Do tej pory, od 1945 roku, nie udało nam się uwolnić spod stref wpływu najpierw ZSRR, później niemieckiej za fasadą UE, a ostatnio zgodnej podziałowo rosyjsko-niemieckiej.
Brzmi podobnie jak kondominium rosyjsko-niemieckie pod zarządem Izraela?
Brzmi. Ale to, co Grzegorz Braun podaje w uproszczeniu w sposób zrozumiały dla jego fanów, ma znamiona prawdy.
Gdy rozpadł się ZSRR, Polska rzuciła się w stronę dobrobytu. Polityka Amerykańska, zajęta sprawami Bliskiego Wschodu i wewnętrznym, odwiecznym siłowaniem Republikanie-Demokraci, licząc na późniejszą wdzięczność Polski za pomoc w Stanie Wojennym, odpuściła nas sobie, dając wolną rękę sojusznikom europejskim.
Niestety sojusznicy europejscy okazują się grupą wasalną wobec Niemiec, przy przyglądającej się (jak zwykle) w celu osiągnięcia imperialnych korzyści Wielkiej Brytanii oraz Francji nie mającej najwyraźniej pojęcia w co się wpakowała, próbując odbudować państwowość w oparciu o swoje kolonie.
Przez między innymi układ magdalenkowy i w konsekwencji kontraktowy Sejm, zbudowane zostało państwo całkowicie podlegające wpływom sąsiadów. Już nawet w bezpośrednich rozmowach ostatecznym pytaniem jest wybór pomiędzy putiniowską Rosją, a postępową Unią Europejską.
W listopadzie, dwa lata temu, Majdan w Kijowie dał zielone światło do budowania niezatapialnego lotniskowca amerykańskiego w centralnej Europie. Nie wiadomo czy USA planowało to działanie, czy tylko wykorzystało okazję. Wcześniejszy „lotniskowiec”, czyli Kosowo nie zdaje egzaminu, ponieważ nie znajduje się w strategicznym geopolitycznie miejscu. A właściwie miejsce straciło na znaczeniu, bo Słowianie Południowi, po krwawej wojnie wrócili do normalnej i spokojnej pracy. Teraz, to strategicznie geopolitycznie miejsce, do tego niesamowicie bogate naturalnie, znajduje się w naszym kraju. To tu przecinają się od tysiąca lat szlaki północ-południe i wschód-zachód.
Pewnie mogłoby się wydawać dziwne, że dopiero teraz USA zwróciło uwagę na centralne miejsce w Europie, ale wcześniej ich uwaga skierowana była gdzie indziej. Po II Wojnie Światowej która uczyniła z USA mocarstwo i przekazała temu krajowi doktrynę imperialną dzierżoną do tej pory przez Wielką Brytanię, interesy gospodarcze Stanów Zjednoczonych, krążą i celują starając się gasić punkty zapalne i skutecznie lub nie kreować strefy wpływów. Opinia żandarma świata jest myląca. USA nigdzie nie realizuje polityki międzynarodowej. Jedynie swoją własną. Podobnie w Polsce i na Ukrainie. Chcą położyć rękę na komunikacji i być może na dobrach naturalnych, w szczególności metalach rzadkich.
Wojska Unii Europejskiej są za słabe. Bundeswera nadal ma moralnego kaca z czasów gdy zarządzali nią ludzie spod znaku swastyki i nie może prowadzić działań zaczepnych pod groźbą zmiażdżenia samych zamiarów opinią publiczną mediów zdominowanych przez polityczną poprawność. Dlatego Amerykańskie wojsko będzie na Ukrainie witane gościnnie. Na zachodniej Ukrainie, bo wschodnia już jest w Rosji.
Co to dla nas oznacza politycznie? Całkowitą utratę wpływów i UE i Rosji, czyli i Komorowskiego wraz z WSI i Platformy, a właściwie Tuskobandy, bo ta zrobiona w konia poprzez ucieczkę wodza, pójdzie w rozsypkę i na żer wkurzonego ludu. Niestety nie oznacza to dla nas samodzielności. Znowu będziemy mieli protektora, tylko tym razem takiego, który nie rości sobie do nas pretensji terytorialnych. Model gospodarki uprawianej w USA jest dużo zdrowszy niż unijny, a Polonusi z całą pewnością pomogą odbudować zniszczoną naukę i kulturę. A kiedy szansa na prawdziwą wolność? Może wystarczy poczekać, aż kolejny katolik zostanie amerykańskim prezydentem?
Książę Adam Czartoryski pisał: „W ciągu całego mego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych, którzy pragnęli ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie”.