Tego poranka nie zapomnę...(12)
data:04 kwietnia 2015     Redaktor: GKut

Dziś bolesna rocznica. Prezentujemy ostatnie ze wspomnień - napisane ręką niezłomnego pisarza śp. Janusza Krasińskiego.
 
 


 
 
 
 



Prezydencki lot na skrzydłach śmierci

Jest sobota, piękny kwietniowy dzień. Może wcześnie z rana była mgła, teraz świeci słońce. Psy ciągną do parku przy Filtrowej. Spuszczam je ze smyczy. Pilnują się, nie oddalają, węszą po trawniku. Wtem podbiega do nich szczeniak jamniczek. Jego właścicielka chyba straciła go z oczu. Widzę, że go szuka, więc wołam:

 

- Proszę pani! Pani piesek jest tutaj! - Dosłyszała, kiwa mi z dala głową. Trzymając w ręce telefon komórkowy przechodzi po trawniku do mojej alejki.

 

- Tu jest - mówię - za tym krzakiem!

 

Ale ona nie zwraca na niego uwagi. Podchodzi bliżej, nieznajoma, i mówi:

 

- Proszę pana, przed chwilą otrzymałam wiadomość, że rozbił się samolot z naszym prezydentem.

 

Wokoło pusto, ani żywego ducha, byłem jedynym, z kim mogła podzielić się tą straszną wieścią. Obca, nieznajoma, ale nie było powodu, aby jej nie wierzyć. Pierwszą moją myślą natychmiast zadzwonić do żony! Wydobyłem z kieszeni swoją komórkę, wybieram numer, ale palce jak porażone prądem, trafiają nie w te, co chcę przyciski. Zamiast połączenia, włącza mi się aparat fotograficzny. Przyciskam rozpaczliwie, by się go pozbyć, w końcu stwierdzam, iż robię tylko zdjęcia własnej dłoni. Rezygnuję z połączenia, półprzytomny spieszę do domu. Otwarte oba nasze telewizory, staję przed ekranem oniemiały. Bo zwykle, gdy mowa o Prezydencie, panowie redaktorzy tacy prześmiewczy, uszczypliwi, wszystko, co o Nim mówią, podszyte ironią, drwiną, teraz dziwnie podniosłe, dostojne, uroczyste. Tylko sprzeczne informacje, co do ilości ofiar. 90... 96? Jedno jest pewne, zginął Prezydent Rzeczypospolitej Polski, Lech Kaczyński i jego żona, Maria. Chryste, mam ich obraz w pamięci! Z uroczystości w Belwederze, na Królewskim Zamku, w salach Pałacu Prezydenckiego, Opery... I nie potrafię wyobrazić ich sobie w miazdze zbitych ciał w kadłubie rozbitego samolotu.

 

Ale dalej, co za przerażająca lista! Ofiary katastrofy! Wielu z nich znałem. Jest Tomasz Merta, wiceminister! Tak niedawno razem z cmentarza na Powązkach....! Jest Janusz Kochanowski, Rzecznik Praw Obywatelskich! Przez jego biuro ja... No, to już bez znaczenia! Ale nie tak dawno na Zamku Królewskim uroczyste dwudziestolecie polskiego Rzecznika, gdzie miał znakomity referat. Autor prac o państwie prawa! I Janusz Zakrzeński! Grał marszałka w filmach, sztukach, także u mnie w Obłędzie! Ale co za przewrotna złośliwość losu - marszałek Piłsudski poległy pod Smoleńskiem! O matko i Anna! Anna Walentynowicz! „Wpadnie pani do nas?” „Chętnie, pani Basiu.” Poznały się z moją żoną na jakimś spotkaniu w Sejmie. Miała przyjść do nas, czekałem, ja pisarz, może mi jeszcze coś opowie; ale historia urywa się z rozbiciem samolotu. Historia...! To Janusz Kurtyka tak ją pielęgnował. Ale zostawił dla złożenia kwiatów na grobie zamordowanych przed siedemdziesięciu laty. Moje ostatnie z nim spotkanie w jakieś sejmowej sali na dyskusji o zabójstwie w majestacie prawa rotmistrza Witolda Pileckiego. Szef IPN-u, jeszcze nie wiedział, że wybierze się wkrótce w ten prezydencki lot na skrzydłach śmierci. Pilecki, Kurtyka - dwa obok siebie kamienie pamięci!

 

Ale są jeszcze inni mi bliscy: Stefan Melak bywający często na spotkaniach w Domu Literatury, prezes Związku Rodzin Katyńskich, Stanisław Mikke, członek Naczelnej Rady Adwokackiej, naczelny pisma Palestra uczestniczący w ekshumacji Polaków w Katyniu, Charkowie, Miednoje, bliski krewny mojego zmarłego przyjaciela. Sekretarz generalny Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, odtwórca zapomnianych cmentarzy na Wschodzie - Andrzej Przewoźnik: nagroda im. Jerzego Giedroycia przyznawana przez dziennik Rzeczpospolita. „Podwiezie mnie pan do centrum?”- zapytałem, gdy po skończonej uroczystości wyszliśmy razem ze stanisławowskiego teatru w Łazienkach. Laureat podwiózł pod dom. A w aucie tyle wspólnych tematów! Mieliśmy się jeszcze spotkać, nie było kiedy. Odszedł i ci inni, wszyscy gromadą, w jednej chwili! Skromne to, ubogie wspomnienia, lecz wystarczające, aby po tragicznie zmarłych pozostały w pamięci wieczny cierń.

 

Ale na tym nie koniec listy lecących po śmierć. Są oficerowie, generałowie niezastąpieni w polskiej armii: dowódca Sił Powietrznych, dowódca Garnizonu Warszawa, dowódca Wojsk Lądowych, dowódca operacyjnych Sił Zbrojnych, dowódca Wojsk Specjalnych, dowódca Marynarki Wojennej, pułkownicy, najwyższy rangą polski dowódca szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, generał Franciszek Gągor. Nie wymieniam nazwisk innych, bo można je przeczytać wszędzie, nawet na latarniach pod pałacem prezydenckim pod ich zdjęciami. Zginęli wszyscy w jednej sekundzie, nie do pomyślenia! W przypadku najgorszej wojny nie mogliby tak zginąć! To jakaś nieziemska, szatańska klątwa rzucona pod skrzydła osiadającego we mgle samolotu!

 

 

Na liście znalezionych w roztrzaskanym wraku są także czołowi politycy, senatorowie, posłowie i posłanki na Sejm, działacze i działaczki opozycji, ludowcy, niezależni oraz i ci z lewicy, feministka, urzędnik do spraw kombatantów i osób represjonowanych; ksiądz prałat, były rektor Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, członkowie rodzin katyńskich i ich kapelan; chłopcy z ochrony prezydenta, stewardesy, dziewczyny dumne, że usługują w tak elitarnym locie i pilot. Pilot, z którym zapewne kiedyś leciałem. „Lataj „Lotem”! Ja i moja rodzina zawsze czuliśmy się pewniej, gdy za sterem siedział polski pilot. A już ktoś próbuje zrzucić na niego odpowiedzialność! Za co?! Za tę niesterowalną szafę, która nie mogła się poderwać i rozpadła się na kawałki?! I gdzie jej wrak? Ach, i Ryszard Kaczorowski, były Prezydent Polski na emigracji! Historia nie zna przypadku, aby w jednej katastrofie zginęło dwu prezydentów europejskiego państwa! Jeszcze nie jest pewne, dziewięćdziesiąt dwie czy dziewięćdziesiąt sześć ofiar, ale wszyscy w tym jednym. To śmiertelne żniwo, jakiego nie zebrałaby wśród elit narodu nawet dżuma!

 

***

Od godziny stoję przy Żwirki i Wigury pod pomnikiem lotnika w tłumie oczekujących na powrót Prezydenta i jego żony. Ta piękna para powróci w trumnach. Dziś już wiadomo, że za nimi ma przylecieć jeszcze dziewięćdziesiąt cztery. Ludzie czekają w milczeniu. Nikt nie komentuje tego, co się zdarzyło. Jest pięknie słonecznie, pobliski pomnik lotnika rzuca na pustą jezdnie długi cień. Myślę o tym, kto z Francji, Anglii, Niemiec, Brukseli przyjedzie na ten pogrzeb gigant? Jeszcze nie wiem, że niebawem wybuchnie wulkan w Islandii. To dla przywódców państw Unii i Stanów Zjednoczonych bardzo kłopotliwy incydent! Stojąc już godziną pod Lotnikiem odbiegam myślami do lat, lat stalinowskich, gdzie w jednej, stuosobowej celi na Mokotowie siedziałem z profesorami, pułkownikami, redaktorami opozycyjnych pism, z pro zachodnimi politykami, z księżmi odmawiającymi zdrady tajemnicy spowiedzi, z wyklętymi żołnierzami z nadbużańskich lasów, z gospodarzami, którzy ich przenocowali, a także z lekarzami, co wyklętym rannym udzielili pomocy. Wtem to, zagłuszone przed laty perfidnym wrzaskiem służebnych prokuratorów, jakże oczywiste stwierdzenie: Ci z Mokotowa, z Lubelskiego Zamku, z Fordonu, Rawicza, Wronek i innych peerelowskich mordowni, skazani z najróżniejszych paragrafów czy to na śmierć, czy na wieloletnie więzienie, wszyscy oni odpowiadali za jedno i to samo: za „zbrodniczy spisek celem powrotu Polski do Europy!” Straszny, straszny paragraf! Lecz marzenia ich ziściły się. Jesteśmy w Unii, w NATO! Z okropną Ameryką jesteśmy w przyjaznych stosunkach. Ale jak przerażający musiał być ten dym z wulkanu, który jak raz wybuchł tam na tej odległej wyspie, że nikt, żaden prezydent, żaden kanclerz, żaden premier z wolnego świata, nie mówiąc o dowódcach NATO, nie odważył się przylecieć na ten pogrzeb! Na razie nic jeszcze o tym nie wiem. Stoję wśród tłumu czekających. Myślami wciąż jeszcze jestem przy tych spodziewanych gościach i ich uroczystych honorach, które oddadzą przecież tragicznie zmarłym. Wtem ktoś krzyknął:

- Jadą!

 

 

Ale to nie oni. To nie ci z Unii, z NATO, to trumny.

 

Janusz Krasiński, maj 2010

 

***

Wspomnienia wygłoszone przez Janusza Krasińskiego podczas odbierania Nagrody im. Piotra Skórzyńskiego „OPOKA- NIEULĘKŁYM W DĄŻENIU DO PRAWDY” 4 czerwca 2010 roku.

 
 

 

Janusz Krasiński (1928 - 2012) - wielki patriota i wybitny pisarz, autor słuchowisk radiowych i sztuk teatralnych. Członek Szarych Szeregów. Więzień niemieckich obozów koncentracyjnych (m.in. w Auschwitz, Dachau) , a po wojnie więzień Mokotowa, Wronek i Rawicza.

Laureat licznych nagród literackich, m.in. Nagrody im. Józefa Mackiewicza w 2006 roku za autobiograficzną tetralogię - „Na stracenie”, „Twarzą do ściany”, „Niemoc”, „Przed agonią”.

Na początku 2016 roku została wydana przez Arcana powieść "Przełom", która zamyka autobiograficzny cykl Pisarza.

 

Zobacz równiez:





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.