Solidarne podróże po Polsce: Tajna kopalnia uranu w Kletnie
data:14 lipca 2015     Redaktor: agalaura

Członkowie Solidarnych2010 (oddział Tychy) w ramach wakacyjnej promocji stowarzyszenia dotarli rowerami do jednego z wielu tajemniczych i ciekawych miejsc w Kotlinie Kłodzkiej, zlokalizowanego na północnym stoku masywu Śnieżnika. Trzeba wiedzieć, że jest to teren historyczny, wczesnośredniowieczny, są tam wyjątkowe okolice.

                                                                
 
 
Jak wiemy, II wojna światowa zmieniła bieg historii. Czasy zimnej wojny, wyścig zbrojeń, zagrywki i szpiegowanie, zmagania tajnych służb sprawiły, że Stalin potrzebował pozyskać rudy uranu do skonstruowania bomby atomowej. A pokłady uranu, choć skromne, od wieków istniały na terenie Polski. Podpisana we wrześniu 1947 r. na Kremlu tajna umowa, dotycząca rozpoczęcia wydobycia z początkiem 1948 r. rudy uranu, była swoistym cierniem wbitym w Polskę. Porozumieniu nadano kryptonim „Kopaliny”. Pozyskiwaniem rudy oraz jej wysyłką zajmowały się kopalnie R-1 Kletno, R-2 Kowary, R-3 Rudnik Kopaliny − całość obsługiwała radziecka kadra inżynierska, a robotnicy byli Polakami. W skład terenowych grup poszukiwawczych, 50-osobowych, wchodzili: inżynierowie, technicy, geolodzy, geofizycy, operatorzy sprzętu radiometrycznego oraz około 20 pracowników fizycznych. Po odkryciu większych złóż natychmiast rozpoczynano ich eksploatację.
 
Grupy poszukiwawcze prowadziły prace rozpoznawcze, wykonując rewizję starych średniowiecznych wyrobisk, pomocne były stare mapy i zdjęcia geologiczne. Przekopywano stare hałdy, badano je radiohydrogeochemicznie, przeprowadzano także odwierty badawcze pod ziemią, na poziomie chodników, oraz na powierzchni.
 
Wszystkie tematy związane z wydobyciem rudy, jak praca i życie górników, w tym ich rodzin, były ściśle tajne, strzeżone, kontrolowane przez bezpiekę oraz przez zasłużonych i wyselekcjonowanych żołnierzy z Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Kadrę pozyskiwano bardzo ostrożnie, trzeba bowiem pamiętać, że wtedy w Polsce były trudne warunki polityczne i społeczne, zwłaszcza na niedawno przyłączonych Ziemiach Zachodnich. Eksploatacja kopalin zdominowała życie gospodarcze tego regionu na co najmniej pięć lat, a prace polskich geologów na tym obszarze zostały całkowicie zablokowane.
 
Udostępnione wyrobiska były intensywnie eksploatowane w latach 1948–1953, a poszukiwania uranu oraz fluorytu przez ZSRR trwały do 1958. Okupant w działalności eksploatacyjnej wykorzystał bardzo stare, średniowieczne szyby, szybiki, pochylnie, upady, przekopy, chodniki, sztolnie, jakie pozostały po eksploatacji złota, srebra, miedzi i żelaza. W sumie długość wczesnośredniowiecznych wyrobisk górniczych to 40 km. Po roku 1948 wydrążono dalsze 150 km, z których − po selekcji i wyodrębnieniu innych równie potrzebnych jak uran minerałów − wyeksploatowano 20 ton uranu. Tyle własnie potrzeba było na dwie bomby atomowe.
 
Oficjalnie eksploatowanie rud uranu nie było zarejestrowane, a zakończono je z końcem marca 1953 r. Przez następne lata kopalnia działała w ramach przedsiębiorstwa Przemysł Arsenowy w Złotym Stoku i rozpoczęto w nich wydobycie fluorytu.  W latach 1954 −1959 wydobyto ponad 15 tys. ton fluorytu. Ze względu na wyczerpanie zasobów eksploatację zakończono w trzecim kwartale 1958 r. Wkrótce dolne poziomy wyrobisk kopalni zostały zalane prez wody podziemne,  a w październiku 1959 r. wejścia do sztolni wysadzono.
 
Do pracy przy wydobywaniu rudy uranu wykorzystywano żołnierzy niepodległościowego podziemia AK, NSZ i tzw. niepoprawnych politycznie. Kwalifikowanych górników ściągano ze Śląska, podpisując z nimi półroczne kontrakty. Bardzo trudne warunki pracy − zapylenie, radiacja, napromieniowanie organizmu − powodowały bardzo szybką utratę zdrowia. Chorych górników odsyłano do śląskich czy noworudzkich kopalń, by po miesiącu pracy w nich w historii choroby lekarze mogli wpisać pylicę, a nie chorobę popromienną! Wpisy wykonywali oczywiście jedynie „zaufani” lekarze. Nieliczni górnicy żyli dłużej niż kolejne pół roku. Kobiety pracowały przy taśmie przy selekcji minerałów, nieświadome zagrożenia, tego że są napromieniowywane. Tak więc one też zapłaciły wysoką cenę.
 
Udostępnione obecnie dla turystów podziemne ekosystemy wydają się tajemnicze. Trasa ma około 600 m długości, a pokłady tam występujące są mieszaniną minerałów, głazów i szlachetnych kamieni.  Można zobaczyć tam ametysty, fluoryty, kryształy kwarcu, opale czy szmaragdy. Licznik Geigera wskazuje, że rudy uranu są radioaktywne, tak więc lepiej w tym miejscu jednak nie przebywać. To wycieczka dla odważnych.
 
Stare wyrobiska są niedostępne dla zwiedzających, jednak Stowarzyszenie „Solidarni2010” Oddział Tychy otrzymało specjalne zezwolenie. Dzięki temu na parę godzin mogłem wcielić się w rolę średniowiecznego górnika i podążyć − pod opieką grotołaza pana Darka D. − śladem pierwszych górników. Wyposażeni w kombinezony, kaski i oświetlenie zeszliśmy w niedostępne partie wyrobisk, aby znaleźć się w zupełnie innej rzeczywistości − we wczesnośredniowiecznych dolnych partiach kopalni uranu. Uwierzcie, momentami widoki zapierały nam dech w piersiach.
 
Pierwsze 23 zdjęcia pokazują część kopalni udostępnioną turystom. Druga część zdjęć, od 24 do 63, pokazuje część kopalni, na której zwiedzanie potrzebne jest specjalne zezwolenie.
 
Stefan M.
Solidarni2010, Tychy
Zobacz równiez:
Galeria do artykułu :
Zobacz więcej zdjęć ...





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.