Adam Słomka: Nawet apologeci Wałęsy wiedzą, że prawda zwyciężyła
data:23 lutego 2016     Redaktor: agalaura

Coś niedobrego dzieje się z prezydentem Lechem Wałęsą, bo najwidoczniej zrozumiał skalę swojego uwikłania w systemie komunistycznym, a ponadto to, że z obawy o ujawnienie jego kontaktów z SB - tych bynajmniej mało chwalebnych - stracił swoją prezydenturę w odbiorze społecznym - jako coś istotnego dla Polski. Kiszczak zza grobu "podziękował" mu za ochronę interesów komunistycznych zbrodniarzy. I bynajmniej to nie to, że Wałęsa chciał podać nogę Kwaśniewskiemu było powodem przegranej byłego lidera Solidarności w wyborach 1995 roku, ale to, że nie dotrzymał słowa danego Polakom, a dla SdRP czy Unii Demokratycznej stał się po prostu balastem.







W ostatniej kampanii wyborczej w wyborach prezydenckich na łamach swojej książki Bronisław Komorowski zarzucił mi personalnie, że "chciałem zabijać takich jak on", a ponadto przyznał, że nasyłał na kolegów z opozycji ZOMO. Do tego aplikował lewatywy, fetował Jaruzelskiego, łączył się w "bulu i nadzieji" oraz ogólnie zaczął wielu przypominać butnego Wałęsę pouczającego Polaków. Ta eksponowana buta połączyła i pogrzebała politycznie obu. Lech Wałęsa komentując dla TVN24 mój protest na procesie WRON z 12 stycznia 2012 roku komentował, że Adam Słomka "zawsze grał, zawsze był nieodpowiedzialny (...). To, co zrobił to skandal". Co za celne argumenty Wałęsy, jeśli się zważy, że wówczas sądzony komunistyczny zbrodniarz Czesław Kiszczak czytał sobie "do poduszki" donosy TW "Bolka" ...Dekomunizacja i lustracja zawsze były potrzebne.

Już 6 listopada 1991 roku Klub Parlamentarny KPN złożył pierwszy projekt zawierający elementy dekomunizacji i lustracji: "o Restytucji Niepodległości". Wówczas został on odrzucony w pierwszym czytaniu poselskim. Ponownie w Sejmie RP III kadencji, gdy projekt dekomunizacyjny stworzony przez środowisko KPN został utrącony jeszcze przed skierowaniem go pod obrady, nad czym ubolewał m.in. Jan Olszewski. Lech Wałęsa i środowiska liberalno-lewicowe spod znaku Michnika, Kuronia, Mazowieckiego, Balcerowicza i innych "doradców" wielokrotnie torpedowały wszelkie inicjatywy dekomunizacyjne i lustracyjne. To oni obrzydzali i blokowali procesy komunistycznych zbrodniarzy właśnie przez zawartość licznych "szaf" nie rozumiejąc, że tylko państwo budowane na zdrowych fundamentach będzie wolne od nacisków na rozmaite instytucje czy osoby, których decyzje są lub były istotne dla milionów Polaków. Zatem prezydentura Wałęsy przez pryzmat tajemnicy TW "Bolka" i akt skrywanych przez Kiszczaka i "kiszczaczków" tak naprawdę gwarantowała 25 lat bezhołowia postkomunistów i ich agentury.

Wraz z mitem Wałęsy upada mit wyborów z 4 czerwca 1989 roku, gdy trwale podzielono środowiska wolnościowe według kryterium tego, kto chce a kto nie chce doprowadzić do rozliczenia czasów PRL. Każdy może przecież odnaleźć dokumenty z ówczesnej operacji "URNA", gdy funkcjonariusze MSW PRL Kiszczaka fałszowali wyniki kandydatów niezależnych od ekipy Wałęsy, np. w moim przypadku o 5% oddanych głosów. Po co - ktoś zapyta - ekipa Wałęsy godziła się na w/w operację? Ano dlatego, że wybór kandydatów, których nie wspierał Wałęsa spowodować mógłby krach pomysłu na premierostwo Mazowieckiego i prezydenturę Jaruzelskiego. Trzeba tu dodać, że zbrodniarz Jaruzelski został wybrany na prezydenta PRL jednym głosem parlamentarzysty wybranego w 1989!

Gdy jedni kotłowali się w pogoni za rządowymi fuchami, biurkami czy służbowymi samochodami, to komuniści palili stosy akt MSW i MON PRL, transferowali olbrzymie sumy do swoich spółek w obawie przed skutkami konieczności przeprowadzenia pierwszych, w pełni wolnych wyborów w 1991 roku. Bo przecież w Sejmie RP I kadencji tzw. "prawica" miała większość i mogła dowolnie wprowadzać zmiany i rozliczyć PRL. Rząd Jana Olszewskiego nie miał potrzebnej większości nigdy, a próby jej uzyskania metodami "nie fair" zakończyły się odzyskaniem władzy przez komunę. Warto wspomnieć, że to środowiska polityczne Mazowieckiego czy Tuska czuwały dosyć skutecznie wówczas nad tym, żeby na lata zohydzić Polakom tematy dekomunizacji i lustracji. Redaktor Adam Michnik i jego "człowiek honoru", jakieś wizje "dobrotliwych staruszków" i rozliczeń typu rumuńskiego działały na Polaków, którzy zdawali się wierzyć w "oddanie władzy przez komunistów", "groźbę wkroczenia Armii Czerwonej w 1981 roku" i tego typu "mity".

Dziś po ujawnieniu przez IPN materiałów MSW PRL dotyczących TW "Bolka" Wałęsa ma szansę zawrócić z drogi kłamstwa. Może nie brnąć dalej w jakieś fantasmagorie swojego typu i powiedzieć: tak donosiłem, tak brałem za to pieniądze i przepraszam Polaków za tą słabość. Bo to w latach 1970-76 Wałęsa "grał, był nieodpowiedzialny i to co zrobił to skandal". Warto przypomnieć, że prezydent Wałęsa otrzymał notatkę UOP, w której realizowano inwigilację m.in. KPN. "Stara miłość nie rdzewieje", a zatem Lech Wałęsa też - jak wynika z dokumentu - polecał inwigilować tych, których działalność była mu nie na rękę. Osobnym zagadnieniem jest to, czy do IPN nie powinny trafić archiwa wojskowych służb specjalnych czasów PRL skoro przez wiele lat nad poczynniami zlikwidowanej WSI nie było żadnego realnego nadzoru. Wiadomym jest, że służby wojskowe "przejmowały" wielu agentów "cywilnych służb" i - moim zdaniem - warto siegnąć po inne archiwa - szczególnie te z lat 1978-91.

Lech Wałęsa jest jednym z 10 milionów tych, którzy tworzyli pierwszą Solidarność. Skoro w szczytowym momencie lat 80-tych XX wieku SB miała ok. 100 000 agentów, to przecież stanowi to jedynie 1% tych, którzy byli w różnym czasie zaangażowani w "karnawał Solidarności". A trzeba pamiętać, że byli też tacy, którzy rzucali "legitymacje PZPR" i włączali się do walki z systemem totalitarnym. Przez lata wmawiano nam "mit" początku końca komuny w dniu 4 czerwca 1989 roku. Tymczasem komunizm i jego poczwarka kończą się na naszych oczach ostatecznie 22 lutego 2016. Wałęsa, Gazeta Wyborcza i środowisko b. Unii Wolności sami zniszczyli ten 27 - letni mit wprowadzoną w życie alternatywną wersją historii, jaka im latami odpowiadała przez obronę swoich partnerów z Magdalenki i Okrągłego Stołu. Przypadkowo 22 lutego 1947 roku Sejm Ustawodawczy uchwalił "amnestię", która zapoczątkowała początek likwidacji zorganizowanego partyzanckiego podziemia antykomunistycznego.

Vichy rozliczać zaczęto we Francji po 20 latach od ostatniej wojny światowej. Bundestag zniósł "przywilej" sędziowski dla sędziów z Trybunału Ludowego III Rzeszy w 1985 roku. Co w tym dziwnego, że musiało minąć aż 27 lat od 1989 roku, żeby rozpocząć ostateczne rozliczenie niegodziwców, agentury komunistycznej czy chociażby mordów i innych przejawów zbrodniczej działalności radzieckich matrioszek z czasów PRL? Właściwie to nic dziwnego!



Adam Słomka
Przewodniczący KPN-NIEZŁOMNI
Zobacz równiez:





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.