Demokracja w niebezpieczeństwie?
data:29 lutego 2016     Redaktor: GKut

Niedawno na naszym portalu dr Marek Baterowicz opisał dość kuriozalną "imprezę", zorganizowaną przez AIPA (Australian Institute of Polish Affairs) w Sydney University.
/ Zobacz: TUTAJ/
Tym razem o "występach" prezesa AIPA w Melbourne.

prof. Jan Pakulski
 
 

---------------------------------------------------------------------

 

Niedawno odbyła się w Melbourne zorganizowana przez AIPA prelekcja pod interesującym tytułem "Czy demokracja w Polsce jest w niebezpieczeństwie?" wygłoszona przez jednego z członków AIPA, profesora Jana Pakulskiego.

 

Prelekcja przeprowadzona była bardzo sprawnie, w atrakcyjny i nawet sympatyczny sposób. Niestety strona merytoryczna prelekcji nie dorównała poziomem jej formatowi.

Prelegent popełnił kilka błędów rzeczowych, np. określił Trybunał Konstytucyjny jako najwyższy w Polsce sąd (najwyższym sądem w Polsce jest Sąd Najwyższy), co w rezultacie doprowadziło do sporego zamieszania pojęciowego. Większość poruszonych problemów potraktowana została niestety w sposób bardzo ogólny, generalnie z pominięciem faktów popierających tezy przedstawione przez prelegenta, a także przedstawiona została w sposób bardzo jednostronny.

 

Żeby nie być gołosłownym przytoczę przedstawienie przez prelegenta sprawy Trybunału Konstytucyjnego. Prelegent stwierdził, że obecny rząd sparaliżował pracę TK ­ bez podania jakichkolwiek faktów na poparcie tej tezy. Pominął przy tym rolę TK w obecnym kryzysie, a szczególnie rolę przewodniczącego TK, pana (niegdyś towarzysza pierwszego sekretarza) Rzeplińskiego, jak np. wydawanie przez TK orzeczeń wykraczających daleko poza zakres konstytucyjnych uprawnień TK (orzekanie o decyzjach rządu i prezydenta) ­, co zostało zresztą potwierdzone przez mianowanego przez PO prokuratora generalnegoSermeta; ignorowanie prawomocnych zmian w ustawie o TK (wymogu procedowania w składzieminimum 12 członków TK ­ prawomocnie uchwalona i podpisana przez prezydenta ustawaobowiązuje TK, dopóki nie zostanie ona oficjalnie uznana za niekonstytucyjną); ignorowanienowych członków TK (nie przydzielano im żadnych spraw do orzekania), czy niedopuszczenie tychże członków do spotkania z bawiącą w Polsce Komisją Wenecką.

 

Prelegent chwalił osiągnięcia poprzednich rządów, a szczególnie rządu PO/PSL, pokazując szereg wykresów i diagramów (wszystkie o pozytywnej dla rządu PO/PSL wymowie), ignorując za to większość widocznych dla zwykłego śmiertelnika negatywnych skutków tychże rządów, jak np. likwidację lub spowodowanie zapaści szeregu branż przemysłu np. stoczniowego, tzw. "wygaszanie"przemysłu węglowego (pod rządami PO/PSL bardziej opłacało się kupować węgiel z Australii, gdzie przeciętna płaca górnika jest prawie pięciokrotnie wyższa niż w Polsce, a dodatkowo trzeba transportować węgiel przez połowę globu ziemskiego), czy fakt, że ludzie o dochodach grubo poniżej oficjalnej tzw. granicy ubóstwa (ok. 6000 zł rocznie) musieli płacić podatek dochodowy (kwota wolna od podatku wynosiła nieco ponad 3000 zł rocznie).

 

Mówiąc o możliwym zagrożeniu demokracji w Polsce jako argument(?) na poparcie tej tezy prelegent przytoczył list trzech wyraźnie niedoinformowanych senatorów USA, w tym byłego kandydata na prezydenta USA, Johna McCaina ­ tego samego, który wybrał sobie na kandydatkę na wiceprezydenta słynną ze swych fascynujących wypowiedzi panią Sarah Palin.

 

Każdy kto oglądał telewizyjne debaty kandydatów na prezydenta USA, jak również ich publiczne wypowiedzi, może sobie łatwo wyrobić pogląd dotyczący zasobu wiedzy o sprawach międzynarodowych owych panów (i pań). I znów, żeby nie być gołosłownym, przypomnę, że jeden z niedawnych prezydentów USA (nazwisko litościwie przemilczę) w publicznym wystąpieniu pomylił Australię z Austrią. (Nie dotyczy to zresztą wyłącznie polityków USA ­ n.p. jeden z czołowych przywódców Unii Europejskiej i głośny krytyk przemian w Polsce, Martin Schulz, nie był w stanie ukończyć szkoły średniej ­ ukończenie której wymaga przecież posiadania pewnego zasobu wiedzy.)

 

Podpieranie się tego rodzaju "autorytetami" nie najlepiej świadczy o rygorze intelektualnym prelegenta ­ bądź co bądź profesora uniwersytetu. Prelegent odrzucił tezę o "putinizacji" demokracji w Polsce (co należy mu zaliczyć na plus), jednakże z jego wywodu jasno wynikało, iż uważa, że w Polsce obecnie odbywa się "orbanizacja".

 

I tu prelegent naraził słuchaczy na poważny dysonans poznawczy: z jednej strony stwierdził, że rząd Orbana wybrany został demokratycznie przez ogromną większość wyborców, zaś z drugiej wyraźnie sugerował, że wybór ten nie był najbardziej fortunny ­ najłagodniej mówiąc.

Czyżby pan profesor był zwolennikiem hipotezy postawionej swego czasuprzez pana redaktora Lisa, że "ludzie nie są tak głupi jak przypuszczamy ­ są dużo głupsi"? Co takiego złego było w wybraniu Orbana? Wyborcy węgierscy mieli dosyć oszukańczego rządu poprzedników, który to rząd sam o sobie mówił "kłamaliśmy rano, kłamaliśmy w południe, kłamaliśmy wieczorem". Dużym niesmakiem napełniło mnie pokazanie przez pana profesora wykresu sugerującego, że na PiS głosowali głównie ludzie o niskim wykształceniu oraz katolicy, czyli używając słownictwa obecnej opozycji "ciemnogród" i "mohery".

 

Tego rodzaju chwytów propagandowych po panu profesorze się nie spodziewałem. Nie spodziewałem się także przylepiania wyświechtanych epitetów w rodzaju "conspiracy theorist". Czyżby uwadze pana profesora umknął fakt, że takie konspiracje rzeczywiście istnieją? N.p. przygotowanie i wprowadzenie w PRL stanu wojennego było przecież jedną wielką konspiracją ówczesnego "rządu" skierowaną przeciwko własnym obywatelom.

 

Na zakończenie czuję się niestety zobowiązany do postawienia organizatorom zarzutu praktycznego uniemożliwienia jakiejkolwiek poważnej dyskusji poprzez zastosowanie zasady "jedna osoba, jeden raz, jedna minuta". Przy tak kontrowersyjnym temacie publiczność powinna mieć możliwość poważnej polemiki z tezami prelegenta.

 

Jest to przecież podstawowy atrybut każdej prawdziwej demokracji. Czyżbyśmy więc byli świadkami narodzin nowego typu demokracji "a la AIPA", w której jeden mówi, a reszta słucha?

 

Idąc na ową prelekcję miałem nadzieję usłyszeć, być może kontrowersyjny, ale w miarę wyważony i poparty konkretnymi przykładami wykład na temat obecnej sytuacji politycznej w Polsce, ­ połączony z odpowiednią dyskusją.

Niestety z dużą przykrością muszę stwierdzić, że się rozczarowałem, ­ i to rozczarowałem się bardzo. To co usłyszałem, w mojej opinii, bliższe było swoim charakterem popularnej ponad pół wieku temu tzw. propagitce, niż wykładowi szanującego się nauczyciela akademickiego.

 

A szkoda, bo nie mam najmniejszych wątpliwości, że możliwości pana profesora są dużo, dużo większe niż te, które nam na rzeczonej prelekcji zechciał zaprezentować.

 

Zbigniew Nowakowski






Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.