była pracownica TVP, w trakcie oglądania przybycia Papieża na ŚDM, zażyczyła publicznym wpisem na twitterze śmierci od pioruna paru ministrom z PiS.
Dziś ministrowie żyją, a pani rzecznik, z fotografii wyglądająca na niezbyt w latach posuniętą, zmarła śmiercią nagłą.
Ciekawe, czy na jej pogrzebie pojawią się członkowie ONR i kibice Lechii Gdańsk z flagami. Szczerze wątpię.
KOD rozpaczliwie prowokuje, ale scenariusz krwawej zemsty PiSiorów na obrońcach TK, w postaci jakiegoś wybuchu na demonstracji lub choćby śmiertelnego pobicia, odchodzi do lamusa.
Pożyteczni idioci wolą się nie wychylać, więc zgromadzenia są mało liczne. Trudno o zamieszanie, a ochotników na prawdziwych męczenników raczej nie ma.