W sieci pojawiają się memy z Andrzejem Dudą. Mają być krytyczne, a są sympatyczne.
Miały straszyć i budzić trwogę, a po prostu bawią. Nie śmieszą.
Tradycyjnie „obrońcy demokracji” postawili na profesjonalizm. Tylko w ich wydaniu profesjonalista to nie człowiek obdarzony umiejętnościami, pasją i talentem, tylko kuzyn szwagra, którego za uszy przeciągano z semestru na semestr na prywatnej uczelni, a właśnie stracił stanowisko państwowe za brak kreatywności.
Pamiętam, pierwszym popisem memistycznym, który miał uderzyć w PiS, był zielony Jarosław Kaczyński stylizowany na Yodę.
Popatrzyłem na to i uśmiechnąłem się – bo przecież Yoda nie dość, że jest postacią sympatyczną i pozytywną, to do tego jest ostoją mądrości, doskonałym strategiem i planistą. Wzorem. A tu ma być śmieszny?
Andrzej Duda z miną łobuzerską i podpisem „Duduś nas oszukał” może budzić tylko uśmiech.
Duduś – bohater „Podróży za jeden uśmiech” jest bohaterem sympatycznym, czasem działa spontanicznie i popełnia błędy, ale ZAWSZE potrafi z nich wybrnąć w sposób sprytny.
Jak to się ma do pozowanego portretu Komorowskiego w bibliotece, któremu po ortograficznych hecach wystarczyło odwrócić okładkę do góry nogami?
Ochraniacze na butach dzieci zwiedzających siedzibę Prezydenta – szał mediów głównego ścieku, do momentu pokazania zdjęć z poprzednich tego typu imprez, gdzie dzieci też mają na nogach ochraniacze, a towarzyszy im groteskowo wypięty Komorowski udający „swojego chłopa”.
Memiarze niestety nie mogą poszaleć tak jak z Janem Pawłem II, bo wiedzą, co może grozić za obrazę głowy państwa. Oj wiedzą. Nadal trwa proces chłopaka, który przyniósł na więc Komorowskiego krzesło. Mam nadzieję, że debil, który zdecydował o teorii zamachu tym krzesłem, już zamiast osób z rządu, pilnuje regałów w markecie.
Jednocześnie „liderzy opozycji” praktycznie sami tworzą memy o sobie. Tam nie trzeba nic przerabiać, wystarczy rozpowszechniać. Czy Petru, który wbrew prawom fizyki, twierdzi, że przekłuty balon „lata po pokoju”, czy Gasiuk-Pihowicz, której nawet inwokacja się kojarzy z epitetami. Dobrym przykładem jest też żałosne wystąpienie Kopacz, która ledwo duka coś łypiąc otwarcie na „ukrytą” za kadrem kartkę z tekstem. Gdzie ci kobieto do Beaty Szydło, która kartek używa niezmiernie rzadko, a kilkunastominutową ripostę składnie, zwarcie i na temat wygłasza bez zająknięcia.
Do tego dochodzi szok, bo jakoś dotacje 500+ i mieszkanie+ nie budzą zazdrości. Gdzie jest wielodekadowe imputowanie zawiści Polakom do innych Polaków? Poszło w las. Wystarczyło parę miesięcy rzeczywistej wolności i braku indoktrynacji, aby Polacy wrócili do swoich cywilizacyjnych korzeni. A Polak nie zazdrości. Mitologia Polaka, który woli, żeby sąsiadowi krowa zdechła, a nie, żeby jemu się urodziła, nie przyjęła się najwyraźniej.
I co teraz, spindoktorzy? Może do waszych drzwi zapuka windykator, aby domagać się kasy za źle wykonaną pracę?
O czym świadczą te oczywiście żałosne kalki? O czym świadczą błędy popełniane przez okragłostołowców przy próbach używania obcego dla nich oręża zwanego ośmieszaniem?
Po pierwsze. Mocodawcy, a więc odbierający produkt i za niego płacący, nie mają pojęcia o naszej kulturze i cywilizacji. Dlatego że zamiast zastosować klucze i rzeczywiste memy (używając właściwego znaczenia tego słowa) istniejące w naszej rzeczywistości, stosują te z michnitrixa, czyli rzeczywistości medialnej, którą starali się nam narzucić. Uwierzyli we własne kłamstwa.
Jednak wysyp memów w ostatnim czasie świadczy też o zastrzyku finansowym jaki otrzymali.
Na koniec ustosunkuję się do wszystkich jęczących, że PiS ich oszukał. Że oni go popierali, a teraz są rozczarowani.
Serio sądzicie, że ktokolwiek będzie się przejmował słowami ludzi, którzy nie potrafili przewidzieć, co się stanie?