ŻĄDAMY WZNOWIENIA EKSHUMACJI W JEDWABNEM! 12 tys. podpisów pod wnioskiem i ....cisza?  - aktualizacja
data:14 lipca 2016     Redaktor: Redakcja

10 lipca minęła 76. rocznica pogromu w Jedwabnem. Do dzisiejszego dnia nie ustalono liczby ofiar ani okoliczności inspirowanej przez niemieckich okupantów zbrodni. POLECAMY artykuły powiązane oraz stronę: http://www.jedwabne-ekshumacja.org gdzie można znależć pełną korespondencję z Ministrem Sprawiedliwości i Prokuratorem Generalnym na ten temat.  Poniżej publikujemy list dr Ewy Kurek w imieniu Komitetu Obywatelskiego z dn. 14.06.2017 wzywający Prokuratora do odtajnienia dokumentów i wznowienia śledztwa.

 
 
 
Wniosek z podpisami 12 tys. osób  utknął w ministerstwie!
Publikujemy ostatnią odpowiedź Komitetu przekazaną do ministra Ziobry.
 
 
 
 
 
 
 
 
14 czerwca 2017 r.
Komitet Obywatelski na rzecz wznowienia
ekshumacji w Jedwabnem
dr Ewa Kurek
20-004 Lublin
Ul. Narutowicza 18/17 oraz 12.007 obywateli RP
 
 
 
 
Szanowny Pan
Zbigniew Ziobro
Minister Sprawiedliwości
i Naczelny Prokurator RP
Al. Ujazdowskie Il 02-528 Warszawa
 
 
Odwołanie od decyzji o przekazaniu wniosku z dn. 4 kwietnia 2017 r.
do dyrektora Głównej Komisji Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu zastępcy prokuratora generalnego RP Andrzeja Poznrskigo
Sygn. IP 4. 2017 z dnia 22 maja 2017 r.
 
Na podstawie błędnej interpretacji artykułów 1, 5, 31, 61, 63, 73 i 87 Konstytucji Rzeczpospolitej Polski oraz artykułów 209 i 210 wnosimy o uznanie za niewłaściwą decyzję o przekazaniu wniosku naszego Komitetu Obywatelskiego z dnia 4 kwietnia 2017 roku zastępcy prokuratora generalnego RP do Andrzeja Pozorskiego, który sprawę ekshumacji w Jedwabnem oraz odtajnienia dwóch ważnych dla wyjaśnienia zbrodni w Jedwabnem dokumentów (decyzji o wstrzymaniu ekshumacji oraz raportu prof. Andrzeja Koli) utopił w gąszczu wzajemnie się wykluczających podrzędnych ustaw i rozporządzeń, czym złamał podstawową zasadę prawną obowiązującą w RP, według której przepisy niższej rangi nie mogą ograniczać kompetencji konstytucyjnych.
 
Uzasadnienie
 
W ramach ministerialnej spychologii, nasz wniosek z dnia 4 kwietnia 2017 roku - wcześniej odesłany do prezesa IPN - odesłał Pan, panie ministrze, tym razem panu zastępcy prokuratora generalnego Andrzejowi Pozorskiemu, który stwierdził na wstępie, że ponieważ zbrodnia zabójstwa Żydów w Jedwabnem była przedmiotem śledztwa Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Białymstoku, na podstawie art. 327 par. I Kodeksu Postępowania Karnego, odsyła go do tejże Komisji, która śledztwo w sprawie Jedwabnego umorzyła w roku 2003. Artykuł, na który powołuje się prokurator Andrzej Pomorski brzmi następująco: „Umorzone postępowanie przygotowawcze może być w każdym czasie podjęte na nowo na mocy postanowienia prokuratora, jeżeli nie będzie się toczyć przeciw osobie, która w poprzednim postępowaniu występowała w charakterze podejrzanego. Przepis ten stosuje się odpowiednio w sprawie, w której odmówiono wszczęcia śledztwa lub dochodzenia”.
O bezsensowności odesłania naszego wniosku do Białegostoku i powoływania się na artykuł 327 świadczy fakt, że we wniosku z dnia 4 kwietnia nie żądaliśmy wznowienia umorzonego w 2003 roku w Bialymstoku postępowania przygotowawczego, lecz wznowienia przerwanej w roku 2001 ekshumacji prowadzonej w ramach IPN przez prof. Andrzeja Kolę z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Śledztwo w Białymstoku nie ma w tym wypadku żadnego znaczenia, bowiem prowadzone pod rygorem obowiązującego od 2001 roku wydanego przez prokuratora generalnego zakazu przeprowadzenia w Jedwabnem ekshumacji, bylo z góry skazane na porażkę. Zakaz ów uniemożliwiał przeprowadzenie śledztwa (badań historycznych) zgodnie z obowiązującym w Polsce kodeksem karnym i metodyką badań historycznych, którym artykuły 209 i 210 k.p.k. w wypadku zbrodni nakazują bezwzględną konieczność przeprowadzenia ekshumacji.
Z uwagi na fakt, że prokuratorzy z Białegostoku nie mieli prawa złamać wydanego przez zwierzchnika (ministra prawiedliwości i prokuratora generalnego) w 2001 r. zakazu, w roku 2003 umorzyli śledztwo. Obowiązującego nadal zakazu biatostoccy prokuratorzy nie będą mogli złamać także teraz. Dlatego odesłanie naszego wniosku do Bialegostoku jest bez sensu. Ponadto w kwestii ekshumacji w Jedwabnem wznawianie biatostockiego postępowania przygotowawczego nie jest potrzebne, bo IPN już 16 lat temu doskonale przygotował śledztwo i prowadził je w roku 2001 pod kierunkiem prof. Andrzeja Koli zgodnie z metodyką nauk historycznych i art. 209 i 210 k.p.k, czyli przystępił do ekshumacji. Wniosek nasz nie dotyczy zatem wznowienia śledztwa białostockiego, lecz umożliwienia prof. Andrzejowi Koli dokończenia przerwanych badań, czyli ekshumacji w jedwabińskiej stodole.
Zastępca prokuratora generalnego RP Witold Kulesza na interpelację poselską nr 1094 z dnia 8 maja 2002 roku w sprawie ekshumacji w Jedwabnem odpowiedział: „Prokuratorowi generalnemu przysługuje (...) uprawnienie do wydania polecenia ponownego przeprowadzenia ekshumacji”. Od roku 2002 nic się w tej kwestii nie zmieniło. Szanowny Panie ministrze, z powyższych względów polityczno-urzędniczo-ministerialna spychologia stosowana w tym wypadku nie zadziała. Spychanie sprawy najpierw na prezesa IPN, teraz na zastępcę prokuratora generalnego, który odsyła sprawę do podległych jemu i panu prokuratorów w Białymstoku, jest bezsensowne i prowadzi donikąd. Uprawnienie do wydania polecenia dokończenia ekshumacji w stodole w Jedwabnem przysługuje jedynie Panu jako ministrowi sprawiedliwości i prokuratorowi generalnemu RP, ponieważ decyzję o wstrzymaniu ekshumacji podjął w roku 2001 minister sprawiedliwości prokurator generalny. Pozorowanie niby zgodnych z prawem działań poprzez przywoływanie bezsensownych paragrafów, ustaw i kazusów nic w tym wypadku nie da. Logika faktów jest nieubłagalna. Zakaz wydany przez ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego cofnąć może jedynie minister sprawiedliwości pełniący jednocześnie funkcję prokuratora generalnego. Zastępcy prokuratorów generalnych muszą natomiast między sobą ustalić, który z nich mija się z prawdą: zastępca prokuratora generalnego RP Witold Kulesza gdy w roku 2002 oświadcza, że wznowienie ekshumacji w Jedwabnem leży w gestii prokuratora generalnego, czy zastępca prokuratora generalnego RP Andrzej Pozorski, który w roku 2017 przedstawia różne paragrafy i twierdzi, że decyzję prokuratora generalnego o wstrzymaniu ekshumacji w Jedwabnem może zmienić prokurator oddziałowy z Białegostoku.
Jeśli zaś chodzi o nasz wniosek o odtajnienie dwóch ważnych dla wyjaśnienia zbrodni w Jedwabnem dokumentów, czyli dokument mówiący o podjętej w 2001 r. decyzji o wstrzymaniu ekshumacji w Jedwabnem oraz raportu prof. Andrzeja Koli z częściowej ekshumacji przeprowadzonej w roku 2001, prokurator Andrzej Pozorski na kilku stronach barwnym prawniczym językiem opisuje różne dziwne aczkolwiek nie mające z ekshumacją w Jedwabnem nic wspólnego przypadki, przytacza dziesięć różnych paragrafów, sześć orzeczeń Naczelnego Sądu Administracyjnego oraz pomniejsze ustawy i rozporządzenia, po czym stwierdza, że materiały, o które wnioskujemy: „nie podlegają udostępnieniu na podstawie ustawy z dnia 6 września 2001 roku o dostępie do informacji publicznej. O udostępnienie tych materiałów Komitet Obywatelski może ubiegać się na podstawie art. 156 paragraf 5 k.pk., zgodnie z którym osobom nie będącym stronami akta postępowania przygotowawczego (albo poszczególne dokumenty) mogą być udostępnione za zgodą prokuratora w wyjątkowych wypadkach”. [pełny tekst pisma prokuratora Andrzeja Pozorskiego został opublikowany na stronie: Jedwbne-ekshumacja.org]
Jeszcze raz oświadczamy, że Komitet Obywatelski nie jest zainteresowany żadnymi dokumentami z akt prokuratorskiego postępowania przygotowawczego do czegoś tam, lecz dokumentem sporządzonym w roku 2001 przez ministra sprawiedliwości prokuratora generalnego, na mocy którego ekshumacja w Jedwabnem została w roku 2001 przerwana oraz raportu prof. Andrzeja Koli z częściowej ekshumacji. Oba te dokumenty nie stanowią żadnych dokumentów przygotowawczych, lecz są jedynie archiwalnym świadectwem działań organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne i świadczą o dokonanych, zakończonych działaniach. Dokumenty te od 16 już lat na pewno do niczego się nie przygotowują, lecz bezprawnie utajnione, leżą spokojnie w ministerialnym archiwum oraz szufladzie biurka prof. Andrzeja Koli.
Wniosek nasz o odtajnienie wspomnianych wyżej dokumentów jest zgodny z Artykułem 61 Konstytucji RP, w którym czytamy: „1. Obywatel ma prawo do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne (...). 2. Prawo do uzyskiwania informacji obejmuje dostęp do dokumentów (....). 3. Ograniczenie prawa, o którym mowa w ust. 1 i 2, może nastąpić wyłącznie ze względu na określone w ustawach ochronę wolności i praw innych osób i podmiotów gospodarczych oraz ochronę porządku publicznego, bezpieczeństwa lub ważnego interesu gospodarczego państwa. (...)".
Pierwszy z dokumentów, o który wnioskujemy, został sporządzony przez ministra sprawiedliwości w ministerstwie sprawiedliwości, które jest organem władzy publicznej. Raport prof. Andrzeja Koli także został sporządzony w IPN przez osobę, która pełniła w roku 2001 funkcję publiczną, chociaż tak naprawdę w raporcie zawarte są zwykłe wyniki badań historycznych. Zaden spośród najbardziej nawet biegłych w sztuce wynajdywania paragrafów prawników nie jest w stanie udowodnić, że odtajnienie jednej decyzji ministra i wyników badań historycznych może spowodować ograniczenie czyjejś wolności, zagrozić porządkowi publicznemu lub bezpieczeństwu państwa, nie mówiąc już o naruszaniu ważnych interesów gospodarczych.
Wobec powyższego, odmowa odtajnienia wnioskowanych dokumentów narusza nasze obywatelskie prawa konstytucyjne, a przywołane przez zastępcę prokuratora generalnego RP Andrzeja Pozorskiego paragrafy, orzeczenia i ustawy nie mają mocy, bowiem - jak sam pan, Panie ministrze, niedawno ogłosił - przepisy niższej rangi nie mogą ograniczać żadnych kompetencji konstytucyjnych.
Poza innymi prawami kardynalnymi, utrzymywanie przez Pana ministra zakazu przeprowadzenia w Jedwabnem ekshumacji oraz uporczywe utajnianie dokumentów z nią związanych, łamie artykuł 73 Konstytucji RP, który gwarantuje obywatelom Polski „wolność badań naukowych oraz ogłaszania ich wyników”. Ponieważ mord w Jedwabnem miał miejsce 76 lat temu, wstrzymanie ekshumacji szczątków żydowskich ofiar jest pogwałceniem prawa polskich i żydowskich historyków do przeprowadzenia rzetelnych, zgodnych z prawem i nauką historyczną badań mających na celu ustalenie niepodważalnych faktów z przeszłości.
W chwili obecnej reformuje Pan, panie ministrze, wymiar sprawiedliwości. Chwała panu za to, bo wymiar sprawiedliwości wymaga reformy. Także w obszarze, w którym poruszamy się przy problemie ekshumacji w Jedwabnem. W czasach PRL, jeśli chodzi o badania historyczne i publikowanie ich wyników, sprawa była jasna. W ramach opresyjnych struktur istniała oficjalna jednostka zwana cenzurą, która skutecznie blokowała niewygodne dla władzy badania historyczne i ich publikowanie. W roku 1989 instytucja cenzury została zlikwidowana. Jej funkcje przejął natomiast z ochotą i spełnia je do dziś wymiar sprawiedliwości, czego jako historyk doświadczyłam także osobiście. Dwadzieścia lat temu sądy III RP zajęły się moimi publikacjami zawierającymi relacje żołnierzy cc majora Hieronima Dekutowskiego ps. „Zapora” oraz napisaną na ich podstawie książką „Zaporczycy 1943-1949”. Efektem cenzorskich działań sądów III RP było haniebne ocenzurowanie zarówno relacji żołnierzy antykomunistycznego podziemia jak i mojej książki.
Cenzorska funkcja wymiaru sprawiedliwości III RP jak w soczewce odbija się także w wypadku historycznych badań zbrodni w Jedwabnem. Kolejni ministrowie sprawiedliwości i prokuratorzy generalni od 16 już lat skutecznie blokują badania historyczne, które jako jedyne mogą ukazać światu prawdę o dokonanej w Jedwabnem na Żydach zbrodni.
Wobec powyższego, jako Komitet Obywatelski postulujemy, aby wymiar sprawiedliwości zreformował się także w zakresie cenzorskim, czyli raz na zawsze zrezygnował z cenzorowania historii jako nauki. Funkcja taka uwłacza bowiem godności ministrów, sędziów i prokuratorów, zaś w dłuższej perspektywie czasowej jest najzwyczajniej nieskuteczna.
Historia nigdy nie będzie taka, jak ją sobie wymyślą politycy, lecz będzie zawsze taka, jak na podstawie niepodważalnych źródeł odtworzą ją historycy. W wypadku wyników badań historycznych dotyczących walki antykomunistycznych oddziałów AK cc majora „Zapory”, w roku 1997 sądom III RP wydawało się, że cenzurując wyniki moich badań, wygrały i Polacy nigdy nie dowiedzą się o Niezłomnych. Po dwudziestu latach „Zapora” i jego żołnierze zajmują poczesne miejsce w panteonie bohaterów narodowych. Czczeni są także przez niektórych przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości. Wygrała prawda historyczna. Bo prawda historyczna zawsze wygrywa.
Panie ministrze, proszę zrozumieć, że w wypadku ekshumacji w Jedwabnem nie o pana chodzi. Tu chodzi o Polskę! Dobre imię Najjaśniejszej Rzeczypospolitej i dążenie do prawdy są najwyższymi wartościami, których nie ma prawa bezkarnie szargać żaden minister, prokurator, sąd ani nikt inny na świecie. Zwłaszcza wymiar sprawiedliwości Rzeczypospolitej ma obowiązek dbać o dobre imię Polski i prawdę.
Trwająca już 16 lat sytuacja jest absolutnie kuriozalna. Zwykle dobrego imienia Polski przychodzi obywatelom bronić przed jej wrogami. Natomiast w wypadku zbrodni w Jedwabnem prawdy domagają się obywatele Żydzi i Polacy, zaś przeciwko prawdzie staje cały aparat wymiaru sprawiedliwości III Rzeczypospolitej, który zamiast dążyć do prawdy, wyszukuje w kodeksach, ustawach i rozporządzeniach usprawiedliwienie dla bezprawnego blokowania badań historycznych (ekshumacji), utajniania związanych z ekshumacją dokumentów (decyzja ministra z 2001 roku) i cenzurowania wyników badań historycznych (raport prof. A. Koli), czyli utrzymywania stanu sprzyjającego bezprawnemu szkalowaniu w świecie dobrego imienia Rzeczypospolitej.
Szanowny Panie Ministrze, my, ponad 12.000 obywateli Rzeczypospolitej Polski, stajemy bezradni wobec działań polskiego wymiaru sprawiedliwości. Pewnie po tym naszym odwołaniu wymyśli Pan kogoś jeszcze, komu można będzie podrzucić nasz wniosek. Będzie to równie bezsensowne i bezprawne jak przesłanie go do prezesa IPN i zastępcy prokuratora generalnego. Wybrany przez pana kolejny urzędnik znowu napisze do nas naszpikowane paragrafami, ustawami i rozporządzeniami pismo. Jesteśmy dobrze wychowani. Odpowiemy. Rosyjski legendarny opozycjonista Władymir Bukowski właśnie taką bezsensowną korespondencją pokonał niegdyś sowieckich biurokratów. Metodę tę dokładnie opisał w książce „I powraca wiatr”. Jesteśmy dobrej myśli. Mamy nadzieję, że i nam się uda.
Wymiar sprawiedliwości III RP za uporczywe blokowanie badań historycznych w sprawie mordu w Jedwabnem osądzi natomiast Bóg i historia. Aby wspomóc tę ostatnią, z myślą o potomnych, Komitet Obywatelski przygotuje w najbliższym czasie białą księgę kłamstw i bezprawia władz państwowych III RP wobec zbrodni w Jedwabnem.
I już ostatnia kwestia. Szanowny Panie ministrze, w rozmowie z jednym z członków Kolegium IPN, który usiłował przekonać pana do podjęcia decyzji o dokończeniu ekshumacji w Jedwabnem, powiedział pan, że nie wyrazi zgody, bo nie będzie otwierał nowego frontu walki. Nie sprecyzował pan jednak, kto miałby z panem walczyć w sprawie Jedwabnego i o co. Czyżby miał pan na myśli Żydów?
Z całą odpowiedzialnością oświadczam, że środowiska religijnych Żydów, jako jedyne kompetentne i uprawnione do wypowiadania się na temat ekshumacji w Jedwabnem, które zresztą zainicjowały akcję naszego Komitetu Obywatelskiego, z niecierpliwością czekają na ekshumację w Jedwabnem a jej brak uważają za rażące bezprawie.
Natomiast żydowscy masoni z loży B'nai B'rith w Rzeczypospolitej Polskiej oraz lewica żydowska skupiona wokół „Gazety Wyborczej” i Muzeum Żydów Polskich, nie mają pojęcia o prawie i religii żydowskiej. Zwalczają religijnych Zydów i fałszując historię zwalczają pamięć o religijnych Zydach dokładnie tak samo, jak zwalczają Polaków i fałszują pamięć o naszej wspólnej przeszłości. W chwili obecnej lewica żydowska ma większe zmartwienia niż ekshumacja w Jedwabnem, bowiem oprócz kłopotów materialnych i wizerunkowych, m.in. w sądzie toczy się przeciwko niej proces wytoczony przez żydowską reżyser i dokumentalistkę dziejów polskich Żydów https://www.youtube.com/watch?v—pbptYIf5xLU.
Jako historyk współpracuję z Żydami od ponad trzydziestu lat. Trzeba mieć świadomość, że lewica żydowska jedynie z urodzenia jest żydowska. Lewica z samej natury rzeczy nie ma narodowości. Na froncie walki z wszelakiej maści lewicą my, Polacy i polscy Żydzi, którzy nigdy nie przeszliśmy na lewą stronę, jesteśmy już od 1944 roku. Nie musi pan zatem otwierać żadnego nowego frontu. Ten front trwa już co najmniej 73 lata. Może pan natomiast - zamiast dalej brnąć w bezsensowną i ośmieszającą wymiar sprawiedliwości wymianę korespondencji z naszym Komitetem - spokojnie odtajnić jeden ministerialny dokument oraz raport prof. Andrzeja Koli i przywrócić mu prawo do dokończenia przerwanej w 2001 roku ekshumacji. Tego wymaga od Pana dbałość o prawdę i dobre imię Rzeczypospolitej.
 
 
W imieniu 11.982 obywateli
Komitetu Obywatelskiego
na rzecz wznowienia
ekshumacji w Jedwabnem
dr Ewa Kurek
 
Załącznik: Podpisy 25 obywateli z USA, Rzeszowa i , które weszły do Komitetu Obywatelskiego.
Do wiadomości:
1. Prezes PiS Premier Jarosław Kaczyński
2. Prezes IPN Jarosław Szarek
3. Z-ca prokuratora generalnego RP Andrzej Pozorski
 

4.04.2017 do ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry trafił wniosek o wznowienie ekshumacji Żydów zamordowanych w Jedwabnem latem 1941 roku. Wniosek z podpisami blisko 12 tysięcy osób to sukces społecznej akcji, na czele której stoi historyk dr Ewa Kurek! O szczegółach wydarzenia poinformujemy wkrótce.







Publikujemy obszerny artykuł dr Ewy Kurek, jaki ukazał się 8 lipca 2016r. w "Warszawskiej Gazecie". Pod nim dołączamy arkusz listy podpisów pod akcją oraz informujemy, że podpisy będą także zbierane pod Namiotem Solidarnych2010.

Polecamy artykuły powiązane z nagraniem wystąpienia dr Ewy Kurek oraz innymi ważnymi publikacjami oraz informacje zawarte w filmie Państwa Wacława i Elżbiety Kujbidów z Kanady na temat Jedwabnego.


Nie wiemy dotychczas, co w roku 1941wydarzyło się w Jedwabnem. Z Jedwabnem związane jest natomiast na pewno największe w historii Polski kłamstwo medialne, sądowe, urzędowe i państwowe. W naszej opartej na prawie rzymskim cywilizacji przyjęta jest powszechnie zasada, że w wypadku zbrodni, sąd najpierw żąda dowodów w postaci ciała lub ciał zamordowanych, a potem na podstawie określonych procedurą ustaleń i obowiązującego w danym kraju prawa, wymierza winnym karę, do której po wyroku odnieść się mogą zarówno media jak i władze państwowe.
W wypadku Jedwabnego nastąpiło haniebne dla Państwa Polskiego odwrócenie porządku rzeczy. Najpierw Agnieszka Arnold zrobiła dokumentalny film „Gdzie mój starszy syn Kain”, potem w roku 2000 temat podjął i opisał w reklamowanej w całej Polsce książce pod tytułem „Sąsiedzi” Jan T. Gross. Według obu publikacji, mieszkańcy Jedwabnego w roku 1941 zamordowali poprzez spalenie w stodole około 1.600 miejscowych Żydów. Historycy podważyli bez trudu rewelacje Arnold i Grossa z liczbą ofiar włącznie, zaś 30 maja 2001 roku prof. Andrzeja Kola z Uniwersytetu w Toruniu rozpoczął w stodole w Jedwabnem ekshumację, co wzbudziło wściekłość mediów z kręgu „Gazety Wyborczej” i amerykańskiego rabina Michaela Schudricha. Rabin oświadczył, że według prawa i religii żydowskiej, w Jedwabnem można przeprowadzić tylko ekshumację ograniczoną, czyli taką, w której nie będzie można podnosić kości. Wówczas ś.p. Prezydent Lech Kaczyński, który pełnił wówczas funkcję ministra sprawiedliwości RP, w dniu 4 czerwca 2001 roku przerwał czynności ekshumacyjne w stodole w Jedwabnem.
Warto w tym momencie zwrócić uwagę na rolę Ewy Junczyk-Ziomeckiej, która towarzyszyła ś.p. Lechowi Kaczyńskiemu przez kilkanaście lat jego politycznej kariery jako główny doradca w kwestiach stosunków polsko-żydowskich. Po studiach prawniczych i dziennikarskich, od powrotu w 1993 roku z USA podjęła działalność na rzecz budowy Muzeum Historii Żydów Polskich; pełniła funkcję dyrektora do spraw rozwoju oraz wicedyrektora powstającej placówki, zaś od roku 2006 podsekretarza i sekretarza stanu w Kancelarii Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego. W udzielonym Monice Olejnik w roku 2016 wywiadzie wspomina: „Ja kierowałam biurem inicjatyw społecznych, które zajmowało się także sprawami polsko-żydowskimi”. Monika Olejnik zadała rozmówczyni pytanie: „Przypomina pani sobie też wtedy, jak był krytykowany Lech Kaczyński przez środowisko Radia Maryja, jak był krytykowany przez ojca Rydzyka, który zarzucał prezydentowi, jeszcze ministrowi sprawiedliwości, kiedy był ministrem sprawiedliwości, że wstrzymał ekshumację Jedwabnego”. Ewa Junczyk-Ziomecka odpowiedziała: „„Pamiętam taki dzień, kiedy rozmawiałam przez telefon z [Lechem Kaczyńskim], mówił słuchaj, dzwonią do nas z różnych miejsc i mówią, że niestety ale będzie awantura, jak się zacznie ekshumacja. A prezydent powiedział wtedy takie zdanie: „Ja jestem urzędnikiem państwowym, ale jestem też człowiekiem religijnym, nie chcę obrażać niczyich uczuć, ludzi, niezależnie od tego, jaką religię wyznają””.1
Ewa Junczyk-Ziomecka przyznaje tym samym, że sprawa ekshumacji w Jedwabnem nie była jej obca i jako „ekspert” od stosunków polsko-żydowskich, miała zapewne niemały wpływ na decyzję ś.p. Prezydenta. Nie mając zielonego pojęcia o historii Polaków i Żydów oraz o metodach badań historycznych, przez lata miała wpływ na podejmowanie decyzji wagi państwowej! W roku 2009 na przykład za dobrą monetę przyjęła wymyśloną przez amerykańskich licealistów bajkę o tym, że Irena Sendlerowa uratowała z warszawskiego getta trzy tysiące żydowskich dzieci i narażając na niesławę ś.p. Prezydenta RP, w jego imieniu występowała dla Ireny Sendlerowej o nagrodę Nobla. Obśmiałam tę inicjatywę wraz z Izraelczykiem Uri Huppertem i opisałam w mojej książce.2 W marcu 2010 roku Ewa Junczyk-Ziomecka objęła stanowisko konsula generalnego w Nowym Jorku. Zasłynęła wieloma antypolskimi akcjami. W roku 2013 pani konsul wymusiła na przykład wycofanie zaproszenia profesora Marka Jana Chodakiewicza na konferencję młodej Polonii „Quo Vadis” poświęconą naszej przyszłości. Na pytanie dlaczego, konsul Junczyk-Ziomecka tłumaczyła mętnie, że profesor nie jest kompetentnym naukowcem. Tak to indoktrynowany w PRL samozwańczy autorytet ocenił historyka wykształconego w USA, z doktoratem z Columbia University, autora kilkunastu książek po polsku i angielsku jak również kilkuset artykułów naukowych i kilku tysięcy felietonów.3 Podczas moich pobytów w USA pani konsul mnie również odmawiała prawa do wygłaszania wykładów w kręgach, w których miała coś do powiedzenia. Przez wszystkie lata w Nowym Jorku, w ciągu których Ewa Junczyk-Ziomecka reprezentowała Rzeczpospolitą, lansowała kompetentnego według niej szkalującego Polskę i Polaków Jana Tomasza Grossa. Po powrocie z placówki pani była już konsul jest wreszcie sobą. W udzielonym Monice Olejnik wywiadzie obgaduje prezesa Jarosława Kaczyńskiego jako gorszego z bliźniaków, zaś ś.p. prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu odmawia prawa do pomnika na Krakowskim Przedmieściu. Od zarania dziejów królowie otaczali się ekspertami, którzy doradzali im w podejmowaniu właściwych decyzji. Dziś takimi doradcami otaczają się politycy sprawujący wysokie funkcje publiczne. Tak było i tak być musi, bo nikt nie jest w stanie być ekspertem we wszystkich dziedzinach zarządzania państwem. Zagadką do rozwiązania dla przyszłych historyków pozostanie odpowiedź na pytanie, jakim sposobem niedouczona dziennikarko-urzędniczka Ewa Junczyk-Ziomecka weszła w najbardziej ścisły krąg doradców ś.p. Lecha Kaczyńskiego, jak stała się „ekspertką” w prowadzeniu polityki historycznej RP i kreowania stosunków polsko-żydowskich.
Decyzję o wstrzymaniu ekshumacji podpisał ś.p. prezydent Lech Kaczyński pełniący wówczas funkcję ministra sprawiedliwości. Niestety, trzeba to sobie jasno powiedzieć, odpowiedzialność za ten błąd spada na niego. Nie umniejsza on jednak w żaden sposób wielkości ś.p. Prezydenta. Wszak błędów politycznych nie popełniają tylko ludzie, którzy nie zajmują się polityką, a pedagogicznych tylko ci, którzy nie wychowują dzieci. Polityczne błędy popełniał nawet Marszałek Piłsudski, a mimo to nikt nie jest w stanie odebrać mu zasłużonej glorii i chwały. Nie mam wątpliwości, że ś.p. Prezydent Kaczyński, gdyby żył, nie miałby oporów przed przyznaniem się do błędu i naprawieniem wynikających z niego dla Rzeczpospolitej konsekwencji. Dobro Polski było wszak dla niego zawsze wartością najwyższą.
W roku 2014 Gmina Wyznaniowa Żydowska w Warszawie opublikowała w swym kwartalniku "Kolbojnik", że zgodnie z wykładnią prawa i religii żydowskiej, ekshumacja w Jedwabnem jest konieczna. Egzemplarz "Kolbojnika", w którym religijni polscy Żydzi zdemaskowali kłamstwo lub nieznajomość żydowskiego prawa i religii amerykańskiego rabina M. Szudricha, otrzymałam od Gminy Żydowskiej w Warszawie wiosną ubiegłego roku. Czytamy w nim, że: „Zagraniczni rabini wstrzymali proces ekshumacji związany z prowadzonym przez IPN śledztwem w Jedwabnem. […] Z decyzją zakazu ekshumowania z grobów masowych nie zgadza się ortodoksyjny rabin Joseph A. Polak, były więzień obozów w Westerborku i Bergen-Belsen, przewodniczący Rady Halachicznej bostońskiego sądu rabinicznego: Ofiary z Jedwabnego powinny zostać ekshumowane i pochowane ponownie, czy to na terenie pobliskiego cmentarza żydowskiego, czy to w Państwie Izrael”. Zgodnie bowiem z prawem i religią żydowską: „1) Zmarłego Żyda można ekshumować w celu przeprowadzenia ponownego pochówku w Ziemi Izraela; 2) Zmarłego Żyda można przenieść do innej mogiły, jeśli pierwszy grób miał być w założeniu tymczasowy; 3) Zmarłego Żyda można przenieść z istniejącego grobu, jeśli znajduje się on w miejscu bez nadzoru i istnieje niebezpieczeństwo, że zostanie splądrowany, lub gdzie jest zagrożony powodzią; 4) Jeżeli grób znajduje się w nietypowym miejscu (poza cmentarzem), zmarłego Żyda można przenieść i pochować ponownie na cmentarzu żydowskim”.4
10 sierpnia 2015 sprawę ekshumacji upubliczniłam wraz z przedstawicielką Gminy Żydowskiej w audycji Poranek Radia Wnet nadawanej z Jedwabnego. Od jesieni 2015 pertraktowałam z przedstawicielami rządu PiS i doradcami prezydenta Andrzeja Dudy o wznowienie ekshumacji. Okazało się, że na prawników, urzędników i polityków PiS na dźwięk słowa JEDWABNE pada blady strach. Opowiadają, że nie czas na badania historyczne, bo to zaważy na stosunkach polsko-żydowskich. Na stosunkach z którymi Żydami zaważy, skoro religijni polscy Żydzi domagają się dokładnie tak samo prawdy o Jedwabnem i poszanowania żydowskiego prawa, jak prawdy i poszanowania prawa polskiego domagają się Polacy!? Zakłamanie i strach polityków, urzędników, prawników oraz urzędujących historyków jest porażający. Wszyscy oni boją się utraty świeżo zdobytych stanowisk. Nie rozumieją, że tylko Pan Bóg jest bezbłędny i naprawienie błędu ś.p. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego nie umniejsza jego wielkości, a sprawy dobrego imienia Polski i Polaków są wartością nadrzędną.
Jestem historykiem. Zgodnie ze złożoną doktorską przysięgą, w moim długim już życiu zawodowym nigdy nie uległam żadnym politykom, prawnikom, sądom, urzędnikom oraz mediom, bo pierwszą powinnością historyka jest dbałość o prawdę historyczną. W czasach Jaruzelskiego przeżyłam aresztowanie, rewizję i zakaz wyjazdów za granicę. Sądy III RP za wydobycie z mroku dziejów lubelskich Żołnierzy Wyklętych i napisanie „Zaporczyków” chciały pozbawić mnie i moje dzieci dachu nad głową. Przyznać trzeba, że IV RP jest zdecydowanie bardziej łaskawa. Za żądanie prawa do wolnych badań historycznych w Jedwabnem, urzędnicy i politycy IV RP jedynie szpetnie klęli na mnie i rozwalili rury aby zala
salę we własnym urzędzie. Mimo to w dniu 30 czerwca 2016 roku na praskiej ulicy rozpoczęłam obywatelski projekt zbierania podpisów i zmuszenia Rządu RP do cofnięcia zakazu. W chwili obecnej jest to jedyna droga do tego, aby Państwo Polskie odblokowało wreszcie ekshumację, czyli zezwoliło historykom na uprawianie wykonywanego zawodu. Jestem pewna, że prof. Andrzej Kola z Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika w Toruniu dokończy przerwane w 2001 roku dzieło.
O rozpoczęciu zbierania podpisów zawiadomiłam pana burmistrza Jedwabnego, który ucieszył się i podpisał pod pomysłem. Okazało się jednak, że cztery dni po rozpoczęciu akcji, którą nagłośnił Internet i o której powiadomiłam ministerialnych urzędników, pan burmistrz Jedwabnego napisał: „Uprzejmie proszę o nieumieszczanie pod listą podpisów informacji adresu Urzędu Miejskiego w Jedwabnem. My jako jednostka samorządowa musimy poruszać się w zakresie podjętych przez radę miejską uchwał. Dotyczy to miejscowego prawa i finansów. Nie możemy działać poza granicami gminy. Może i będzie to na pewno kwestionowane przez RIO i Wojewodę. Będziemy społecznie zbierać podpisy i dostarczę je osobiście i na swój koszt pod wskazany przez Panią adres. Nie chcemy i nie możemy być organizatorem w skali kraju, a tym bardziej poza granicami Polski. Byłoby to przekroczenie uprawnień, obowiązków Gminy. Proszę więc serdecznie o to, by rozsyłane druki nie były opatrzone adresem i oznaczeniem Burmistrz Jedwabnego. Pozdrawiam, Michał Chajewski”. Ze względu na powyższe, bardzo proszę o przesyłanie podpisanych arkuszy na mój prywatny zamieszczony na arkuszu adres. Swoją drogą smutne, że polskie prawo zabrania urzędom gminnym występowania w obronie własnego dobrego imienia.


„Warszawska Gazeta”, 8 lipca 2016r.

Lista podpisów

[foto nieistniejącego już pomnika w Jedwabnem, net]


Materiał filmowy 1 :

Zdjęcia do artykułu :
Zdjęcia do artykułu :
Zobacz równiez:





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.