Marek Warecki i Wojciech Warecki: James Bond i sprawa polska
data:07 listopada 2015     Redaktor: GKut

 

Świat Bonda jest doskonale przewidywalny i kontrolowany. Pozornie dostarcza sensacji, ale w gruncie rzeczy wszystko jest w nim wiadome i ustalone raz na zawsze. Wszystkie role są rozdane i ściśle określone. M jest królem, Bond rycerzem. Jest oczywiście paskudny czarny charakter i piękna kobieta. Cała gra jest szczegółowo zaplanowana. Jak pisze Umberto Eco można to określić szachowo:

James Bond rozpoczyna i daje mata w ośmiu posunięciach:

 
 
 

 

A. M wykonuje ruch i daje zlecenie Bondowi

B. Czarny Charakter wykonuje ruch i pojawia się przed Bondem, ewentualnie jako postać zastępcza

C. Bond wykonuje pierwszy ruch i daje pierwszego mata Czarnemu Charakterowi - albo Czarny Charakter daje pierwszego mata Bondowi

D. Kobieta wykonuje ruch i pojawia się przed Bondem

E. Bond podporządkowuje sobie Kobietę: zostaje jej kochankiem albo zaczyna ją uwodzić

F. Czarny Charakter więzi Bonda (z Kobietą albo bez, lub też każde oddzielnie)

G. Czarny Charakter torturuje Bonda (czasami również Kobietę)

H. Bond pokonuje Czarny Charakter (zabija go albo zabija jego zastępcę, albo też jest obecny przy jego zabiciu)

I. Bond rekonwalescent przeżywa romans z Kobietą, którą następnie utraci.

Schemat pozostaje niezmienny[1]

 

Mimo że Bond w wersji Daniela Craiga budzi pewne wątpliwości z racji swojego – jak poniektórzy określają - pogłębienia psychologicznego, też mieści się wewnątrz tego schematu.

 

Co ma agent 007 do sprawy polskiej?

 

Rzeczywistość polityczna III RP jest pisana na bardzo podobnych zasadach. Role są z góry rozdane i stałe, a od czasu do czasu zmieniają się tylko aktorzy, którzy je odgrywają z mniejszym czy większym talentem. Schemat jest także niezmienny, choć odrobinę inny niż u Bonda. Te same twarze, w tym samym filmie od 23 lata, a właściwie od lat siedemdziesiątych. Niestety koszty biletów są coraz większe a sam film coraz słabszy.

 

Kim są dramatis personae?

 

Głównym bohaterem jest Premier Tusk, który ma wszelkie cechy i atrybuty boskie: chce dobrze dla każdego, wszystko może, jest miłosierny, rozumie swoich poddanych. Pozbawiony wad. Ma w sobie wiele ze złotej rybki i wróżki jednocześnie. Zajmuje się sprawami, które zwykły, szary człowiek nie jest w stanie ogarnąć swoim rozumem.

 

Na drugim miejscu Lud (obywatele miast i wsi), którzy w zależności od optyki występuje w dwóch wcieleniach:

  • Królewny Śnieżki (nasz lud jak lawa), którą jakiś aktywista musi pocałować, żeby się łaskawie obudziła
  • Lemingów, polactwa, - coś pomiędzy Sodomą i Gomorą (ze względu na lobby sodomitów panoszące się w przestrzeni społecznej), homo sovieticus, a jedz pij i zaciskaj pasa. Na czole ma nie tyle krwawe znamię, ale złowróżbne piętno indyferentyzmu zżerające jego duszę

 

Lud wyraża swoją wole w sondażach (czasem kilka razy w tygodniu i jest w tym akcie bardzo zmienny) albo rzadziej w wyborach (w poszukiwaniu mniejszego zła i straconego czasu). Ostatnio lud coraz bardziej przypomina chór dziadów: nie tyle w sensie stricte z tragedii greckiej, co par excellence zwyczajnych dziadów bez grosza przy duszy, a do tego jeszcze solidnie zadłużonych..

 

Szermierze prawdy (głosiciele dni ostatnich). Trochę Stańczyka, trochę Wernyhory (tego z Wesela Wyspiańskiego). Przemierzają Polskę fizycznie lub internetowo. Krzewią wszem i wobec prawdę, która ma nas wyzwolić. Coraz więcej czasu spędzają na salach sądowych zwłaszcza za sprawą TVN i GW.

 

Chochoł, czy raczej cała karna i dobrze zorganizowana gromada chochołów, dbająca o to, aby trzymać lud w uśpieniu. W chocholim tańcu. „Tańcuj, tańczy cała szopka, a cyś to ty za parobka?” (…)„Powyjmuj im kosy z rąk, poodpasuj szable z pęt, zaraz ich odejdzie smęt. Na czołach im kółka zrób, skrzypki mi do ręki daj; ja muzykę zacznę sam, tęgo gram, tęgo gram.” Wesele (akt III, sc. 37). Nic dodać nic ująć.

 

Czarny charakter (Wujek Samo Zło). We wszystkich odcinkach Bonda ci źli byli opisywani jako okropni brzydcy.

Bond wchodzi w konflikt z Czarnym Charakterem. Opozycja ta wprowadza do gry różne wartości; niektóre z nich są jedynie wariantami pary charakterów. Bond reprezentuje niewątpliwie Urodę i Męskość w stosunku do Czarnego Charakteru, który jest monstrualnie brzydki i seksualnie do niczego. Monstrualna brzydota Czarnego Charakteru jest elementem stałym[2]

 

Tajne organizacje: grają w spiski za pomocą, których trzymają mocno władzę, okradają Polskę i są gwarantami zagranicznych dominacji. Główną ich cechą jest to, że ich nie ma, ale jest to tylko wyższa forma obecności. Od masonów, poprzez WSI, ubeckie watahy i mafię.

Dwa słowa o symbolicznych przedmiotach.

Czapka z piór (symbol ambicji i próżności) przynależy bez watpienia premierowi Donaldowi Tuskowi. Sprawa rogu jest do dyskusji („(…) kasjsim zabył złoty róg, ostał mi się ino sznur”), ponieważ do tej nagrody kolejka jest długa.

 

W co gramy?

 

Oczywiście w jesteśmy w permanentnej wyprawie z zielonej wyspy po złote runo. Złote runo jest w UE, choć ostatnio jest z tym gorzej i może będzie trzeba przerzucić się na gaz z łupków.

Niebem jest ład demokratyczny i sprawiedliwość społeczna. Bez tych rzeczy życie jest zupełnie niemożliwe. Człowiek niewierzący w te aksjomaty to łajdak i potencjalny Adolf Hitler.

Gra ma taki przebieg:

  1. Siły ancien rezime (rząd i aktualnie jedynie słuszna partia) popadają w dekadencję i brakuje im kasy (to zawsze jakoś idzie jedno z drugim)
  2. Tajne służby dochodzą do wniosku, że trzeba coś zmienić (bo ich interesy są zagrożone)
  3. Opozycja i ludzie dobrej woli są gotowi do zmiany i szemrzą złowrogo
  4. Lud milczy, stoi w kolejkach (za komuny) albo liczy długi i kultywuje swój wszechogarniający indyferentyzm (za PO, czyli w gruncie rzeczy też za komuny)
  5. W przedziwny sposób (czasem gabinetowy, niekiedy za pomocą widowiska telewizyjnego takiego, jak okrągły stół, bywa też, że i na sposób rewolucyjny) dokonuje się zmiana, za którą stoją określone siły. Czasem udaje się to świetnie jak w 2007 roku, a czasem sprawy wymykają się z rąk i trzeba produkować Wydarzenia Grudniowe albo Stan Wojenny
  6. Nowa władza wzbudza nową nadzieję i głosi niezłomną determinację na drodze radykalnych reform
  7. Każdy ważny urzędnik, polityk robi jeden krok ze swojego stanowiska na inne dokładnie, jak to opisał Stanisław Lem w Dziennikach Gwiazdowych w podróży XIII:

O północy odbywa się w całym naszym państwie jeden ruch, jak gdyby, mówiąc obrazowo, wszyscy czynili jeden krok - i w taki sposób osobnik, który wczoraj był ogrodnikiem, dziś zostaje inżynierem, wczorajszy budowniczy staje się sędzią, władca - nauczycielem, i tak dalej. (…) Potężny organizm naszego państwa trwa od wieków niewzruszony i niezmienny, trwalszy od skały, a trwałość tę zawdzięcza temu, że raz na zawsze skończyliśmy z efemeryczną naturą jednostkowego istnienia. Dlatego to mówiłem, że jesteśmy zamienialni w sposób doskonały.[3]

W naszym politycznym systemie nie dotyczy to wszystkich obywateli oczywiście, a tylko członków nomenklatury. Lud trwa niewzruszony wykonując nakazane mu obowiązki. Tysiące, dziesiątki tysiącu stanowisk na urzędach centralnych, partyjnych, w spółkach skarbu państwa, telewizji publicznej, policji i armii godnie przemierzają nasi umiłowani przywódcy.

  1. Rząd nieuchronnie na skutek swojej niekompetencji prowadzi do następnego kryzysu. Oczywiście brakuje mu kasy i zadłuża lud do imentu.
  2. Tajne służby dochodzą do wniosku, że trzeba coś zmienić (bo ich interesy są zagrożone) i wymyślają spisek i cykl się powtarza.

 

Można spojrzeć na to w sposób nieco żartobliwy, ponieważ życie polityczne III RP, (którą należy traktować iunctim z PRL) rządzi się prawami Wielkiej Kołomyi Elementarnej, którą opisał Edmund Niziurski Siódmym Wtajemniczeniu. Niech nikogo nie zmyli, że nasza metafora dotyczy zmagań szkolnych gangów – Matusów i Brokerów - rodem ze środkowego PRL-u. Przeciwnie, dotyka ona samej istoty sprawy relacji pomiędzy rządem, a opozycją (zwłaszcza w warunkach naszej ordynacji wyborczej oraz wymuszonym na społeczeństwie finansowaniu partii politycznych):

 

Wytwarzała się ona automatycznie na skutek swoistej konstrukcji łaźni, która posiadała dwoje drzwi: jedne, wiodące na korytarz, drugie bezpośrednio na podwórze. Dzięki temu powstawał zamknięty krąg gonitwy. Kiedy zgraja Blokerów wpadała przez jedne drzwi, przez ten czas Matusy uciekali przez drugie.  Blokerzy pędzili za nimi, zanim jednak ostatni z nich zdołali wybiec z łaźni, już na karkach siedzieli im Matusy, którzy zdążyli przez ten czas okrążyć łaźnię i wpaść do środka ponownie przez pierwsze drzwi. Rzecz jasna, w tym układzie nie sposób było dojść, kto tu właściwie ucieka, a kto goni. Każdy czuł się jednocześnie ścigającym i ściganym, co oczywiście pomagało obu bandom zachować twarz, dobre samopoczucie i honor, na punkcie którego wszyscy byli bardzo czuli.(…) Zorientowałem się wkrótce, że tą szaloną gonitwą rządziły jakieś niepisane prawa. Jakby obie strony milcząco się umówiły, że raz zaczęta zabawa nie może być przerwana ani w żaden sposób odmieniona. I w tym też leżał największy urok Kołomyi.[4]

 

Horyzont zdarzeń jest określony, pojęcia ustalone, karty rozdane. Żeby to zmienić trzeba pieniędzy i wysokiego poziomu samoorganizacji społeczeństwa, a jednego i drugiego, jak na lekarstwo.

Pewien etnograf opisuje przypadek indiańskiego plemienia, które zawsze żyło w amazońskiej dżungli. Gdy pewnego dnia razem z tym badaczem z lękiem wyszli na jej skraj w oddali zobaczyli jakieś duże zwierzęta. Zapytali badaczy dlaczego są taki małe, przecież w rzeczywistości są większe. Po prostu ci ludzie nie znali zjawiska perspektywy. Jak jest z nami?

Przewidywalność naszego świata jest dokładnie taka sama jak w Bondzie. Pozornie ktoś na dostarcza sensacji, ale w gruncie rzeczy jest to świat w którym wszystko jest wiadome. System jest doskonale redundantny, czyli zawiera tak dużo informacji o swojej istocie, że nawet jak jakiś element na chwilę zapomni, co ma robić to i tak wszystko pozostaje na swoim miejscu, bo inni uczestnicy sytemu mają nadmiar informacji: co, kto i gdzie ma robić. Redundancja to inaczej nadmiarowość.

Redundancję stosuje się wszędzie tam,  gdzie wymagana jest bezawaryjna praca systemu lub urządzeń oraz ludzi. Sprawdza się znakomicie w przypadku ochrony życia (samoloty, statki) oraz w przypadku ochrony ważnych danych[5].

 

Bezawaryjna praca sytemu…Zdarza się przecież czasem błąd i jakiś Peter Vogel (uważany za skarbnika lewicy) znużony siedzeniem w areszcie wydobywczym zaczyna zbyt dużo mówić. Jakaś nieostrożna rozmowa na cmentarzu, chwiejąca się piramida finansowa…System upora się ze wszystkim.

 

Żeby to zmienić musielibyśmy zastąpić tę grę inną albo z niej wyjść. Dlatego właśnie został wprowadzony Stan Wojenny, ponieważ aktywność ludzi w czasie Karnawału Solidarności zniszczyła scenariusz pozornej przemiany(zastąpienia Edwarda Gierka i jego ekipy innymi umiłowanymi przywódcami – człowiekami honoru Jaruzelskim i Kiszczakiem). Ale ten fatalny błąd się już nie powtórzy. Czuwają na tym nie byle jacy specjaliści: wszystko musi dziać się planowo, jak w Bondzie. Przytoczmy jeszcze raz słowa Ecco o książkach Iana Flemminga:

Słuszniej byłoby więc porównać jego książki do meczu koszykówki rozgrywanego przez Harlem Globtrotters przeciwko małej prowincjonalnej drużynie. Wiadomo całkiem na pewno, kto wygra i zgodnie z jakimi regułami; przyjemność polegać będzie jedynie na obserwowaniu, jakie mistrzowskie chwyty zastosują Globtrottersi, dzięki jakim pomysłom potwierdzą nasze przewidywania, za sprawą jakiej żonglerki zakpią sobie z przeciwnika. W powieściach Fleminga mamy do czynienia w modelowy wręcz sposób z ową grą przesądzoną, redundantną, typową dla mechanizmów kultury masowej sprzyjających ucieczce od rzeczywistości.[6]

 

Jesteśmy od lat ogrywani przez tajemniczy Harlem Globetrotters, dysponujący poważnymi środkami i możliwościami. Specjaliści od socjotechniki manipulują umysłami i skutecznie sterują społeczeństwem.

 



[1] Umberto Ecco - Superman w literaturze masowej str 205

[2] Umberto Ecco - Superman w literaturze masowej str 191

[3] Stanisław Lem Dzienniki Gwiazdowe Podróż XIII str 74

[4] Edmund Niziurki Siódme wtajemniczenie str.38

[6] Umberto Ecco - Superman w literaturze masowej str 213

-------------------------------------------------------------------------------------------------------

Psychologowie Marek i Wojciech Wareccy - jedni z rozmówców twórców "Lawy" - to autorzy niezwykle ważnych książek: Woda z mózgu”, wydanej w 2011r. oraz Pożeracze mózgów”, która jest pozycją przeznaczoną dla młodego odbiorcy. Książka ta powstała, jak twierdzą autorzy, by dać narzędzie młodemu czytelnikowi i całej rodzinie; żeby młodzież nie przyjmowała bezkrytycznie wszystkich postaw, wszystkich wzorców propagowanych przez media.Psycholodzy Wojciech Warecki & Marek Warecki zajmują się przeprowadzaniem treningów oraz doradztwem psychologicznym szczególnie w zakresie:

  • Stres, psychosomatyka
  • Mobbing funkcjonowanie człowieka w organizacji
  • Psychologia wpływu i manipulacji
  • Psychologia oddziaływania mass mediów (w tym nowe media)
  • Rozwój osobisty i kreatywność
  • Praca zespołowa i kierowanie
  • Psychologia sportowa
  • Problemy rodzinne.
  • Warsztaty skutecznego uczenia się.





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.