Kęs chleba to za dużo… wielu ludzi zmarło pierwszego dnia wolności
data:26 marca 2015     Redaktor: AK

Zamieszczamy audycję "Rozmowa z Ojcem" autorstwa Agatay Foltyn i Lecha Galickiego. Jest to rozmowa ze śp. Władysławem Galickim, który przeżył wiele katowni, w tym niemiecki obóz koncentracyjny Auschwitz i niemiecki obóz koncentracyjny Mautchausen - Gusen w Austrii. Publikujemy również tekst, w którym Lech Galicki opisuje rozmowę z Ojcem.

 

Mój ojciec: Władysław Galicki, więzień numer 123184 (KL Auschwitz), przeniesiony do KL Mauthausen – Gusen (numer więźnia 112049).

 

Wzmianka na karcie osobowej: powód – na szkodę Rzeszy czynny.

 

Tylko ten pierwszy numer wytatuowano mojemu tacie na przedramieniu. Po wojnie chorował. Obozowa trauma spowodowała, iż postanowił nie zakładać rodziny. Poznał jednak moją mamę, Stanisławę i w sile wieku został ojcem. Moim tatkiem.

 

O wojnie mówił bardzo rzadko. Pracował, czytał książki, spacerował… Takim pamiętam go z dzieciństwa.


Gdy byłem studentem, a może później, ojciec opowiedział mi nieco o obozowym czasie. Nie mówił dużo. Był półmrok, pamiętam, siedzieliśmy przy stole w pokoju domu rodzinnego przy ulicy Moniuszki 4 na Jasnych Błoniach w Szczecinie. Tu odbierała mnie akuszerka, gdy przyszedłem na ten świat.

 

Zbliżała się Armia Sowiecka. Niemcy zdecydowali o przewiezieniu wielu więźniów do obozu koncentracyjnego w Austrii. Tam były zakłady zbrojeniowe, kamieniołomy, dużo pracy ponad ludzkie siły i jeszcze więcej śmierci.

 

Pod koniec 1944 roku przyjechały auta, którymi wywieziono między innymi mnie do Brzezinki – Birkenau. Kazano nam wejść do łaźni, pełniącej jednocześnie rolę komory gazowej, zdjąć pasiaki i poddać się dezynfekcji. Nie zagazowano nas, lecz wykąpano! Z jednej strony Niemcy starali się tam truć jak najwięcej ludzi, a z drugiej – zabiegano o ich czystość.

 

Gdy szedłem w grupie więźniów do łaźni, zobaczył mnie mój znajomy i nieco później przekazał mojej rodzinie wiadomość, że nie żyję. Skąd mógł wiedzieć, że akurat wtedy nie wykorzystano puszek z cyklonem B? W domu dano za mnie na Mszę świętą.

 

Pociągiem, w cywilnych ubraniach, dotarliśmy do obozu koncentracyjnego w Mauthausen. Po kwarantannie, w samej tylko bieliźnie, pognano nas do oddziału obozu w Gusen.

 

Z dnia na dzień było tam gorzej. Coraz większy głód, wszystko zapchlone, zawszawione… Poza tym bito nas, szczuto psami, i nie zliczę ile osób na moich oczach utopiono w beczkach ustawionych w łaźni lub zrzucono ze skał w przepaść.

 

5 maja 1945 roku o godzinie 17.00 amerykański czołg z białą gwiazdą na pancerzu przewrócił płot i obozową bramę.


Byłem bardzo głodny i słaby. Ważyłem 45 kilogramów. Pobiegłem do budynku, w którym jeszcze przed chwilą mieszkali esesmani, zobaczyłem tam dużo kostek margaryny i chwyciłem pierwszą z brzegu. Nagle wbiegł tłum wygłodzonych jak ja więźniów, rzucił się w kierunku margaryny i przewrócił mnie na ziemię.

 

Podniosłem rękę do góry z nadzieją, że ktoś mnie podniesie, pomoże mi wstać. Po chwili nie trzymałem już margaryny. Podobnie było w kuchni. Tam tłum oszalałych z głodu ludzi zepchnął mnie do olbrzymiej kadzi z twarogiem. Prawie utopiłem się w jedzeniu.

 

W dniu wyzwolenia. Później, już pierwszego dnia wolności, wielu ludzi zmarło na biegunkę, czerwonkę, gdyż dla ich żołądków kęs chleba, to było zbyt dużo.


Amerykanie przyprowadzili zbiegłych esesmanów, także wielkiego sadystę – komendanta obozu. Przesłuchiwano go, a więźniowie słuchali płynących z głośników zeznań. Komendant mówił, że tydzień przed wejściem Amerykanów otrzymał rozkaz sprowadzenia wszystkich więźniów do sztolni i wysadzenia ich w powietrze. Zrobiłby to, jednak uległ prośbie swojej żony o trzy dni zwłoki. Potem już nie zdążył wykonać rozkazu.

 

(Wcześniej, przed wyzwoleniem, komendant obozu w dniu urodzin swojego syna pozwalał mu strzelać z karabinu do pracujących więźniów i zabijać ich w ograniczonej do kilkunastu, a może nieco więcej osób, ilości).

 

Tylko tyle słów.

 

Skończyło się wyrwane z Czasu Apokalipsy opowiadanie mojego ojca. Tyle rzeczy już nie ma. Tato odszedł z tego świata.

 

Wszystko się zmienia. Historię – nieprawdę dla nowych pokoleń często tworzą na użytek bieżącej polityki czarni magowie. Tak się dzieje tu i teraz.

 

  • Jak walcem chcą zniszczyć wszystkich, którzy są przeciw nim.
  • Jak zatrzymać to, co najważniejsze?
  • Jak oddzielić plewy kłamstwa od ziaren prawdy?
  • Prawdy o wczoraj. Prawdy o dzisiaj. A trzeba to zrobić, bo jakie będzie jutro?

 

Lech Galicki



Materiał filmowy 1 :

Zobacz równiez:





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.